Nowiny. Dla jednych dobre, dla drugich nie…

12 komentarzy

W ostatnim numerze "Nowin Gliwickich" bardzo istotna informacja, dotycząca trwającej  w Gliwicach kontroli NIK. Okazuje się bowiem, że potrwa ona dłużej niż początkowo zakładano, przy czym należy podkreślić, że nawet według pierwotnych założeń wyglądała ona na raczej gruntowną.

Wypada wyrazić zadowolenie, że pewne sporne kwestie zostaną wreszcie rozstrzygnięte. Niestety, nasza cierpliwość wystawiona przy tym będzie na poważną próbę…

red.

nik rozszerza

12 Comments on "Nowiny. Dla jednych dobre, dla drugich nie…"

  1. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują kierunek szukania sojusznika przez redaktora IP. Jedynego i równie zawziętego, jak łatwo stwierdzić, bo mającego bardzo zbieżny cel -> odsunięcie Frankiewicza i jego nienasyconej nigdy zgrai od rządzenia miastem. Tym sojusznikiem jest właśnie pan poseł Gałażewski i wierna mu spora ciągle gromada członków PO.

    • Sojusznicy są naturalni. I powinny to być obie partie, adresatki mojego pisma (PO i PiS). Oczywiście nawet decyzja jednej z nich w sposób decyzujący może wpłynąć na wynik wyborów. Reasumując – razem, znaczy skutecznie. Moją propozycję będę ponawiał i rozwijał do skutku. Takim skutkiem będzie jednoznaczna odpowiedź. Oby pozytywna.

      • Odpowiedź jednoznaczna polityka? To chyba żarty 🙂

        Poza tym w Gliwicach PO jest zdecydowanie bardziej wiarygodne niż PiS reprezentowany przez takich ludzi jak Wieczorek i Goliszewski, którzy dbają wyłacznie o swoje własne interesy. Gdyby nawet pozytywnie się zdeklarowali, to tylko bardzo naiwny potraktowałby to serio.

        Sojusznicy muszą mieć zbieżny główny cel, w przeciwnym razie któryś z nich w kluczowym momencie zdradzi. PO w Gliwicach ma taki, a PiS niekoniecznie. Trzeba się uczyć na doświadzceniu i wyciągać rozumne wnioski.

        • Następują zmiany przeróżnych aliansów i konfiguracji politycznych. To prawda. W polityce równieżv obowiązuje odwieczna zasada – pantha rei. Inna sprawa, że nie można tak usprawiedliwiać zwykłej chwiejności i politycznego awanturnictwa. Moja oferta jest dla wszystkich jednakowa. Możliwości odpowiedzi dwie. Sędzia powinien być jeden – wyborcy. W coś naprawdę musimy jeszcze wierzyć, nieprawdaż?

          Oczywiście liczę się z tym, że może paść pozytywna odpowiedź z jednej strony. W takim razie scenariusz kampanii będzie inny, ale efekt końcowy taki sam, jak w wypadku rozleglejszego politycznego sojuszu – nastąpi zmiana prezydenta miasta.

          • Wystosowanie oferty współpracy do PO i PiS z pominięciem SLD i radnych niezrzeszonych, już jest stronicze. Radni PiS od dwóch niemal lat flirtują z Frankiewiczem i szukanie w nich sojuszników zdaje się mijać z celem, a jeśli by tym razem zdradzili jego, to lepiej nie mieć takich przyjaciół, bo są chwiejni ja trzcina na wietrze. A takich to nawet Jezus w ewangeliach potępiał.

            Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. (Ew. Mateusza 11:4-10) 🙂

            • Na to odpowiedź mam jedną – w tekście zresztą zawartą – napisałem bowiem o trzeciej wiceprezydenturze dla „lewej strony”. Ta zaś musi się najpierw określić, wypowiedzieć i podjąć inicjatywę. To własnie zaproponowanie tej trzeciej „vice” SLD byłoby stronniczym pominięciem innych ugrupowań z lewej. Nie sądzi dogogolina?

              • Proponowane wiceprezydentury to znacznie naiwniej od zaglobowego darowywania Szwedom Inflantów. A przy tym tez znacznie smieszniej 😀 A dlaczego? Bo mimo szczerej zyczliwosci dla szanownego redaktora, to nie ma ci on najmniejszych szans na wygranie wyborow z kimkolwiek z obdarowywanych. A ze tak jest, nie trzeba nawet przekonywac.

                • Pytanie zatem, dlaczego autorka komentarza zechciała już tyle razy odnosić się do tematu i ujmować się nawet za „zapomnianym” SLD? Bo jeśli po to, by spuentować to potem  „naiwnością”, to zwyczajnie czasu szkoda 😉

                  Jeśli jednak wnikliwa dogogolina naprawdę wnika w istotę sprawy, doskonale rozumie, na czym polega pragmatyzm zaproponowanego rozwiązania. Żaden z „obdarowanych” nie ma szans na wygranie wyborów z Zygmuntem Frankiewiczem w pojedynkę. „A że tak jest, nie trzeba nawet przekonywać.”. Oczywiście wszystko może się zmienić, gdyby np. kandydat którejś z partii wystartował wspólnie z ZF. Układ będzie szukał każdego sposobu na przetrwanie.

                  • Bardzo łatwo się przeliczyć z własnymi i cudzymi możliwościami. Uważam, że mimo wszystkich zastrzeżeń i defektów, to każdy z kandydatów partyjnych ma zdecydowanie większe szanse na pokonanie Frankiewicza niż szanowny redaktor IP.

                    Wszystkie partie (Frankiewicza też) mają pewien stały elektorat, który już dają nan niezależnym kandydatem sporą przewagę na starcie. Poza tym, o ile wiem, jeśli kandydaci partii politycznych wejdą do rady, to państwo rekompensuje im spore wydatki na kampanię wyborczą. A kampania jest niestety tym skuteczniejsza im kosztowniejsza.

                    Gdyby Zbigniew Wygoda w 2010 roku miał silniejszą (droższą) kampanię i był lepiej wytrenowany, to mógłby nawet nawet wygrać, ale PO zrobiła najsilniejszą kampanię Gornigowi. Poza tym, było to zaledwie w rok od referendum tramwajowym, które Wygoda współorganizował i ciągle jeszcze było ono w pamięci wyborców, którzy bardzo licznie wtedy poszli głosować. Referendyści, mający małe szanse na sukces, uczestniczyli jednak w wyborach samorządowych, ale nie wystawili swojego kandydata na prezydenta i przekierowywali głosy swoich zwolenników właśnie na Wygodę. Taki mieli główny plan, bo wiedzieli, że rzeczywiste poparcie Wygody przez PO jest niewystarczające. Gdyby komitet wyborczy Lisowskiej nie konkurował wtedy z Referendystami i nie podzielił opozycji, a ona zrezygnowała z kandydowania na prezydenta i się z nimi scalił (były wtedy takie propozycje), to może wprowadziliby wspólnie kogoś jeszcze do rady miejskiej. Może nawet Lisowską. A wtedy ta kadencja mogłaby być skuteczniejsza w ograniczaniu samowoli Frankiewicza. Łatwo też wyliczyć, że poparcie Referendystów dla Wygody zapewniło mu dogrywkę w drugiej turze. Bez tego pewnie by jej nie było, albo też z Frankiewiczem, który dostał połowę głosów elektoratu PO, zmagałby się kandydat PiS. Te, w sumie dość mizerne, głosy oddane na Referendystów nie były więc stracone.

                    • Nie negując wszystkiego, co napisała komentująca, zwracam uwagę na fakt podstawowy – całkowicie odmiennych zachowań elektoratu „twardego” (przynajmniej w jego dużej części) w sytuacji, w której partia podejmuje decyzję o wspólnym kandydacie niepartyjnym. Takiej opcji w Gliwicach nie testowaliśmy.

                      Diagnoza sytuacji z 2010 roku zapewne wzbudzi kolejne dyskusje. Powtórzenie się takiego scenariusza zawsze zresztą jest możliwe.

                      Raz jeszcze jednak zwracam uwagę, że najmniejsze znaczenie ma to, czy Jezierski weźmie więcej głosów od Budki, a Wieczorek od Jezierskiego. To własnie ta matematyka jest bezsensowna. Ważne jest to, że nie ma teoretycznej przynajmniej możliwości, żeby elektorat PO poparł Wieczorka i odwrotnie. A sytuacja, w której te elektoraty przyjmują moją propozycję i partie biorą zastępców prezydenta, jest więcej niż możliwy. Zaryzykuję – jest wielką szansą. Alternatywę opisałem w swoim liście do PO i PiS i nie ma sensu się powtarzać.

  2. Liczba spółek z udziałem miasta Gliwice okazała się wyższa, a występujące między nimi zależności rozleglejsze, niż pierwotnie sądziliśmy.

    Świetne streszczenie sytuacji. W Gliwicach mamy mnożenie ilości spółek z udziałem miasta i rozległą siatkę powiązań między nimi. Teraz pozostaje czekać na wnioski NIK-u w sprawie legalności i gospodarności w/w.

  3. Ciekawe, co popchnęło Nowiny Gliwickie, że jako pierwsi i na razie jedyni opublikowali tak złe dla kliki Franco wieści. Moja teoria: głupcy często  strzelają sobie w kolano. Teraz pewnie żałują falstartu. Franco pewnie kipi ze złości. Cudownie  Redaktorze. Rzeczy same dzieją się najdoskonalej.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*