Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego – felieton aktualny

Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego… Kocham i szanuję język polski. Chciałbym go dziś uczcić jakoś szczególnie… I zrobię to na dwa sposoby. Teraz poważnie, a wieczorem… bynajmniej 🙂

Przypomniało mi się, że wiele lat temu, jeszcze pracując w nieodżałowanej Gazecie Gliwickiej, napisałem felieton pod tytułem „Żeby polski został polskim…” Ukazał się dokładnie 27 czerwca 2007 roku. Z przerażeniem stwierdzam, że nie tylko jest aktualny, ale wręcz opisane w nim zjawiska zataczają coraz szersze kręgi, niszcząc tkankę języka, zubażając, a nie jak mogłoby się zdawać wzbogacając słownictwo Polaków. Ale my „róbmy swoje! Może to coś da?” Przypomnę zatem felieton w tym dniu szczególnym…

 

Żeby polski został polskim….

Wierzę w język. To jedyny klej, który trzyma nas razem. Jonathan Carroll „Muzeum psów”

 

Zapewne już wkrótce, na jednym z wielu briefingów, które odbędą się w którymś z ministerstw, poruszane będą jakieś arcyważne problemy. Może będzie o generowaniu długu publicznego, może o transponowaniu na polski grunt najcenniejszych zdobyczy demokracji europejskiej. Będzie można również dowiedzieć się o implementacji nowych technologii w polskim przemyśle. Jeśli zaś zdoła się dotrwać do końca, być może uda się otrzymać stosowny certyfikat. Gdy zaś naprawdę będziemy mieli szczęście, być może wszystko zakończy się jakąś imprezką chill out. Na pewno zatem warto przeglądać newsy. Zawsze znajdzie się coś ciekawego. Public relations jest teraz bardzo trendy!

Taka krótka, raczej banalnie brzmiąca wprawka. „Pełnokrwistych” przykładów elokwencji piszących i mówiących mnóstwo jest na internetowych stronach każdej „poważnej” instytucji oraz w programach publicystycznych dowolnej telewizji. Niby wszystko zrozumiałe, niby nie trzeba tłumaczyć, ale… Paradoksalnie może to właśnie jest największym problemem? Czy na pewno, prawidłowo używając słowa briefing, czy implementacja znamy jego POLSKI odpowiednik? No właśnie… Nowocześnie i „poważnie” brzmiące zwroty kuszą tych, którzy przez ich używanie pragną dodać znaczenia temu, co mówią oraz stworzyć wrażenie niezwykłej własnej kompetencji. To dlatego taki, niemiłosiernie okaleczony dziesiątkami obcych odłamków językowych język polski, używany jest najchętniej przez polityków, dziennikarzy, urzędników i prawników. Zupełnie księżycowo brzmiące dla wielkiej części słuchających tyrady, praktycznie bezkrytycznie powtarzane są przez wszelkie możliwe media. Naprawdę warto by się było zastanowić, czy na pewnych stanowiskach egzamin ze znajomości języka POLSKIEGO nie powinien być niezbędny. Taką znajomość powinno poświadczać zwykłe, dla niektórych jakże siermiężnie brzmiące, polskie świadectwo czy zaświadczenie, zamiast upragnionego przez tak wielu certyfikatu (spokojnie, to naprawdę to samo).

Obowiązuje nas wszystkich ustawa o języku polskim, mamy Radę Języka Polskiego (toczyła między innymi bój o niestosowność użycia słowa „certyfikat” w… ustawie o języku polskim), walczymy z instrukcjami i metkami w językach obcych, a tymczasem, nawet nie kuchennymi drzwiami, ale z pełnym splendorem, poprzez Ministerstwo Edukacji Narodowej a nawet, o zgrozo, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, do naszego języka wdzierają się takie briefingi. To dopiero jest niestosowne! Oba resorty powinny być tymi, które dają przykład dbałości o ojczystą polszczyznę. Panie Romanie (ministrem EN był wtedy Roman Giertych), czy tak przez pana forowany (kosztem Gombrowicza i innych takich) Jan Dobraczyński, ma się stać pisarzem hermetycznym ze względów językowych? Panie Kazimierzu Michale (ministrem KiDN był KM Ujazdowski), czy mowa ojczysta to nie dziedzictwo narodowe? Panowie ministrowie, zaliż godzi się mowę ojców waszych pogrześć? Czy nie można jak Kobyliński? Jak Zin? Jak Waldorf? Po polsku…?

Przy tym wszystkim, jakże swojsko i polsko wyglądają „drobne” błędy ortograficzne, chociażby na portalu Wirtualna Polska (nazwa zobowiązuje, prawda?). Z ciekawszych – sporo posiadam udokumentowanych – dziś proponuję dwa pięknie wyeksponowane nagłówki: „Sukces Małysza zrodził się w bulach” oraz „Macieżyństwo im ciąży”. Żeby mi to tylko funkcja automatycznego sprawdzania pisowni w poczciwym Wordzie przepuściła!

Ok, teraz tylko zzipować przed wysłaniem…

Dariusz Jezierski  

1 Comment on "Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego – felieton aktualny"

  1. Z moich obserwacji wynika, że najmniej wprawnie językiem ojczystym władają ci, którzy mienią się być "prawdziwymi", czyli w zamyśle, lepszymi od innych Polakami. Taki… paradoksik. Ale czy spolszczanie obcych, często trudno, czy wręcz nieprzetłumaczalnych wyrazów angielskich zatruwa język polski? Raczej obnaża jego mizerię. A młodzieżowe, czy branżowe słowotwórstwo – kaleczy go, czy rozwija? Jeżeli Polak w ciągu zaledwie dwóch dekad otrzepał się z błota, wsiadł do samochodu, nie wypuszcza z ręki… hm, "inteligentnego urządzenia do komunikacji", a w domu otacza go technologia, której zasad działania nigdy nie zrozumie, a przy tym nadal mówi "poszłem", "włanczam", to podejrzewam, że puryści szybciej dopuszczą powyższe przykłady do słownika poprawnej polszczyzny, niż patryjota z błotem na butach w SUV-ie nauczy się mówić: poszedłem, włączyłem. Ale można spróbować uczyć polskiego Krasickim, albo Mickiewiczem. Byle nie Rejem.

    Jakby przy okazji MDJO, w Gliwicach likwiduje się filie biblioteki publicznej. Tak zdecydowała monolityczna w opiniach szeroka koalicja Frankiewicza i milczący plankton. Ale czemu tu się dziwić, kiedy w nowobogackiej sadybie elity miasta – Żernikach – w ciągu dekady z usług oddziału korzystało zaledwie (a może aż?) 170 osób rocznie? Wiem, zasobni i szczęśliwi gliwiczanie nie chodzą do bibliotek, oni książki kupują na tony. Słusznie oponował radny Gornig twierdzac, że biblioteki są też miejscem kulturotwórczym na danym osiedlu. Szkoda, że nie zauważył, że aby tak było, biblioteki muszą prowadzić znacznie szerszą działalność, niż tylko wypożyczanie książek. W Gliwicach byłoby trudno rekomendować taką placówkę, co akurat jest ewidentnym zaniechaniem obecnej szefowej Biblioteki Publicznej w Gliwicach, która jest chyba pierwszą w Polsce bibliotekarką występującą o likwidację podległych jej filii. Jeśli dołożyć do tego tradycyjnie "błyskotliwą" wypowiedź radnego Olejnika, którego obużyło jedynie to, że osiedlowe biblioteki likwiduje się dopiero teraz, chociaż można było dużo wcześniej, to mamy pełny obraz niskiej świadomości kulturowej radnych, władz miasta i kompetencji nowej dyrektor. Cięcia do tej pory idą dość sprawnie, że sparafrazuję kwiecistą uwagę Olejnika, który się oświadczeniom majątkowym nie kłania, bo ich nie rozumie. Zasadnym jest zadanie sobie pytania: o czym jeszcze radny O. i jego koleżanki i koledzy nie wiedzą, a co należy natychmiast zlikwidować, aby załatać sypiący się budżet miasta? Może teatry, kino i skwery? Są kosztowne, a mało kto z nich korzysta i nawet dotąd optymistycznie nastawiony dyrektor Gabara się załamał. A może lepiej od razu zatrudnić w magistracie Kononowicza – ten podejdzie do problemu racjonalnie bez używania górnolotnych stwierdzeń i rozprawi się ze wszystkim i nie będzie niczego. I uzasadni to piękną polszczyzną nieznającą obcych naleciałości. Ewentualnej redakcji tekstu podejmie się słynny miszcz mikrofonu – klakier Kosiński. Ludność miasta wylegnie na ulice i będzie bić brawo, o czym marzy pani niedoszła radna, średniodystansowa patryjotka.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*