Nie jesteśmy obsesyjnymi ekologami… – twierdzi Grzegorz Sokalla ze Stow. Gliwickie Drzewa

5 komentarzy


– Komu właściwie przeszkadzają dorodne lipy rosnące wzdłuż ul. Mickiewicza?

– Też się nad tym od dawna zastanawiam. Przypuszczam, że najbardziej przeszkadzają niektórym urzędnikom z Zarządu Dróg Miejskich. Sądzę jednak, iż władze miejskie również nie lubią tych lip. Włodarze Gliwic chcą je koniecznie wyciąć.

– Po mieście krążyły pogłoski, że lipy wzdłuż ul. Mickiewicza muszą podobno zostać uśmiercone, bo uniemożliwiają budowę parkingów w tym rejonie Gliwic.

– Kilka osób rzeczywiście chciało utworzenia placu parkingowego w sąsiedztwie przedszkola przy ul. Mickiewicza. Ułatwiłoby to im życie, bo mogliby wówczas sprawniej i szybciej odbierać w godzinach popołudniowych swoje dzieci z tej placówki. Jestem jednak przekonany, że budowa parkingu wcale nie wymagałaby unicestwienia zabytkowych lip, które tam rosną od kilkudziesięciu lat. Sprawa parkingu nie była – moim zdaniem – główną przyczyną planowanego usunięcia tych drzew.

– Dlaczego więc zamierzano je w ubiegłym roku wyrżnąć do gołego gruntu?

– Podobne pytanie postawiliśmy urzędnikom z ZDM. Na początku października br. doszło do spotkania przedstawicieli tej instytucji z reprezentantami naszego stowarzyszenia, a także z osobami z Rady Osiedlowej Wójtowej Wsi. Spotkanie odbyło się w siedzibie ZDM przy ul. Płowieckiej. Usłyszeliśmy tam, że lipy rosnące w tzw. skrajni drogowej pogarszają ponoć widoczność i utrudniają kierowcom bezpieczne poruszanie się samochodami po ulicy. Drzewa rosnące tuż przy krawężnikach stanowią – jak nas przekonywano – poważne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, co rzekomo wyraźnie zapisano w odpowiednim rozporządzeniu ministra transportu z 1999 roku. Z tego właśnie powodu piękne lipy miały być usunięte.

– W sukurs przyszła jednak na czas Magdalena Lachowska, wojewódzki konserwator zabytków w Katowicach. Zapobiegła ona przyrodniczej rzezi skazanych na śmierć drzew, wpisując je do rejestru śląskich zabytków. Ochroną konserwatorską objęła nie tylko ul. Mickiewicza, ale i dwie inne ulice – Kozłowską i Sowińskiego.

– To była z jej strony wspaniała decyzja, która faktycznie uchroniła lipy przed piłami i toporami. Wcześniejsza petycja protestacyjna mieszkańców Wójtowej Wsi, skierowana do Rady Miejskiej, nie przyniosła…żadnego efektu. Pod listem podpisało się ok. 1,6 tys. osób, które domagały się zaniechania projektowanej wycinki drzew. Radni w głosowaniu odrzucili jednak petycję. W tej sytuacji nasze stowarzyszenie zwróciło się z apelem o pomoc do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Działalnością stowarzyszenia kierował wtedy dr inż. Marek Rawecki, pracownik naukowo-dydaktyczny Politechniki Śląskiej. Dzięki jego determinacji i stanowczości udało się ocalić drzewa. Wiem jednak, że bardzo to zirytowało władze miejskie, które zupełnie nie spodziewały się takiego rozstrzygnięcia. ZDM zaskarżył decyzję wojewódzkiego konserwatora do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

– Nie było to chyba jedyne pismo, które w tej sprawie wysłano z Gliwic do Warszawy…

– Rzeczywiście. ZDM zwrócił się również z wnioskiem do Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej o przedstawienie obowiązującej wykładni prawnej rozporządzenia ministerialnego z 1999 roku, określającego wymogi stawiane drzewom rosnącym w skrajni drogowej. Ministerstwo przysłało odpowiedź, z której jasno wynika, że rozporządzenie sprzed 14 lat dotyczy tylko nowo budowanych dróg w naszym kraju. Zaprezentowano więc racjonalne stanowisko, uwzględniające znaną zasadę, w myśl której prawo nie może działać wstecz. Dla naszego stowarzyszenia było to bardzo cenne rozstrzygnięcie.

Grzegorz SOKALLA– Od jak dawna istnieje stowarzyszenie GLIWICKIE DRZEWA?

– Od 2008 roku. Powstało ono wówczas, gdy ze strony władz miejskich dostrzegliśmy pierwsze próby usunięcia drzew rosnących przy ul. Sowińskiego. Uznaliśmy, że aleja z tymi pięknymi drzewami powinna zostać bezwzględnie ocalona. Stanowczo interweniowaliśmy w tej sprawie, argumentując, że ul. Sowińskiego ma unikatowy charakter w mieście i pod żadnym pretekstem nie może zostać pozbawiona drzew. Wtedy właśnie zarejestrowaliśmy stowarzyszenie w Urzędzie Miejskim. Teraz chcemy zmienić jego formalny charakter. Zamierzamy nadać mu osobowość prawną.

– Czy stowarzyszenie działa tylko na terenie dzielnicy Wójtowa Wieś?

– Naszą działalnością obejmujemy obszar całego miasta. Postawiliśmy sobie za cel monitorowanie poczynań włodarzy Gliwic i podlegających im urzędników w sprawach dotyczących zieleni miejskiej. Chcemy współpracować z miejskimi urzędnikami i przedstawiać im inicjatywy społeczne, służące ochronie gliwickiego drzewostanu. Uważamy, że takie działania na rzecz dialogu społecznego władzy z mieszkańcami nie powinny być prowadzone w zaciszu urzędniczych gabinetów, ale w miejscach, które dla gliwiczan są ich ukochanymi „małymi ojczyznami”.

– Jaki jest dotychczasowy bilans waszych pięcioletnich działań ekologicznych?

– Sukcesy szły w parze z porażkami. W 2008 roku wystosowaliśmy petycję do ówczesnej Rady Miejskiej w sprawie drzew rosnących przy ul. Sowińskiego. Przedstawiliśmy nawet nasze stanowisko na sesji RM. Wysłuchano nas, ale niczego nie wskóraliśmy. Nie uzyskaliśmy wtedy oczekiwanego zapewnienia ze strony władz miejskich, że zmieni się lokalna polityka szkodliwego wycinania drzew na terenie Gliwic. Zdołaliśmy tylko zablokować na okres 5 lat realizację destrukcyjnego dla dzielnicy planu usunięcia drzew przy ul. Sowińskiego. Myślę, że ten projekt został teraz znów odgrzany.

– Czyżby?

– Obawiamy się, że droga może stać się fragmentem budowanej obwodnicy zachodniej miasta. Ulica utraciłaby wtedy swój obecny charakter drogi lokalnej. Uległaby przekształceniu w przelotową arterię komunikacyjną, co doprowadziłoby, niestety, do istotnego pogorszenia warunków codziennej egzystencji wielu mieszkańców dzielnicy. O takim zagrożeniu mówiłem już zresztą w swoim wystąpieniu na sesji RM przed pięcioma laty. Przeszło to wtedy bez echa.

– Nic dziwnego. Sesje Rady Miejskiej nie były wówczas transmitowane w internecie…

– Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że niektórzy urzędnicy miejscy traktowali i traktują nas jako obsesyjnych ekologów, którzy są gotowi przypiąć się nawet łańcuchami do drzew, by je tylko obronić przed wycięciem. Tak jednak nie jest. W trakcie październikowego spotkania w siedzibie ZDM zaakceptowaliśmy przedstawiony nam projekt budowy ronda u zbiegu ulic Kozłowskiej, Sowińskiego, Daszyńskiego i Mickiewicza. Zgodziliśmy się na takie rozwiązanie, choć wiadomo, że będzie to wymagało usunięcia niektórych drzew w rejonie ruchliwego skrzyżowania. Uważamy jednak, że utworzenie ronda przyczyni się z całą pewnością do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w tym punkcie Gliwic. Generalnie zależy nam na utrzymaniu dotychczasowego charakteru spokojnej dzielnicy, a nie na zapalczywej obronie każdego pojedynczego drzewa.

Czy urzędnicy ZDM byli zdziwieni waszą postawą podczas październikowych negocjacji?

– Byli bardzo zaskoczeni. Nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Zakładali chyba, że absolutnie nie zgodzimy się na budowę planowanego ronda. My też zostaliśmy jednak przyjemnie zaskoczeni. Grzegorz Wieczorek, zastępca dyrektora ZDM, oświadczył nieoczekiwanie, że będzie inicjował kolejne takie spotkania z przedstawicielami naszego stowarzyszenia oraz reprezentantami Rady Osiedlowej Wójtowej Wsi. Nie jest wykluczone, że dzięki temu uda nam się wspólnie wypracować nowe reguły dialogu społecznego władz z mieszkańcami Gliwic.

– Co zrobicie, jeśli Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego uchyli jednak decyzję wojewódzkiego konserwatora zabytków w sprawie lip rosnących wzdłuż ul. Mickiewicza?

– Na razie nie rozważamy takiego scenariusza. Jesteśmy dobrej myśli. Wiadomo jednak, że ministerialny werdykt będzie można – w razie potrzeby – zaskarżyć do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Uważamy jednak, że nie będzie to konieczne. Mamy w naszym gronie społecznika, który każdego dosłownie tygodnia dostarcza nam cennych argumentów prawnych, przemawiających za pozostawieniem pięknych lip w nienaruszonym stanie. Gdy zajdzie taka potrzeba, skorzystamy z tych argumentów.

– Kogo ma pan na myśli?

– Bronisława Kellera, właściciela salonu samochodowego „Renault” przy ul. Daszyńskiego. Był on niedawno w Mikołowie. Zwrócił uwagę na otoczenie siedziby tamtejszego Starostwa Powiatowego. Zauważył przy tej właśnie ulicy drzewa rosnące w skrajni drogowej. Wystosował więc w tej sprawie oficjalny list do władz mikołowskich. W efekcie otrzymał odpowiedź Powiatowego Zarządu Dróg w Łaziskach. Poinformowano go, że wskazane drzewa nikomu tam nie przeszkadzają. Dowiedział się, że zgodę na ich ewentualne wycięcie musiałby wyrazić burmistrz Mikołowa, który jednak – jak się okazało – nigdy nie miał i nadal nie ma zamiaru ich usuwania. To jest bardzo pouczająca lektura. W Gliwicach i Mikołowie obowiązują przecież identyczne przepisy ogólnopolskie, a jednak w obu miastach panują zupełnie odmienne obyczaje. Włodarze Gliwic zastanawiają się, jak wyciąć drzewa, a decydenci w Mikołowie troszczą się o to, jak je ocalić. To charakterystyczna różnica.

Rozmawiał: Zbigniew Lubowski

Od redakcji:

Grzegorz Sokalla (urodzony w 1944 roku w Wodzisławiu) jest związany z Gliwicami od 68 lat. Absolwent Politechniki Śląskiej, inżynier energetyk. Przez całe życie zawodowe pracował w różnych firmach energetycznych. Od lat pasjonuje się problematyką ekologiczną. Żonaty, ojciec dwojga dorosłych dzieci.

 

5 Comments on "Nie jesteśmy obsesyjnymi ekologami… – twierdzi Grzegorz Sokalla ze Stow. Gliwickie Drzewa"

  1. „…Komu właściwie przeszkadzają dorodne lipy rosnące wzdłuż ul. Mickiewicza?…”

    ******************************************
    „Niszczą dobre drzewa, żeby wydawać złe gazety.”
    ~ James Watt

  2. Bardzo dobry artykuł!!! Dziękuję panu Sokalli za spokojne i faktyczne przedstawienie sytuacji jaka wytworzyła się w naszej okolicy, podparte racjonalnymi argumentami. Naprawdę nie jesteśmy obsesyjnymi ekologami, jak próbują przedstawić nas inne media… Jest nadzieja, a to cieszy 🙂

  3. Ja słyszałam, że sprawę rozpoczęło kilku mieszkańców Mickiewicza. Wystosowali pismo z prośbą o wycięcie drzew, bo nie mają gdzie parkować. Pismo ma moc urzędową, więc urzędnicy nadali mu numer i się zaczęło… mam nadzieję, że uda się jednak pogodzić zwaśnionych mieszkańców, a urząd miasta nie zetnie ani jednego drzewa. ps świetny wywiad.

  4. Bardzo ciekawa rozmowa, naprawdę najważniejsze to wyzbyć się negatywnych emocji i rzeczowo rozmawiać. W Polsce drzewa są chronione przez prawo, warto przekonywać urzędników, by tego prawa przestrzegali. Trzymamy kciuki za Gliwickie Drzewa!

  5. Grzesiu,dobra robota.Tylko zauważ ilu wspaniałych obrońców drzew głosowało na tych platfusów którzy podejmują takie nieprzemyślane decyzje.Chociaż słowo „nieprzemyślane”nie jest adekwatne do sytuacji..oni kręcą lody..vide madame Sawicka.Martwię się czy Ty aby nie jesteś w gronie tych głupkowatych popieraczy PO;)…ale wierzę,że strofy Tuwima nie są Ci obce…”niech prawo zawsze prawo znaczy,a sprawiedliwość,sprawiedliwość”:)…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*