Ograniczyć patologie w samorządach – rozmowa z Mirosławem Sekułą, marszałkiem województwa śląskiego

5 komentarzy

Minęło właśnie 20 lat prezydentury Zygmunta Frankiewicza w Gliwicach. Czy to dobrze dla samorządowej demokracji?

Bez względu na to, gdzie pracowałem, zawsze uważałem, że na wszystkich szczeblach władzy publicznej powinna być ograniczona kadencyjność. Dotyczy to także samorządów w naszym kraju. Można się spierać o maksymalną liczbę kadencji (dwie lub trzy), ale moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że sprawowanie władzy w ustroju demokratycznym powinno być bezwzględnie ograniczone w czasie. Polski system prawny określa zresztą maksymalny czas pełnienia niektórych funkcji w życiu publicznym (prezydentura RP czy prezesura Najwyższej Izby Kontroli). Mało kto wie, że nawet przeor w klasztorze nie może dożywotnio sprawować swojego urzędu. Myślę, iż wynika to z głębokich (wielowiekowych!) doświadczeń Kościoła Katolickiego.

Czyżby istniały uniwersalne reguły w tym względzie?

Wiem jedno – wcześniej czy później każda władza się deprawuje. Trzeba więc ograniczać rozmiary tego fatalnego zjawiska. Gdy byłem posłem, nie udało mi się jednak przekonać wystarczającej grupy moich koleżanek i kolegów z ław sejmowych do wprowadzenia zasady odgórnego limitowania czasu pełnienia funkcji publicznych, pochodzących z wyboru. A jestem przekonany, że takie rozwiązanie dobrze zrobiłoby rodzimym samorządom. Przyczyniłoby się z całą pewnością do ograniczenia występujących w tej sferze patologii.

Jedną z nich jest od lat nepotyzm. W Gliwicach to zjawisko przybrało bardzo niepokojącą postać. Mówi się nawet, że nad Kłodnicą nie są najważniejsze fachowe kwalifikacje, ale posiadanie odpowiedniego szwagra, teścia czy kuzyna. Warunkiem sukcesu zawodowego jest przynależność do klanu rodzinnego…

Nepotyzm jest rzeczywiście bardzo poważnym problemem, który ciągle jeszcze nie został należycie zdiagnozowany w naszym kraju. W samorządach od dawna daje się on we znaki. To jest nawet do pewnego stopnia zrozumiałe – samorządy w niektórych miejscowościach są przecież największymi pracodawcami lokalnymi. Nierzadko okazuje się, że nepotyzm jest konieczną ceną społecznego poparcia danego kandydata (kandydatki) w lokalnych wyborach. Odnoszę wrażenie, że to patologiczne zjawisko głębiej zakorzeniło się w samorządach, niż w innych strukturach państwa.

msekZmieńmy temat. Czy Zygmunt Frankiewicz jest trudnym partnerem negocjacyjnym dla władz samorządowych województwa śląskiego?

Uważam, że w negocjacjach jest on trudnym partnerem dla każdego. Również dla mnie osobiście, jeśli pertraktacje dotyczą spraw, w których interesy naszych samorządów – gliwickiego oraz wojewódzkiego – nie są do końca tożsame. Czasami prezydent Gliwic bywa wręcz negocjatorem nieprzejednanym, który nie godzi się na żadne kompromisy.

Czy tak właśnie było w przypadku pertraktacji dotyczących finansowania gliwickiego fragmentu Drogowej Trasy średnicowej?

Trudno zaprzeczyć. Powiem nawet więcej – Gliwice są szczególnie „trudnym dzieckiem” DTŚ. Warto tu przypomnieć, że zgodnie z założeniami sprzed lat – trasa miała się rozpoczynać w Gliwicach. Życie sprawiło zaś, iż budowa \arterii zakończy się w tym mieście. Chyba nikt wcześniej nie przewidywał, że pojawią się takie poważne kłopoty z realizacją gliwickiej części DTŚ.

Czy dokładnie wiadomo już, kiedy wreszcie dobiegnie końca budowa Drogowej Trasy Średnicowej?

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to realizowane obecnie zabrzańskie odcinki Z3 i Z4 oraz gliwicki odcinek G1powinny być oddane do użytku przed końcem 2014 roku. Najtrudniejszy pod względem technicznym odcinek G2, łączący autostradę A1 z tzw. „starą autostradą” w mieście, winien zaś być ukończony do września 2015 roku. Całkowite zakończenie inwestycji w tym terminie jest koniecznym warunkiem jej kompleksowego rozliczenia. Jeżeli to nie nastąpi, trzeba będzie, niestety, zwrócić do Brukseli środki europejskie, przyznane Śląskowi na realizację wieloletniego przedsięwzięcia inwestycyjnego. Byłoby to fatalne dla naszego regionu. Nie zapominajmy, że DTŚ ma być przecież nowoczesnym kręgosłupem komunikacyjnym aglomeracji górnośląskiej. Bez tej trasy nie będzie możliwa pełna integracja gospodarcza, społeczna i kulturowa regionu.

Wieść gminna niesie, że brakuje ponoć 334 mln zł do ukończenia inwestycji…

Do niedawna rzeczywiście brakowało. Pod koniec lipca br. problem został jednak pomyślnie rozwiązany. Po długich i żmudnych negocjacjach prezydent Gliwic zaakceptował jedno z trzech zaproponowanych mu rozwiązań finansowych. Brakujące środki pieniężne na budowę odcinka G2 będą pochodzić z dotacji unijnej w ramach programu operacyjnego „Infrastruktura i środowisko”. W tym celu Frankiewicz musiał jednak najpierw wystąpić z pisemnym wnioskiem do ministra transportu w sprawie zakwalifikowania przyszłego odcinka G2 Drogowej Trasy Średnicowej do grupy dróg krajowych.

Skąd się wzięła taka duża luka w budżecie górnośląskiej inwestycji komunikacyjnej?

Wzrosły po prostu koszty realizacji poprzednich odcinków DTŚ (pomiędzy Katowicami a Rudą Śląską). W minionych latach zmieniał się także niekorzystnie kurs euro w stosunku do złotówki. Wszystko to sprawiło, że przedsięwzięcie mocno podrożało (w złotówkach). Pojawił się więc spory niedobór finansowy. Ponadto zmienił się formalno-prawny charakter całego przedsięwzięcia. Na początku była to inwestycja centralna. Teraz jest to zadanie własne Zabrza i Gliwic, co stanowi naturalną konsekwencję nowelizacji ustawy o finansach publicznych.

Czy to oznacza, że wcześniejsze porozumienia w tej sprawie przestały już obowiązywać?

Nie. Trzeba było tylko dostosować zasady finansowania budowy DTŚ do obecnych norm prawnych. Zabrze i Gliwice przekazały prowadzenie inwestycji samorządowi wojewódzkiemu. Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego realizuje ją zaś przy pomocy specjalistycznej spółki DTŚ S.A. Fundusze na budowę trasy pochodzą głównie z budżetu państwa oraz z dotacji unijnych. Oba zainteresowane samorządy dopłacają tylko 1,5% wartości inwestycji z własnych zasobów finansowych.

Zupełnie inaczej jest natomiast z budową gliwickiej hali widowiskowo-sportowej PODIUM. Ciężar finansowania zadania spoczywa wyłącznie na gliwickim samorządzie. Dwa następne pokolenia gliwiczan będą musiały spłacać kredyty bankowe, zaciągnięte na ten cel.

Trudno mi wypowiadać się publicznie na ten temat, bo nie jest to zadanie inwestycyjne samorządu wojewódzkiego. Niezależne od siebie samorządy nie powinny wzajemnie ingerować w swoje sprawy. Mogę tylko wyrazić swój osobisty pogląd. Z punktu widzenia prezydenta Gliwic – posiadanie hali PODIUM zwiększy z pewnością przewagę konkurencyjną Gliwic wobec innych miast aglomeracji górnośląskiej. Z punktu widzenia statystycznego mieszkańca Górnego Śląska – hala PODIUM będzie zaś kolejnym tego typu obiektem w regionie. Na terenie naszej aglomeracji mamy wyraźny przesyt takich hal sportowo-estradowych. Trzeba tu jednak stanowczo podkreślić, że gliwicka inwestycja będzie finansowana wyłącznie ze środków budżetu miejskiego Gliwic.

Zygmunt Frankiewicz miał chrapkę na dotację unijną…

Gliwice nie otrzymają unijnego dofinansowania na budowę hali PODIUM. Komisja Europejska stanęła bowiem na stanowisku, że przyznanie miastu dotacji na realizację komercyjnej inwestycji sportowo-estradowej byłoby niedopuszczalną formą pomocy publicznej. Swoją opinię w tej sprawie wydał wcześniej Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie.

Gliwice są miastem rekordów. Powstają tu ogromne budowle, a miejscowi prezesi monopolistycznych spółek komunalnych z większościowym udziałem miasta pobierają ogromne wynagrodzenia, wypłacane im z pogwałceniem wolnorynkowych reguł ekonomicznych.

Gliwice nie są pod tym względem żadną osobliwością w naszym regionie. Podobne problemy występują w śląskich spółkach samorządu wojewódzkiego. Biznesowa działalność samorządów nie jest należycie kontrolowana przez odpowiednie służby. Najwyższa Izba Kontroli nie może się tym zajmować, bo wynika to z zapisów obecnej Konstytucji RP, która nie daje NIK takich uprawnień. Regionalne Izby Obrachunkowe koncentrują zaś swoje prace na sprawach budżetów miast i gmin. Finanse spółek nie są więc przedmiotem ich zainteresowań. Najwięcej do powiedzenia powinni tu mieć radni z komisji rewizyjnych samorządów lokalnych.

No, właśnie…

Wiadomo jednak, że najczęściej są to zwykli społecznicy, a nie eksperci w dziedzinie finansów publicznych. Poza tym składy personalne takich komisji rewizyjnych odzwierciedlają zazwyczaj układ polityczny w danej radzie. Lokalna większość, z której wywodzi się prezydent miasta (burmistrz), dominuje również w komisji rewizyjnej. Radni nie mają zatem interesu politycznego, by efektywnie kontrolować poczynania lokalnych spółek. Pozostaje więc tylko kontrola społeczna (medialna). Takie są współczesne realia samorządowe.

Rozmawiał: Zbigniew Lubowski

5 Comments on "Ograniczyć patologie w samorządach – rozmowa z Mirosławem Sekułą, marszałkiem województwa śląskiego"

  1. „…Radni nie mają zatem interesu politycznego, by efektywnie kontrolować poczynania lokalnych spółek. Pozostaje więc tylko kontrola społeczna (medialna). Takie są współczesne realia samorządowe. ….”
    Szef Komisji Hazardowej.
    No, właśnie.
    No to „Gramy” Panie !

    Spotkamy się w „KOLEKTURZE”

    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif

  2. marianandrzejczak | 5 września 2013 at 11:34 am | Odpowiedz

    CYTAT DNIA
    cytat dnia: ” Dyktatura to reżim w którym władza robi co chce, a lud ma siedzieć cicho!!!

    Demokracja to taki reżim, w którym lud może sobie pokrzyczeć, a władza i tak robi co chce!!! Nazywają to „wolnością”!”

  3. https://gliwice.eu/aktualnosci/miasto/marka-slaskie-wyroznienia-wreczane-w-gliwicach
    „ma na celu wyłonienie i wypromowanie produktów, firm i przedsięwzięć, które ze względu na swoją jakość, walory i związki z województwem śląskim reprezentują poziom godny naśladowania”.
    …zobaczymy kogo Kapituła uhonoruje a Pan Marszałek wręczy nagrody…

    • The winner is… PRUiM. Panu Marszałkowi Sekule, przewodniczącemu Kapituły konkursowej też należałoby za ten wybór przyznać osobną nagrodę. Kwestią otwartą pozostaje kategoria…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*