Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki (1)

Zarys historyczny: Na początku I wieku n.e. tereny m.in. obecnej Casablanki rządzone były przez Rzymian, dla których północne Maroko było ich  Mauretanią, ze stolicą w Tangerze. Jednakże tymi, którzy zamieszkiwali te rejony, były (i są)  plemiona Berberów. Dwa największe to „Zenata” i „Bourghwatiyins”. Plemiona te zamieszkiwały i zamieszkują rejon, który nosi nazwę  Tamassna, który skupiał około 40 osad,  między innymi Anfa w rejonie Chaouia (w wolnym tłumaczeniu grillowane mięso).

W Anfie,  zatrzymajmy się na dłużej, gdyż tu narodziła się historia obecnej Casablanki.

Było to handlowe miasto, obwarowane wysokimi murami, które istniało już w XI wieku i miało spore znaczenie, jako stolica regionu Tamassna. W XIII wieku mieszkańcy Anfy zaczęli handel z Hiszpanami, Włochami i Portugalczykami. Ponoć Anfa była również siedzibą piratów, co było powodem zniszczenia miasta przez Portugalczyków. W 1468 roku, z rozkazu króla Portugalii, Anfa została zmieciona z powierzchni ziemi. Mieszkańcy, którym udało się uciec, osiedlili się w innych bezpieczniejszych okolicach. Anfa przestała istnieć.

Dopiero w XVIII wieku sułtan  Sidi Mohammad Ben Abdellah zaczął odbudowywać miasto na nowo. Ciekawostką jest, skąd wywodzi się nazwa miasta. Otóż sułtan  wśród ruin spalonej Anfy dostrzegł jeden dom, który ocalał. Był na nim hiszpański napis „Casablanka” co oznacza „biały dom”, a  w języku arabskim to „dar-el- beida” .

Pod rządami sułtana zaczęła powstawać medyna „qdima”. Wybudował on meczet, szkółkę koraniczną i łaźnie. Później zaczęła powstawać dzielnica, w której żyli i dalej mieszkają żydzi : „mellah”. Trzecia część medyny to „tanker”, gdzie osiedlili się rzemieślnicy. A później historia potoczyła się zupełnie innym torem. Nadszedł rok 1907, kiedy to pierwszy statek z Legią Cudzoziemską przybija do portu…

Twarz pierwsza

– Spotkajmy się w Casablance za 2 dni – przy różowej rzeźbie  – powiedział Hassan i podał mi rękę na pożegnanie, wyrzucając niedopałek papierosa na ziemię.

Proszę Państwa, wjeżdżamy do największego miasta Maroka (około 3,5 miliona mieszkańców), stolicy ekonomicznej kraju, sztucznego tworu kolonializmu.  Przed zwiedzaniem, przed naszym wielkim City Tour po Casablance, będzie przerwa  w najbardziej eleganckiej części, niedaleko willowej dzielnicy Anfa, czyli  na bulwarze  „La Corniche” . Tutaj przychodzą  wszyscy Ci, którzy mają coś do pokazania,  samochód, markowe ubrania, kobietę…

– Jak w Międzyzdrojach! – wyrwało się jednemu z turystów z tyłu autobusu.

To tu, w najdroższych rybnych restauracjach, odbywają się ważne spotkanie biznesmenów, to tu można popływać w basenach ze słoną morską wodą i usiąść  w jednej z wielu kawiarni z widokiem na  ocean i jedyną plażę miejską.

Polecam Wam w wolnym czasie iść na sok ze świeżych owoców.  Spotykamy się ponowie po przerwie i poznamy Hassna, naszego przewodnika po mieście. Tu się urodził i będzie nam towarzyszył w naszym City Tour.

– Casablanca jest jak kobieta, ma wiele twarzy i jest nieprzewidywalna … – zaczyna Hassan – Coś nie tak? Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, kiedy kopnęłam go znacząco w kostkę, a część moich turystów parsknęła śmiechem.  –  Moi koledzy z Europy mi powtarzają:  Hassan pamiętaj, kobiety są jak kameleon, ciągle się zmieniają, mają 1000 twarzy… A że kameleona zmieniłem  na Casablankę, to chyba nic złego, reszta się zgadza, prawda? Rozejrzał się po ubawionych twarzach turystów. Potem zapalił papierosa i szepnął mi do ucha: „Muszę już iść, załatwiam ważne sprawy, dasz sobie radę beze mnie,  czekam na Ciebie przy różowej rzeźbie, tak jak się umawialiśmy”. I zniknął.

Zostałam razem z turystami pośrodku placu Mohameda V,  od którego w 1912 roku,  dwóch najlepszych francuskich projektantów: H. Prost i J. Marrast,  zaczęło projektować  centrum Nowego Miasta. Na tym placu, po wygnaniu Żydów, którzy handlowali tu przeróżnym towarem, gdyż był to niegdyś fragment starego szlaku karawan prowadzącego do medyny, powstały pierwsze ważne dla Francuzów budynki:  siedziba sądu, prefektura (dziś Urząd Miasta), urząd pocztowy , konsulat francuski oraz bank. Budowle te stoją do dzisiaj i ukazują misterny styl sztuki mauretańskiej.

Rozglądam się wokół, moi turyści rozeszli się uwieczniać na zdjęciach to, co dla nich ważne. Stoję przy historycznej armacie, która używana była przez francuskich żołnierzy do walk o Casablankę w 1907 roku, nikt jej nie zniszczył, a zaraz obok konsulatu dumnie pręży pierś marszałek Lyautey, siedząc wygodnie na koniu.  Twórca systemu rządów kolonialnych, trochę upstrzony przez ptaki , nadal jest symbolem podporządkowania państwa marokańskiego Francji. I ma prawo tu być, może „ku pamięci”?

Dobrze jest rozpocząć zwiedzanie starej Casablanki właśnie od tego miejsca, przy okazji można podejrzeć zwykłe życie jakie się tu toczy, gdyż plac jest obecnie miejscem spotkań i miejscem zabaw dzieci. Udekorowany wielką fontanną z 1976 roku jest  atrakcją turystyczną. Podobnie jak nosiciele wody, czyli panowie w czerwonych kubrakach z bukłakiem z koziej skóry. Dzwonią dzwoneczkami oferując wodę do picia (obecnie chyba właśnie z tej fontanny) i za parę dirhamów pozują do zdjęć.

Tuż za fontanną, strzelają do góry dwie wieże katedry pw. Najświętszego Serca Jezusowego (wieże z daleka przypominają swym kształtem minarety meczetów). Pod rządami Francuzów była to największą świątynia katolicka w mieście, dzisiaj pełni funkcję sali wystawowej  i hali targowej.

Zraz  obok, park Ligii Arabskiej – zielone płuca miasta – powstał na byłych koszarach wojskowych w 1917 roku, budowany rękami jeńców niemieckich, na wzór francuskich parków (wiadomo) i wypełniony roślinami z całej Afryki. Obecnie to popularne miejsce randek młodych Marokańczyków.

Z placu możesz się skierować w stronę nowoczesnego, komercyjnego centrum miasta, drogowskazem niech będą dwie bliźniacze wieże Twin Towers (najwyższe budynki w całym mieście – 115 m). To miejsce dla tych, którzy lubią pobuszować po sklepach z ciuchami jak np. Mango, Zara itp.

Można też udać się w kierunku portu, czyli na plac Narodów Zjednoczonych (Place des Nations – Unies),  z charakterystycznym metalowym projektem, stojącym  pośrodku,  przypominającym swym kształtem kłębek wełny (miał to być świetlik przejścia podziemnego, jednak Marokańczyków nie udało się namówić na korzystanie z tego typu atrakcji komunikacyjnych i obecnie jest to jeden wielki śmietnik). Od placu promieniście rozchodzą się najciekawsze bulwary w starym mieście. Sam plac, przy którym ulokowana jest medyna,  jest przykładem, jak w zgodzie z ówczesnymi trendami europejskimi, zostało zaprojektowane to miasto. Wyraźnie kontrastuje z typowym stylem marokańskich miast.

Spacerując np. po Bulwarze Mohameda V warto wysoko zadzierać głowy, bo to, co tu najpiękniejsze, to fasady tych starych kamienic, przeważnie w stylu art deco. Warto je wyłowić spośród nowoczesnych budynków.

Historię tych budynków opowiem przy innej okazji, póki co słonce chyli się powoli ku zachodowi, kieruję więc swoje kroki w stronę różowej rzeźby…

Martyna Łukasiak

2 Comments on "Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki (1)"

  1. Czekam niecierpliwie na dalszą część co do armaty to nie będąc ekspertem sądząc po lufie chyba jest z XVIII wieku więc raczej mało prawdopodobne, żeby była używana w 1907 o ile przyjmiemy, że żołnierzy uzbrojono w broń z XVIII wieku wskutek jakiś niedoborów

  2. GOGOL PRZEJAZDEM | 25 stycznia 2013 at 9:46 am | Odpowiedz

    Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki

    „…Twarz pierwsza

    – Spotkajmy się w Casablance za 2 dni – przy różowej rzeźbie – powiedział Hassan i podał mi rękę na pożegnanie, wyrzucając niedopałek papierosa na ziemię. …
    Historię tych budynków opowiem przy innej okazji, póki co słonce chyli się powoli ku zachodowi, kieruję więc swoje kroki w stronę różowej rzeźby…”
    Ciekawe !
    Niecierpliwie czekamy na twarz drugą…
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    (TZ)

Leave a comment

Your email address will not be published.


*