O co chodzi Petrosowi T.?

To dziwne, że Pan Dariusz Jezierski znajduje codziennie nowe „wielkie afery” w urzędzie miasta. A nie zauważył, że Jego kolega, radny z PO – kupuje szpital „za złotówkę”. Klasyczna belka w oku.

petrosTWyraz swojemu niezmiernemu zdziwieniu tymi oto słowy obwieścił światu Petros T. Musi mi wybaczyć tylko pierwszą literę nazwiska, bowiem na własnej stronie nie będę uprawiał jego kryptoreklamy, a o chęć tejże go podejrzewam. Gra naprawdę nie byłaby warta świeczki, bowiem całkowicie nieistotne jest, że Petros T. tym wpisem dołączył do grona osób, które zdecydowanie przeceniałem, ale ilość insynuacji i zwyczajnych kłamstw jak na taki wpis, przekracza zdecydowanie wielkość graniczną.

Zacznę od zwykłego sprostowania – nie znajduję, zwłaszcza codziennie, „wielkich afer” w Urzędzie Miasta. Ujawniam zwyczajne, ordynarne łamanie prawa w spółkach z udziałem miasta, niestety często związane z tymi którzy za przestrzeganie prawa w tym zakresie są odpowiedzialni, z prezydentem włącznie. „Wielkie afery” robią tylko wielcy ludzie, a tych wielu w UM zapewne nie znajdziemy.

Dalej… Nie inwigiluję Petrosa T., nie znam zatem jego towarzyskich powiązań, związków w których funkcjonuje, przyjaciół i wrogów. Upraszam więc tylko o jedno – niechaj Petros T. nie wybiera mi kolegów i nie ogłasza tego publicznie, zwłaszcza jeśli jego informacje są wyssane z palca. Z Kajetanem Gornigiem znamy się oczywiście, ale rozmawialiśmy ze sobą osobiście może z 5 razy, przy okazji zakładania Infopostera (bez kreski). Nasze drogi rozeszły się dość szybko, gdyż Panu Gornigowi nie odpowiadała linia przeze mnie przyjęta.

Ponieważ jestem osobą dość wyrazistą w poglądach i wiele jest osób, które mogą sobie wręcz nie życzyć kojarzenia ich ze mną, niech raczej Petros T. nie zajmuje się medialnymi „swatami”. W tym wypadku intencja była oczywista – zasugerować jakieś dziwne, nieprzeniknione powody rzekomego „niezauważenia”. Tymczasem to Petros T. nie zauważył, że Info-Poster jako pierwsze medium w Polsce sprostował BŁĄD „Faktu” i niedostrzeżenie przez tę gazetę złamania ustawy antykorupcyjnej. Artykuł I-P nadal pozostaje najrzetelniejszą medialną wypowiedzią na ten temat. Tego jednak zajęty autokreacją Petrost T. nie zauważa bo i zauważyć nie może.

ja nowy

A ja przy okazji mam pytanie: jak to się dzieje, że tak dobrze zapowiadający się, fachowo przygotowany przyszły polityk, człowiek o prawicowych poglądach, nie zauważa jak bardzo lekceważone jest prawo przez osoby, które za jego przestrzeganie są odpowiedzialne. Jak według Petrosa T. funkcjonować ma Państwo Prawa, jeśli „światli samorządowcy” pierwsi łamią wszelkie ustawy w poczuciu całkowitej bezkarności, traktując to, co w nazwie ma przymiotnik „komunalna” (co on oznacza Petrosowi T. tłumaczyć zapewne nie muszę) jak własne lenno? Petros T. nie może tego dostrzec, bowiem Zygmunt Frankiewicz i przynajmniej jeden jego zastępca mocno przytulili się do partii Jarosława Gowina, z którą mizia się również Petros T., być może w nadziei na dobry start w większą niż dotąd politykę. Tym bardziej zatem niech Petros T. nie zapomina o zasadach, którymi tak często szermuje, bo ogromny dysonans między tym co robi i mówi staje się coraz bardziej widoczny.

Na koniec coś z innej beczki. Popisał się Petros T. erudycją (nie dziwota, wszak humanista tęgi), przywołując „belkę w oku”, która jest aluzją do całego powiedzenia: Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz!

Muszę przyjąć, że Petros T. nie zrozumiał powiedzenia, lub nie zapamiętał go dokładnie. Inaczej bowiem musiałbym to uznać za chęć zasugerowania, że ja sam mam coś wspólnego z transakcją Pana Gorniga, lub z Platformą Obywatelską może. Tego przysłowia używa się bowiem w stosunku do osób, które wytykają innym jakieś mniejsze nieprawidłowości, a same u siebie nie widzą dużo większych. Zestawienie belki z transakcją, z którą związany jest Pan Gornig jest tu całkowicie nie na miejscu. Oświadczam, że belka widziana przez Petrosa T. na pewno nie znajduje się w moim oku.

Już całkiem przy okazji dodam inne komentarze Petrosa T. pod jego publicznym zadziwieniem, które tym razem mnie bardzo zaskoczyły:

nie widzicie tego, że pseudoafery z urzędu miasta są wałkowane dzień w dzień, a poważna sprawa radnego, za którą usunął się z partii – przeszła zupełnie bez zauważenia, a dopiero publikacja Faktu musiała go zachęcić do napisania tego „usprawiedliwienia”

Pominę pogardliwy ton, koncentrując się na ewidentnych pomówieniach i manifestacji lekceważenia dla spraw publicznych, które niestety stawia pod znakiem zapytania wartości, pod którymi Petros T. się chętnie podpisuje. Czego Petros T. uczy młodszych od siebie chociażby w Akademii Dobrego Państwa, wie tylko on sam. Czyżby rzeczy, w które sam nie wierzył? Może aktywności obywatelskiej? Może praworządności? Czyżby zatem Petros T. był dwulicowy? dlaczego, wbrew faktom potwierdzonym w dokumentach, nieudolnie próbuje obśmiewać przejaw obywatelskiego podejścia, posuwając się aż do manipulacji i kłamstwa?

Zapewniam w każdym razie, że jego podejście do spraw miasta, przestrzegania prawa i kwestii poszanowania dla prawdy będę Petrosowi T. przypominał już zawsze.

Kończąc, dodam jeszcze jedne wpis, zaskakujący w kontekście tego, że Petros T. zdaje się dysponować instrumentarium odpowiednim do zrozumienia tekstów zamieszczanych w Info-Posterze (bo jeśli ich nie zna, to jest zwykłym blagierem pisząc to, co pisze) i do rozumiejącej analizy zamieszczonych tam Postanowień Sądu tudzież innych dokumentów z KRS i nie tylko. Dlaczego zatem pisze: nic a nic na razie nie wykrył, a szuka od lat. Oczywiście przy okazji znowu mała manipulacja. Zwrot „od lat” znaczy bowiem to, co znaczy. Reasumując jednak, Petros T. jeśli nie potrafi czytać ze zrozumieniem skądinąd prostych tekstów, nie nadaje się na polityka. Ale tak chyba nie jest – Petros T., bywa, wypowiada się nawet w trudniejszych sprawach! Czyżby zatem jednak nie chciał widzieć? Bezprawia? Samowoli? Tego co ujawniłem? Czyżby nie chciał rozumieć? W takim razie jednak, jakie kwalifikacje ma Petros T. do pełnienia społecznej roli, do której zdaje się aspirować? Ostatnio Petros T. zapytał, czy powinien kandydować do Rady Miejskiej. Czy, zestawione z jego „niewidzeniem” i „nierozumieniem”, może to wskazywać na to, że szuka miejsca w KdGZF? Tak, wtedy ten będący zwykłą insynuacją wpis wygląda zupełnie inaczej.

Petros T. może być spokojny, siła jego argumentów przytłoczyła mnie – miałkością i poziomem. Nie wykluczam, że w przyszłości jeszcze nieraz poświęcę mu jakiś tekst. Na pewno jednak musi się jeszcze nauczyć więcej, niż sam sądzi. I na pewno musimy go wychować, bo taki złożony z samych insynuacji wpis jaki zaserwował dzisiaj, to zwyczajne chamstwo.

W tej dyskusji opuszczam już zasłonę miłosierdzia. W myśl słów piosenki przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał,wrogów poszukam sobie sam, w mojej narracji nie widzę póki co żadnej z tych ról dla Petrosa T.

Dariusz Jezierski

9 Comments on "O co chodzi Petrosowi T.?"

  1. Petros T. jak zwykle wystrzelił, a nie nabił.
    Miała być salwa jak z armaty, a wyszedł odgłos jak po tęgiej grochówie.
    I zapach adekwatny.

  2. Skoro nie chce Pan robić reklamy Petrosowi, to trzeba było nie umieszczać screena z jego komentarzem. Chciał Pan być zabawny, a jest śmieszny…

    • Kubo, ależ to tekst ironiczny (właśnie temu służył chociażby wtręt na temat kryptoreklamy, czy forma „Petros T.), z elementami satyry nawet. Czy ja jestem śmieszny, pozostawiam ocenie czytających i nie dyskutuję z nią rzecz jasna. Tylko proszę mi nie pisać, co „trzeba było”. bo na pewno trzeba upubliczniać tylko rzetelne informacje, jeśli się chce takich tekstów uniknąć.

  3. Pan wypuscil swoje pieski do podgryzania.

  4. Pyta Pan: „Czyżby zatem jednak nie chciał widzieć? Bezprawia? Samowoli? Tego co ujawniłem?”
    Ale jak, jak w drugim oku następna belka? Przy takim „okaleczeniu” żaden a nawet Jego własny rozum jak to widać nie funkcjonuje;)
    Czyżby „prawdziwi” obrońcy ujawnionej przez Pana gliwickiej patologii jednak istnieli? bo dłuższy czas wydawało się, że nie istnieją. A może, to nieproszone wejście NIK do UM ich wypłoszyło?

  5. odp: analizując powiązania tego Pana można bez trudu właściwie odczytać jego intencje o podłożu czysto politycznym, a dodatkowo także dostrzec przesłanki dla pozytywnej weryfikacji przypuszczeń dot. „puszczania pary”

  6. a to że szpital ma ok. 3,5 mln długu i że spółka chce go spłacić to osoby pokroju Petrola Petroneli nie chcą zauważyć i widzą same negatywy. a własną postawą są bierne dla Gliwic czy Polski.

  7. Niesławny bohater tekstu, który sam przedstawia się jako „ejdetyczny Polak” (sic!), miał wieloletni romans z Młodzieżową Radą Miasta Gliwice. Jeszcze w 2006 r. będąc jej rzecznikiem zabłysnął w moich oczach jakże zaskakującą oceną:
    „- Problem agresji fizycznej czy słownej na pewno istnieje, ale moim zdaniem ta pierwsza nie ma miejsca w liceach. Zapewne bardziej uwidacznia się w szkołach zawodowych czy gimnazjach. (…)”
    http://gliwice.naszemiasto.pl/archiwum/poznaj-rzecznika,1336822,t,id.html?sesja_gratka=8e942bbd1402b85ca7674fe14ed393be
    Charakterystycznym jest, że już szczenięciem będąc, wykształcił w sobie przekonanie, że źle dzieje się gdzieś indziej, nigdy w środowisku, którego jest elementem. Jako członek, rzecznik i przewodniczący MRM nie natknął się na patologie w Urzędzie Miasta Gliwice, nigdy o nich nie miał wiedzy. Zło zawsze było gdzieś indziej. Dziś kształci się na prawnika. Jakiej jakości prawa, nie mówiąc już o sprawiedliwości, możemy się po nim spodziewać? A przecież nie jest sam, razem z nim idzie cały pochód wygłodniałych kundli (przemoc werbalna!), dla których życiowym mottem jest filozofia filmowego Gordona Gekko, wyrażona krótkim „Chciwość jest dobra”.
    Nasz antybohater szczęśliwie nie ma warunków, żeby wobec kogokolwiek stosować przemoc fizyczną, ale to ograniczenie, jak widać, chętnie kompensuje sobie przemocą słowną. Chociaż sprawnością fizyczną nie grzeszy, to jednak biegnie. Biegnie po nie byle co, bo po władzę. „Chciwość jest dobra”.
    Celowe manipulowanie faktami, przemilczanie prawdy i cyniczne kłamstwo jest dla wielu obowiązkową kuchnią polityki. Jedni ją odrzucają, jako obrzydliwą, drudzy przesiąkają tą zgnilizną w trakcie politycznej kariery, inni uczą się jej i praktykują od szczenięctwa przygotowując się do kariery polityka.
    Chociaż nasz dzisiejszy antybohater jest kopalnią osobliwości, to jeszcze tylko jeden cytat, z końca ub. roku:
    „- (…) Polityka jest moim celem w życiu. Myślę wg maksymy ” być solą ziemi”, zmienić na lepsze najwięcej jak się da, ale politykę robi się etapami, szczególnie tą samodzielną. Ten pierwszy etap nazywa się „budowaniem środowiska”. Ja jestem dopiero na początku pierwszego etapu, jak go przebiegnę to pomyśle o następnych.”
    http://blogpublika.com/2013/11/21/petros-tovmasyan-tyle-zwyklych-swin-na-prawicy/

    Powinienem się bać, ale chce mi się śmiać.
    Ilekroć mam do czynienia z tym „ejdetycznym Polakiem”, w pamięci brzęczy mi Radio Erewań.
    Czy to przypadek?

  8. Warto zadać pytanie dlaczegóż to Petros Tovmasyan który publikował swoje felietony w dzisiaj w Gliwicach nagle uaktywnił się czyżby Tovmasyan do tej pory nie przebywał w Gliwicach a może jest on taką laleczką, którą się uaktywnia w dzisiaj gliwice podobnie jak kurier gliwicki Stanisława Kubita, gdy Gliwice są zagrożone proponuję sprawdzić dzisiaj gliwice w okresie od maja do września 2012 roku mogę się założyć z każdym o jakąkolwiek sumę, że po wrześniu 2012 roku aż do stycznia 2014 roku Petros Tovmasyan rzekomo zatroskany o przyszłość Gliwic się nie pojawiał na łamach tej gadzinówki. Czyżby Zygmunt Frankiewicz wobec zbliżających się wyborów samorządowych wydał polecenie wzmożenia akcji propagandowej, że Gliwice są najlepiej zarządzane i że rozmaite mąciwody jak redaktor Jezierski nie mają powodów do przedstawienia zażaleń chyba, że oczywiście są reprezentantami jakiś ciemnych sił rzekomo grożących Gliwicom?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*