Niemcy, Rosja, Ukraina – spełnia się polski koszmarny sen…

Dziś prezentuję Państwu arcyciekawy tekst Witolda Jurasza, poświęcony sprawom, które ostatnio zajmują nas mało, a jednak będą miały ogromne znaczenie dla przyszłej pozycji Polski w Europie. Historia się powtarza, najważniejsze sprawy znowu dzieją się bez nas…

 

Witold Jurasz, to były charge d'affaires RP na Białorusi, pracował również jako dyplomata w Moskwie oraz w Zakładzie Inwestycji NATO. Jest autorem bloga www.mojeszyfrogramy.salon24.pl (dostępnego również pod adresem: https://www.facebook.com/witold.jurasz.16)

 

Krzysztof Rak w swojej kolejnej błyskotliwe analizie na łamach Rzeczpospolitej stwierdza, że wiele wskazuje na to, że doszło do zbliżenia stanowisk, jeśli wręcz nie porozumienia Berlina z Moskwą nt. Ukrainy. Mam nadzieję, że Krzysztof wybaczy mi, że zdradzę to, czego nie napisał, a co pokazuje z jakiej klasy analizą mamy do czynienia. Krzysztof otóż porównał nie tylko kolejne przemówienia Angeli Merkel i Franka-Waltera Steinmeiera, ale również same przemówienia oraz ich skrócone wersje dostępne na stronie niemieckiego MSZ oraz Urzędu Kanclerskiego, co pozwala zawsze wyłowić kluczowe fragmenty oraz odsiać te, które znalazły się w wygłoszonym tekście, ale które w istocie są bez znaczenia.

Krzysztof napisał m.in.: "Negocjacje mocarstw z Moskwą wkroczyły w gorącą fazę w trakcie szczytu G-20 w Brisbane. W sobotni wieczór 15 listopada kanclerz Merkel odwiedziła prezydenta Putina w jego apartamencie w hotelu Hilton. Rozmowa trwała blisko 4 godziny. Najpierw przez dwie godziny rozmawiali oni w 4 oczy, potem dołączył do nich szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ujawnił, że omawiano pozycje Rosji i Zachodu w sprawie kryzysu ukraińskiego.

Najwyraźniej nie osiągnięto kompromisu. W poniedziałek 17 listopada przed południem Angela Merkel podczas wystąpienia w australijskim think tanku Lowy Institute, w ostrych słowach potraktowała Rosjan. Zarzuciła im „pogwałcenie integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy” i w efekcie „zakwestionowanie europejskiego porządku pokojowego”. W ten sposób dała do zrozumienia, że traci cierpliwość i zagroziła Putinowi międzynarodową izolacją.

Przesilenie nastąpiło następnego dnia w Moskwie. We wtorek 18 listopada minister spraw zagranicznych RFN Frank-Walter Steinmeier najpierw pojechał do Kijowa, gdzie spotkał się z prezydentem Poroszenką i premierem Jaceniukiem, a następnie późnym popołudniem wyleciał do Moskwy. Jego wypowiedzi na konferencji prasowej po rozmowie z ministrem Ławrowem nie sygnalizowały zwrotu. Jednak przed samym wylotem Steinmeier został nagle zaproszony na Kreml. Rozmowa z Putinem trwała ponad godzinę. Musiała mieć szczególną wagę, albowiem Rosjanie ściśle przestrzegają zasad procedencji i hierarchii dyplomatycznej. Głowa rosyjskiego państwa tylko w nadzwyczajnych przypadkach przyjmuje ministrów spraw zagranicznych. Można przypuszczać, że w trakcie tej rozmowy Putin wyraził zgodę na propozycje Merkel z Brisbane.

O tym, że zawarto wstępny „deal” świadczy epilog tej historii. Co ciekawe wiąże się on z Polską. Otóż w środę 19 listopada w Berlinie odbyło się spotkanie Forum Polsko-Niemieckiego. Steinmeier zwracając się do ministra Grzegorza Schetyny, nawiązał do spotkania na Kremlu, wielokrotnie podkreślał konieczność dialogu z Rosją, ponieważ „bezpieczeństwo w Europie możliwe jest tylko z Rosją a nie przeciwko niej”. Następnego dnia w Krzyżowej kanclerz Merkel przekonywała premier Kopacz: „trwamy w dialogu z Moskwą”, ponieważ „bezpieczeństwo w Europie w perspektywie średnio- i długofalowej można osiągnąć tylko wspólnie z Rosją”.

Te wypowiedzi polityków niemieckich trzeba traktować jako zachętę do podżyrowania układu Berlin-Moskwa. Nie przypadkiem bowiem w swoim przemówieniu podczas Forum Polsko-Niemieckiego Steinmeier, wskazując na „polsko-niemiecką wspólnotę odpowiedzialności”, zachęcał Schetynę do współudziału w rozwiązywaniu kryzysu ukraińskiego. Nie przypadkiem następnego dnia prezydent Putin niespodziewanie w rozmowie z nową polską ambasador nawoływał do „podniesienie stosunków polsko-rosyjskich na nowy poziom”. Chodzi o to, aby Polska legitymizowała porozumienie, które jest niekorzystne dla całego naszego regionu"

Ja ze swej strony do tego, co napisał Krzysztof dodałbym jeszcze wypowiedź Wysokiej Przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Federici Mogherini, która w wywiadzie dla austriackiego dziennika "Kurier" w którym mówiła o odtworzeniu "strategicznego partnerstwa" UE z Rosją i o tym, że Kijów musi szanować język i kulturę oraz prawo do autonomii mieszkańców Donbasu.

Kilka dni temu Andrzej Olechowski w TVN24 BIS mówił z kolei o znalezieniu miejsca dla Rosji w architekturze bezpieczeństwa europejskiego, co – jeśli przyjąć, że min. Olechowski jest jednak dobrze poinformowanym politykiem, również potwierdza, że wieją nowe wiatry.

Co oznacza to dla nas? Niemal rok temu napisałem, że Zachód sprzeda Ukrainę i że perspektywy członkostwa Kijowa w UE i NATO są iluzją. Pisałem, że Polska będzie mogła Ukraińcom powiedzieć jedynie, niczym marszałek Piłsudski oficerom Petlury w 1922 r. "Ja was przepraszam Panowie, ja was bardzo przepraszam. Tak nie miało być". Byłem zdania, że skoro do owej sprzedaży Ukrainy i tak dojdzie to dobrze byłoby, żebyśmy wzięli w tym udział – lepiej bowiem aby stało się to z naszym udziałem i aby Polska miała z tego jakieś korzyści, niż aby targu dobito za naszymi plecami. Byłem zdania, że ceną, za jaką moglibyśmy porzucić Ukraińców byłoby rozmieszczenie w Polsce baz NATO. Polska powinna była również dążyć do tego żeby Ukraina po tym, gdy Zachód de facto zamknie przed nią drzwi stała się państwem neutralnym, a nie państwem zależnym do Rosji.

Scenariusz, w którym Ukraina jest zdradzona przez Zachód, a Polska nie uzyskuje niczego wydawał mi się koszmarnym snem. Niestety tak się właśnie dzieje. Ideologia wedle której o pozycji Polski świadczy to, co o nas piszą, a nie to, czy biorą pod uwagę nasze interesy kończy się uznaniem Ukrainy za wyłączną strefę interesów Rosji oraz zignorowaniem stanowiska Polski, które – to skądinąd również ciekawe – zaczęło być dwuznaczne zanim za ową dwuznaczność nam zapłacono. Mści się porzucenie polityki regionalnej, w efekcie czego przez cały ostatni rok byliśmy osamotnieni ws. Ukrainy. Nie udało się nam jej ani obronić, ani nawet korzystnie sprzedać.

Nie jest to jednak – wbrew pozorom – koszmarny sen. Niemcy i Rosjanie mogą bowiem zrobić coś jeszcze gorszego – mogą nas zaprosić do stołu negocjacji (przy którym – przypomnijmy – nie ma nas od kilku miesięcy), ale w charakterze nie negocjatora, a żyranta już osiągniętego porozumienia. Jak słusznie zauważa Krzysztof "chodzi o to, aby Polska legitymizowała porozumienie, które jest niekorzystne dla całego naszego regionu". Takie porozumienie niechybnie uznane zostanie na Ukrainie za zdradę. Za kilka lat zaś, gdy Rosja i Niemcy przy pomocy swojego Kulturkampfu (nieporównywalnie aktywniejszego niż nasza pożal się Boże "polityka kulturalna") zdołają przekonać Ukraińców, że nie warto się już obrażać, ukraiński nacjonalizm przypomni sobie, że przecież Kijów zdradziła też Warszawa. Sukcesem Polski w relacjach z Ukrainą było skierowanie ostrza ukraińskiego nacjonalizmu w stronę Rosji i spowodowanie tego, iż nawet pogrobowcy OUN-UPA uważali Warszawę za sojusznika. Koszmarnym snem będzie jeśli w imię PR (pokazania, że oto znów siedzimy przy stole rozmów) uda się nam ten wielki historyczny sukces zaprzepaścić. Nie siadajmy więc do stołu. Niechaj ten etap historii odbędzie się bez naszego udziału.

Witold Jurasz

——
Bardzo rzadko – bodaj dwa razy do tej pory – o to proszę, ale tym razem proszę o udostępnianie tekstu.

Link do całego tekstu Krzysztofa Raka: http://www.rp.pl/…/9157,1159780-Krzysztof-Rak–Pax-Putina.h…

2 Comments on "Niemcy, Rosja, Ukraina – spełnia się polski koszmarny sen…"

  1. Panie redaktorze przede wszystkim w ogóle nie powinniśmy się mieszać w popieranie banderowskich puczystów na Ukrainie a tym bardziej ich wspierać. Janukowycz cokolwiek można o nim powiedzieć miał do Polski stosunek neutralny. Teraz banderowcy na Ukrainie łaszą się do nas przymilają się ale i tak wcześniej czy później będziemy mieli z nimi konflikt. W tej chwili przegrywają z Rosją i to jest przyczyną ich tak "przyjaznej" postawy wobec Polaków.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*