Moje śląskie czytanie… cz.1 – „o tej co mi w duszy gra”

2 komentarze

… moje śląskie czytanie … a może … moje Śląska czytanie? – i tak źle i tak niedobrze. Chyba to pierwsze lepsze jednak i skromniejsze bodaj i bliższe prawdy – drugie, pewnie o zarozumialstwie by świadczyć mogło lub o pysze jakiej

… „Śląska czytanie” – to jakby pewnie i próba Jego rozumienia, a może i interpretacja jaka – a to, to już pycha – bo kto Śląsk rozumie, kto zrozumie, bo kto ma odwagę się do tego przyznać, bo kto Go pojąć jest w stanie – ten Śląsk właśnie – no kto ?

… więc jednak śląskie czytanie – a i pora ku temu najwłaściwsza, bo czerwiec, bo kanikuła zaraz, choć u mnie ona zawsze już i od dawna

… ale czerwiec to koniec roku, a październik początek, a nie żaden grudzień, czy styczeń

… bo tak było lat kilkadziesiąt tu na Uczelni odmierzanych, tu na mojej Politechnice … więc tak zostało i zostanie

… bo w czerwcu właśnie, był czas gromadzenia tego, co niedoczytane lub do przeczytania jeszcze i tego z tymi zakładkami, zakładkami które znaczyły coś albo nic, i tego bez zakładek też

… woziłem to w te kanikuły, do doczytania właśnie lub do „pochłonięcia” wówczas

… ale wówczas, jak dziś sądzę, bez sensu pewnie – bo pochłanianie było najważniejsze, bo pogoń za nowym, bo pożeranie swoiste, jakby zaspokajanie głodu … i co z tego, ze kolejna biblioteka „załatwiona”, kolejnych dziesiątki czy setki książek połkniętych, i co z tego

… niewiele wiem, niewiele zapamiętałem, niewiele dziś odtworzyć mogę z tych czytań, z tego pochłaniania, niewiele

… więc po co to, po co tak

… więc pewnie czas na co  innego – na podsumowania jakie i refleksję jaką, na opamiętanie się, na dorosłość, na dojrzałość stosowną, wiekowi przystałą – zwłaszcza, że zakładek nie ubywa, pożółkłe tylko bardziej się stają i wcale nie pamiętam co przed nimi, a co za nimi pewnie i nie warto poznawać

… więc może czas przypomnień, czas powrotów do tego znanego-nieznanego, do tego znanego-zapomnianego

… więc może trzeba inaczej

… Szczepan Twardoch, Ślązak od zawsze, w jakimś swoim eseju, istnienie literatury śląskiej zakwestionował. Nie tylko On zresztą, bo w Fabryce Silesia dyskusja ta toczy się od dawna i od dawna nierozwiązana. Faktem jest, że ani Twardoch, ani inni nie kwestionują treści czy przesłań w tym śląskim pisarstwie zawartych, czy artystycznego poziomu również

… o język sprawa się rozbija, głównie o język

… literatura polska , niemiecka, czeska czy rosyjska jest, bo jest język polski, niemiecki, czeski czy rosyjski właśnie

… jest język, jest literatura, nie ma języka, nie ma literatury – to tak pokrótce, choć nie wiem, czy dokładnie tak 

… pewnie tak można przyjąć i założyć, że jeśli mowa jaka sformalizowaną jest, jeśli słownik ortograficzny ma i inne słowniki, i że jeżeli jej na uniwersytetach uczą i badają, to językiem jest, a jeśli nie, to tylko mową jaką, jakąś godką, może gwarą lub slangiem, czy czym tam jeszcze

… może i tak jest

… i że słowa w niej bytujące to tylko dźwięki, a nie słowa co się zowie – bo ich czasem zapisać nie można, tak jakby się chciało, czy jak powinno według tych zasad co językowi przystoją lub przypisują

… ale przecie jeśli „przajam” komu, to czy „przajam”, czy „pszajam”, czy „przaiam” wreszcie, znaczy to samo i wypowiadane, zrozumiałym jest i to bardzo – bo przecie „kocham” to oznacza i zrozumiałym jest w każdym „języku”, „mowie” „gwarze” i „godce”  

… „rzykać” czy „modlić się”, znaczy to samo dla tych co „rzykają” czy się „modlą”

… ale też, jeśli rzykam” napiszę, to się to zaraz na czerwono podkreśli, w tym edytorze i innych też, bo niby błąd jaki zawiera

… a jak „modlę się”, to błędu nie ma i nic na czerwono się nie podkreśla

… „modlę się”, prawidłowym jest, a „rzykam” nie – dla edytora przynajmniej – choć tu na Śląsku i „rzykali” i „modlili się” ale i „beten”, i „modlili se” od wieków i tak samo przecież – na kolanach, z oczyma skierowanymi ku Górze lub skromnie w ku Ziemi, z rękoma tak samo złożonymi, z tym samym uczuciem, wiarą i tym samym znakiem na piersi czynionym, tym samym

… czy Pan Bóg rozróżnia „rzykać” od „modlić”, od …

… czy widzi różnicę ?    

… czemu zatem, to co napisane jest „ślicznie i gramatycznie” literaturą jest i językiem, a to co „koślawo” czasem, bo mówionym głównie, już ani literaturą, ani językiem być nie może – no czemu ?

… i z tym się nie zgadzam, bo jeśli dwóch, trzech a i tysiąc „godajom” do siebie tymi słowami, co to podobno słowami nie są i się „rozumiom”, jeśli „przajom” sobie i wiedzą co robią i jeśli „rzykajom” i Pan Bóg ich rozumie, to to mowa jest i język najczystszy, najświętszy – tu na tej Ziemi i dla tych, co tu od wieków byli, czyli zawsze i jeśli w tym języku pisali, choć koślawo najczęściej, choć nie wszystko „drukiem” tak „ładnie i literacko” przedstawić się dało to jednak i to literaturą jest …

… ale w tej niechcianej literaturze śląskiej, co to jej nie ma – a jest, przecie nie tylko o formę chodzi, przecie nie o to, jak kto „godo”, ale o to o czym „godo” i co ma do powiedzenia, co mu w „duszy gro”, a jak mu „piknie gro”, to to zagro na skrzypeczkach „tyż tak piknie” jakby „cało symfonika” grała, nawet tymi dźwiękami przaśnymi zagra

… więc o tej literaturze chciałem, teraz i w następnych „konskach” i o tej, którą tylko „szkryfnonc” próbowali albo „tuplikować” w niej to coś, co ważne, tym językiem co go nie ma, i o tej, co ją „machery” od literatury robili literacko i poprawnie po polsku, po niemiecku i po czesku też, ale tylko o tej w której Śląsk mi gra tymi dźwiękami i tymi zapachami, które zapamiętałem i które tkwią we mnie i tkwić będą na zawsze

… więc tylko o tej

                                                                                                                              Gleiwitzer49

2 Comments on "Moje śląskie czytanie… cz.1 – „o tej co mi w duszy gra”"

  1. No, no, no1 Obejrzymy, poczytomy, poczytomy….

  2. Tekst o niczym. Dałem radę do połowy. Kto mi zwróci zmarnowane dwie minuty życia?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*