Maglowali Marka Widucha… – o wywiadzie dla Gazety Miejskiej

3 komentarze

Pewne podobieństwa między programem Marka Widucha i moim nie mogą dziwić. Z krańcowo odmiennych pozycji, formułujemy podobne wnioski, sprowadzające się do tego, że gmina powinna w wyraźnie większym stopniu sprawować funkcję opiekuńczą i większą niż dotąd część środków, przeznaczać na zapewnienie podstawowych potrzeb mieszkańców. I nie jest to bynajmniej powrót do idei „państwa opiekuńczego” (czy raczej gminy opiekuńczej), w którym króluje wszechobecne rozdawnictwo posunięte aż do ekonomicznego samobójstwa, ale przemyślane, systemowe rozszerzenie grona beneficjentów gliwickiego sukcesu.

Wyraźne różnice między naszymi programami pojawiają się w części detalicznej, w rozwiązaniach, które ewentualnie chcielibyśmy przyjąć przy realizacji programowych obietnic. Oczywiście, póki co zapoznałem się tylko z częścią programu Marka Widucha, ale podobnie jak poprzednie cechuje się on – to już widać – dużym stopniem szczegółowości, wymieniając określone dobrodziejstwa, które sypną się na tę, czy inną sferę naszego życia. To kwestia metodyki i, koniec końców, preferencji tych którzy programy czytają. Z całą pewnością jednak socjalny program Marka Widucha rzeczywiście stanowi uniwersalną podstawę do ewentualnego dialogu ze wszystkimi siłami na gliwickim rynku politycznym. Wydaje się zresztą, że od lat to najbardziej rozpoznawalna cecha Marka Widucha jako polityka samorządowego.

Pora na łyżkę dziegciu, dla mnie naprawdę trudną do przełknięcia. To, że radni SLD zgadzają się z dużą częścią posunięć Zygmunta Frankiewicza, a nawet je popierają, to ich niezbywalne prawo. Natomiast wywód tuż po tej konstatacji ewidentnie wprowadza odbiorcę w błąd:

FRAGMENCIK

 

„Tym bardziej, że sytuacja finansowa naszego miasta obecnie na to pozwala”. Rzecz w tym, że właśnie przestaje pozwalać, między innymi dlatego, że także radny Widuch pozwolił na budowę hali. Sam zresztą pisze na ile lat finansowania realizacji jego postulatów te środki by wystarczyły. Irytuje mnie jednak jeszcze bardziej, że uchwalając spory pakiet uchwał odnoszących się do Hali np. w kontekście budżetu, radny Widuch w mediach podaje niefrasobliwie kwotę, która właśnie przez takie podejście utrwala się w świadomości gliwiczan. Panie Radny, nie realizujemy tej szalonej inwestycji za kwotę ponad 320 mln złotych. Całkowity budżet projektu – koniecznie trzeba dodać, że przewidywany – to  365 017 036,67 PLN. Takie radosne „obcięcie” 45 milionów złotych z kosztów prezydenckiej fanaberii naprawdę mnie zastanawia. Bardzo jestem przy tym ciekaw, jaka będzie kwota ostateczna, po dokładnym zliczeniu kosztów reklamy „Podium – widmo”, kolejnych koncepcji, projektów, postępowań, spotów tv itd. Zdziwimy się wszyscy, zapewniam.

Reasumując, mimo tego zgrzytu, z zadowoleniem przyjmuję fakt, że program wyborczy Marka Widucha najwyraźniej stanowi zaproszenie do społecznego dialogu w bardzo wielu najistotniejszych kwestiach, formułując swego rodzaju „socjalną wersję maxi”, która będzie cennym limes przy takiej dyskusji. Nie zmienia to mojej oceny, że Marek Widuch tak naprawdę walczy o zwiększenie stanu posiadania SLD w Radzie Miasta, który to sukces lepiej spozycjonuje go w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Sądzę, że jesienne samorządowe są dla niego ostrą grą kontrolną.

Cały wywiad: http://gazeta-miejska.pl/wydania/692/gliwice.pdf

Dariusz Jezierski

3 Comments on "Maglowali Marka Widucha… – o wywiadzie dla Gazety Miejskiej"

  1. Nie mam nic do Widucha Marka lecz  jest jednym z tych który niczego nie zrobił podobnie jak wszyscy Radni nieporadni. Lewica to nie żadna lewica tylko najbardziej prokapitalistyczna partia która o potrzebach i obronie słabych przypomina sobie tuż przed wyborami . Panie Marku o wszystkich patologiach był Pan informowany mailami juz od 2011 roku. mam je..

    że gmina powinna w wyraźnie większym stopniu sprawować funkcję opiekuńczą i większą niż dotąd część środków, przeznaczać na zapewnienie podstawowych potrzeb mieszkańców. I nie jest to bynajmniej powrót do idei „państwa opiekuńczego” (czy raczej gminy opiekuńczej), w którym króluje wszechobecne rozdawnictwo posunięte aż do ekonomicznego samobójstwa, ale przemyślane, systemowe rozszerzenie grona beneficjentów gliwickiego sukcesu.

    Z pierwszego zdania wynika że  jest niedoinformowany będąc od lat informowany. Głuchy  i niewidomy Pan był?  IP o tych potrzebach trąbi od lat.. Przy drugim oświadcza Pan iż nie ma powrotu do idei Państwa opiekuńczego . Tak jakby ta IDEA  LEWICOWEMU politykowi śmierdziała ,cuchnęła i jakby Pan się od niej odżegnywał jak diabeł od święconej wody. Dlatego ja nie wierzę w SLD ani żadną lewicę. Jedynym lewicowcem jest Ikonowicz. Wy się wstydzicie własnych historycznych ideałów i odżegnujecie się od nich . Idea Państwa opiekuńczego rozwinęła się bardziej niż w PRL. Ta idea służy  Sitwom z którymi między innymi i Pan nie zamierzał walczyć. Cisza sza bo się wydaaaaaaaaaaaa.? Ta idea trwa w Państwach Miastach opiekuńczych w RP dla sitew  i klik. Poprostu opiekuje się INNYMI. Czy Panem tego nie wiemy. Jest Pan wiecznym pretendentem do Tronu i zawsze przegrywa. Wie Pan dlaczego? Bo o Panu ani SLD  ni Widu ni Ducha czyli ni słychu ni działania. Naga prawda tak jak całe SLD  jest "NAGIE"

  2. Z paru dotychczasowych ćwierćmaratonów (choć powinienem mówić ledwie o "setkach", ale dla wielu to były prawdziwe drogi przez mękę) do fotela prezydenta miasta, pamiętam różnych kandydatów. Większość startowała niechętnie i bez przekonania, co było tak widoczne, że aż zniechęcało do wzięcia udziału w z góry ustawionym meczu. Tego lokalni działacze/politycy nauczyli gliwiczan. Jedynym, który utkwił mi w pamięci, był "wyjęty z kapelusza" Zbigniew Wygoda. Pomimo niedokońca przemyślanej w szczegółach kampanii, praktycznie bez lojalnego wsparcia członków PO i po kilku wizerunkowych wpadkach wynikających z naiwnej ufności w rzetelność lokalnych mediów, jako jedyny dotychczasowy kontrkandydat Frankiewicza, stanął do drugiej tury wyborów i choć przegrał, to z wynikiem, o którym śnią do dziś wszyscy dotychczasowi niby-konkurenci obecnego prezydenta. Obawiam się, że jego (Wygody) następcy także.

    Rozbieraniem na czynniki obiecanek facia, codziennie wystrojonego, jak stróż w Boże Ciało, który obecnie pobiera pensję dzięki, do cna zochydzonym społeczeństwu, partyjnym koalicjom polityczno-biznesowym powinni zajmować się zwykli obywatele-internauci. To ciągłe mędlenie jakie ma pan kwalifikacje i doświadczenie, itp. – po prostu mentalny syf. A kimże są wyborcy w Gliwicach? To elita? A jeśli, to jaka? Kto i kiedy sprofilował czynnego gliwickiego wyborcę? Frankiewicz miał jedynie łupież kiedy pewna zaczytana w neoliberalnych ektremistach koteria wsadziła go w fotel prezydenta. Później dzięki niej i cwanej partyjnej propagandzie stał się "mężem opatrznościowym Gliwic". Aż uwierzył w swoją boskość i olał markę, która go stworzyła, bo już niechcący zmajstrował własną, a kiedy się zorientował jaki to cymes, postawił na dział "promocji miasta". Na tej legendzie i propagandzie jedzie do dziś, co pokazują uliczne sondy robione przez dwudziestoparoletnich wyznawców Frankiewicza, którym do łba nie przyjdzie taka oto refleksja, że swoje smartfony zmieniają częściej niż majtki, skarpetki i lokalne władze, które przyglądają się nie temu czego oni oczekują, a jak ich zmanipuować dla własnej korzyści, którą jest trwanie u władzy (u koryta – jak piszą na forach wyznawcy Frankiewicza). To okazało się bajecznie proste, co pokazują sondy uliczne wśród nałogowych czytelników prasy brukowej i takiegoż radia. I co oczywiste, internetowych portali z Gliwicami w nazwie. Od chuja ich i na każdym chujem pachnie.

     

  3. Genialnie napisane i jakże trafnie. Młodzi BOGOBOJNI to  jełopstwo choć nie wszyscy. Bóg frankofoński zawsze zwycięża lecz czy do końca?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*