Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak: Miasteczko Agdz

Lubię Agdz. To było pierwsze miejsce, w którym dawno temu odnalazłam klimat pustynnych okolic. Objawił się w zaparkowanych, zdezelowanych ciężarówkach, kręcących się wokół Harattydach (potomkach czarnoskórych niewolników z Sahary), nomadach w turbanach na głowach i wiatrem, który unosił śmieci… Taki obrazek jak z filmu „Bagdad Caffe”…

Agdz. Mała senna mieścina na “szlaku 1000 kazb”. Drugie miasto po Zagorze, gdzie zatrzymywały się karawany transsaharyjskie, wiozące towar z Timbuktu do Marrakeszu.

Całe życie miasteczka skupia się na placu w centrum. Wokół niego znajdują się i kawiarnie i restauracje, bank, apteka, sklepy spożywcze, piec chlebowy, internat dla młodzieży, meczet, szkoła nauki jazdy.

Można tu zjeść np. kurę z rożna za 4 euro w towarzystwie kotów, tajina (garnek z duszonym mięsem),wypić czajniczek herbaty lub kupić bochenek chleba prosto od piekarza. A potem udać się na spacer aby odwiedzić np. kramik Czarownika. Oj, czegoż tu on nie ma!  Na wielkiej płachcie rozłożonej na chodniku widać: zasuszone skorupy żółwia (to na  szczęście), pyłki magiczne, proszki, mikstury na dolegliwości wszelakie i wiele innych sekretów znanych tylko jemu.

Spaceruję po targu, który niegdyś pełnił funkcje “fundku” czyli zajazdu dla wielbłądów, a gdzie dzisiaj na małych straganach powiewają bawełniane chusty, z których mężczyźni ukręcą turban, jakieś sukna, sznurki, 1001 drobiazgów… Jest i stragan z morelami (sezon) i oczywiście stosy kartonów z daktylami. Małe, czarne, dobrze poduszone z Zagory. Słodkie…

Jedzą je namiętnie wszyscy,  gdyż to znakomity afrodyzjak. 🙂 Jem i ja!

Kawałek dalej, mijając rzeźnika (dzisiaj w sprzedaży głowa kozia), widzimy wejście na targ warzywno – owocowy. Marokanki robią bardzo długo zakupy. Oglądają dokładnie każdy produkt, kładą na wagę, zerkają raz jeszcze a następnie wrzucają do plastikowej miski na zakupy lub odkładają z powrotem.

Słonce powoli sięga zenitu. Muezin nawołuje na modlitwę. Dzisiaj piątek, wiec za chwilę meczet przy placu zapełni się wiernymi. Będą to mężczyźni (kobiety wolą modlić się w domu lub przy grobowcu Marabuta).
Zmierzają wiec panowie w białych szatach, w kapturach na głowie (dżelaba) – jak duchy. Zdejmą buty, a potem już tylko zobaczę kolory skarpetek i… Będą bić pokłony na wschód. W stronę Mekki. Gdzie kamień czarny…

Martyna Łukasiak

Be the first to comment on "Marokańskie fascynacje Martyny Łukasiak: Miasteczko Agdz"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*