Nauka przeciw jawności?

Dość szokujące w swojej wymowie działania podjęte przez Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego stały się tematem artykułu zamieszczonego na http://siecobywatelska.pl/. Oto jego fragment:

Jeśli zapytamy urzędnika, czy udzielanie informacji obywatelom opóźnia realizację jego innych zadań służbowych, mamy praktycznie 100% gwarancji, że padnie odpowiedź twierdząca. Wszak każde działanie zajmuje jakiś czas. Takie są prawa fizyki.
Można by się z tego śmiać, ale pytanie takie znalazło się w kwestionariuszu rozsyłanym do urzędów przez Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW), który – wraz z partnerami – za publiczne pieniądze (niemal 4 mln złotych) realizuje projekt „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym”. Rezultatem badań mają być rekomendacje do nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej. Obawiamy się, że będą antyjawnościowe.

Nawet rozsyłaną do urzędów ankietę zatytułowano „Nadużywanie prawa do informacji publicznej” – mamy więc jasną tezę badania i sugestię, jak urzędnicy mają odpowiadać.

Prawnicy z UKSW zapytali też urzędników, czy spotykają się z sytuacjami, w których konkretni obywatele składają wnioski o udostępnienie informacji publicznej częściej niż raz na kwartał. To również pytanie z serii „100% pewności”, że uda się potwierdzić tezę, iż prawo do informacji jest nadużywane. Wszak wystarczy, że jakiś przedsiębiorca postanowi wybudować np. stację benzynową, albo zwykły obywatel – domek jednorodzinny. Poprosi wtedy urząd o wgląd choćby do planu zagospodarowania przestrzennego, informacji o środowisku oraz planów instalacji wodociągowej i elektrycznej i… i już przechodzi na „ciemną stronę mocy” – tych, którzy aż cztery razy w roku o coś wnioskują.

W ankiecie pojawiają się też punkty, które mogą sugerować, że częste pytanie urzędu już z zasady jest złe i świadczy o nadużywaniu prawa do informacji. I tak na przykład, jeśli w jakiejś gminie dany obywatel regularnie prosi o udostępnienie protokołów z posiedzenia rady gminy, kwestionariusz wykaże obecność „nadużywacza”. Nie pokaże jednak tego, że to magistrat zaniedbuje obowiązek publikowania wszystkich protokołów z posiedzeń rady w Biuletynie Informacji Publicznej, a obywatel właśnie tą okolicznością zmuszony jest często wnioskować. No, ale kogo to obchodzi, w końcu mamy tezę, że to obywatele nadużywają i teza ta będzie obroniona. 

W ankiecie dużo uwagi poświęcono też ewentualności komercyjnego wykorzystania przez obywateli informacji pozyskanych od organu publicznego. I choć explicite nie stwierdzono, że jest to złe, to poświęcenie temu zagadnieniu aż 4 spośród 16 pytań i umieszczenie w kontekście „nadużywania prawa do informacji” mówi samo za siebie. A przecież przedsiębiorca – jak każda inna osoba – ma wpisaną do ustawy możliwość wnioskowania, również w ramach ponownego wykorzystywania informacji oraz osiągając zyski, przyczynia się także do dobrobytu państwa. Urzędnik ma mu ułatwiać realizację tego zadania, a nie utrudniać i czuć się okradany ze swojego cennego czasu.

Niewiele mniejszą ciekawość – a w zasadzie niepokój – budzi też u badaczy możliwość wykorzystania przez obywatela informacji publicznej w sporze z organem publicznym. Czyżby optymalnym modelem była sytuacja asymetrii, w której organ wie wszystko o obywatelach, a obywatele o publicznych instytucjach niemal nic? Przerabialiśmy to w czasach ustroju niedemokratycznego – w czasach, kiedy prawa człowieka, były tylko hasłami, z których władze wybierały te, które miały zamiar akurat przestrzegać.

Zachęcam do przeczytania całości:

http://siecobywatelska.pl/1,446,pseudonauka_kontra_jawnosc.html

red.

1 Comment on "Nauka przeciw jawności?"

  1. Mirella Czajkowska-Turek | 25 listopada 2014 at 10:08 am | Odpowiedz

    Kolejny krok do ograniczenia podstawowych praw obywatelskich. Jeśli ktoś robi pseudobadania, bo przez to osiągnie pożadany tytuł naukowy, to jest to smutne; jeśli posłuży to dyskryminacji obywateli, to jest to tragiczne. Czy to nie radna SLD z Warszawy wykrzyczała w telewizorni, że "demokracja to taki ustrój gdzie trzeba ograniczyć wolność"? 

Leave a comment

Your email address will not be published.


*