Minuta na boisku… – wywiad z Andrzejem Potockim

MINUTA NA BOISKU ZA 7 TYSIĘCY ZŁOTYCH – Rozmowa z Andrzejem POTOCKIM, byłym prezesem klubu sportowego Piast Gliwice

Andrzej Potocki (2)

Piast wiedzie swój ligowy żywot w ekstraklasie ze zmiennym szczęściem. Znamy się nie od dziś, a więc zapytam bez owijania w bawełnę – jak oceniasz popisy piłkarskiej drużyny w obecnym sezonie?

Ocena musi być negatywna. Obecny sezon jest stracony. Nie można jednak oceniać tylko teraźniejszości, pomijając zupełnie minione sezony. Źródła aktualnych niepowodzeń Piasta tkwią bowiem w przeszłości. Dzisiejsza drużyna przegrywa mecze, które – obiektywnie rzecz biorąc – powinny być spotkaniami wygranymi. Piast jest teraz jedną z najsłabszych drużyn w ekstraklasie. Zespół nie ma w ogóle własnego stylu gry.

Skąd się to bierze?

To jest konsekwencja złego sposobu zarządzania drużyną. Skład zespołu wynika z chaotycznych ruchów transferowych, których sens jest wątpliwy. Po niedawnym sukcesie, jakim było zajęcie czwartego miejsca w tabeli rozgrywek ekstraklasy, nastąpił faktyczny rozpad drużyny. Doprowadzono do poważnego osłabienia zespołu. Wydano mnóstwo pieniędzy na pozyskanie zawodników, którzy w rzeczywistości okazali się zbędni.

Kogo masz na myśli?

Podam dwa charakterystyczne przykłady. Pierwszym z nich jest holenderski napastnik Collins John. Sprowadzono go do Gliwic w atmosferze wielkiego sukcesu. Był opromieniony sławą uczestnictwa w blisko stu – jak mówiono – znakomitych meczach rozegranych w lidze angielskiej, a także w barwach piłkarskiej reprezentacji Holandii.

A to była nieprawda?

Prawda, ale przestarzała. Piłkarskie sukcesy Collinsa pochodziły sprzed dekady. Potem w sportowej karierze tego zawodnika zdarzyło się siedem słabiutkich sezonów. Grał w podrzędnych zespołach w Azerbejdżanie i Iranie. Zupełnie nie dawał sobie tam rady, wylatywał z każdego klubu po jednym, góra dwóch spotkaniach. Wiara gliwickich działaczy piłkarskich w jego cudowne umiejętności była więc kompletnie absurdalna. W barwach „Piasta” nie miał miejsca nawet w zespole rezerw. Zmarnowano ogromne pieniądze na jego transfer do gliwickiej drużyny. Prawdę o możliwościach Collinsa Johna znało całe środowisko piłkarskie na długo przed transferem do „Piasta”, gdyż zawodnik ten szukał pracy w połowie klubów ekstraklasy.

Ile wydano na ten cel?

Ktoś obliczył, że jedna minuta jego gry na boisku kosztowała gliwicki klub 7 tysięcy złotych. Była to forsa wyrzucona w błoto. Sporo zapłacono też za innego zawodnika – Tomaša Dočekala. Ten czeski napastnik okazał się ogromnym nieporozumieniem. Fatalnie grał w kolejnych meczach, a kierownictwo drużyny piało – z niezrozumiałych powodów – hymny pochwalne pod jego adresem, nazywając go nawet naszym Ibrahimoviciem. Przez wiele lat prowadzono w „Piaście” błędną politykę kadrową. W efekcie drużyna gra od dawna bez dobrych bocznych obrońców. Liczba traconych przez nas bramek nie bierze się z przypadku.

Czy bywasz osobiście na meczach „Piasta”?

Tak, gdy tylko jestem w Gliwicach. W praktyce – oglądam co drugi mecz naszej drużyny, nie wyłączając jej pojedynków wyjazdowych. Staram się koordynować swoją działalność zawodową z terminami meczów piłkarskich „Piasta”. Gdy nie jestem na stadionie, to zawsze ustalam terminy tak, by móc obejrzeć transmisję w Canal Plus.

W ostatnim czasie klub nie ma szczęścia do swoich prezesów…

Zastąpienie Józefa Drabickiego przez Jarosława Kołodziejczyka było złą decyzją. Nie ukrywałem swojej dezaprobaty wobec takiej zamiany kadrowej. Powiedziałem to zresztą wprost Kołodziejczykowi. Prezes klubu piłkarskiego nie musi być wybitnym znawcą futbolu, ale powinien dysponować profesjonalnymi doradcami, obeznanymi nieźle z lokalnymi uwarunkowaniami sportowymi. Dobry prezes winien również korzystać z wiedzy i umiejętności fachowców w dziedzinie reklamy i marketingu. Kołodziejczyk był zaś kompletnie pozbawiony tych atutów.

W okresie jego rządów w klubie – trybuny na stadionie przy ul. Okrzei często świeciły pustkami.

Absolutnie zawodziła reklama. Na prestiżowe mecze Piasta z renomowanymi zespołami ekstraklasy przychodziło niekiedy zaledwie 5 tysięcy widzów. Stadion był więc zapełniony co najwyżej w 40 procentach. To kompromitacja klubowych służb odpowiedzialnych za działania marketingowe. Ale nikt nie przyjdzie na stadion, by oglądać przeciętnych Hiszpanów lub Portugalczyków, którzy nie mogli znaleźć pracy w trzecioligowych klubach w swoich krajach, podczas gdy miejscowi chłopcy obijają się w trzecioligowych rezerwach. Jaką mają mieć motywację do pracy, gdy widzą, że ich miejsce zajmują zawodnicy, którzy nic nie umieją?

Kołodziejczyka zastąpił teraz Grzegorz Jaworski, a dyrektorem klubu został – ku osłupieniu kibiców – Zdzisław Kręcina. Nominacja ta wzbudziła w mieście szczególne kontrowersje.

Nie wiem, jakie kompetencje będzie miał docelowo Kręcina. Być może ma to być tylko tymczasowy dyrektor klubu. Nikt nie zdefiniował publicznie jego kompetencji. To ani nie ułatwia mu pracy, ani nie poprawia wizerunku klubu. Nie wiadomo również, kto docelowo zostanie następcą Kołodziejczyka. Od tego wiele zaś zależy. Klubem kierowali w przeszłości różni prezesi. Każdy z nich był inny i miał swoje wady i zalety. Jacek Krzyżanowski nie był związany z piłką nożną, ale całkiem dobrze znał się na zarządzaniu. Nie wtrącał się do spraw, o których nie miał pojęcia. Otoczył się profesjonalnymi doradcami, którzy świetnie wiedzieli, co w trawie piszczy.

Potem w fotelu prezesa zasiadł Józef Drabicki.

Był on człowiekiem piłki nożnej i sprawnym organizatorem. Uchodził za niekwestionowanego fachowca w sprawach futbolu. Wyrzucono go jednak z klubu i zastąpiono Kołodziejczykiem, który – jak się okazało – nie miał zalet i atutów żadnego ze swoich poprzedników. Bardzo szybko wyszło na jaw, że jest futbolowym ignorantem, który w dodatku nie zna się w ogóle na dobrym zarządzaniu.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. W klubie rządzi teraz osobliwy tandem Jaworski-Kręcina.

Nasuwa się naturalne pytanie, czy zatrudnienie w gliwickim klubie byłego sekretarza generalnego PZPN może się przyczynić do ukształtowania odpowiedniego wizerunku Piasta.

No, właśnie. Zdzisław Kręcina ma przecież od lat ugruntowaną opinię wybitnego miłośnika napojów wyskokowych…

Ta obiegowa opinia rzeczywiście nie ułatwia mu życia. Najważniejsza jest jednak inna kwestia. Czy na kierowniczych stanowiskach w klubach piłkarskich należy w ogóle zatrudniać tzw. „spadochroniarzy”, pochodzących z innych miast? Uważam, że nie powinno podejmować się takich decyzji. W Gliwicach popełniono już w przeszłości podobny błąd i przyniosło to fatalny skutek. Przypomnę, że Zbigniew Koźmiński również rozpoczynał pracę w osobliwej atmosferze. Gdy okazało się, że wykazuje niezależność od politycznych mocodawców, to stał się zbędny. Można przypuszczać, że z Kręciną będzie teraz podobnie. Do tej pory nikt publicznie nie wyjaśnił, po co właściwie ściągnięto do Gliwic Zdzisława Kręcinę.

Z jego obecności w naszym mieście szydzono nawet w telewizyjnym programie satyrycznym „Szkło kontaktowe”.

No, cóż, Kręcina nie wzbudza sympatii licznych kibiców, którzy faktycznie z niego kpią. Zrobiono z niego symbol całego zła w PZPN, zapewne niezasłużenie. Trzeba powiedzieć otwarcie, że w polskim światku piłkarskim jest wiele innych postaci, które daleko bardziej nie są uosobieniem samych tylko cnót i zalet.

W niektórych gliwickich środowiskach można usłyszeć opinię, że rzeczywistym pomysłodawcą i sprawcą wszelkich decyzji kadrowych w klubie jest Piotr Wieczorek, pierwszy zastępca prezydenta miasta. Od lat uchodzi on za SZARĄ EMINENCJĘ Piasta Gliwice.

Sądzę, że oczywistym błędem Zygmunta Frankiewicza było przed laty całkowite oddanie spraw sportowych w ręce tylko jednego wiceprezydenta – Piotra Wieczorka. Jego poczynania w tej dziedzinie są pozbawione jakiejkolwiek kontroli merytorycznej. Rozmaite zastrzeżenia wzbudza też formalno-prawny status Piasta Gliwice. Czy klub rzeczywiście musi być spółką miejską, w której władze Gliwic odgrywają pierwszoplanową rolę?

To jest chyba kluczowe pytanie. A czy wiesz, jak jest pod tym względem w innych miastach?

W Polsce nie ma zbyt wielu klubów sportowych o podobnym statusie. Od dawna nie potrafię zrozumieć, dlaczego nad Kłodnicą uznano, że miasto Gliwice musi być akurat większościowym udziałowcem spółki pod nazwą „Piast Gliwice”? Oczywistą konsekwencją takiego rozwiązania jest nadmierna obecność polityki w działaniach klubu. Tylko względy polityczne, a nie sportowe, przesądziły np. o tym, że w Radzie Nadzorczej GKS „PIAST” zasiada Stanisław Ogryzek, ostatni w dziejach I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR w Gliwicach. Miasto miało być tymczasowym właścicielem i szukać inwestora. Ale wszystko wskazuje na to, że prowizorka pozostanie na zawsze.

Od kilku lat istnieje w mieście nowy stadion sportowy Piasta. Co o nim sądzisz?

W przeszłości zawsze uważałem, że nowy stadion Piasta powinien powstać na terenie dotychczasowego stadionu XX-lecia w rejonie ul. Akademickiej. Stało się jednak inaczej. Sądzę, że to był poważny błąd. Obecna lokalizacja obiektu jest po prostu fatalna.

Dlaczego?

Stadion został wciśnięty między cmentarz a domki jednorodzinne. Mieszkańcy ulic znajdujących się w sąsiedztwie obiektu mają co dwa tygodnie zdezorganizowane życie. Uskarżają się na zagrożenie bezpieczeństwa w dniach meczów piłkarskich, a także na dokuczliwe problemy z parkowaniem własnych samochodów. Stadion przy ul. Okrzei nie ma w dodatku odpowiedniego zaplecza sportowego. Brakuje tam zwłaszcza kompleksu odnowy biologicznej. Piłkarze Piasta muszą w tej sytuacji korzystać z takich placówek w odległych miejscowościach. Tych mankamentów nie byłoby, gdyby stadion został zbudowany nieopodal parku Chrobrego. Na obszarze parku mogłaby przecież powstać znakomita baza treningowo-rekreacyjna dla zawodników. Położony na uboczu stadion nie przeszkadzałby ponadto nikomu. Prezydent miasta wybrał natomiast zupełnie inne rozwiązanie. Na miejscu dawnego stadionu XX-lecia powstaje z jego inicjatywy gigantyczna hala sportowa. Komu ma ona służyć?

Też się nad tym zastanawiam. Spokoju nie daje mi również inna sprawa. Jak się potoczą losy piłkarzy „Piasta” w obecnym sezonie ligowym? Czy możesz przedzierzgnąć się w rolę piłkarskiej wróżki?

Myślę, że drużyna nie spadnie z ekstraklasy do I ligi. W końcowej tabeli rozgrywek uplasuje się w połowie dolnej ósemki zespołów.

Trzymam cię za słowo.

rozmawiał: Zbigniew Lubowski

4 Comments on "Minuta na boisku… – wywiad z Andrzejem Potockim"

  1. Stadion jest miejski, a nie Piasta panie redaktorze!

  2. SSalnie Spółdzieli Spożywców. Czy ktoś za te błędy poniesie finansowe konsekwencje? Powinien zapłacić z własnej kieszeni Prezydent i Rada Miejska. To farsa, która komu i czemu, ma służyć?         
    Piast to  dojnia dla cwaniaków za społeczne pieniądze. Kontrakty na kwoty z nieba wzięte, nieroby z Zarządu i cała sitwiarska otoczka  bez efektów.
    KONKRETY PREZYDENCIE ZF!
    Zgromadzenie ludowe pseudo elit. To samo dzieje się w innych spółkach Miasta. Prezydent nadużywa określenia doskonały menedżer w wielu przykładach.Ma do tego prawo bo sam nigdy menedżerem nie był i nie będzie. On ich tylko namaszcza .Prezes PRUiM jest geniuszem ,najlepszym z najlepszych i najdroższym z najdroższych. A co za to My mieszkańcy mamy w zamian?
    NIC oprócz pustej gadki szefa szefów i wypłacania  prezesom czy piłkarzom nienależnych a  horrendalnych uposażeń.

    • Ze smutkiem stwierdzam, że nasza nasza Ojczyzna nie nadąża za postępujacą patologizacją zarządzania publicznymi pieniędzmi. A wszystko podszyte tandetą w Europie 3 ligi.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*