Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki (2)

Twarz druga

– Chodź, pokażę Ci miasto! – krzyczy mi do ucha Hassan, próbując zagłuszyć ryk klaksonów, warkot pędzących samochodów i motorów.  Ciągnie mnie gdzieś za rękę. Pędzimy pomiędzy tłumem przechodniów, poznaję ten wysoki budynek, to katedra.

Zanim zdążyłam powiedzieć, iż jest za późno, za ciemno, to otwarły się wrota świątyni i Hassan, wręczając zwinięty banknot strażnikowi, szybko pociągnął mnie na samą górę, przeskakując po dwa schody naraz.

Stanęliśmy na szczycie wieży  a wokół nas, jak na dłoni, wyłoniło się całe miasto.  Widać było nawet światełka statków wpływających do portu.

– Oto CASABLANCA – powiedział  Hassan  i zapalił papierosa, a wiatr odbił jego słowa i uniósł do góry, hen daleko w miasto.

Twarz trzecia

„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?” – kołacze mi się w głowie bez przerwy, w rytm stawianych szybko kroków, ten świetnie pasujący do sytuacji fragment z „Dziadów” A. Mickiewicza.

– Tylko nie chodź sama po nocy do medyny – poucza mnie Hassan – to miejsce niebezpieczne, pełne różnych typków i uchodźców z Senegalu.

– Ale ja muszę! Po pierwsze, tylko tam jest czynna do późna pralnia, a po drugie, jestem głodna.

– Rób jak uważasz, będę za godzinę pod wieżą zegarową przy bramie Bab el – Souk, poczekaj tam na mnie, pójdziemy razem – rzuca niedopałek pod nogi i odchodzi.

Chwilę potem.

– Ja nie pójdę?! Ja!? mamroczę pod nosem sama do siebie – prędzej zginę niż dam się nastraszyć historiami Hassana.

Stanęłam pod wieżą zegarową, faktycznie ciemno wszędzie, mrok rozświetlają tylko reflektory pędzących samochodów, neony małych sklepików i  światła z poustawianych gdzieniegdzie na straganach butli gazowych.

Zewsząd słychać muzykę, zapach kadzideł miesza się z zapachem spalin. Wszędzie wokół na ulicy porozkładany towar z przemytu. Okrzyki zachwalających. Czegóż tu nie ma!

– Ile te buty, pytam czarnego jak smoła sprzedawcę

– 50 – błyska białkami oczu

– 50 czego – kontynuuję dialog

– Dirhamów – zerka na mnie uważnie.

– Jeden but czy dwa za tyle? – pytam dalej.

– Dwa – odpowiada zdziwiony jak mogę wątpić.

Nagle ni z tego ni z owego, nadciąga prosto w moją stronę rozpędzony wózek, po brzegi załadowany pachnącym mango.

– Mango, mango! – wydziera się sprzedawca.

-Wahat! – krzyczę do niego i ja.

Podaje mi owoc a z drugiego kroi soczysty plaster – Z Egiptu, na zdrowie – dodaje i uśmiecha się promieniście, pokazując wszystkie braki w uzębieniu.

Z butami pod pachą i z soczystym mango w ustach przepycham się przez tłum ludzi, zmierzając w stronę medyny. Wąskie uliczki wypełnione podróbkami wszelakich marek istniejących na świecie. Możesz tu kupić chyba wszystko.

Spacer pomiędzy straganami, to uczta dla wszystkich zmysłów! Zapachy, kolory, zachwalający swe towary sprzedawcy, tłumy ciekawskich i kupujących… Kręci mi się w głowie od tego i mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Prawdziwa magia!

 Już się nie boję, nikt mnie nie zaczepia, chłonę ten klimat i wtapiam się w tłum, kierując się w stronę pralni. Poskładane rzeczy już na mnie czekają. Odbieram  i spokojnie wędruję dalej, podglądając jak toczy się tu życie.  Nagle, moja uśpiona czujność budzi się, kiedy czuję iż ktoś spod pachy ciągnie moją torbę, obracam się i widzę zagniewaną twarz Hassana.

– Gdzie byłaś, wszędzie cię szukam, czekałem pod zegarem, a Ty tu, a gdyby coś ci się stało…

Wyrzuca to z siebie jak karabin maszynowy, jednym tchem. Po chwili patrzy na moje skarby trzymane pod pachą i jego ton łagodnieje.

 – Jesteś dalej głodna? – zagaduje.

–  Tak – odpowiadam

– To chodźmy na najlepsze w całym mieście smażone krewetki.

Twarz czwarta

Casablanka jest jak kobieta, ma 1000 twarzy i nie można ich odkryć podczas jednego dnia. Do tego miasta jeszcze wrócę, z innym historiami, póki co na pytanie moich turystów jaka jest Casablanka odpowiem tak, iż każdy miłośnik architektury z okresu XIX – XX wieku – z dużym naciskiem na styl mauretański i art deco,  a także miłośnicy Francji, przykurzonych wspomnień, historii szpiegowskich z okresu II wojny światowej. Wszyscy oni powinni to miasto odwiedzić.

Martyna Łukasiak

3 Comments on "Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki (2)"

  1. Mirella Czajkowska-Turek | 25 stycznia 2013 at 12:20 pm | Odpowiedz

    ogromnie dziękuję za egzotyczne klimaty 🙂 aż żal człowieka bierze ,kiedy za oknami buro i mroźnie, a z nosa leje się Niagara….

  2. Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – 101 twarzy Casablanki
    Twarz trzecia
    „…Chodź, pokażę Ci miasto!…”
    Miasto ?
    To chyba jakiś szyfr ?

    Twarz czwarta
    „…Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?…”
    Robi się ciekawie ! Nie powiem…ENIGMATYCZNIE

    http://fotozrzut.pl/zdjecia/ca46e7162a.png
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    (TZ)

  3. GOGOL PRZEJAZDEM | 25 stycznia 2013 at 4:39 pm | Odpowiedz

    http://fotozrzut.pl/zdjecia/2c7218ad81.png
    Taki żart . Polski…
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    (TZ)

Leave a comment

Your email address will not be published.


*