NIK, czyli strach przez wróble oswojony…

Za kilka dni opublikuję zapowiadane pismo do Komisji Rewizyjnej Rady Miasta, zwracające uwagę na konieczność dopilnowania wymaganych prawem reakcji na wykryte nieprawidłowości. Teraz jednak pozwolę sobie przedstawić Czytelnikom krótkie zestawienie danych statystycznych ze sprawozdań z działalności NIK w latach 2009 – 2013. Wskażę również na kilka bardzo ważnych kwestii, związanych z działalnością NIK i pokuszę się o parę, być może dyskusyjnych wniosków.

 

10 czerwca 2014 roku prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski podpisał Sprawozdanie z działalności Najwyższej Izby Kontroli w 2013 roku, kończąc słowo wstępne zdaniem:

Oddając w Państwa ręce Sprawozdanie z działalności NIK w 2013 r., pragnę podkreślić, że naszym celem jest, by informacje o wynikach kontroli przeprowadzonych przez NIK realnie przyczyniały się do poprawy stanu państwa.

W sposób oczywisty musi zatem nasunąć się pytanie – czy rzeczywiście NIK realnie przyczynia się do poprawy stanu państwa? W świetle przeanalizowanych przeze mnie kilkudziesięciu wystąpień pokontrolnych NIK w zakresie gospodarki komunalnej jednostek samorządu terytorialnego, nadzoru właścicielskiego (w tym sprawowanego przez Skarb Państwa) i zagadnień pokrewnych, mogę stwierdzić, że przyczynia się w takim samym stopniu, jak policzenie zachorowań na ebola w Afryce do poprawienia stanu epidemiologicznego tego kontynentu. Porównanie z całą pewnością sensowne, jeśli przyjrzeć się statystyce, podawanej przez NIK w sprawozdaniach.

I tak w roku 2009 wykryto nieprawidłowości na kwotę 15,8 mld zł, w 2010 – 14,5 mld zł, w 2011 – 14,2 mld zł, w 2012 – 18,7 mld zł, a w 2013 roku aż na 44,9 mld zł!

Zatem lata 2009-2011, to okres uśpienia wirusa korupcji i innych rodzajów łamania prawa, 2012, rok jego reaktywacji, a 2013 – wybuch epidemii.

Jeśli zestawić to z danymi po stronie korzyści finansowych odzyskanych w wyniku kontroli, to wyglądają one następująco:

 

2009 – 740,6 mln
2010 – 700,1 mln
2011 – 4 mld zł – bardzo interesujący przypadek, któremu się przyjrzę wkrótce dokładniej
2012 – 454,1 mln
2013 – 190,9 mln

 

Graficznie wygląda to tak:

wykres

Linia niebieska – nieprawidłowości
Linia czerwona – kwoty odzyskane
 
Ważne w tym kontekście musi być także porównanie ilości skontrolowanych podmiotów:
 
2009 – 2603
2010 – 2778
2011 – 2817
2012 – 2856
2013 – 2556
 

Jak widzimy, w 2013 roku było najmniej kontrolowanych podmiotów na przestrzeni ostatnich 5 lat, przy zdecydowanie najwyższej kwocie stwierdzonych nieprawidłowości. Jeśli zatem nie założyć totalnej nieumiejętności wykrywania nieprawidłowości przez kontrolerów NIK w latach poprzednich, musimy przyjąć, że od 2012 roku nastąpił wzrost finansowego wymiaru nieprawidłowości, przy czym w 2013 roku ma on charakter lawinowy. Wszystko to dzieje się przy bardzo wyraźnym, pogłębiającym się w latach 2012 i 2013 spadkiem skuteczności odzyskiwania konkretnych kwot. Możliwe, że zmieniła się metodologia naliczania, ale przecież zwrócono by na to uwagę w samym sprawozdaniu.

Cóż, jakkolwiek by nie podchodzić do tych prostych danych statystycznych, nie widać po nich bynajmniej, by działania NIK „przyczyniały się do poprawy stanu państwa”. Skoro zwiększa się w wymiarze porażającym rozpiętość między kwotą nieprawidłowości, a kwotami odzyskanymi, przy czym pierwsza wartość idzie w górę, a druga w dół, nie do wybronienia jest też teza o skuteczności kontroli przeprowadzanych przez NIK.

Bo oto stajemy przed fundamentalnymi pytaniami: Po co przeprowadza się kontrolę? Kiedy kontrola przynosi pozytywne skutki? Kiedy tak naprawdę kontrola prowadzi do sukcesu – w momencie wykrycia nieprawidłowości, czy w chwili ich usunięcia, ukarania winnych i odzyskania konkretnych dóbr? Czy kontrole nieprowadzące do sankcji mają jakikolwiek charakter prewencyjny?

Na ostatnie pytanie odpowiedź jest zresztą dla mnie oczywista – Tak, kontrole mają charakter dyscyplinujący i prewencyjny, ale w coraz mniejszym stopniu. Przybywa kolejnych wystąpień NIK, którymi nikt się nie przejmuje, zdarzają się również – jak ostatnio w Gliwicach – przypadki dyskredytowania NIK przez przedstawicieli samorządu oraz kontrolowanych jednostek, prowadzące do publicznego podważania kompetencji, wiarygodności i motywacji kontrolerów.

Czas najwyższy, aby wreszcie zacząć głośno artykułować coraz bardziej oczywistą prawdę:

Najwyższa Izba Kontroli pracująca w taki jak obecnie sposób i wyposażona w ograniczone możliwości, nie tylko nie jest już skutecznym narzędziem kontroli finansów publicznych, ale z roku na rok będzie stawać się drogą instytucją, służącą tylko jednemu celowi – stwarzaniu pozorów.

Aby nie być gołosłownym, budżet NIK w 2009 roku wyniósł 238 mln 932 tys. zł, a w 2013 roku – 254 mln 762 tys. zł.

 

Biorąc pod uwagę fakt, że w 2013 roku po raz pierwszy w analizowanych latach budżet NIK był wyższy niż suma odzyskanych korzyści finansowych i pamiętając, że statystyka wskazuje wyraźnie iż "funkcja odstraszająca" NIK najwyraźniej odchodzi do lamusa, należy na pewno pomyśleć nad zreformowaniem tej sfery działalności Państwa. Nie może nas usypiać fakt, że NIK wspiera rządy Mołdawii, Gruzji i jakieś tam jeszcze, ale musi przerażać ilość stwierdzonych poważnych naruszeń prawa, które nie tylko pozostają bez konsekwencji, ale często nie skutkują poprawą sytuacji nawet w kontrolowanych podmiotach.

Porażającym w swej wymowie jest również fakt, że dotyczy to także Skarbu Państwa, Ministerstwa Gospodarki itp., które nie wiadomo skąd wywodzą swoje prawo do ignorowania i łamania kolejnych ustaw. Najlepszym przykładem jest tu Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, w której decydujący głos ma Minister Gospodarki wykonujący prawa z tytułu posiadania akcji w imieniu Skarbu Państwa:

http://info-poster.eu/zygmunt-frankiewicz-i-andrzej-dziuba-powinni-zwrocic-pieniadze/

http://info-poster.eu/pismo-do-ministerstwa-gospodarki-w-sprawie-ksse-sa/

Do tych spraw będę wkrótce wracał.

Dariusz Jezierski

5 Comments on "NIK, czyli strach przez wróble oswojony…"

  1. I na tym zeruja tacy jak Frankiewicz.

  2. Odkryciem Ameryki to nie jest. Nie od dziś i nie od 2009 r. wiadomo, że NIK jest "listkiem figowym" służącym pozorowaniu działania państwa prawa, wewnętrznej kontroli, itp. Ale przecież to nie wina prawników-ideowców pracujących dla NIK, tylko ustawy o tejże i prokuratorów, oraz sędziów, do których czasem trafiają wyniki ich pracy. Jeśli neoliberalna "filozofia dżungli i bogacenia się za wszelką cenę" mówiąca o tym, że "co nie jest zabronione, jest legalne", a która nie przejmuje się dekalogiem, czy po prostu etyką, i którą ze świata XIX-wiecznego krwawego kapitalizmu, zaraz po "młodych" polskich biznesmenach tak szybko i chętnie przejęli urzędnicy, to dziwić mnie może jedynie fakt, że ci ostatni w każdą niedzielę karnie klęczą przed pierwszą władzą i przyjmują "ciało chrystusa", a do ofiarnego koszyka wrzucają grunty i budynki miasta. Oczywiście robię bekę, nic mnie nie dziwi. Nie dziwi mnie nawet, że gdyby przyjrzeć się latom szczęśliwie krótkich rządów "najprawdziwszych Polaków-katolików", to w tabeli "ukradziono-odzyskano" nie będzie lepiej. Przy okazji należy pamiętać, że obecna władza Gliwic i kraju, to nie jest jakaś diabelska lewacka bojówka wyciągająca z błota ciemnotę rozdając jej majątek narodowy i śmiertelnie groźni dla narodu genderowcy z cipami na męskich i kutasami na damskich czołach. To czystej wody – o ile można tak nazwać kloakę – prawicowy konserwatyzm obyczajowy i liberalizm gospodarczy, który narodową własność rozdaje sobie. Krótko mówiąc: polski katolicyzm pełną (tu wpisz, co chcesz) gębą.

    • Przd wojna cale miasta w Polsce budowano w 2 lata. Frankiewicz przez 22 lata nie potrafi wybudowac obwodnicy, ktora w koncu skonczyla sie w polu (doslownie). Gliwiczanie, czy nie widzicie z kim macie do czynienia?

  3. Bardzo dobry i trafny artykuł. Też uprzednio nad tym zastanawialam się i wnioski wyciągnęłam takie jak Info-Poster. Niestety, wnioski tutaj zawarte świadczą o słabości naszego Państwa.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*