Nie kocha, nie promuje?

Naturalnym bogactwem Gliwic jest historia miasta. Świadome władze lokalne potrafią umiejętnie wykorzystać jego przeszłość. Wzbudzanie zainteresowania dziejami miasta przynosi bowiem wymierne finansowe korzyści jego mieszkańcom. Zasada jest prosta – im więcej ludzi przetacza się przez miasto, tym lepiej. Zabytkowy gród z fascynującymi opowieściami o przeszłości ogniskuje na sobie zainteresowanie, wygrywając z ośrodkami o podobnej zasobności, lecz o nudnej i płytkiej historii.

glZ niewiadomych przyczyn aktualne władze Gliwic podchodzą do bogatej historii miasta z niepokojącą nonszalancją. Ocalałe ślady kultury materialnej, znajdujące się na trasie budowanej Drogowej Trasy Średnicowej oraz  terenie przewidzianym pod realizację „Podium”, są traktowane w Gliwicach jak utrapienie podczas realizacji jedynie słusznej inwestycji. Dwoi się i troi zatroskany Marian Jabłoński, wielbiciel Gliwic, by uprzytomnić gliwiczanom wandalizm inwestora, rejestrując na fotografiach dewastowane cenne elementy zabytkowe, które nasi włodarze mają w takim samym poszanowaniu co i wykarczowane właśnie hurtowo drzewa. Trudno sobie też wytłumaczyć obojętność wobec losów zabytkowej wieży ciśnień przy ul. Sobieskiego. Trzeba było natchnąć ociężałych włodarzy oddolną aktywnością miłośników Gliwic, aby dostrzegli rozmiar zniszczeń tego atrakcyjnego zabytku.

Brak szacunku dla historii

Zwykły szacunek do drugiego człowieka nakazuje wyrażać wdzięczność minionym pokoleniom gliwiczan za trud i pracę, włożoną w uformowanie miasta. To głównie dzięki nim nasze ukochane miasto posiada dzisiejszy kształt, stanowiący odzwierciedlenie mądrej i przemyślanej aktywności wielu pokoleń. W cywilizowanym świecie najlepszą formą wyrażania szacunku dla przeszłości jest pamięć o miejscach, zdarzeniach i ludziach.

Naszego już przydługo panującego prezydenta zabytki i historia Gliwic wyraźnie nie rajcują. Choć z namiętnością posługuje się w mediach europejskością i unijnością Gliwic, to odczuwalnie brzydzi się przedwojenną wielokulturowością i wielonarodowością miasta, którym przyszło mu zarządzać. Jego prywatne preferencje przyczyniają się do zaprzepaszczania cennych walorów Gliwic, tkwiących w ich historii. Wzrok prezydenta udręczonego wieloletnim sprawowaniem władzy niechętnie sięga w czasy przeszłe, lecz wzorem wizji zatwardziałych liderów socjalizmu kieruje się ku świetlanej przyszłości. Także styl, w jakim prezydent daje gliwiczanom współdecydować o miejskich funduszach, mocno przypomina czasy głębokiego socjalizmu.

Z żalem należy stwierdzić, że władze miasta bez większych emocji podchodzą do ponadlokalnej historycznej perełki, jaką ewidentnie jest Radiostacja Gliwicka. Obiekt ten ma wyraźny potencjał, by stać się promocyjną wizytówką i źródłem realnych korzyści dla Gliwic. Nie wzięto jednak pod uwagę, że głównym celem wszelkich działań związanych z historyczną wieżą przy ul. Tarnogórskiej winno być wzmożenie zainteresowania miejscem u samych gliwiczan oraz wyzwolenie ruchu turystycznego. W cywilizowanej i wielokulturowej Unii Europejskiej (także w Polsce) nie szczędzi się publicznego grosza, by podobne miejsca tętniły życiem i wabiły atrakcjami wszystkich zainteresowanych.  Obiekty takie udostępnia się nade wszystko w czasie wolnym od pracy, a nie w godzinach urzędowania magistratu.

Odejść od samego świętowania rocznic

Brak serca do historii miasta powoduje, że Radiostacja Gliwicka wiedzie na co dzień niemrawą egzystencję, a odżywa wyłącznie przy okazji uroczystości organizowanych dla upamiętnienia kolejnych rocznic wybuchu II wojny światowej. Aby realnie ożywić to wyjątkowo gliwickie miejsce, należałoby świadomie sypnąć publicznym groszem w celu stworzenia wokół  modrzewiowej wieży kawiarni, restauracji, ogródków letnich.  Przydałyby się też rozmaite konkursy, imprezy plenerowe oraz udogodnienia komunikacyjne w postaci kursów DARMOWEGO AUTOBUSU, docierającego wahadłowo na Tarnogórską z centrum miasta.

Właśnie tak w Europie jest rozumiana promocja miasta. Aktualni włodarze Gliwic mają jednak swój własny, autorski pomysł na promowanie Gliwic. Nie liczą się gliwiczanie i miasto – liczą się wielkie inwestycje, czyli wprowadzenie w ruch gigantycznej publicznej kasy. Osoby zarządzające miastem niechętnie zajmują się tym, do czego zostały faktycznie powołane. Dobitnym przykładam tego zjawiska jest sposób działania prezydenckiego rzecznika, który w natłoku wykonywanych zajęć nie znajduje już czasu na promowanie Gliwic.

Z treści orzeczeń sądowych oraz medialnych doniesień wynika, że miejski rzecznik specjalizuje się w fabrykowaniu oszczerstw na portalach internetowych oraz nadzorowaniu miejskiej spółki, świadczącej usługi w zakresie frezowania asfaltu i wynajmu wywrotek. Wykorzystanie historii Gliwic do promocji miasta musi ? jak widać ? poczekać na innego rzecznika i nowe władze Gliwic. Obyśmy się tego doczekali?

Wojciech Nurek

12 Comments on "Nie kocha, nie promuje?"

  1. Cóż dla oligarchy wystarczy jeżeli w pobliżu radiostacji jest ni to pizzeria ni to bar. Nic dodać nic ująć.

  2. Inż. Prowadzący | 13 maja 2013 at 10:28 am | Odpowiedz

    Autora, najwyraźniej nieświadomego do końca o czym pisze, zapraszam 9 czerwca pod Radiostację na III Gliwickie Święto Cykliczne.
    http://gliwice.swietocykliczne.pl/

    W zeszłym roku miło wspominam Industradę której znaczna część odbywała się również pod Radiostacją.

    • Autorowi – bardzo świadomemu – nie chodziło bynajmniej o 2, a nawet 5 imprez w roku, ale o miejsce z pomysłem, tętniące życiem na różne sposoby. To wyraźnie wynika z tekstu.
      Zresztą ten i kilka innych komentarzy wyraźnie sugerują, że nie jest w swych poglądach odosobniony:
      https://www.facebook.com/agnieszka.gie.3
      Dodam jeszcze, że tekst – mimo, że Radiostacji poświęca miejsca najwięcej – nie dotyczy tylko promocji Gliwic za jej pomocą, ale ogólniej promocji poprzez eksponowanie historii i miejsc z nią związanych. Wyraźnie również wynika z głębszej refleksji

      • Inż. Prowadzący | 13 maja 2013 at 2:05 pm | Odpowiedz

        Panie Darku, no jak tak można w żywe oczy?
        Przecież napisał, że nic się nie dzieje poza wojennymi uroczystościami rocznicowymi.

        Cytat:
        „Radiostacja Gliwicka wiedzie na co dzień niemrawą egzystencję, a odżywa wyłącznie przy okazji uroczystości organizowanych dla upamiętnienia kolejnych rocznic wybuchu II wojny światowej.”

        • Inżynierze, to jedno zdanie bardzo łatwo po skorygowaniu Pana uwagami i dodaniu „prawie” przed „wyłącznie” będzie jak najbardziej adekwatne. Nie zmieni się duch tej wypowiedzi niezależnie od polemik wokół stylu;)
          I pytanie do Pana – naprawdę uważa Pan, że imprezy wspomniane przez Pana to wszystko co dla Gliwic i Radiostacji zrobić należy? A na marginesie, pamięta Pan może to?:
          http://info-poster.eu/w-gliwicach-nawet-rap-jest-grzeczny-wywiad-z-miuoshem/

          • Inż. Prowadzący | 14 maja 2013 at 10:57 am | Odpowiedz

            Oczywiście, uważam że w kontekscie liczby imprez zawsze może być lepiej.
            Ale powyżej chodziło mi o elementarny dziennikarski obiektywizm, przed którym autor nawyraźniej mocno się wzbrania, skoro wspomniane przeze mnie wydarzenia pomija milczeniem.

            Co do przezydenta i jego występku na Industriadzie, to nie wiem – nie byłem tam po to, żeby wysłuchiwać mów polityków 😉

            • Pominięcie, jak sam Pan stwierdził, dwóch imprez nie jest „elementarnym dziennikarskim nieobiektywizmem” 🙂 Ze względów, o których ja również pisałem wyżej. Decyduje o tym również aspekt wskazany przez autora w tytule. W tym kontekście pominięcie lub dodanie kilku oderwanych od jakichkolwiek systemowych rozwiązań imprez nie zmienia bowiem niczego. w Gliwicach Radiostacja po prostu sobie stoi, a teren wokół niej jest całkowicie „martwy”. I arytmetyka imprez nie zmieni tu niczego.
              Nie oznacza to rzecz jasna, że zdaniem w tej kwestii nie możemy się różnić;)

    • Cykliści mają taki zestaw atrakcji, że serce staje z emocji. A Industriada, to jest ta słynna impreza, z której na życzenie prezydenta wypraszani są artyści? Zresztą, menu Industriady w Gliwicach też poraża powtarzalną atrakcyjnością.
      Nurka bym się nie czepiał, bo jako permanentnie głodny kultury, doskonale wie o czym pisze. Problemem są raczej czytelnicy, których ambicje obracają się wokół ciągle tych samych „pokazów sportów ekstremalnych” i klaunów plujących ogniem.

  3. marianandrzejczak | 13 maja 2013 at 10:51 am | Odpowiedz

    Jestem związany z Łabędami od 1978 roku.
    Zasadniczo tę DZIELNICĘ traktuję jako Miasto niezależne choć tak nie jest i wielka wielka szkoda.

    Przejeżdżając przez tysiące miasteczek czy wsi widać gospodarza i kolory.
    Kwiaty na klombach , zadbane drogi i chodniki. W wielu hale sportowe czy parki rozrywki to żadna nowość
    Czystość ład i porządek.
    W Łabędach przy budowie „NOCNIKA” aż huczy od hymnów bałwochwalczych a co dopiero gdy powstanie lokalne CKiS czyli szampon dwa w jednym?
    Kolana zależnym osobom uginają się w bolesnym ukłonie bez stosowani8a artresanu.
    Nie ma spółek w takiej ilości więc prezesiątka nie mogą ssać tyle kasiorki.
    Oszczędzają w gminach lecz nie w mieście sukcesu.
    Tu ssalnia działa dobrze i ma się lepiej i porankiem i wieczorkiem.
    Klasa przeklętych ssaczy jeszcze trwa lecz już niedługo..polecą ich łby na trotuar doskonałości..

    Wszystko ma swój początek koniec i nic nie trwa wiecznie…

  4. Dwa budynki na skrzyżowaniu ulic Wyszyńskiego Zwycięstwa, które objęte są ochroną konserwatorską, zostały określone przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, jako najpiękniejsze w mieście. Od kilkunastu lat codziennie przejeżdża koło nich tysiące tirów, niszcząc je. Mieszkańcy od lat bezskutecznie upominają się u Frankiewicza wprowadzenia ograniczenia tonażu w centrum. W 2008 r. Piotr Wieczorek powiedział na sesji Rady Miejskiej, że nie ma potrzeby dbać o te budynki, ponieważ one już dochodzą swoich dni.
    W podobny sposób niszczeje zabytkowy kościółek ormiański wraz z dwiema zabytkowymi figurkami przy ul. Mikołowskiej, gdzie także od lat nieustannie przejeżdżają tysiące tirów. Podobna sytuacja dotyczy budynku wydziału chemii politechniki przy ul. Strzody. Budynek ten wpisany jest do rejestru zabytków. Kilka lat temu, z powodu tirów, spadł sufit w jednej z sal wykładowych. Na szczęście nikogo tam nie było. Wystarczy wejść do tego budynku żeby zobaczyć jak się trzęsie.
    Poza tym obecne władze Gliwic zniszczyły mnóstwo inny zabytków, jak np. budyneczek przy hucie 1 Maja. Wyburzono też zabytkowe zamieszkałe kamienice pod budowę DTŚ.

  5. Dla Przykładu .Czy ktokolwiek wie, że 5.04.1944 r. w Gliwicach sprawy pomocy społecznej w imieniu Oberburgermeister prowadził I.B. Dr. Jeglinsky.
    I wy pójdziecie współcześni niezwykle ważni pójdziecie w zapomnienie.

  6. Proszę o wyjaśnienie, dlaczego rzecznik prasowy miałby zajmować się promocją miasta wg autora? przecież od tego jest łosicka, wybitna szpecjalistka od promocji… a rzecznik to rzecznik, ma inne zadania…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*