Mieszkańcy ul. Głowackiego płacą za systemową bezmyślność

Ulica Bartosza Głowackiego była jeszcze nie tak dawno wąską ślepą drogą kończącą się polami uprawnymi. Na przedłużeniu ulicy Głowackiego powstał ciąg domów szeregowych.

OBR1

Przedłużenie ulicy Głowackiego nie jest jednak drogą publiczną, lecz wąską prywatną drogą wyłożoną kostką betonową, stworzoną na potrzeby obsługi ciągu domów szeregowych powstałych tam kilka lat temu. 

Warto mieć na względzie, że takich prywatnych dróg jest w Gliwicach coraz więcej. Przedstawiciele miasta niechętnie wydają pieniądze na drogi publiczne, choć poszerzanie sieci dróg publicznych winno być jednym z głównych zadań i celów. Jakkolwiek na potrzeby obsługiwania już istniejących dróg publicznych posiadamy w Gliwicach kosztowne służby miejskie w postaci Zarządu Dróg Miejskich oraz „rodzinę” spółek miejskich zajmujących się remontami ulic i mostów, to z chęciami do budowania nowych dróg publicznych jest w Gliwicach bardzo kiepsko.

Oziębłość w stosunku do inwestowania w nowe drogi publiczne widać dobrze w tych dzielnicach Gliwic, w których powstają nowe budynki. Powstające zespoły nowych budynków ratują się skromnymi prywatnymi drogami bądź też nowi właściciele nurzają się w błocie na gruntowych drogach dojazdowych. W przeciwieństwie do starej przedwojennej infrastruktury drogowej, obmyślonej i zorganizowanej przez światłych urbanistów i włodarzy miasta, mamy współcześnie wąskie ścieżynki dojazdowe, pozwalające w minimalnym stopniu na dojazd do realizowanych obecnie jednorodzinnych budynków mieszkalnych. Warto przejechać się na rowerze (samochód odradzam) i zobaczyć jak sprawy się mają w praktyce w peryferyjnych dzielnicach Gliwic (Ostropa, Wójtowa Wieś, Sikornik, Bojków, Żerniki, Brzezinka itp.).
Na okazałe drogi mogą w Gliwicach liczyć jedynie wielcy zagraniczni i krajowi przedsiębiorcy, lokujący się w SSE.

Inwestorom nowych domów jednorodzinnych dróg publicznych raczej się nie funduje i muszą sobie oni do pokaźnych kosztów budowy doliczyć także koszt współfinansowania dróg dojazdowych. Oszczędnych, wąskich i skromnych, co eliminuje możliwość rozważania sensownego rozwoju sieci dróg miejskich. Wszystko dlatego, że miejscowa rada mędrców miejskich za priorytet wybrała sobie inne inwestycje miejskie. Drogi muszą jak widać poczekać na jakąś współczesną wersję Karla Schabika.

Powstanie sensownej, odpowiednio szerokiej drogi publicznej wymaga od Gminy wykupu gruntu pod drogę (najczęściej od właścicieli prywatnych), uzbrojenia tej drogi w media (woda, kanalizacja, gaz, energia elektryczna etc.) oraz wybudowania samej drogi z jej podłożem, krawężnikami, chodnikami i nawierzchnią. Warto zwrócić uwagę, że w koszcie korzystania z mediów znajduje się, co oczywiste, koszt sieci dostarczających te media do nowych budynków. Właścicielem tych sieci są poszczególne przedsiębiorstwa. Właścicielem sieci wodnych i kanalizacyjnych w mieście jest PWiK, czyli spółka miejska będąca własnością wspólnoty samorządowej, czyli mieszkańców. Jednak chroniczna niechęć do realizowania nowych dróg powoduje, że właściciele dróg prywatnych zmuszeni są nie tylko finansować samą budowę drogi ale także współfinansować doprowadzenie mediów do swoich budynków. Wszystko po to, by dostąpić łaski i zaszczytu zamieszkania w granicach administracyjnych miasta Gliwice.

Wykorzystując oczywiste zasady logicznego myślenia i sensownego gospodarowania środkami publicznymi winno się stopniowo i z niezbędnym namysłem udostępniać w mieście kolejne, nowe obszary pod budownictwo mieszkaniowe, myśląc o wyposażeniu tych obszarów w nowe drogi publiczne w sposób przemyślany łączące się z drogami istniejącymi. Za niezrozumiałe uznać należy hurtowe przekształcenie w mieście okazałych połaci terenów rolnych w tereny budowlane w sytuacji, gdy brak jest dla tych terenów dróg dojazdowych. W efekcie tego nieprzemyślanego i niegospodarnego działania nowe budynki realizowane są w znacznym rozproszeniu, w mniejszych lub większych skupieniach, zależnych od aktywności nowych inwestorów, co w efekcie nie pozwala na planowanie sensownego z punktu widzenia ekonomicznego i technicznego rozwoju dróg publicznych w Gliwicach. Przy tak nieprzemyślanej i niegospodarnej polityce inwestycyjnej nie jest w praktyce możliwe stworzenie sensownej sieci dróg publicznych. 

Wracając do Głowackiego…

Uchwałą RM z 2 czerwca 2011 r. dotychczasowe tereny rolne zostały przekształcone w tereny budowlane, dla których drogi publiczne mają obecnie jedynie formę wirtualnych planów na przyszłość, przedstawionych w postaci białych pasm naniesionych na mapę. Przeznaczając teren pod drogi miasto blokuje możliwość swobodnego korzystania z nich przez ich właścicieli, nie zamierzając w żadnym razie ich wykupować. Mamy więc w Gliwicach rosnące grono właścicieli terenów, z którymi nie mogą nic zrobić, bo ich nieruchomości zarezerwowano pod przyszłe drogi publiczne. Wykup tych terenów przez miasto nastąpi w niewiadomym, przyszłym terminie. Może za  rok, 10 lat albo i więcej. Stan taki nie przeszkadza, by właściciele nieruchomości regularnie płacili podatki za tereny, zarezerwowane pod drogi publiczne.

OBR2

Natomiast w terenie wirtualne drogi stanowią pola uprawne.

OBR3

Przekształcenie terenów rolnych w budowlane otwiera formalną możliwość występowania o pozwolenia na budowę. Choć tereny nie są skomunikowane drogami publicznymi, to w mieście ochoczo wydaje się pozwolenia na budowę. 

Aktualnie cały transport ciężki i sprzęt budowlany obsługujący nowe budowy puszczany jest przez wąską, nienadającą się do tego ulicę Głowackiego. Parę lat temu przy budowie szeregu domów jednorodzinnych nawierzchnia ulicy Głowackiego została zniszczona. Ku uciesze mieszkańców ale i kosztem czasowych utrudnień, z publicznych środków naprawiono jezdnię ulicy Głowackiego i ograniczono nośność pojazdów poruszających się po niej do 3 ton. Obecna sytuacja sprawiła, że odwidziało się coś naszemu administratorom drogi, który udzielił pozwolenia na ponowne dewastowania jezdni, wydając zgodę na poruszanie się po jezdni ulicy Głowackiego pojazdów o nośności 30 ton!

Sytuacja ma się w tej chwili następująco: liczba pojazdów korzystających z ulicy Głowackiego (dojeżdżających do nowych budynków) przekroczyła stan krytyczny. W niektórych porach dnia na tej małej uliczce powstaje korek, wykluczyć trzeba możliwość dostępu do dalej położonych budynków straży pożarnej, pogotowia czy policji. Pomimo tego stanu rzeczy wydawane są kolejne pozwolenia na budowę i trwają budowy nowych budynków. O puszczeniu ruchu drogowego innymi drogami publicznymi mowy być nie może bo one nie istnieją. Mieszkańcy gwałtownie reagują na pogarszające się warunki życia, natomiast służby miejskie hojnie opłacane z publicznych środków, odpowiedzialne za drogi publiczne i pomysły urbanistyczne nabrały wody w usta. A jeżeli już coś z siebie wydobywają to leją wodę.

Wojtek Nurek 

7 Comments on "Mieszkańcy ul. Głowackiego płacą za systemową bezmyślność"

  1. Szanowny Panie Redaktorze – nie zawsze tak jest, że miejska infrastruktura drogowa na nowych osiedlach jest pełna wertepów i dziur. Znam przynajmniej dwa przypadki, gdzie gmina za wczasu robiła porządną drogę – Czerskiego z dojazdem (Rogozińskiego) i Grzybowa.

    PS. Pan Redaktor wie zapewne kto jest tam właścicielem gruntów…

  2. WOJTKU, GRATULUJĘ TRAFNOŚCI SFORMUŁOWAŃ. Czy nie warto zadać tych pytań włodarzom jeszcze zarządzającym Gliwicami? Jak widać robią to nieudolnie, czego przykładem jest ta nowa dzielnica, ale też inne peryferyjne. Cóż chyba brakuje kasy, ale to ich nie usprawiedliwia. Rozwiązać ZDM, a wrócić z powrotem  do UM i utworzyć Wydział Dróg tak jak jest w Rybniku,  terytorialnie  większym  obszarowo  miastem.  Mniejszy personel może wziąłby się za robotę.  

  3. Budowanie po Polsku.

    Na zachodzie najpierw jest plan zagospodarowania przestrzennego, następnie wg niego buduje się drogi a potem uzbraja działki. Następnie prywatni właściciele mogą przystąpić do  budowy domów. Może nie zawsze jest to asfalt lub beton. Zawsze jest to wydzielony, gminny/państwowy pas drogi-jezdnia i chodnik.

  4. Polski wynalazek: zabudowa łanowa. Niby w mieście, a na rolnym polu, między łanami zbóż, burakami i kapustą. Kretynizm w czystej postaci, ale chętni się znaleźli, bo podobno nie ma tak głupiego pomysłu, który nie znalazłby swojej grupy docelowej. Teraz będą się domagać od miasta zdobyczy cywilizacyjnych, żeby na tym polu jednak mieć miasto. Jeden kretyn wydał pozwolenie na budowę osiedla(?), drugi kupił, a trzecim jest deweloper, ale chyba najbardziej zadowolonym.

    • @sss9: Widocznie niektórzy lubią sezonowy zapach nawozu…

      • Ich prawo, ale kazałbym im czekać przynajmniej kilkanaście lat na ulice, wodociągi i kanalizację. Jak wiocha, to z kompletem "wygód".

        • @sss9: Myślę że najlepszym rozwiązaniem byłoby oddanie przez właścicieli gruntów jako służebność. Miasto za swoje pieniądze kładzie asfalt i  chodnik.  W danej sytuacji, zamiar wykupienia gruntów przez Miasto, targowanie się właścicieli, jest kpiną z podatników.

             Tak więc zgadzam się z tobą: nie chcą – niech czekają naście lat.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*