Nie, nie wymyślicie Polski! – odpowiedź na list nie do mnie

W związku z opublikowanycm "przed chwilą" listem otwartym (http://jagiellonski24.pl/2015/05/14/list-otwarty-do-janusza-czapinskiego-marcina-krola-i-jacka-zakowskiego/), pozwoliłem sobie napisać garść zdań do jego autora i również ich nie zamykać. Z nadzieją na refleksję, a może i dalszą dyskusję z otwartych, przychylnych raczej niż krytycznych pozycji.

Oto ów tekst:

List, również niezamknięty, do młodych intelektualistów z Klubu Jagiellońskiego

na ręce Jana Maciejewskiego

 

Szanowni, cenię Was. Od tego muszę zacząć. Bo cenię wszystko, co rokuje nadzieję na przechowanie, choćby w mentalnym podziemiu, intelektualnego fermentu społecznego, tego nieuchwytnego, często niewidocznego a przecież Podstawowego źródła wielu dobrych rzeczy. Rozumiem oburzenie Jana Maciejewskiego, nie mam specjalnych zastrzeżeń do emocjonalnej formy wystąpienia, wszak panowie, do których było ono kierowane często nie przebierają w słowach. Inna sprawa, czy należy do nich równać, ale nie jest to tematem tego tekstu. A jednak mam „ale” i to poważne, o którym zdecydowałem się – z pełną sympatią – słów kilka napisać.

Zacytowane przez autora słowa Marcina Króla, rzeczywiście wystawiają jak najgorsze świadectwo temu ostatniemu i tym, którzy przyjmują je za swoją opinię. Zacytuję dla tych którzy tekstu JM nie czytali:

Przed „Solidarnością” w takim świecie jak ja żyło najwyżej kilka, może kilkanaście tysięcy ludzi. (…) Nie wiem czym żyła reszta. Zapewne strachem przed utratą pracy. Zapewne biedą, bylejakością, kolejkami i awansem społecznym, którego zasad nie pojmowałem.

Jakże typowa, nadęta narracja człowieka, który próbuje dokonać autokreacji w jej z założenia żałosnej formie, którą określiłbym mianem autoelitaryzacji. Oto bowiem w kilku zdaniach otrzymaliśmy świat podzielony – kilkunastotysięczni „my”, światli, wiedzący, idealistyczni oraz „masa” byle jaka, zastraszona, funkcjonująca według narzuconych prawideł. Zapomniał Marcin Król o prawdzie podstawowej – elita nie czyni się sama, elitę konstytuuje naród. Autokreacja w tej sferze rodzi co najwyżej kastę, a wszelkie kasty jak uczy historia, kiepsko kończą. Zapomniał również Marcin Król, że te kilkanaście tysięcy ludzi w przypadku odrzucenia ich przez masę poza nawias społeczeństwa (niezależnie od jego pojmowania), stanowiłoby dziejowego chipsa w zębach ówczesnej władzy. Tymczasem te środowiska rosły w łonie tej jakże pogardliwie określanej przez Króla „masy” jak perła w nieefektownym ciele perłopława. Intelektualne nurty oporu, głęboko osadzone w tkance narodu są jeszcze nie do końca zrozumianym i niedocenionym polskim fenomenem. To właśnie ten fenomen zadecydował o tym, że Polska stanęła w awangardzie zmiany w układzie Wschód – Zachód. W kluczowym momencie to społeczeństwo poniosło idee. Było gotowe, okazało się dojrzałe, głęboko patriotyczne i już samo to wystarczy za dowód, że nie było li tylko bezwolną masą, która nie dostąpiła duchowej głębi i intelektualnej wielkości owych „kilkunastu tysięcy”. Zacytowany akapit daje poznać odczuwaną przez autora wyższość, która automatycznie nakazuje ostrożność w przyjmowaniu jego sądów.

I właśnie nutkę takiej rodzącej się wyższości wyczuwam również w tekście Jana Maciejewskiego. Jeszcze ją rozgrzeszam, odczytując tę wewnętrzną energię, emocje, które być może dławiły gardło autora, gdy zapisywał ostatnie słowa „Listu”:

To my wymyślimy i zrobimy Polskę od nowa, a Wy znikniecie. Spokojnie, czeka Was tylko emerytura, obędzie się bez zbędnej dramaturgii.

To w tym miejscu trzeba wylać kubeł zimnej wody na głowę autora i dobrze, żeby to zrobił ktoś, kto jak ja, patrzy na aktywność sporej grupy młodych intelektualistów zebranych wokół Klubu Jagiellońskiego z dużą sympatią. Nie, nie wymyślicie i nie zrobicie Polski! Ją już wymyślono, a proces jej „robienia” składa się na jej historię. Potrafię zrozumieć intencję piszącego, ale nie mogę zaakceptować lekkiej nuty arogancji. Czyż to nie prognostyk autoelitaryzacji? Strzeżcie się tej pułapki. Jedynym właściwym zwrotem kończącym może być jakże obiecujący i pozytywny z założenia komunikat: „przemyślimy Polskę i zmienimy ją na lepsze”. Nie wystarczy? Za mało retorycznie? Nie sądzę… Takimi jak zastosowane zwrotami u wielu osób wywołacie odruch wewnętrznego sprzeciwu i buntu. Oby nie odrzucenia. Nie zapominajcie, że rodzi się w Polsce i wbrew pozorom wzmacnia opinia, że nasze przemiany lat 80 XX wieku i późniejszych nadmiernie przeintelektualizowano, że pozwolono je przechwycić elitom z autokreacji. Nie zapominajcie, że coraz silniejszy i bardzo wartościowy staje się nurt intelektualistów lewicowych lub lewicujących, opierający się na zgoła odmiennych narracjach i społecznej symbiozie. Nie demonizuję, nie przeceniam zjawisk, ale wskazuję możliwe implikacje. Żyjecie w świecie, który dla was właśnie WYMYŚLILI ci, którzy byli przed wami. Tę Polskę wam ZROBILI i dlatego macie warunki do rozwoju osobowego i przełożenia go na rozwój społeczny. Odcinanie się od PROCESÓW, które was również wykreowały jest fatalnym początkiem. Nie wymyślajcie a poddawajcie refleksji, nie róbcie a zmieniajcie.

To chyba tyle, żeby nie uczynić tego tekstu niestrawnym. A żeby było przyjemniej na koniec, napiszę tylko, że fragment o zbliżającej się emeryturze pewnych całych grup wyjątkowo mi odpowiada. Tak właśnie będzie, bez zbędnej dramaturgii. Powodzenia zatem w ciągłej refleksji i do zobaczenia przy mądrych zmianach. 🙂

Dariusz Jezierski

 

 

3 Comments on "Nie, nie wymyślicie Polski! – odpowiedź na list nie do mnie"

  1. …"To my wymyślimy i zrobimy Polskę od nowa, a Wy znikniecie…"  – pisze pan Jacek Maciejewski i … i niech sobie pisze, nie pierwszy on i nie ostatni. Adresaci jego listu też tak pisali ze 30 lat temu, gdy "pampersami" wtedy byli, tak jak Pan Jacek teraz. Jest przywilejem Pana Jacka tak pisać do czasu, aż pieluchy się pozbędzie, wydorośleje i ogłady jakiej takiej nabędzie. A jak już sikać do pieluchy przestanie (czego mu z całego serca życzę) … to, to inni już w swoich z kolei pieluchach, do Pana Jacka wtedy pisać będą listy różne w tym otwarte. Jednakowoż Pan Jacek zauważyć musi, iż takich "Panów Jacków" jest w tym kraju mnóstwo, a co za tym idzie i "wymyślaczy" też. Słowem konkurencja okrutna i trzeba nieźle główkować, żeby zaistnieć, w tym medialnie, również. W internecie roi sie od przeróżnych portali jagiellońskich, piastowskich, lewych, prawych i środkowych też. A w tych portalach na pęczki "Panów Jacków" się produkuje i każdy kombinuje, jakby tu wypłynąć w tym rosole na wierzch, a jednocześnie nie być przysłowiowym "szumem", który zręczna gospodyni łyżką zbierze i do zlewu wywali. I tu jest pies pogrzebany… Nieliczni, a nawet bardzo nieliczni, "własnym piórem" się przebiją bo talent mają, "iskrę bożą" i instynkt "zwierzęcia medialnego" … reszta zemrze na portalach lub w pisemkach przeróżnych, których nikt nie czyta, bo też i nie ma po co. Taki to już los niestety … Można też wybrać "metodę huku" – co sie chyba nieopatrznie Panu Jackowi przydarzyło – czyli "huknąć" jakiś "list otwarty", a ostry w założeniach, do kilku "sławnych" i … i czekać na efekt, a nuż hałas z tego powstanie i nazwisko autora ktoś zapamięta lub zauważy. Można i tak. Jest w tym jednak pewna doza ryzyka, bo a nuż "adresaci listu" oleją go zwyczajnie czyli przemilczą, to … to po "huku" … Pan Jacek Żakowski, "w łaskawości swojej", a być może przez pamięć o "swoim sprzed lat pampersie", był łaskaw na list odpowiedzieć – co mu się chwali. Co zrobili inni ? … nie wiem. Mam nadzieję, że "autor listu", owej odpowiedzi Żakowskiego, nie poczytał sobie jako szczególnej nobilitacji i zna swoje miejsce w szeregu lub poziom półki, na której sie zanajduje … Oby tak było … bo w przeciwnym wypadku, może nigdy nie zostać adresatem, jakichś w przyszłości, "listów otwartych" …

  2. Panie Jezierski, daj już Pan spokój. Schowaj się pan lepiej… sroce pod ogon – tam skąd pan wypadłeś. Każdy już  wie, że jesteś pan lokalnym "Dyzmą", z tą różnicą, że wcześniej zdemaskowanym. Drobny cwaniak. Pana miejsce jest co najwyżej na przygranicznym targowisku. Każdy widzi, że gdzie się Pan wkręcisz to chałę odstawiasz. 

    • Oczywiście, każdy wie… Ale nie zaszkodzi raz jeszcze podsumować, żeby wiedział jeszcze każdziejszy. Nieprawdaż? Bye, baby 😉

Leave a comment

Your email address will not be published.


*