Kto prezydentem Gliwic?

Wielkimi krokami zbliżają się ważne, szczególnie z perspektywy Gliwic, wybory. W miejsce Zygmunta Frankiewicza, wybranego do Senatu, wskażemy już 5 stycznia nowego prezydenta miasta. Do dziś zgłosiło się czterech kandydatów, a o dwóch można powiedzieć, że wystartują w tej rywalizacji prawie na pewno. Mowa o Adamie Neumanie, Kajetanie Gornigu, Marku Widuchu, Patryku Hodurze oraz o Januszu Moszyńskim i Marku Gziku. Już na pierwszy rzut oka widać, że zapowiada się najciekawsza co najmniej od czterech kadencji rywalizacja. Nic dziwnego, bowiem Gliwice stają przed wyborem, który może zdeterminować ich przyszłość na wiele lat. Warto o tym pamiętać, kiedy będziemy podejmować niełatwą decyzję, jak zachować się w związku z wyjątkowo niekorzystnym układem kalendarza. Słychać wiele głosów, że frekwencja może być wyjątkowo niska. Niestety, mogą one nie być bezpodstawne. Tym bardziej cała szóstka kandydatów powinna dołożyć wszelkich starań dla uświadomienia wyborcom znaczenia ich obecności przy urnach 5 stycznia. Ponad podziałami.

Tradycyjnie już, postanowiłem dla czytelników info-postera odnieść się do poszczególnych kandydatów i omówić ich wyborcze szanse. Aby było sprawiedliwie, uczynię to w kolejności zgłoszeń.

 

Kandydat nie na ten czas

Adam Neumann, bo o nim mowa, to kandydat „namaszczony” przez Zygmunta Frankiewicza. Siłą rzeczy w opinii mediów i części gliwiczan, stał się on jednym z głównych faworytów w wyborczym wyścigu. Nie podzielam tego zdania, Z trójki zastępców prezydenta, włączając tu oczywiście śp. Piotra Wieczorka, był on najbardziej nieefektownym, by nie powiedzieć nijakim. Być może z racji zadań, którymi się zajmował. Dość powiedzieć, że większość mieszkańców zupełnie go nie kojarzy, a wielu z tych, którzy się z nim zetknęli, w tym piszący te słowa, uważa go za wprawdzie sprawnego, ale jednak bezbarwnego aparatczyka. Jego podstawowym atutem ma być kontynuacja wizji Zygmunta Frankiewicza. Rzecz w tym, że ta wizja najzwyczajniej w świecie nie przystaje już do czasów, w które właśnie wchodzimy. Uważni obserwatorzy zapewne dostrzegli postępujący brak rozmachu w zarządzaniu miastem po ostatnich wyborach. Mówiło się, że to już nie ten Frankiewicz. To prawda, choć dla wielu może to znaczyć coś innego. Pewne jest jedno – prezydent bez kreatywności i charyzmy – właśnie taki w rodzaju Neumanna – pasowałby jak ulał do czasu boomu gospodarczego, kiedy to wystarczyłoby sprawnie zarządzać finansami i zasobami ludzkimi. Niestety, czas wielkiego wydawania w Gliwicach właśnie niedawno się skończył. Nadeszła era wielkiego spłacania, czytaj powiększających się braków. Potrzebny będzie prezydent o świeżym, nowoczesnym umyśle, otwarty na dialog społeczny, przygotowany na zmiany w wielu dziedzinach. Adam Neumann tymczasem odziedziczył najgorsze cechy poprzedniego systemu, przede wszystkim nieumiejętność dialogu. Przesiąknąwszy na wskroś metodyką Frankiewicza, z całą pewnością nie potrafi się od niej uwolnić. Inna sprawa, że bardzo wielu gliwiczan nie interesuje kontynuacja dotychczasowej polityki np. w kulturze, komunikacji publicznej, czy zagospodarowaniu przestrzeni miejskiej. Póki co jednak, gliwiczanom nieinteresującym się na co dzień sprawami samorządu nazwisko kandydata kojarzy się bardziej z willą przy ulicy Rybnickiej.

 

Kandydat niepokornych?

Wydaje się, że taka etykieta pasuje jak ulał do Kajetana Gorniga wieloletniego radnego, który tym razem zdecydował się na start w wyborach prezydenckich pod sztandarami nowej energii dla miasta. Chce kontynuować to, co dobre ale i zmieniać, co zmian potrzebuje. Póki co ogólnie, ale zapewne wkrótce poznamy założenia na ewentualną prezydenturę. Gorniga wspiera lubiany przez wielu Dominik Dragon. Ciekawe, bo za pośrednictwem Dominika Dragona tych dwóch radnych plus Zbigniewa Wygodę namawiałem kiedyś do silnego wyjścia z PO i stworzenia społecznego ruchu. Zanim jeszcze zostali wykreśleni z list i wyrzuceni za burtę. Uważam nadal, że wtedy był lepszy czas. Jeśli wierzyć Gornigowi, który twierdzi iż powstał ruch, który wystawi swoich kandydatów w późniejszych wyborach samorządowych, to jest to bardzo istotna jakość na gliwickiej scenie. Jeśli rzecz jasna nie jest to tylko koniunkturalna zapowiedź „na dziś”. Uważam jednak, że w tych wyborach Pan Kajetan sukcesu w postaci głównej premii nie zdobędzie. Na pewno jednak, pod dobrej kampanii, poprawi swoją pozycję na naszym politycznym rynku, a jego elektorat, odpowiednio dojrzale kierowany, może być języczkiem u wagi w drugiej turze wyborów. Bo w tej sytuacji jestem pewien, że druga tura będzie. W tym wypadku zatem z nadzieją patrzę w przyszłość.

 

„Czy mnie jeszcze pamiętasz?”

Możecie wierzyć lub nie, ale piosenka Niemena przyszła mi na myśl, gdy Marek Widuch ogłosił swoją kandydaturę. Zniknął bowiem na długo w wielkich przestrzeniach Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, a teraz wraca z politycznego niebytu. Na fali pewnego, ograniczonego sukcesu, jaki odniosła lewica w ostatnich wyborach parlamentarnych. Ale ważne pytanie – wraca, czy jest wypychany? Czy jego koledzy naprawdę wierzą, że kandydat, który w ostatnich wyborach zajął ostatnie miejsce, może odwrócić koniunkturę kilkoma tradycyjnymi uśmiechami i iście kimirsenowskim spojrzeniem w przyszłość, znanym z bilbordów? Niestety, sądzę, że po lewej nie ma chętnych na wdawanie się w prezydencką awanturę i druzgocącą porażkę. A Marek Widuch nie ma nic do stracenia, a przypomnieć się może,

 

„Ja po prostu, zwyczajnie mam talent”

Najwyraźniej Patryk Hodura tak uważa, bo poleca się nam usilnie – najpierw do Rady Miasta, potem do Sejmu (nie skorzystaliśmy) a teraz na prezydenta miasta (nie trzeba być Nostradamusem, aby przewidzieć jego wyborczy wynik). Człowiek, który na każdym szczeblu swojej politycznej kariery zostawiał niesmak i który nie potrafi nawet poprawną polszczyzną wyrazić swojego stanowiska, musi naprawdę mieć tupet, aby wystawić siebie na politycznym targowisku. Typowy kandydat własnej próżności i zapewne garstki grup interesów z całą pewnością nie nabierze gliwiczan po raz kolejny. Pozwolę sobie zatem nie omawiać tej kandydatury w żadnym poważnym kontekście.

 

Faworyci z zimną krwią

Tym podtytułem powiedziałem już wszystko. Tak, akurat dwójka, która póki co jeszcze oficjalnie kandydatury nie ogłosiła, to moi faworyci do drugiej tury wyborów. Sytuacja ich obu jest także specyficzna ze względów, o których poniżej. Zajmijmy się zatem osobą Komisarza Janusza Moszyńskiego. Mam w tym przypadku dysonans poznawczy. Otóż z dawnych czasów bardzo dobrze zapamiętałem Janusza Moszyńskiego jako człowieka otwartego, świetnego rozmówcę. Dowcipnego erudytę. Niestety jednak siłą rzeczy jawi mi się przedstawicielem formacji, którą wolałbym zapomnieć. Nie jestem też przekonany co do prawdziwego charakteru umowy między nim a PiS. Niepokoi mnie jego gotowość do stawania w wyborcze szranki w tak odmiennych barwach jak PSL i PiS. O ile taką gotowość do współpracy w administracji uważam za naturalną, o tyle w polityce wzbudza mój niepokój. Nie bez znaczenia dla mojej oceny Komisarza jest też fakt, że pod koniec swojej kariery w zasadzie żadnej swojej inicjatywy nie zakończył sukcesem. Przypominanie Opla i innych osiągnięć sprzed lat dwudziestu jest trochę archeologią polityczną, uprawianą na potrzeby chwili. Prawda jest inna – dla podtrzymania szans PiS na przejęcie Gliwic, zdecydowano się na odgrzebanie z politycznego rumowiska osoby tak naprawdę już zapomnianej. I, żeby było jasne, uważam to za bardzo sprytne i pragmatyczne pociągnięcie Wojewody Wieczorka. Uzbrojony w swój komisariat będzie mógł Moszyński naprawdę sporo zrobić. Rzecz w tym, że jego ewidentny falstart potwierdza wszystkie moje obawy. Brak wyczucia tempa lokalnej polityki, czegoś co w tenisie ziemnym nazywa się timingiem, niezgrabność już na samym początku i dyskusja o tym jak go tytułować… A to dopiero początek.

Zgoła odmiennie jawi się w tym kontekście profesor Marek Gzik, ostatni z kandydatów, którym poświęcam ten krótki tekst. Wpada do Gliwic z samego centrum wydarzeń. Aktywny naukowo, politycznie i biznesowo i w sposób perfekcyjny łączący te sfery. Zarządzany przez niego Wydział Inżynierii Biomedycznej, jeden z przodujących na Politechnice Śląskiej, jest najlepszym tego przykładem. Stworzył go od podstaw i w ciągu kilku lat doprowadził na wyżyny. Szczerze mówiąc już od momentu gdy nie znalazł się na liście kandydatów do Sejmu i do Senatu, zacząłem podejrzewać, że wszystko zakończy się startem w wyborach prezydenckich. Nie ukrywam, że od początku uważam go również za kandydata idealnego na czasy, w które właśnie weszło miasto. Jedną z jego głównych cech jest to, że wchodzenie w sytuacje konfliktowe dla załatwienia czegokolwiek uważa za ostateczność. Miałem okazję poznać go podczas tworzenia nowych rozwiązań technicznych dla seniorów. Innowacyjność jest jego powietrzem i dotyczy wszystkiego czym się naukowo zajmuje. Rozwiązania w zakresie medycyny stworzone pod jego kierownictwem należą do najnowocześniejszych i najlepszych. Istotne przy tym jest, że tworzone rozwiązania nie trafiają w próżnie, ale natychmiast znajdują zastosowanie, stymulując rozwój różnych gałęzi przemysłu. Moim zdaniem nawet jeśli chodzi o kontynuację kierunków wdrożonych przez Zygmunta Frankiewicza jest znacznie lepszym kandydatem niż Adam Neumann. Podkreślę również, że profesor Gzik jest zaprzeczeniem wszystkiego, co kojarzymy z partyjnym betonem. Jest stworzony do pracy w samorządzie, a zdobyte w poprzedniej kadencji Sejmiku doświadczenie pozwoliło mu po raz kolejny zdobyć w nim miejsce, z bardzo dobrym wynikiem. Tam zaś cechy charakterologiczne pozwalają mu czynnie uczestniczyć w pracach związanych z innowacyjnością a zatem konkurencyjnością Śląska.

Z zainteresowaniem będę obserwował jak w tej niełatwej sytuacji zachowa się KO i decydenci z Platformy Obywatelskiej. Schetyna i Frankiewicz poukładali się wcześniej i jeśli dobrze rozumiem tego drugiego Neumann miał być kandydatem KO. W sytuacji, w której pojawił się kandydat dużo lepszy od niego Frankiewicz powinien zmienić zdanie. Dla dobra Gliwic, którym tak często się zasłaniał. Inaczej okaże się, że Gliwice były dla niego tylko instrumentem transakcji politycznej. A takie podejście jest tak samo złe pod partyjnym jak i prywatnym szyldem.

Myślę, że w takiej sytuacji struktury PO, zarówno miejskie, jak i powiatowe i dalej regionalne, powinny stać na stanowisku, że miastem się nie kupczy.

Jeśli profesor Marek Gzik wystartuje, będzie z całą pewnością moim kandydatem. I tę kandydaturę z pełnym przekonaniem rekomenduję przyjaciołom.

 

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "Kto prezydentem Gliwic?"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*