Moje śląskie czytanie… cz.2 – „Ostwind” czyli człapu-człap…

Brak komentarzy, bądź pierwszy

… człapu-człap,

… człapu-człap,

… człapu-człap. Bum, bum, bum …

… i tak, krok za krokiem, za krokiem krok – z tej Kosbuchny, dziury pod Pszczyną do tej Częstochowy, po te modły albo z nimi, po tę wodę świeconą dla siebie i dla tych co to im się nie chciało tego człapu-człap, a wodę by chcieli

… człapu-człap

… człapu-człap – a po drodze jeszcze Kaczmarka urodzić, tego Kaczmarka właśnie co to go poczęli jurni dragoni węgierscy z tym człapu-człap wbrew i zdechnąć gdzieś po drodze, gdy się już Kaczmarka wydało, bo się wydało, więc człapu-człap

… i tak obrazek za obrazkiem, jak pocztówki stare a pożółkłe, jak fotografie rodzinne postrzępione na dnie skrzyni lub szuflady, obrazek za obrazkiem

… Oberschlesien in Bild

… te obrazki z tej Kosbuchny, z tej Pszczyny, nędznego miasteczka co u okolicznych znaczyło tyle, co „nul koma nic”, i z tego Bytomia też i z Katowic

… i te obrazki tych Kaczmarków, co to ich za przygłupów pogardliwie traktował Prusak a Polak tak samo, choć za pierwszym cesarz stał, a za drugim nikt

… i obrazki tych Wiemannów , Kaczmarków też, ale innych jakby, ale tak samo traktowanych przez tych pruskich Udo Toto von Moto Homo, ale i przez tych Dollnych, Wojcechów adwokatów i cwaniaków różnych, nowo wygenerowanych za Przemszą i Brynicą

… a wszystko to okraszone bidą śląską i śląskim smrodem a może zapachem i tym humorem, i dowcipem śląskim, tym klimatem, co to czyni, że te Kaczmarki, te Wiemanny przetrwały, że trwają i przetrwają mimo wszystko, tu na tej ziemi, ziemi Kaczmarkowej i Wiemannowej, Ich Ziemi

… te Kaczmarki, i te Wiemanny, co to przy piwie zgodnie śpiewali „Deutschland, Deutschland …” a za chwilę „Jeszcze Polska nie zginęła …” – bo coś trzeba śpiewać przy piwie, bo przy piwie trzeba śpiewać

… i to jest „Ostwind” Scholtisa właśnie. Augusta Scholtisa – niemieckiego Ślązaka, a Ślązaka przede wszystkim i który nim nie przestał nigdy być i tu w przypszczyńskich zadupiach, i tam w tych pięknych miastach za Odrą, już granicą

… to „Ostwind” właśnie – „Wiatr od wschodu” czy „Wschodni wiatr” – bo przecie to nie to samo, nie to samo, powiadam, ale co – nie wiem

… i w tłumaczeniu genialnym tego Aloisa Smolorza, co to inżynierem jest a nie tłumaczem, ale Ślązakiem, więc jakąś podświadomą nicią, jakimiś nerwami z Scholtisem połączony, by każde drgnienie duszy autora bezbłędnie przekazać na polski przekładając, przekładając właśnie

… oj, nie podobał się ten „Ostwind” – nikomu się nie podobał i tam za Odrą, choć literackość chwalili i pióro zacne, ale co do treści – to już nie, nie podobał się tam za Odrą, a tu tym bardziej, tu nie podobał się wtedy, a i teraz się nie podoba, bo śląski za bardzo ten „Ostwind”, i ten „wiatr od wschodu” czy „wschodni wiatr” co to „wieje”, ale jakoś nie tak, jakby sobie go wyobrażali ci co dmuchali lub dmuchają, jakoś nie tak „wieje”

… więc nie wydało Muzeum Śląskie tego „Ostwindu” – śląskiego aż do zerzygania, od tego Scholtisa Ślązaka z krwi śląskiej najczystszej, Ślązaka w każdej drobince swojej, w każdym nerwie

…nie wydało więc Muzeum Śląskie tego „Ostwindu”, nie wydało …

 

… człapu-człap

… bum, bum, bum

… Jeszcze Polska nie zginęła

… Deutschland, Deutschland über alles

… bo przy piwie trzeba śpiewać

… trzeba śpiewać przy piwie

                                                                                                                             Gleiwitzer49

Be the first to comment on "Moje śląskie czytanie… cz.2 – „Ostwind” czyli człapu-człap…"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*