Niesłabnący zapał lizusów

Jeden komentarz

MIEJSKI SERWIS INFORMACYJNY ma już 16 lat. Ukazał się właśnie 818 numer periodyku prasowego, finansowanego przez gliwickich podatników i pochłaniającego rocznie prawie 900 tysięcy złotych z budżetu miasta. Czy wydawane na ten cel publiczne pieniądze przynoszą konkretny pożytek mieszkańcom Gliwic?

Trzeba otwarcie stwierdzić, że bardzo niewielki. Czasami sprawiają tylko, że na łamach  pisma ukazują się niezbędne informacje na temat niektórych imprez kulturalnych w mieście. MSI jest jednak wielce użyteczny prezydentowi miasta. Magistracka gazetka co tydzień wychwala pod niebiosa jego rządy, nie szczędząc mu pochlebnych, a niekiedy wręcz entuzjastycznych słów.

Zaspokaja to miłość własną i próżność lokalnego władcy, który przecież w żadnej innej (NORMALNEJ!) gazecie nie zdołałby przeczytać, że podległe prezydentowi instytucje działające z jego – jak łatwo wywnioskować – inspiracji „realizują z niesłabnącym zapałem nie tylko swoje działania w zakresie edukacji, ale przyczyniają się do wzbogacenia i urozmaicenia pracy nauczycieli” (fragment osobliwego tekstu Moniki Foltyn pt. „Zasłużyli na szóstkę z plusem”, opublikowanego na str. 4 w najnowszym wydaniu MSI z 20 października 2016 roku).

Gazetka w rękach specjalisty

Od 18 miesięcy kieruje gazetką były radiowiec, Adam Sosnowski, który przed objęciem obecnej funkcji był przez dwa lata – odnotujmy – specjalistą w Referacie Promocji i Komunikacji Społecznej w Wydziale Kultury i Promocji Miasta UM (zajmował się konferansjerską obsługą lokalnych imprez z udziałem prezydenta miasta).

To szósty z kolei redaktor naczelny pisma w 16-letnich dziejach MSI-GLIWICE. Zasiadł na tym stołku po sześciotygodniowych rządach Krzysztofa Kosińskiego, nadwornego klakiera gliwickiego obozu władzy. Życie pokazało, że Sosnowski tylko trochę mu ustępuje. Na pewno może bezpiecznie siedzieć przy otwartym oknie, bo nie jest dziennikarskim orłem i nie wyleci w przestworza…

Z początkiem października wprowadził jednak istotną zmianę w MSI. Pismo ma nową szatę graficzną. Inna jest winieta tytułowa gazetki. Zespół redakcyjny powiększył się o jedną osobę, lecz nadal nie ma w nim sekretarza redakcji. Kto zajmuje się więc profesjonalną adiustacją tekstów publikowanych w magistrackim tygodniku? Nie wiadomo.

Ale ktoś z redakcji dba od niedawna o językowo-stylistyczne oblicze periodyku. W żadnym z październikowych wydań MSI nie pojawiły się już rażące błędy składniowe i gramatyczne, jakich było pełno jeszcze w okresie letnim (w tekście Patryka Młynka pt. „Docenieni przez WPROST”, zamieszczonym w 813 numerze tygodnika z 15 września, można było np. przeczytać o… PRZYJAZNOŚCI miasta dla mieszkańców, co nasuwało wręcz poważne wątpliwości w sprawie przydatności autora do wykonywania zawodu dziennikarskiego).

Ciepła woda w kranie

Jesienią zniknęły dotychczasowe błędy z MSI. Pozostała jednak klakierska retoryka tekstów. Gazetka po dawnemu specjalizuje się w lakierowaniu otaczającej rzeczywistości. Życie w Gliwicach jest wspaniałe, bo wystarczy tylko „odkręcić kran, a popłynie ciepła woda lub przekręcić zawór przy kaloryferze w sezonie grzewczym, by ogrzać mieszkanie lub dom do odpowiedniej temperatury” – pisze w konwencji liryczno-rozweselającej Katarzyna Kozub-Kulik, autorka niebanalnej publikacji pod wazeliniarskim tytułem „W mieście ciepło, coraz cieplej…” (str. 7 w 818 numerze lizusowskiej gazetki).

Ta sama publicystka w tekście „Autobusy staną przy Qubusie” (str. 9) rozpływa się w zachwytach pod adresem Zarządu Dróg Miejskich.  Możemy od niej dowiedzieć się, że ZDM „odpowiadając na wnioski mieszkańców, wyznaczył lokalizację nowej zatoki autobusowej w ciągu ul. Dworcowej”.

To świetnie, że mamy w mieście taką troskliwą i przyjazną mieszkańcom instytucję, która dosłownie dwoi się i troi, by polepszyć warunki życia gliwiczan. Szkoda tylko, że w sprawie zabytkowych lip rosnących wzdłuż ul. Mickiewicza prezentuje ona zgoła odmienną postawę, usiłując od dwóch lat doprowadzić do brutalnego wyrżnięcia pięknych drzew.

Tego jednak magistracka dziennikarka nigdy nie napisze. Dla niej ZDM to uosobienie dobra i szlachetności, a dla wielu gliwiczan – wyjątkowo destrukcyjna dla życia publicznego instytucja o wrogim nastawieniu wobec lokalnych społeczników pragnących ocalić lipy przed ich unicestwieniem przez barbarzyńskich drwali.

Sosnowski zamiast Dylana

Gliwicką przyrodą zajął się osobiście redaktor naczelny MSI. W jego króciutkim tekściku pod jednym ze zdjęć zamieszczonych na drugiej stronie tygodnika czytamy: „W Palmiarni tropiki, ale wokół budynku prawdziwa jesień. Barwy tej pory roku, wszechobecne w parku Chopina, wspaniale kontrastują z metaliczną konstrukcją Palmiarni i miejskim zgiełkiem na Drogowej Trasie Średnicowej. Prawdziwe zderzenie światów”.

To bez wątpienia najwspanialsze dzieło magistrackiej publicystyki, która kosztuje rocznie – przypomnijmy – blisko milion złotych z miejskiego budżetu. Jesienne barwy kontrastujące z miejskim zgiełkiem nie mają sobie równych. To językowa rewelacja, na miarę pisarskich dokonań Jamesa Joyce’a.

Odnoszę wrażenie, że Adam Sosnowski minął się z powołaniem. Stanowczo powinien pisać poetyckie teksty piosenek. Może wówczas otrzymałby literacką nagrodę Nobla? Na świecie trwa obecnie zacięta dyskusja, czy Bob Dylan z USA przyjmie wyróżnienie przyznane mu przez szwedzkich jurorów. Wydaje mi się, że Nobel dla Sosnowskiego nie budziłby natomiast żadnych zastrzeżeń…

Zbigniew LUBOWSKI

1 Comment on "Niesłabnący zapał lizusów"

  1. Podobnie jest w Pyskowicach,tam od wielu lat panuje Przegląd Pyskowicki będący klasyczną laurką dla wiecznego burmistrza Kęski,wytwarzane i filtrowane przez  kolegium redakcyjne złożone z ludzi którzy wyznają rządy tego człowieka,na koszt oczywiście póki co naiwnych podatników. Przykład stanowi październikowy numer z wiodącym tematem tykającej bomby. Między innymi warto zapoznać się w tej sprawie z  dwoma artykułami, byłych kandydatów na fotel włodarza,gazetę można przeczytać na stronie internetowej Pyskowic.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*