O mediach, chuliganach stadionowych i gliwickim spółkowaniu

 

To, co zrobili Panowie Morawiak (dzisiajwgliwicach.pl) i Fedorczyk (infogliwice.pl), tuż przed świątecznym wyciszeniem, to majstersztyk. Wrzucili w internet materiały, których konkurenci Adama Neumanna już nie zdołali zneutralizować. Fakt, że patrząc z dziennikarskiego punktu widzenia nie wykorzystali nawet połowy możliwości jakie mieli, ale w końcu nie ich kwalifikacje dziś oceniamy. Nie zawsze potrzeba Einsteina aby zadziałały prawa fizyki, nie zawsze też konieczny jest laureat Pulitzera, aby media zadziałały zgodnie z oczekiwaniami. Będą oceniani przez swoich dobrodziejów za efekty. A efekt artykułów „Gornig i Kowalski byli “na VIP-ach…” oraz „Urzędową limuzyną po darmowe bilety VIP dla kolegów” zapewne spełnił oczekiwania. Złość, zaskoczenie, konsternacja i zwątpienie. Tu i ówdzie pojawiała się umiejętnie podsuwana „refleksja” – „są tacy sami! Tylko brać, dla siebie i kolesi”. O to chodziło i odpowiednio manipulując faktami, Panowie zrobili swoje. Ktoś zaskoczony? Dwie dekady tolerowania wielkopańskiego traktowania wszystkich mediów i sowitego opłacania mediów do specjalnych poruczeń, właśnie przyniosły efekt.

 

Gliwicki samorząd mordercą mediów

 

Zabijał te media najpierw nieumyślnie, przez brak refleksji. Przede wszystkim rady miasta, która zgodziła się na wydawanie „Miejskiego Serwisu Informacyjnego” a potem internetowej medialnej poczwarki pod nazwą „Express codzienny”, którego ostatnie dwa wydania oglądało odpowiednio 49 i 67 osób (a może nawet nie, bo to odsłony, zatem bohaterowie odcinków zapewne robili to po parę razy). W taki oto sposób bogate miasto zebrało ze stołu cały informacyjny tort, który w postaci obowiązkowych ogłoszeń i informacji, dystrybuowany na równych zasadach do regionalnych mediów stałby się dla nich dobroczynnym zastrzykiem i wspierałby tym samym społeczeństwo obywatelskie. Tymczasem stało się to punktem wyjścia do zabójstwa z premedytacją. Dokonane ono zostało przez ogromne w omawianym kontekście sumy pieniędzy przekazane firmom Morawiaka i Fedorczyka za bliżej nie określoną promocję a tak naprawdę za całkowitą lojalność i dyspozycyjność. I tu proszę Czytelników o chwilę refleksji. Bowiem bardzo łatwo jest potępiać kogoś za to, że wypełnia obowiązki, za które mu zapłacono. Media bardzo często są na garnuszku. Tego, lub owego. Często bywają czyjąś tubą. Taki ich podejrzany charakter. To czy szanujemy dziennikarzy, musi zależeć od sposobu w jaki zachowują się w tej sytuacji. Kiedy posługują się fałszywymi tożsamościami jak Marek Morawiak, zasługują na publiczne potępienie. Ale nie za to, że biorą pieniądze za konkretną robotę.

Zupełnie inaczej musimy natomiast oceniać tych, którzy takie medialne harce opłacają. Zauważcie, że media w rodzaju DwG i infogliwice mają za zadanie pacyfikowanie społeczeństwa, sianie zamętu, dezinformację. Owszem, nie używają do tego pały, ale spreparowanych informacji, nie rozpylają gazu, a „jedynie” pomówienia. Jeśli sieć jest gęsta, dobrze skonstruowana i opłacona, od salw fałszu i demagogii może paść niejedna idea, swobodna myśl, słuszny protest. I nagle, jak w Gliwicach, troszczący się o swoje miasto obywatele stają się szkodnikami, profesorowie niedoukami. Piętnowanie, naznaczanie – tak to się zaczyna. Potem jest rugowanie, obrażanie, już łatwe bo osamotnionych, odrzuconych jednostek. Uwerturę do tego wszystkiego grają media tak pojęte jak wspomniane wyżej. Na co dzień niewinne i trafiające do ogółu, beztroskie i pozytywne, bo przez nas wszystkich opłacane. Kiedy trzeba przyjść w sukurs swoim szefom – usłużne, kłamliwe, zajadłe. Jest prawdziwym wypaczeniem idei demokracji, że w Gliwicach takie media opłacane są z publicznych pieniędzy i z premedytacją wykorzystywane do walki politycznej w służbie jednostek. Bo to nie o demokrację i dobrobyt miasta idzie, ale o to żeby Frankiewicze, Tomale i Neumanny a za nimi tabuny posadzonych na intratnych stołkach osób czuli się bezpiecznie, żyli bogato i ciekawie. A media są właśnie po to, żeby gliwiczanom wmówić, że to jest ich wspólny interes. Rola warta krociowych sum, trafiających do Morawiaka, czy Fedorczyka.

Widzę dwóch kandydatów, którzy są w stanie ukrócić rozkwitły nad Kłodnicą proceder – to Moszyński i Gornig. Jeśli tego nie zrobią, zmarnują epokową szansę.

 

Radni chuliganami? Czemu nie!

 

Raczej nie polecam na co dzień tych mediów, ale aby nieobeznani czytelnicy wiedzieli o co chodzi, sugeruję najpierw przeczytanie: https://dzisiajwgliwicach.pl/urzedowa-limuzyna-po-darmowe-bilety-vip-dla-kolegow/

https://infogliwice.pl/gornig-i-kowalski-byli-na-vip-ach-a-nie-mieli-biletow-wartych-500-zl-kazdy-wladze-piasta-zawiadamiaja-prokurature/ 

A teraz omówimy sobie te krótkie teksty, bo między wierszami aż bije z nich prawda o dziennikarstwie skrojonym według potrzeb. No to cytujemy…

 

Janusz Moszyński chciał, by za darmo wpuszczono jego znajomych do strefy VIP podczas meczu Piasta. Komisarz pełniący czasowo obowiązki prezydenta Gliwic, zwrócił się do klubu Piast Gliwice S.A. o przygotowanie biletów dla dwóch osób. Jeden taki bilet kosztuje 500 złotych.

Czytamy, że komisarz zwrócił się o przygotowanie biletów dla dwóch osób. Jeden kosztuje 500 złotych. Na pewno? Bo są bilety VIP po 350 zł. Ale 1000 wygląda lepiej niż 750, nieprawdaż? Poza tym zwrócił się i odmówiono mu zgodnie ze wspomnianą niżej polityką. O co zatem awantura i na jakiej podstawie sugestia, że przekroczył uprawnienia? Zrobiłby to, gdyby te bilety wbrew wszystkiemu wymusił.

 

Z maila przekazanego nam przez pracownika klubu wynika, że Moszyński zwrócił się o bilety dla Przemysława Plisza – pełnomocnika wyborczego swojego komitetu oraz Bartłomieja Kowalskiego – radnego PiS w sejmiku wojewódzkim.

 

Czy wszystkie zwrócenia się o darmowe wejściówki dowolnego typu są zgłaszane do dzisiajwgliwicach.pl? Bo pomyślę, że to zacne medium dostaje za mało! Klasyczna ustawka. Zapytam zatem, czy?, kto? i do kogo? zwrócono się o darmową wejściówkę dla Pana Schetyny, który zasiadał na stadionie, nawiasem mówiąc wraz z senatorem Frankiewiczem, Martą Golbik i Adamem Neumannem? Dlaczego miasto ma darowywać darmowe wejściówki osobom, z którymi były prezydent robi polityczne transakcjelub zastępcy prezydenta, który właśnie stracił pracę?

 

Klub odmówił wydania biletów dla wspomnianych osób, ponieważ zgodnie z przyjętą polityką, zaproszenia do strefy VIP wymagają zgody Rady Nadzorczej Spółki, a takiej zgody nie było.

 

Czy w trybie dostępu do informacji publicznej można uzyskać kopię dokumentu określającego tę „politykę”? Wraz z nią dane dotyczące ilości wydanych przez RN decyzji. A ponieważ drugie medium podaje:

 

Jak przekazał nam nasz informator: W toku wewnętrznych czynności kontrolnych w klubie ujawniono, iż wskazane osoby weszły, a następnie uczestniczyły w imprezie masowej mimo braku biletu bądź karnetu uprawniającego do wejścia na teren imprezy. Analiza systemu biletowego pozwoliła ustalić, że na nazwiska tych osób nie wydano żadnego biletu bądź karnetu, a one same nie dokonały zakupu uprawniającego do wejścia na teren imprezy. Kajetan Gornig i Bartłomiej Kowalski mieli wejść na stadion wspólnie. Kowalski, wg nagrania z monitoringu i danych z systemu, miał przejść bez biletu lub posłużyć się niezidentyfikowanym karnetem należącym do innej osoby. 

 

również w trybie dostępu do informacji publicznej poprosić o nagrania monitoringu strefy VIP z ostatnich 10 meczów na własnym stadionie i „w toku wewnętrznych czynności kontrolnych” ustalić listę wszystkich osób, których nie ma w systemie biletowym. Wystarczy potem tę listę zestawić z listą zezwoleń wydanych przez radę nadzorczą i złapiemy szkodników.

Osobne wyrazy podziwu dla pracowników klubu, którzy mozolnie przez ponad pół roku analizowali i sprawdzali, aby złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa tuż przed wyborami. A poważniej, jak w tym kontekście wystraszony prezes Piasta śmie w ogóle wygłaszać tyrady o apolityczności klubu i niezgodzie na jego wmanipulowanie w politykę? To żałosne.

 

Prezes nie tylko pozwolił na manipulowanie ale stał się bezwolnym narzędziem prowokacji, zmierzającej do zdyskredytowania kontrkandydatów Neumanna. Wystarczyło, że Moszyński zagrał mocną kartą, czyli zakwestionowaniem wprowadzenia do Statutu zmian, które bardzo ograniczają wpływ miasta na klub i stanowią działanie ewidentnie wbrew interesom gminy, a zatem niezgodne z prawem. Za plecami kibiców klub zostaje oddany, a dzięki takiej jak wyżej koronkowej pracy medialnej, nieświadomi kibice, nie wiedząc, kto naprawdę działa wbrew ich interesom, będą krzyczeć „Moszyński ręce precz od Piasta!”. Ludzie, obudźcie się bo robią was w konia.

 

Spółkowanie po gliwicku

 

Czy Moszyński miał rację, zapowiadając zawiadomienie prokuratury? Stuprocentową! Miasto zachowało większościowy udział, ale oddało decyzyjność. Może zatem dużo płacić, ale nie może samodzielnie zdecydować nawet o kolorach ławek. To ewidentne wypuszczenie majątku miasta spod kontroli. O tym, co wyprawia miasto w spółkach gliwickich napiszę jutro. W zasadzie przypomnę, bo pisałem od lat.

Dość powiedzieć, że o decyzji dotyczącej Piasta wypowiedział się nawet Kamil Jany szef Wydziału Nadzoru Właścicielskiego. Mimo wielu krytycznych wypowiedzi na jego temat muszę przyznać, że zaskarbił sobie mój szacunek. A czy wiecie, że kilka dni potem, za swoją rzetelność, został zwolniony ze stanowiska? Cóż, nielojalny względem byłych szefów. Inaczej zachowują się naczelnicy. Wierni do końca, miejmy nadzieję rychłego. Czy wiecie, że kilku z nich Moszyński złożył propozycję zostania na ten czas jego zastępcami. Odmówili wszyscy. Moszyński się nie skarży. Ale może warto powiedzieć, że został sam, bez żadnej pomocy, z urzędniczą obstrukcją. Z donosami do zaprzyjaźnionych mediów i ogromną pracą. Na dodatek pod miasto z premedytacją podłożono śmieciową bombę. To także pokłosie decyzji dotyczących spółek. Niektóre osoby z premedytacją pokazują zdjęcia zaśmieconych podwórek pytając, co robi Moszyński. Niewiele może. I nie tylko sympatia, ale elementarna sprawiedliwość skłania mnie do tych słów. System firmowany przez Frankiewicza właśnie pokazał, że jeśli sprawnej administracji, apolitycznej i niepodatnej z zasady na manipulacje mamy szukać w samorządach, to na pewno nie u powiatowych królewiątek po dwóch dekadach władzy. Bo tu są tylko ludzkie zgliszcza. Oczywiście myślę o kierowniczych stanowiskach. Wielu ludzi po prostu rzetelnie wykonuje obowiązki. Jak widać na przykładzie Kamila Janego nie jest łatwo zachować się przyzwoicie w pofrankiewiczowym świecie. 

Wybaczcie Państwo, ale tu urwę narrację. Sobotni wieczór i Ania patrzy z wyrzutem. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać, umówmy się na jutro na 8 rano. Ok?

 

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "O mediach, chuliganach stadionowych i gliwickim spółkowaniu"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*