Komunikacja miejska – na cenzurowanym

Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego jest największym, ale wcale nie najlepszym w kraju organizatorem komunikacji miejskiej. Zrzesza 28 gmin, w tym m.in. Gliwice, Pyskowice, Sośnicowice i Zabrze. Na obszarze objętym jego działalnością mieszka w sumie blisko 3 mln osób. Jakość usług świadczonych przez KZK GOP pozostawia sporo do życzenia. Szczególnie dużo skarg pasażerów korzystających na co dzień z przejazdów autobusami w mieście i regionie dotyczy Śląskiej Karty Usług Publicznych, która zastąpiła tradycyjne bilety na przejazd.

 

Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się uważnie funkcjonowaniu KZK GOP. Warto przypomnieć, iż ujawnione jeszcze na początku zeszłego roku wyniki kontroli były bardzo niepokojące. Ze smutkiem należy odnotować, że od tamtego czasu niewiele się zmieniło.

Nierzetelne przetargi faworyzujące konkretnych przewoźników, sprzedaż w autobusach tylko najdroższych biletów oferowanych pasażerom przez kierowców oraz poważne błędy w przygotowaniu specyfikacji tzw. zamówień publicznych na realizację projektów „Śląska Karta Usług Publicznych i „System Dynamicznej Informacji Pasażerskiej” – to najpoważniejsze z zarzutów wysuniętych przez kontrolerów NIK pod adresem KZK GOP.

Wspólna akcja monopolistów

Wyszło na jaw, że przy organizowaniu przetargów komunikacyjnych naruszono zasady uczciwej konkurencji, ograniczając pulę firm przewozowych, mających pełne prawo uczestniczyć  w takich przetargach. Skutkiem takiego postępowania było – jak to precyzyjnie określono w protokole pokontrolnym NIK – „dokonywanie zakupu usług przewozowych za stawki oferowane przez JEDYNYCH w tych warunkach dostawców”.

Nie było swobodnej konkurencji wolnorynkowej między różnymi firmami przewozowymi, co w efekcie doprowadziło do wyłonienia przewoźników, którzy wcale nie byli najtańsi. Przyniosło to też inne fatalne następstwa. Zniknęła np. możliwość  rynkowej weryfikacji cen usług przewozowych, finansowanych przecież ze środków publicznych.

NIK stwierdziła, że „operatorami obsługującymi największą liczbę linii autobusowych na terenie aglomeracji górnośląskiej i tym samym – generującymi najwyższe koszty KZK GOP z tego tytułu były trzy spółki komunalne: PKM w Sosnowcu, PKM w Katowicach oraz PKM w Gliwicach”. Kontrolerzy ustalili, iż łączne koszty „nabycia usług przewozowych od tych trzech spółek wyniosły 1,03 mld zł, co w latach 2010-2013 stanowiło 71,5% wszystkich kosztów KZK GOP z tego tytułu”.

W protokole pokontrolnym możemy przeczytać, że w postępowaniach przetargowych wyraźnie „preferowano konsorcjum złożone z trzech faworyzowanych spółek komunalnych”. Uprzywilejowane Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Sosnowcu, Katowicach i Gliwicach „obsługiwały łącznie 184 spośród 302 istniejących linii autobusowych (60,9% całości)”.

Najciekawsza wydaje się jednak fachowa konkluzja zawarta w udostępnionym mi dokumencie NIK. „Rezygnacja z unifikacji standardów świadczenia usług z jednoczesnym ustaleniem bardzo wysokiego progu dostępności do zamówienia ze względu na rozmiar prowadzonej działalności (konieczność posiadania kilkuset autobusów) ograniczyła krąg możliwych oferentów wyłącznie do jednego, znanego zamawiającemu podmiotu” – napisali kontrolerzy. Cóż można dodać?

Wysłannicy NIK ujawnili też, że „KZK GOP przedkładał interes spółek komunalnych ponad prawem pasażerów do odpowiedniego standardu świadczonych usług. Tym samym KZK GOP działał wbrew swojej strategii działania na lata 2008 -2020. Jednym z jej z zadań miało być bowiem dążenie do poprawiania standardu i bezpieczeństwa obsługi poprzez m.in. zwiększanie udziału taboru niskopodłogowego i ekologicznego”.

Ambitne założenia pozostały na papierze. W rzeczywistości okazało się natomiast, że liczba wygodnych dla pasażerów, a przyjaznych dla środowiska autobusów jest stanowczo za mała i nie odpowiada w ogóle wymaganiom.

Zwrócono również uwagę na „występujący w KZK GOP konflikt interesów, polegający na tym, że członkami zarządu tej jednostki są prezydenci miast, reprezentujący gminy będące jednocześnie udziałowcami spółek komunalnych, świadczących usługi na rzecz związku”.

Nasuwa się tu znane powiedzenie: albo rybka, albo akwarium! Nie da się równocześnie reprezentować interesów pasażerów i prezesów komunalnych spółek przewozowych. Pasażerowie cenią sobie przecież wygodę podróżowania. Dla prezesów ważna jest zaś tylko wysokość zysków ze świadczonych usług transportowych. Obydwa cele są w praktyce nie do pogodzenia!

Całodobowa inwigilacja pasażerów

Kontrolerzy NIK zajęli się wreszcie sprawą wprowadzenia do użytku Śląskiej Karty Usług Publicznych. Ustalili, że jeszcze pod koniec 2009 roku do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego trafił wniosek o dofinansowanie tego projektu ze środków unijnych. Zarząd KZK GOP argumentował wówczas, że  głównym celem przedsięwzięcia jest „wdrożenie systemu informatycznego, ułatwiającego realizację usług publicznych drogą elektroniczną oraz wspomagającego zarządzanie administracją publiczną w województwie śląskim”.

Śląska Karta Usług Publicznych

Przytknięcie karty do czytnika w autobusie miało być elektroniczną formą dotychczasowego kasowania papierowego biletu za przejazd. W pierwotnym zamyśle planowano wykorzystanie karty do identyfikacji mieszkańców dla celów statystycznych. Zamierzano też upowszechnić przy jej pomocy ideę płatności bezgotówkowych. W sumie miało być pięknie i nowocześnie. Wyszło zaś – jak zwykle czyli beznadziejnie. Życie boleśnie zweryfikowało całą koncepcję ŚKUP.

Wielomiesięczne opóźnienie we wdrożeniu projektu spowodowało poważne zagrożenie dla jego sfinansowania ze środków unijnych. Elektroniczna identyfikacja mieszkańców przybrała natomiast w praktyce postać groźnej inwigilacji pasażerów, poddawanych całodobowej kontroli w celu ustalenia aktualnych miejsc ich pobytu.

SYSTEM drobiazgowo sprawdza, którym autobusem jedzie w danej chwili Kowalski i dokąd udał się Wiśniewski. Nieustanna inwigilacja – jak w powieściach Orwella. Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że George Orwell, genialny pisarz angielski, autor  pamiętnego „Roku 1984” i zagorzały krytyk ustrojów totalitarnych, opisał podobne sytuacje już przed kilkudziesięciu laty.

George Orwell

Często używany w różnych rozmowach i publikacjach przymiotnik „orwellowski” określa dzięki temu autorowi ponure sytuacje, w których panujący system polityczny zagraża wolności jednostki bądź wolności całych społeczeństw, szczególnie w sferze prywatności. Współczesne życie publiczne w Polsce dowodzi trafności wielu wizjonerskich spostrzeżeń angielskiego twórcy.

Jestem zdziwiony, że pomysł stworzenia TAKIEJ SZOKUJĄCEJ KARTY INWIGILACYJNEJ mógł narodzić się akurat w głowie Romana Urbańczyka, wieloletniego prezesa KZK GOP. Przed laty był on prezydentem Zabrza i nie wykazywał w ogóle takich osobliwych skłonności. Dość sensownie rządził swoim miastem. Życie pokazało jednak, że obecna rola zupełnie go przerosła.

Ogromne kłopoty z nabyciem ŚKUP (wielogodzinne kolejki poirytowanych klientów) podważyły na dodatek sens dystrybucji kart traktowanych przez wielu mieszkańców GOP jako przymusowe – a nie dobrowolne – bilety miesięczne w górnośląskich autobusach komunikacji miejskiej.

Pora na wnioski. Nie wszystkie gminy w naszym regionie przyłączyły się do KZK GOP. W tej grupie znalazły się Tychy, Jaworzno oraz Tarnowskie Góry. Może warto w Gliwicach pójść ich śladem? Życie bez przynależności do związku komunikacyjnego jest przecież możliwe.

Zbigniew Lubowski

Be the first to comment on "Komunikacja miejska – na cenzurowanym"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*