NIK w Gliwicach, czyli bliski koniec mitu…

Redaktor naczelny "Życia Gliwic" Zbigniew Lubowski poprosił mnie o napisanie do najbliższego numeru tekstu, przybliżającego krótko temat trwającej w Gliwicach (wyjątkowo długo!) kontroli NIK. Oto on – czytelnicy Info-Postera mogą się z nim zapoznać już dzisiaj…

Zapewne wielu gliwiczan zapomniało już, że w mieście trwa kontrola NIK. Wysłannicy Najwyższej Izby Kontroli oceniają nadzór właścicielski miasta Gliwice nad spółkami z jego udziałem. Trudno się dziwić – kontrolerzy pracują bowiem bez zbędnego rozgłosu, zatopieni w tysiącach stron dokumentów… Aż ciężko uwierzyć, ale trwa to wszystko od stycznia i – jak dotąd – końca nie widać.

Już wcześniej rzecznik prasowy katowickiej delegatury NIK stwierdził, że kontrolerów zaskoczyła większa, niż się spodziewano liczba spółek do zlustrowania. Rzeczywiście, wydaje się, że w Gliwicach obowiązuje jakiś odwrotny trend, niż w całej unijnej gospodarce. Wszędzie wolny rynek, prywatyzacja, a u nas jak za dawnych lat – namiastka gospodarki nakazowo-rozdzielczej.

Sycylijskie źródła

Wszystko skupione w rękach niewielkiej grupy zaufanych osób, wszystko powiązane personalnie niczym pewne klasyczne sycylijskie struktury, których nazwa jest doskonale znana nawet uczniom podstawówki. Nie powinno więc nikogo zaskakiwać, że cała ta siatka powiązań została utkana z poważnymi naruszeniami prawa. To dlatego NIK „utopiła” się w Gliwicach na wiele miesięcy.

Od razu w styczniu pojawiły się tu i ówdzie skargi ekipy związanej z prezydentem Frankiewiczem i „umoczonej” w spółki, że kontrola ma wydźwięk polityczny. Tę bzdurę dementuję, gdzie tylko się da. Przypomnę, że zanim udało się ściągnąć do naszego miasta Najwyższą Izbę Kontroli, ponad 1,5 roku trwała moja batalia z rozmaitymi urzędnikami i instytucjami. Zaczęła się ona jeszcze jesienią 2012 roku.

Idąc tokiem rozumowania naszych wiecznie pokrzywdzonych spółkowiczów należałoby głosić opinię, że każda kontrola, rozpoczynana w dowolnym okresie, ma zawsze polityczny charakter. Absurdalna jest jednak teza, że kontrola władzy – zwłaszcza wówczas, kiedy jest tyle przypadków łamania prawa, co w Gliwicach – mogłaby nie mieć wymiaru politycznego, dotykając przecież wrażliwej sfery powiązań samorządu i biznesu.

Nie przyznano w porę racji oponentom

Zygmunt Frankiewicz sam jest sobie winien. Wystarczyło w 2012 lub następnym roku, spuścić trochę powietrza z balonika, przestać się nadymać i… przyznać rację zwykłemu gliwiczaninowi, który wykonał mrówczą pracę przygotowawczą. Nie wolno zapominać, że to właśnie prezydent i jego Wydział Nadzoru Właścicielskiego UM powinni się tym zająć. Nieomylny gliwicki menadżer, za jakiego uważa się Frankiewicz, nie ma jednak w zwyczaju słuchać głosów z gminnych nizin. Nic dziwnego zatem, że wróciło echo z góry…

Warto w tym miejscu dodać, że NIK powinna dokończyć dzieła, rozpoczętego przez Wydział Nadzoru Prawnego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, który w piśmie z 27 maja 2014 roku po wielu moich interwencjach i monitach potwierdził, że pod prezydenckimi skrzydłami dochodziło w Gliwicach do rażących przypadków łamania ustawy antykorupcyjnej, a sam Frankiewicz wielokrotnie nie dopełnił swoich ustawowych obowiązków. Na kilku stronach szczegółowego pisma wysłanego z Katowic do Gliwic obrócono w perzynę dwa mity za jednym zamachem. Pierwszy o gliwickich super-menadżerach, a drugi – o biegłych w swej sztuce prawnikach, którzy ich wspierają.

Wojewoda wskazał winnych

Bezwzględnie trzeba zacytować doniosłe stwierdzenie z pisma służb prawnych wojewody: „organ nadzoru zauważył liczne uchybienia w sprawowanym przez Pana Prezydenta nadzorze właścicielskim nad spółkami prawa handlowego z udziałem Miasta Gliwice. Zwrócił również uwagę na naruszenia zakazów wynikających z ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne i w związku z tym na brak zastosowania przez Pana Prezydenta przewidzianych prawem sankcji".

Prawnicy wojewody śląskiego napisali czarno na białym, że ustawę antykorupcyjną złamali: zastępcy prezydenta miasta – Krystian Tomala i Adam Neumann, sekretarz miasta – Andrzej Karasiński oraz były komendant Straży Miejskiej – Andrzej Nowak. Z niewiadomych przyczyn w piśmie nie odniesiono się jednak do ewidentnego złamania tzw. „ustawy kominowej” i prawdopodobnego naruszenia ustawy antykorupcyjnej przez zastępcę prezydenta miasta – Piotra Wieczorka. W ogóle liczne przypadki złamania „ustawy kominowej” nie zostały uwzględnione. A zatem Najwyższa Izba Kontroli ma teraz wielkie pole do popisu.

Czy NIK obali dotychczasowe mity?

Ważny jest jeszcze jeden, wynikający bezpośrednio z pisma służb prawnych wojewody fakt – ustawę antykorupcyjną złamał również Zygmunt Frankiewicz (twierdziłem to od dawna), bo nakłada ona na niego OBOWIĄZEK zastosowania określonych w niej sankcji. W związku z tym mamy również do czynienia z ewidentnym niedopełnieniem obowiązków, a zatem uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa.

Cóż, pewne jest jedno – to nie jest już taki rok wyborczy, jaki zdarzył się przed czterema laty. Teraz jest zupełnie inaczej. Konieczną – moim zdaniem –„dekomunalizację” miasta, która będzie jednym z głównych punktów mojego prezydenckiego programu wyborczego, musi najpierw poprzedzić „demitologizacja”. Właśnie trwa… Pozostaje tylko cierpliwie poczekać na wyniki wielomiesięcznej pracy kontrolerów NIK. Poczekajmy zatem…

Dariusz Jezierski

11 Comments on "NIK w Gliwicach, czyli bliski koniec mitu…"

  1. Gliwicka "Rodzina'widziana oczami obywatela Europy Kiepskiego Ferdynanda

    Wieloletnia bytność w większości tych samych ludzi w Magistracie i częściowo w Radzie Miasta dokonała spustoszeń w próbach jednoczenia się społeczeństwa . Głoszenie na łamach miejskich środków przekazu prostackiej propagandy sukcesu akceptowanej przez bliską „Rodzinę” nie pozostawia złudzeń co do jej celu .

    Jej siła to jeszcze nierozerwalne zależności ,koneksje ,układy i kolesiostwo bez których byłaby niczym i nikim. Te same osoby inne stanowiska,przetasowania i usunięcia zgodnie z tezą „ My wszyscy jak jedna RODZINA” o ogromnnych dochodach czerpanych z pracy dla Miasta a ….potem ich niskie  emerytury  za tę pracę.

    Społeczeństwo Gliwic jest zalęknione ,nie posiada woli i wiary by zależności władzy rozbić w drobny mak. Prezydent Gliwic bardzo ciekawie wypowiadał  się swojego czasu w pewnym  wywiadzie na temat społeczeństwa obywatelskiego,którego nie ma i nie będzie do czasu poważnych zmian w Magistracie.  Proszę się bardzo modlić by ci którzy na wybory nie chodzą ,ta bezkształtna masa bez siły dalej zezwalała na lżenie siebie i nie organizowała się w TRYBUNAŁ . By nigdy nie poczuła swojej mocy choć widać mizerne światełko w tunelu  dzięki DJ

    Dzielnice jak Łabędy próbowały same stanowić o sobie nie dlatego że Gliwice są im obce. Obce jest Miasto  i stworzona przez lata struktura a,la Kim z Korei do której wprzęgnięto Osiedla przy pomocy rodzimych pomocników którym przyjdzie za to zapłacić. Pomocnicy posuwali się do perfidnych posądzeń niektórych z nas o rzekomą współpracę z SB.   Gdybym nie udzielał się w polityce , nie znał zależności i ludzi od zbieracza złomu po elity nie bywał na dziesiątkach portali ,spotkaniach w Sejmie czy zatracił wzrok dałbym się rżnąc Wam w głupa.

                                                      NIC O NAS BEZ NAS!

     

  2. A co dzieje się w Łabędach?? Chodzące po zmroku grupki małoletnich bandytów… http://www.fakt.pl/katowice/dramat-w-gliwicach-makabryczna-smierc-16-letniego-dawida-z-gliwic-,artykuly,467589.html czy ktoś to śledzi? jak wygląda tam sytuacja?? bezrobocie, patologiczne rodziny, to temat chyba warty uwagi, nim dojdzie do kolejnego pobicia!!!

    •  

      Śledzenie i monitorowanie Łabęd odbywa się zawsze na kilka miesięcy przed wyborami do Samorządu. Zatem już niedługo. Łabędy to  pustynia choć naprawdę ladna dzielnica. Kiedyś zlikwidowano Dom Kultury i na lata całe pozostawiono w tej materii pustynię. Minęło już 9 lat i dzieci które mialy wówczas lat 9 teraz są pełnoletni. Trudno oczekiwać od młodych którym zamknięto dostęp pozytywnego wzorca pozytywnych zachowań. . Było" jezioro"  które wyschło. RATOWNICY  chcą uczyć  następne pokolenie pływania. Za późno! To technika prymitywnych kretynów. Im mniej kultury tym mniej wiedzy a więc łatwiejsze sterowanie .

      Pomimo tego Łabędy nie są takie złe. Jest CKIS i dobrze lecz nie o to chodziło.Gdyby miasto pokrywało koszta kółek zainteresowań a nie kretyńskiego stanowiska w MZUK specjalisty od spraw imprez można by coś zrobić. To  stanowisko utworzone w jednym celu nic obywatelom nie daje. Środki te przeznaczone na konkretny cel dużo więcej. No cóż …

  3. głową muru nie przebijesz | 12 czerwca 2014 at 12:58 pm | Odpowiedz

    Jeśli ktoś chce rozliczać z przekrętów notabli wszelkiej maści z samej zasady będących ponad prawem, to w pierwszym rzędzie jest oskarżany o jakieś urojenia, fobie, obsesje czy nienwiść. Po prostu oszołom 🙁

    Tak jak tu m.in.

    http://natemat.pl/106013,kwasniewscy-wydali-oswiadczenie-jestesmy-ofiarami-brutalnych-atakow-politycznych

    • Tak… Coś w tym jest. Najważniejsze zatem, aby nie dać się zatrzymać „w pierwszym rzędzie” 😉 W starciu z wszelkimi układami cierpliwość i konsekwencja to najlepszy oręż

  4. 1. Wszystkie przypadki ewidentnego łamania prawa winny być natychmiast dostrzeżone przez obsługę prawną, urzędników miejskich, statutowe organy spółek, a także poddane wnikliwej kontroli przez radnych, niestety nic takiego nie miało miejsca, w zamian były podawane informacje do publicznej wiadomości przez rzecznika prezydenta podważające obowiązywanie stosownych ustaw. Wszystkie nieprawidłowości były niezwykle łatwe do zauważenia, a więc mamy do czynienia z celowym i świadomym ukrywaniem określonych patologii, a także ze swoistym "parasolem ochronnym". Udawanie, że takie zjawiska nie występują jest wyjątkowo naiwne.

    2. Ten opisywany przez I-P proceder trwał latami i nikomu to nie przeszkadzało, i nadal nikogo to nie obchodzi – tak właśnie działa ten system. Najważniejszym ogniwem dającym wsparcie dla tych działań jest rada miejska, gdyż to właśnie radni są bezpośrednio odpowiedzialni za kontrolę i ocenę poczynań prezydenta i jego ekipy.

    3. Nikt nie został pociągnięty do jakiejkolwiek odpowiedzialności, a wielu beneficjentów nadal otrzymuje pokaźne środki finansowe i się śmieje z tych wszystkich pisemek oraz artykułów I-P. Prawdziwa porażka polega na tym, że przez tak długi okres czasu (prawie 2 lata) nie udało się nikogo w Gliwicach zainteresować tymi sprawami, zainicjować szerszej społecznej dyskusji. Niestety ten niepodważalny fakt stanowi zły prognostyk na przyszłość.

    4. To lokalna społeczność w ramach procedur demokratycznych wybiera osobę, której powierza sprawowanie funkcji prezydenta miasta, a zatem jest to wyłącznie wybór zależny od ludzi. Każdy ma prawo przekonywania do swoich racji, poglądów, niemniej ostateczną ocenę skuteczności tych działań już za kilka miesięcy przeprowadzą wyborcy. Dla wielu (wzorem nadymanych "egzotycznych predententów" w wyborach do Parlamentu UE) będzie to bolesne i zaskakujące doświadczenie…  Dziś można sobie dodawać animuszu i prezentować opinie, że "cierpliwość i konsekwencja" będą wystarczającymi czynnikami sukcesu…"W pierwszym rzędzie" trzeba jednakże mieć za sobą dużą grupę zwolenników, dobrze zorganizowaną grupę osób, które aktywnie wspierają dane działania, a solowe popisy nawet najbardziej teatratne, nie mają żadnego znaczenia, niestety…

    • Ad. 1 – pełna zgoda

      Ad.2 – Zgoda co do RM, która nie wypełniła niestety w tej kadencji wielu swoich obowiązków. Zastrzeżenie – stwierdzenie „nikogo to nie obchodzi” nie jest adekwatne. Jestem tego żywym dowodem 😉

      Ad. 3 Nie do końca tak, chyba że mówimy tylko o prawnej działalności. Rady nadzorcze stracili:

      Andrzej Nowak – 2

      Piotr Wieczorek – 1

      Henryk Małysz – 2

      To są rzeczywiste konsekwencje, spowodowane właśnie przez ujawnienie łamania prawa przez I-P.

      Ad. 4 Dodawanie sobie animuszu jest w działaniu zawsze lepsze niż „autowygaszanie”. Co do „solowych popisów” – wiele istotnych wydarzeń zaczyna się od aktywności pojedynczych osób. Gdyby nie dwuletnia aktywność I-P w tej chwili Zygmunt Frankiewicz nie musiałby się zastanawiać czy w ogóle startować w wyborach, a NIK raczej przelotnie odwiedzałaby Gliwice. Jesli chodzi o kwestię „bolesnych doświadczeń”, przynajmniej w przypadku autora tych słów kwestia jego pretendowania a szerzej polityki nie mieści się w kategorii tych, które mogą przynieść ból. O rozczarowaniu raczej też trudno będzie mówić (w wypatku porażki). A przy tym wszystkim pozostanie zawsze aspekt pozytywny – teatr. Moja decyzja ma jasny wymiar. Skoro jedyną gwarancją włączenia ujawnionych przeze mnie patologii do publicznej debaty przedwyborczej jest – z różnych zresztą przyczyn – moja osobista aktywność, zdecydowałem się na nią. Mając w dodatku świadomość wszelkich minusów, ale i plusów również, własnej kandydatury. To będzie z całą pewnością pozytywne doświadczenie i to niezależnie od końcowego wyniku.

      Te krótkie notki w odniesieniu do kwestii poruszonych przez komentującego mają jedynie za zadanie poszerzyć trochę ogląd. ego spostrzeżenia są bowiem pragmatyczne.

  5. Im dłużej NIK działa w UM tym większa jest możliwość,że zostanie rozmiękczony i protokół będzie bardzo gładki.

  6. głową muru nie przebijesz | 13 czerwca 2014 at 12:02 pm | Odpowiedz

    A teraz jeszcze gliwiczanie mają sami sobie zapłacić za DTŚ.

    Za zasmradzanie powietrza, za hałas i za doskonałe warunki do wychodowania sobie raka płuc, czustki i odbytu 🙁

    http://www.24gliwice.pl/wiadomosci/?p=60955#comment-94034

  7. https://gliwice.eu/aktualnosci/miasto/absolutorium-dla-prezydenta

    to jest bardzo konkretny dowód wzmacniający wcześniejsze tezy na temat akceptacji i wsparcia ze strony radnych (decyzję podjęto prawie jednogłośnie)…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*