Kupczenie miastem, czyli kulisy paktu senackiego

 

Wygląda na to, że Adam Neumann w ostatnim czasie daje, a na pewno da, więcej wywiadów niż dał ich przez okres swojej wiceprezydentury. I dobrze. Dobrze dlatego, że nie chcę aby został prezydentem Gliwic, a jego wystąpienia publiczne zagrażają mu bardziej, niż wystąpienia politycznych przeciwników. Przy okazji doprecyzujmy – Adam Neumann żadnej polityki uprawiać nie potrafi. Jest jedynie polityczną bierką w rękach polityków.

Dopiero teraz – i muszę przyznać to mimo niechęci dla całej „zygmuntowej formacji” – widać ogromną przepaść między Zygmuntem Frankiewiczem a prawie każdym z tych, których mógłby desygnować do roli następcy, w tym Adamem Neumannem. Podkreślę przy tym, że świadomie pominął on jedyną moim zdaniem osobę, która do roli prezydenta w jego środowisku by się nadawała, czyli Marka Pszonaka.

Bez wdawania się w szczegóły, stwierdzić należy, że Frankiewicz wpuszczał politykę z salonów do miasta tylko wtedy kiedy chciał i dawało mu to korzyści. Wielu tych, którzy do Gliwic przyjeżdżali z nadzieją ugrania czegokolwiek, wykorzystał dla swoich celów. Neumann, widać to od początku, to pewność, że politycy różnego szczebla będą mieszać w Gliwicach jak cyganka w tobołku. Czyż nie widzicie państwo, że Grzegorz Schetyna na przykład był w ostatnim czasie w Gliwicach więcej razy niż dotąd w ogóle? To efekt tego, że najbardziej bezpartyjny samorządowiec odkąd dostał się do senatu w sposób cyniczny mizia się z Platformą, mając świadomość, że takie zaplecze na tamtym szczeblu jest mu niezbędne. Nie zawahał się zatem otworzyć na oścież drzwi i okien miasta dla wpuszczenia partyjnych swarów i wojenek. Uczynił to z premedytacją z jednej tylko przyczyny – doskonale wie, że w Gliwicach poparcie PO jest niezbędne aby wygrać z kandydatem popieranym przez PiS i dobrze byłoby dostać gwarancje iż ta nie wystawi swojego kandydata. Oczywiście dla kamuflażu dołożono innych, którzy teraz „złamali pakt senacki”, czym się zresztą nikt nie przejmuje. Kiedy jednak, zgodnie z zasadami demokracji, „pakt" chciała złamać część członków PO wystawiając jednak kandydata, profesora Marka Gzika, pod zastałym już kożuszkiem świeżutkiego układziku zawrzało. Do boju rzucono naprędce zwołane pospolite ruszenie nadwornych medialnych siepaczy, niedawno zresztą zdemaskowanych, a krótko potem do Gliwic wyruszyła karna ekspedycja. Sam Zygmunt i Grzegorz opuścili warszawski matecznik, aby spotkać się z Martą i Borysem. Wszystko po to, by wesprzeć Adama i skarcić niesfornego Marka. Ot taka familijna polityczka. Słusznie Czyż z tv Silesia skarcił Neumanna za epatowanie Zygmuntem, podkreślanie na każdym kroku tych niby to rodzinnych, przyjacielskich powiązań. To nic innego jak poklepywanie się po plecach, znane chociażby z wielu filmów Barei. Taka sztuczka pod publiczkę. Brawo dla Czyża, bo to ważne spostrzeżenie.

Wróćmy jednak do głównej myśli. Priorytetem Frankiewicza było i jest to, aby wskazany przez niego człowiek został prezydentem. Cóż, trzeba być bardzo naiwnym, żeby nie rozumieć, że dopiero zabezpieczenie ogona pozwala komuś, kto przez ponad ćwierć wieku był praktycznie bezkarny i samowładny, bezpiecznie włączyć się w polityczną naparzankę na szczeblu krajowym. Tym bardziej spokój i zachowanie status quo potrzebne jest całej uwłaszczonej a teraz osieroconej, słychać nawet głosy, że zdradzonej formacji. Oczywiste stało się tymczasem, że po odejściu Frankiewicza przed PO pojawiła się szansa, aby całkowicie odbić miasto, stracone za Andrzeja Gałażewskiego. Casus Gzika potwierdził, że było to realne, a ja dodam że nawet wściekle teraz atakowana Katarzyna Kuczyńska-Budka mogłaby to zrobić, gdyby odważono się na jej – przyznam będącą politycznym wyzwaniem – kandydaturę. Sądzę, że w pewnej chwili zarówno ona jak i Borys Budka przelękli się oczywistych konsekwencji. Nie zaryzykowali ostrego zagrania i w tym politycznym secie przegrali gema przy własnym serwisie. Nie o ich politycznych rozterkach dziś piszę. Cóż, aby Schetyna zrezygnował z tej oczywistej szansy, trzeba było sporo zapłacić. To pewne. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że rzeczywistym towarem była senacka lojalność ZF. I co wszyscy sądzili? Że zachowa się jak Kałuża i odsprzeda swoją osobę? Przecież to absurd. Tu idzie o coś więcej. Władza za władzę. Ty mi Grzesiu pomożesz osadzić namiestnika w Gliwicach, a ja ci, brachu, pomogę w styczniu. A co będzie w styczniu? Ano wybory w PO będą. Borys Budka zgłosił gotowość do kandydowania. Wewnętrzna produkcja kandydatów się nie powiedzie, bo ich nie ma. Wszystko sprowadzi się do starcia Schetyna – Budka. I oto pojawia się głos całkowicie bezbarwnego Neumanna o tym, że Budkowie proponowali mu pomoc finansową w kampanii za wiceprezydenturę Katarzyny. Biedni nie są, ale jak przeczytałem o finansowej pomocy akurat dla kandydata obozu Frankiewicza, pusty śmiech mnie ogarnął. Pusty natychmiast przeszedł w gorzki uśmiech. Zdałem sobie sprawę, co się właśnie stało. Zygmunt Frankiewicz wątłymi siłami swojego harcownika wmieszał Gliwice w wewnętrzną wojnę w dryfującym na mieliznę partyjnym wielorybie. Ten, ponawiany przy innych okazjach atak na żonę konkurenta jest oczywistym i ostrym uderzeniem w niego samego, Katarzyna jest w tym wypadku czułym miejscem w które się kopie. A czy prawdę powiedział Neumann? Nie wiem. Ale czy powiedział prawdę, kiedy po miażdżących i negatywnych wynikach spowodowanej przeze mnie kontroli NIK powtarzał, badajże w Radio Plus, że zakończyła się ona wynikiem pozytywnym?

Zdałem sobie sprawę, że zarówno partia dla Schetyny jak i miasto dla Frankiewicza to tylko instrumenty w grze o władzę. Użyją ich obaj nawet wbrew interesowi podmiotów, za które odpowiadają. Mamy bardzo poważną, skomplikowaną i smutną sytuację, drodzy gliwiczanie. Tym razem jak nigdy musimy rozumiejąco spojrzeć na najbliższe wybory. W mieście pojawiła się pokoleniowa szansa zebrania grubej rzęsy i wpuszczenia powietrza do lokalnego stawu. Aby tak się stało trzeba śmiałych decyzji, trzeba wręcz politycznej rewolucji. Jeśli macie ochotę, chętnie o tym napiszę. Czekam na opinie. Bo inaczej, cytując wielkiego Bodzia L., nie chce mi się z wami gadać.

Dariusz Jezierski

1 Comment on "Kupczenie miastem, czyli kulisy paktu senackiego"

  1. Panie Dariuszu, a moze by tak wspomoc osoby bezpartyjne? Ja nie bede tutaj nikogo promowal, chociaz mam swojego kandydata jakim jest Pan K.G. Jakkolwiek, byle by nie dopuscic bylych- staronowych ukladow w postaci Pana Neumanna do stolka prezydenckiego w Gliwicach… A to co Pan opisal w tym artykule to poprostu nic dodac, nic ujac.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*