Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak: Ait Ben Haddou

Pomiędzy A i B, czyli Ait Ben Haddou (wpisane na listę zbytków UNESCO. w 1987 roku)

Cięcie! Zmiana planu!

Kamera kieruje się na niewielką bramę wejściową do wioski, a raczej próbuje uchwycić kawałek nieba oraz „dziurę” w bramie, czyli wejście. Za chwilę fachowcy wkomponują w to tło awionetkę z Michaelem Douglasem. Tak działo się w roku 1985, kiedy to robiono tutaj film „Klejnot Nilu”, a potem wiele innych (Gladiator, Lawrence z Arabii, Książe Persji), o których najlepiej posłuchać spacerując po tym filmowym kasarze jakim jest Ait Ben Haddou .

Podróżniku, wyobraź sobie miejsce otoczone ze wszystkich stron górami, w tym od zachodu najwyższym masywem gór w Maroku, czyli Atlasem Wysokim (jego południowym zboczem). I małą wioskę na wzgórzu, ulepioną z rudej gliny, czyli Ait Ben Haddou, przy której płynie sezonowa rzeka (woda w niej jest słona, gdyż przepływa przy kopalni soli kamiennej). Krajobraz tonie w rudych barwach. Bo taka jest ziemia wokół.

A za rzeką, ogromna budowla z gliny. Z wieżami, maleńkimi okienkami. Budowla ta zwana jest ksarem i od XVI wieku, przez 400 lat broniła mieszkańców przed rabusiami, którzy to trudnili się napadaniem na karawany obładowane towarem (wieś znajduję się na głównym szlaku transsaharyjskim, z Mali do Marrakeszu). Ksar, można porównać do ufortyfikowanej wioski, mającej funkcje obronne, składającej się z pojedynczych kazb (domostw z wieżyczkami niczym zamki) i zamkniętej murami. Ksar był siedzibą rodu synów Haddu, bo tak tłumaczy się nazwę Ait ben Haddu – Synowie Rodu Haddou. Teraz, ostało się tu zaledwie osiem rodzin. Może to popularność miejsca i tłumy zwiedzających wygnały stąd mieszkańców, a może trudy życia w takim miejscu.

Jeszcze dwa lata temu, nie można było wydostać się z wioski, gdyż w porze zimowej i wiosennej wody w rzece było tak dużo, że zatrudniane do transportu mieszkańców muły i osły nie dawały rady (teraz jest most, betonowy i brzydki). Po słodką wodę do picia i mycia, kobiety chodziły 16 km w góry… Obecnie, prawie wszyscy maja bieżącą wodę w domu, co nie znaczy że są łazienki w takim rozumieniu tego pomieszczania jak u nas. Jest to kran, umiejscowiony gdzieś wewnątrz chałupy, który pełni wszelakie funkcje. Kiedyś krany były na zewnątrz i aby umyć zęby trzeba było wyjść rano na ulice 🙂

Życie, w większości, toczy się na dachu, gdzie wiesza się pranie, latem śpi, suszy produkty spożywcze jak np. figi. Mieszkańcy ksaru uprawiają poza murami osady niewielkie poletka, nawadniane słoną wodą z rzeki. Domy mają tradycyjny układ. Wewnątrz, wokół patio, znajdują się zarówno pomieszczenia gospodarcze – magazyny , kuchnia, spiżarnia, zagroda dla zwierząt – jak i mieszkalne . Najstarsze budowle datuje się na XVII wiek. Ocalały tylko dlatego, iż co roku są odnawiane. Materiał z jakiego są wykonane to tradycyjnie glina zmieszana z różnymi sklecającymi całość elementami, jak słoma i wapno.

Chodźmy na spacer, najlepiej na samą górę, gdzie niegdyś była cytadela kaida Haddu oraz spichlerz, a dzisiaj roztacza się znakomity widok na okolice. Idąc po nierówno ułożonych schodach z kamienia, warto dłużej zawiesić oko na obrazach malowanych herbatą i wypalanych słońcem (kartka papieru, szkic, szkło powiększające) . To sztuka z kasaru :), mały obraz kosztuje 5 euro. Wędrując, nie spiesz się, zajrzyj w ciemne zakamarki domostw, często stoi tam wpatrzony w ścianę osiołek. Pozwól nogom zabłądzić. Może odnajdziesz jedyny istniejący tu meczet, a może funduk (czyli zajazd, gdzie handlarze z karawan mogli bezpiecznie zostać na noc ze swoim towarem). Daj się zaciągnąć do któregoś z domów mieszkalnych, za niewielki datek możesz podejrzeć, jak żyją tu ludzie.

Informacje praktyczne:

Jadąc od strony Ouarzazat (ok. 30 km), po wjechaniu do wioski, zatrzymaj się w centrum nowej wsi Ait Ben H., czyli przy meczecie. Stąd najlepiej rozpocząć spacer. Tutaj znajdują się: sklepy spożywcze, skrzynka na listy, sklepik z pamiątkami, pocztówkami i kartami telefonicznymi oraz kawiarenki. Można we wsi zostać na noc w którymś z licznych hoteli, lub pojechać dalej w stronę gór, w stronę przełęczy Telouet. Szlakiem karawan, który prowadził prosto do rodowej siedzibie Panów Atlasu Wysokiego (Gloui) – zdrajców narodu, ale to zupełnie inna historia. Opowiem przy okazji…

Martyna Łukasiak

2 Comments on "Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak: Ait Ben Haddou"

  1. Ciekawa relacja odnośnie tych Gloui to nie przypadkiem z nich nie wywodził się jakiś arystokrata którego Francuzi wykorzystali w latach 50 XX wieku, żeby odsunąć od władzy sułtana Muhameda VI który współpracował z partią opowiadającą się za niepodległością nazwa chyba Istikal.

  2. „…Kiedyś krany były na zewnątrz i aby umyć zęby trzeba było wyjść rano na ulice …”

    ******************************************************************************************
    Poranna kawa lepsza

    „Jest to zapewne jakiś pomysł, który trzeba dokładnie rozeznać, bo nie zawsze to , co wygląda atrakcyjnie jest do końca pomyślane”

Leave a comment

Your email address will not be published.


*