Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – Argana Spinoza

Dawno dawno temu… (ale nie aż tak bardzo dawno, bo już Atlas trzymał Niebo na swych brakach a Herkules zmierzał w stronę Lixus aby omamić Hesperydy i zdobyć słodkie pomarańcze) na trenie zamieszkałym przez plemiona Chleuh, ziemi górzystej i w większości nieurodzajnej, wyrosło drzewo żelazne. Och, nie wyrosło samo z siebie… Aby dowiedzieć się jak to się stało, należy odszukać BabahadiLarbirgo*, usiąść w jego łodzi. On Wam opowie. A historia będzie długa. 

(*BabahadiLarbi, autor komiksów, znawca legend i historii ludowych Maroka,  tworzy w Tifnite koło Agadiru)

A jak jest dzisiaj?
Wycieczka w okolice Agadiru. Mini bus, z wesołą grupą turystów, zmierza w kierunku gór Anty Atlasu.
– O! A co to za drzewa? – pyta mnie mama dwójki bliźniaków, którzy przyklejeni do szyby wypatrują wiewiórek berberyjskich.
– To właśnie, moi drodzy, drzewa arganowe, „złoto” Maroka. To z owoców tych drzew tłoczy się oliwę, życiodajny płyn,  który to kiedyś wywozili stąd Kartagińczycy a obecnie Francuzki wydają ostatni gorsz, aby zdobyć buteleczkę i być wiecznie młodą…. Pani z tyłu dyskretnie poprawiła makijaż i zapytała:
– A czy to prawda, że te owoce arganii jedzą kozy, potem je wydalają a następnie kobiety wybierają to co zostało z tych kup i  z tego niby powstaje ten zdrowy olej?
Jeden z bliźniaków na chwilę oderwał głowę od szyby i otworzył szeroko buzię ze zdumienia. Wszystkie oczy (za wyjątkiem kierowcy) spojrzały teraz na mnie.
– Prawda – odpowiedziałam – a w autobusie zapadła cisza. Pozwólcie, że opowiem wam o całym procesie tłoczenia od początku.
Drzewa arganowe rosną wokół Agadiru, na przestrzeni około 800 tyś hektarów. Rosną i owocują tylko i wyłącznie tutaj, nigdzie indziej. Ani na północy kraju, ani nawet w stolicy, niektórzy Marokańczycy pewno nawet nie słyszeli o tych drzewach. Specjaliści policzyli, że jest tych drzew 21 milionów. Są objęte całkowitą ochroną, zostały w 1998 roku wpisane na listę rezerwatów chronionej biosfery UNESCO. Nie można ich ot tak sobie bez powodu wycinać.
– Ale jak one tu mogą rosnąc, przecież tu nie ma warunków, same kamienie – dziwi się Pan z sumiastym wąsem i kapeluszem myśliwego.
– O właśnie, to są  drzewa tak wytrzymałe na wszelkie złe warunki bytowania, że ta ziemia im nie straszna i  mają się tu świetnie. Pomimo wieloletnich prób przesadzania ich w inne rejony świata, są uparte jak osiołki, nie chcą nigdzie indziej rosnąć ani owocować. Owszem, przyjęły się w Meksyku, ale nie rodzą.
Pochodzą z rodziny drzew oliwnych, nie trzeba ich ani nawozić ani podlewać. Mają bardzo długie korzenie, około 30 metrów, karłowate pnie, rozłożyste konary, drobne listki a gałęzie mają twarde i ostre kolce. Osiągają często ponad 8 metrów wysokości.  Rodzą owoce, które z daleka wyglądają jak wielka zielona oliwka.
Pod zieloną łupiną, kryje się bardzo twarda skorupa a w niej migdał lub dwa. I to właśnie z tych migdałków wytłacza się olej arganowy.
Zbiory owoców przypadają na czerwic – lipiec – sierpień . A jeśli chodzi o kozy – łypnęłam okiem na grupę zapatrzoną w krajobraz za szybą – to ich przysmakiem jest właśnie ta zielona łupina orzecha i nie straszne im są kolce na gałęziach! Potrafią wspiąć się tylko po to, aby orzech oskubać a potem wypluć albo wydalić (w tyle usłyszałam chichot chłopaków i westchnienie rezygnacji Pani z lusterkiem).
I całe szczęście że tak robią – znowu wszyscy na mnie, nawet kierowca zaczął zbyt często zerkać do lusterka, co w Maroku jest nadzwyczaj dziwnym zachowaniem  – ponieważ kobiety, które trudnią się wytłaczaniem oliwy, mają mniej pracy, nie muszą obierać orzechów. Tak na marginesie, sok który wydziela skorupa orzecha ma właściwości odkażające, można nim przemyć ranę, jak już się ktoś skaleczy np. kolcami z argany.
A ponieważ koza nie zjada zawartości  – bo nie jest w stanie rozgryźć łupiny – to kobiety, zanoszą te owoce arganii do domu, siadają po „turecku”, pomiędzy nogami mają kamień, w ręku drugi i tłuką ile wlezie, tak aby wydobyć ale nie zniszczyć migdałów.
Następnie jeśli chcą wytłoczyć oliwę spożywczą to na wielkich blachach prażą migdały aby wydobyć z nich smak i zapach oraz pozbyć się goryczy.  Potem mielą je w żarnach (jak w starożytnej Grecji oliwę) i wyciskają w rękach, dodając odrobinę wody i przelewają oliwę do kadzi. Tak zrobiony olej arganowy jest przeznaczony do celów spożywczych, ma najwyższe właściwości odżywcze, trudno go kupić gdyż jak wiemy większość olejów arganowych w Maroku jest niestety podrabianych.
– Jak to – oburza się mama bliźniaków – a te w sklepach?
Te w sklepach też – odpowiadam – albo robione są w fabrykach a orzechy łuskane maszynowo,  albo w większości są złej jakości, mieszane z  innymi olejami. Prawdziwy olej arganowy spożywczy musi mieć bursztynową barwę, pachnieć prażonymi migdałami,  ma być gęsty i niefiltrowany. Drugi rodzaj oleju to kosmetyczny, tłoczony już bez prażenia migdałów w specjalnych maszynach, jest jasnożółty, przeźroczysty i ma specyficzny zapach.
– A ja słyszałam że ten olej kosmetyczny wciera się w skórę – mówi Pani z lusterkiem – ma takie właściwości iż wygładza zmarszczki… słyszała Pani? Pani pilot?
– Tak, tak słyszałam – to prawda – ma 3 krotnie więcej witamy „A” i „E” niż oliwa z oliwek  – jak przyjedziemy do Agadiru udostępnię Wam najnowsze badania lekarzy francuskich.  Można go stosować w celach leczniczych ale też wcierać  w ciało  i we włosy. Pokażę wam dzisiaj na naszych warsztatach kulinarnych jak najlepiej wykorzystać właściwości oliwy spożywczej a tę drugą zabierzemy wieczorem do łaźni – hammamuJ

– O! O! Pani pilot kozy, kozy na drzewie – krzyczą chłopcy – możemy stanąć na chwilę?
– dobrze, foto – stop, ale uważajcie aby tych kóz nie wystraszyć… i pasterza – dodałam już sama do siebie gdyż w ciągu kliku sekund nasz busik opustoszał, wszyscy pobiegli do kóz.
– Co się stało? Dlaczego na mnie tak dziwnie patrzysz – pytam kierowcę
– Hmmm, zastanawiam się po co ten postój tutaj, czy Wy w tej Polsce nie macie kóz?
– Mamy, mamy, ale inne, nasze nie skaczą po drzewach…

 Martyna Łukasiak

1 Comment on "Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak – Argana Spinoza"

  1. Polska – Maroko
    Ktoś, kiedyś powiedział:
    „Gdyby Polska miała Saharę, to piasku by jej zabrakło”
    A ja dodam:
    Gdyby w Polsce rosły drzewa żelazne ,to lasów by już nie było”- tylko pustynia.
    „…wyrosło drzewo żelazne. …”
    Zatem PYTAM WAS: co by było w tym kraju…?
    Dobrze jest, jak jest !
    NIE NARZEKAJMY , BO ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ ! 😉
    Miłego podróżowania !

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Publikacje | news.martinitours.pl

Leave a comment

Your email address will not be published.


*