OFF w Świętochłowicach – to się uda!

Grzegorz Kempinsky to duch niespokojny. Chyba ze względu na wiele podobieństw polubiliśmy się. Z ogromną radością przyjąłem fakt, że w niedalekich przecież Świętochłowicach wystartował z projektem Teatr ŚwiętochłOFFice. Postanowił zapuścić korzenie w glebie, która nawet na Śląsku raczej nie uchodzi za teatralną. Uwierzyłem w ten projekt od razu, bowiem Grzegorz przetestował go już podczas Festiwalu Lato mostOFF, osiągając ogromny sukces i przez dwa miesiące gromadząc w Centrum Kultury Śląskiej komplety publiczności na repertuar bardzo różnorodny, często dość trudny. Poszedł za ciosem, wykorzystując ogromną przychylność i zainteresowanie ze strony najpierw dyrektorki CKŚ Justyny Kramorz, a potem prezydenta Świętochłowic Dawida Kostempskiego.

Dlaczego nas tam nie ma?

Dziwiłem się trochę, że nasz spektakl „Kobiety Bergmana – Po próbie” w ramach wspomnianego festiwalu dwa razy pokazywany był w Teatrze Żelaznym. Do Świętochłowic nie trafiliśmy. Po miesiącu zrozumiałem powód – do CKŚ Teatr Nowej Sztuki trafi i to bardzo szybko. Grzegorz widział moje spektakle w Gruzji i w Polsce i zwyczajnie mi zaufał. Spektakle TNS znalazły swoje miejsce. Poza Gliwicami, ale widać tak być musi. Będziemy zatem w Świętochłowicach. O planach repertuarowych będzie pora mówić w innym czasie. Teraz po prostu się anonsujemy świętochłowickiej publiczności.

Teatr z misją

Grzegorz to reżyser z teczką dokonań, o jakiej niektórzy mogą tylko pomarzyć. A jednak zdecydował się zakotwiczyć dość peryferyjnie. Jak ja go rozumiem! Ta jedna decyzja wystarczy mi do tego, aby swoje teatralne działania związać z nowym miejscem. Terra incognita, w dodatku pełna niespodzianek, nieoczekiwanych wzruszeń, prawdziwe laboratorium teatralne. Publiczność surowa, oczekująca wrażeń, ale także zaskoczeń, gotowa na wspólną podróż. To wszystko niby takie oczywiste, ale niepewne. Marzenia, które trzeba było najpierw skonfrontować z rzeczywistością. Nie spodziewając się zatem zbyt wiele, wybrałem się wczoraj na spektakl „Salieri” pokazywany w Teatrze ŚwiętochłOFFice. Chciałem zobaczyć scenę, na której trzeba będzie pracować i grać. Poznać ludzi, którzy pozwolili na realizację projektu. Sprawdzić po prostu, czy to nie będzie mission impossible…

Wierzę w dobre wróżby

Wysiedliśmy z Anią Maksym, która już wkrótce sama stanie na świętochłowickich dechach, z pociągu Kolei Śląskich, opuściliśmy stację i rozejrzeliśmy się za „kimś stąd”, kto wskaże nam drogę na Krauzego 1 (tam mieści się CKŚ). Właśnie z lewej strony pokazała się kobieta, do której podszedłem po informacje. Zapytana nie tylko ich udzieliła, ale mimo iż zmierzała w zupełnie innym kierunku, poszła z nami naprawdę dość daleko, „żebyśmy nie pobłądzili”. Co więcej, podczas rozmowy opowiedziała o spektaklach letniego festiwalu. Okazało się, że była na nich stałym gościem. Na naszych spektaklach też będzie.

aleksandra

Pani Aleksandra była pierwszą mieszkanką miasta, którą spotkaliśmy. Zgodziła się na wspólną fotografię. Tej przyjemnej przechadzki i rozmowy naprawdę długo nie zapomnimy. A wróżba? Czyż może być lepsza?

Dyrektorka i wiceprezydent w offowym teatrze!

To nie była ostatnia przyjemna sytuacja tego popołudnia. Pani Justyna Kramorz nie tylko z uśmiechem nas przywitała, ale jeszcze… poznała! Okazało się, że była na pokazie „Kobiet Bergmana – Po próbie” w Teatrze Żelaznym w Katowicach Piotrowicach i bardzo się cieszy, że spektakl trafi na jej scenę. Okazało się, że to nie koniec zaskoczeń. Oto bowiem na przedstawienie przyszedł, jako zwyczajny widz, bez żadnych fanfar, aplauzów, podzięk i czołobitności, wiceprezydent Świętochłowic Stanisław Korman. Jestem gliwiczaninem i ten fakt znaczy dla mnie naprawdę wiele! Gliwiczanie złapią puszczone do nich oczko… To jednak nie jest żartobliwy felieton… Po krótkiej rozmowie z dyrektorką ŚCK i wiceprezydentem Świętochłowic wiem na pewno, że projekt Grzegorza będzie wspólnym sukcesem. Cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć.

A jak spektakl?

„Salieri” w wykonaniu Teatru Rawa bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Hubert Bronicki, pod czujnym okiem reżysera Macieja Dziaczki, przygotował monodram, który naprawdę potrafi zainteresować. Bezpretensjonalna gra aktora, jakaś nieuchwytna aura, którą stwarza wokół swojej opowieści, to bardzo mocne strony spektaklu. Zabrakło mi czegoś w samej fabule. Nie do końca wiem po co mi tę opowieść podano. Ale czy muszę? Na pewno nie. Dość powiedzieć, że spektakl mogę spokojnie polecić każdemu, kto będzie miał okazję się na niego wybrać. Uciekł od wszystkich pułapek monodramu. Miałem okazję poznać kiedyś Macieja Dziaczkę – nie miałem wątpliwości, że tak właśnie będzie. A zatem – na „Salieriego” możecie walić spokojnie. Kto wie, może trafi jeszcze także do ŚwiętochłOFFic?

Puenta…

Cóż… cieszę się!

Dariusz Jezierski


 

 

2 Comments on "OFF w Świętochłowicach – to się uda!"

  1. A dlaczego nic nie napisa; pan o tym, ze gliwicka operetka wbrew Frankiewiczowi nadal dziala, tylko ze juz prywatnie? Bo to nie zgodne z linia Frankiewicza?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*