Opowieści dziwnej treści – Zygmunta Frankiewicza myśli o świecie i ludziach

Ostatnio rozgorzała dyskusja na temat Edwarda Gierka i jego „dekady”. Wspomina się również jego „Przerwaną dekadę”, książkę, w której zawarł swój punkt widzenia na czasy swojej świetności. Nie wszyscy wiedzą, że również Zygmunt Frankiewicz, mimo że jego drugiej już dekady jeszcze nikt nie przerwał, również popełnił „wywiad – rzekę” dla Sławomira Hermana i potomnych rzecz jasna.

Czytałem obie. Obie tendencyjne. Dziełko Frankiewicza wyróżnia jednak w stosunku do tamtego dwie rzeczy. Przede wszystkim ogląd Frankiewicza nie pozwolił na zarysowanie jakiejkolwiek perspektywy szerszej niż czubek jego prezydenckiego nosa, a próba takowej wypadła karykaturalnie. W tym przypadku nikogo nie dziwią jego dotychczasowe „sukcesy” polityczne na arenie krajowej (http://info-poster.eu/zygmunt-frankiewicz-prezydent-od-porazek/). Po drugie – dla nas ważniejsze – Edward Gierek w swojej o wiele obszerniejszej książce nie obrażał i nie dyskredytował nikogo. Reasumując – zachował jakąś klasę. Frankiewiczowi się to nie udało.

Obiecałem oddać mu łamy Info-Postera w ten weekend. Złote myśli i krągłe słowa z jego strony internetowej już wcześniej zamieściłem (http://info-poster.eu/korozja-postepujaca-mysli-wybrane-zygmunta-frankiewicza/). Pora na małą kompilację, która uświadamia przede wszystkim, jak Zygmunt Frankiewicz traktuje tych, którzy myślą inaczej niż on. Że z tych słów aż tryska jad? Z pretensjami do autora. Oto cytaty z książki „Nie boję się problemów, boję się głupoty”, z krótkim redakcyjnym komentarzem…

Zygmunt Frankiewicz nie oparł się pokusie udzielenia wywiadu – rzeki Sławomirowi Hermanowi. Posiadamy zatem świadectwo na jego temat o tyle cenne, że autoryzowane. Wywiad ukazał się w 2009 roku i bestselerem nie był. Dlaczego zatem warto wrócić do niego teraz? Otóż w 2012 roku eskalacja obraźliwych wypowiedzi Frankiewicza pod adresem grup mieszkańców Gliwic a także ohydne w formie i treści ataki jego zwolenników, wymknęły się już spod kontroli. Przedstawię zatem dosłowne cytaty z raczej nieciekawej publikacji, aby wskazać jak głęboko w naturze tego człowieka leży pogarda dla innych osób i zdiagnozować źródło nagonki jaka ma miejsce w Gliwicach pod adresem tej części mieszkańców, która popełnia gliwicki grzech numer jeden – nie zgadza się z Zygmuntem Frankiewiczem.

  1. Stowarzyszenia, działające zgodnie z prawem grupy obywateli opisujące się wokół jakiegoś zagadnienia, stanowią część krajobrazu demokracji, bez której trudno sobie obecną rzeczywistość wyobrazić. Są poważnym partnerem w społecznym dialogu. Mogą więcej, mając prawną osobowość. Czasem nie zgadzają się z Zygmuntem Frankiewiczem, jak Stowarzyszenie „Gliwiczanie dla Gliwic”. Pyta Herman: „To jak by ich pan scharakteryzował”? Odpowiedź: „Prowokuje mnie pan do używania słów niecenzuralnych, ale jest to oszołomstwo, często działające w złej wierze, zwykłe szkodnictwo”. Cóż, tak publiczna wypowiedź uderza w dobre imię Stowarzyszenia i jego członków z osobna. To, że sprawa nie trafiła do sądu może Frankiewicz zawdzięczać chyba tylko temu, że nikt książki nie doczytał do tego momentu. Ale to nie koniec! Herman niby to broni członków Stowarzyszenia: „No ale ostatecznie są w tym stowarzyszeniu tacy ludzie, jak choćby profesor Chorąży z Instytutu Onkologii czy naukowcy z Politechniki Śląskiej…”Jacy naukowcy? Proszę nie żartować! – odpowiada doktor habilitowany inżynier Zygmunt Frankiewicz – A prof. Chorąży jest radiologiem czy onkologiem i na budownictwie zna się jak wilk na gwiazdach. Niejednokrotnie autorytatywnie zabierał głos, myląc podstawowe pojęcia. Dla własnego dobra, dla zachowania autorytetu w swoim środowisku lepiej by nie zabierał głosu w sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia”. No właśnie – autorytet i znawca wszystkich zagadnień może być w Gliwicach tylko jeden. Znamy to z historii. Frankiewicz idzie jednak dalej: „(…) według mnie tym ludziom wcale nie zależy na rozwiązaniu jakiegoś problemu, ale na robieniu szumu i zamętu. (…) Ja ich nie potępiam za to, że protestują, ale za to, że nie mają nic do zaproponowania. To jest zasada: Nie, bo nie i koniec.” Cóż, nie po raz pierwszy Zygmunt Frankiewicz wypiera swoje wady, przypisując je innym.
  2. Na kartach dzieła tandemu Frankiewicz – Herman znajduje się również wiele pomówień pod adresem konkretnych osób, wymienionych z nazwiska. Charakterystyczne jest to, że każdemu swojemu przeciwnikowi przypisuje Frankiewicz działanie z pobudek osobistych, z zemsty. No a jak inaczej, skoro jest tak doskonałym prezydentem, że jakikolwiek sprzeciw to na pewno niecne pobudki i prywata? Gliwiczanie kochają prezydenta. Po 2012 roku wiemy już, że to ci „dobrzy gliwiczanie”. Reszta to upiory i inne plugastwo „zidentyfikowane” dzięki referendum. Komu zatem się dostało? Andrzejowi Potockiemu za to, że podczas jednej z kampanii opublikował w Nowinach Gliwickich materiał sugerujący korupcję w przypadku Frankiewicza. To niedopuszczalne – przecież robi się to zupełnie inaczej, np. w Gazecie Polskiej, przez niezależnych dziennikarzy i zakonspirowanych urzędników, czego pokaz dało środowisko Frankiewicza walcząc z referendum 2012. „Ten stek kłamstw, który Potocki autoryzował, był wielką nikczemnością i zdradą. Obawiam się, że nie zrobił tego bezinteresownie…” I oczywiście pomówienie na koniec. Zdaje się, że w kategoriach pojęciowych Frankiewicza nie mieści się coś takiego jak bezinteresowność, ideowość itp.
  3. Wiesław Okoński, a właściwie pracownicy jego firmy, roznosili ulotki w 2002 roku. „To były typowe paszkwile i do tego anonimowe, czyli absolutnie niedozwolone prawem”. Przypomnijmy sobie teraz „wojtka” Jarzębowskiego zwalczającego przed referendum mieszkańców w obrzydliwy sposób. To już etyczny upadek, bo że działanie niezgodne z prawem uznał już Sąd w trybie wyborczym. A „eleganckie” montowanie ataków z wykorzystaniem niezależnego dziennikarza i Gazety Polskiej? Bez komentarza.
  4. Kolejną ofiarą Zygmunta Frankiewicza jest Ewa Potocka, matka Andrzeja. „Staram się w życiu nie być małostkowy, pamiętliwy i zawistny, dlatego też w 2006 roku zaproponowałem udział w wyborach do Rady Miejskiej pani Potockiej, mamie Andrzeja. Weszła do Rady a dziś próbuje mnie „podgryzać” przy każdej okazji”. To doskonale obrazuje mentalność Frankiewicza. Kupiona lojalność? Skoro „zaproponował wejście do Rady”, to jakże Pani Potocka mogłaby mieć własne, niezależne poglądy i znaleźć się w opozycji do niego?
  5. Posła Andrzeja Gałażewskiego na kartach swojej książki nie oszczędza. Oto np. pisze: „To on postąpił maksymalnie niegodziwie, bo nawet jak chciał tę swoją małą karierkę robić, to przyzwoite by było spojrzeć mi w oczy i powiedzieć o co chodzi i jakie będą dalsze ruchy. (…) Gałażewski wykazał się wyjątkowym cynizmem. Z demokracji zrobił zwykłą farsę. (…) On był marionetką w cudzych rękach.” Cóż, jeśli to nie jest paszkwil, to co nim jest? Ohydne, nawet gdy czyta się to w odniesieniu do obcego człowieka. Uderza jeszcze jedno – kariera to może być tylko w przypadku Frankiewicza. U innych to co najwyżej małe karierki. A spojrzenia w oczy? Wystarczy spojrzeć jak wypada Zygmunt Frankiewicz na konferencjach prasowych. I jeszcze coś – o demokracji zamienionej w farsę ten człowiek wie wszystko, wystarczą ostatnie „konsultacje”. Najobrzydliwszym pomówieniem w stosunku do Gałażewskiego jest jednak to stwierdzenie: „Nie chcę podejrzewać, iż to że nie spotkał się ze mną – mimo moich dwukrotnych prób – i prosto w oczy nie powiedział, o co chodzi, może mieć związek z zakończeniem pracy w urzędzie jego żony, która była naczelnikiem Wydziału Edukacji. Przeszła na emeryturę, ale wcześniej niezbyt dogadywała się z moją zastępczynią Renatą Caban.” Jakim trzeba być człowiekiem, aby wypowiadając się publicznie formułując takie insynuacje?

Z całej lektury przebija jedno – mściwość Frankiewicza w stosunku do adwersarzy i nieumiejętność wzniesienia się ponad osobiste pretensje i animozje. Po raz kolejny wypierając swoje przywary, zarzuca on kierowanie się takimi pobudkami innym. Dodajmy, że to wszystko w książce, w której starannie dbano o wizerunek udzielającego wywiad. Nie zdarzyło mi się czytać lub słyszeć aby o którymkolwiek ze swoich politycznych przeciwników Zygmunt Frankiewicz wyrażał się z szacunkiem. Na szacunek dla wrogów potrafią się jednak zdobyć tylko ludzie dużego formatu. Czy teraz może dziwić pełne jadu, rewanżystowskie wystąpienie Frankiewicza w dzień po referendum? Dla przypomnienia raz jeszcze pełny zapis jego popisu. Trzeba to przypominać zarówno jemu jak i gliwiczanom.

http://info-poster.eu/drugim-glosem-tygodnik-obywatelski-odcinek-2-wypowiedz-zygmunta-frankiewicza-po-referendum-2012/

Czytaj również: http://info-poster.eu/opowiesci-dziwnej-tresci-zygmunt-frankiewicz-o-spolkowaniu/

Dariusz Jezierski

14 Comments on "Opowieści dziwnej treści – Zygmunta Frankiewicza myśli o świecie i ludziach"

  1. – Zygmunt to jest gość. Kiedyś jechałem Tirem wąską ulicą. Musiałem przepuścić osobówkę jadącą z naprzeciwka i zjechałem na pobocze. Niestety pobocze było grząskie i połowa tira zakopała się w nim. Nijak nie szło tego wyciągnąć.
    Wiozłem na pace masę sprzętu elektronicznego, bo jestem kierowcą z floty zakładowej, więc jak okoliczni złodzieje dowiedzieli się o tym, to zaczęli mnie atakować. Było naprawdę groźnie. I nagle zjawił się Zygmunt, położył wszystkich złodziei, związał ich i zaprowadził do więzienia, a następnie pomógł wyciągać mi TIRa. Po prostu go wypchnął z pułapki. A wszystko od momentu jego zjawienia się, do momentu, kiedy mój TIR był oswobodzony minęło 10 minut. Kiedy opowiedziałem o tym mojemu szefowi – chciał mu dać najnowszy
    model telewizora. Zygmunt nie przyjął, powiedział, byśmy go dali bardziej potrzebującym. Zygmunt to jest gość!

    – Zygmunt to jest gość. Kiedyś siedziałem w toi toi’u [ gliwickiej publicznej toalecie] i gdy już chciałem wyjść okazało się, że nie ma papieru . Wzywałem pomocy, ale nikt mnie nie słyszał. Po 2 godzinach, gdy już żegnałem się ze światem pojawił się Zygmunt z zapasem miękkiego papieru i do tego z odświeżaczem do powietrza! Zygmunt to jest gość!

    – To prawda – Zygmunt to jest gość! Kiedyś szedłem ulicą zamyślony, zanim się spostrzegłem zrobiło się ciemno i zimno, wilki wyły, komary cięły i zgłodniałem. W tej chwili pojawił się Zygmunt z latarką na czole, kocem polarowym, karmą dla wilków, muchozolem i pysznym kebabem, dałem mu za to 7 złotych a on po prostu wziął 2 złote na tramwaj, a 5 oddał. Zygmunt to jest gość, nigdy go już później nie widziałem, ale słyszałem jak baby na balcerku opowiadały, że tego samego wieczora udrożnił 2 studzienki i zafundował malcom pyszne gofry…

    – Zygmunt to jest gość. Kiedyś skasował za mnie bilet w tramwaju… To jest gość!

    – Kiedyś się bujam przez miasto i nagle wyskakują łysi kolesie. Ja wystraszony mówię do siebie, że nie powalę ich wszystkich. A tu nagle z Żabki wracał Zygmunt i jak im spuścił wpierd, to wam mówię jak Bruce Lee we „Wściekłych pięściach”. Od tego wydarzenia nie boje się już chodzić wieczorami, bo wiem, że Zygmunt pomoże.

    – Zygmunt to jest gość. Pisałem ostatnio maturę z polaka. Problem w tym, że temat dotyczył „Lalki”, której nie przeczytałem. Byłem kompletnie załamany. Lecz nagle, drzwi otworzyły się i pojawił się On. Nauczyciele z komisji zaczęli prosić go o autografy i zdjęcia dla rodziny, a on spełniając ich zachcianki, dyskretnie podał mi streszczenie lektury. Gdy tylko, mrugnięciem oka, dałem mu znak, że mogę dalej pisać, Zygmunt, z szerokim uśmiechem na ustach, pożegnał się z belframi i wyszedł. Dzięki niemu zdałem maturę z polaka, jestem teraz bardziej wykształcony niż nasz jedyny kierowca F1, co upoważnia mnie do pisania debilnych komentarzy na Forum Gliwice! Zygmunt to jest gość.

    – W owym czasie, gdy kibice Piasta i Wisły naparzali się, i policja ku nim zmierzała, i ciemność wielka ogarnęła całą Ziemię, i część kiboli przechodziła nawet po aucie dla „Gracza Najdoskonalszego”, wstał Zygmunt i powiedział: – Auto to zostawcie, gdyż nie do Was ono należy, lecz do ubogich.
    I zostawili kibole auto i na trybuny powróciwszy dopingowali swe drużyny dalej i wielka stała się światłość, a nasza drużyna zdobyła „Puchar Prezydenta Wszystkich Idiotów”

    – I Zygmunt zobaczył, że to jest dobre i spodobało się to Zygmuntowi.

    – Zygmunt to jest gość. Kiedyś jechałem rowerem po stromym zboczu i nie wiadomo dlaczego nagle łańcuch mi się zerwał i hamulce przestały działać. Kiedy odmawiałem dziesiątek różańca zauważyłem cień, który nadchodził z tyłu. Na początku go nie rozpoznałem, ale kiedy jadąc także na rowerze zbliżył się do mnie to… to był On, Zygmunt! Na pełnej szybkości rowerów zaczął mi pomagać. Szybko zmienił łańcuch (nawet naoliwił), rozpoznał usterkę hamulców i nawet zauważył, że mam przebite przednie koło, ale cud, że miał zapasowe i w
    mgnieniu oka zmienił na dobre, napompowane. Nie wiedziałem jak mu dziękować, ale On powiedział, że każdy by tak zrobił i pojechał w swoją stronę. Zygmunt to jest gość!

    Stąd: http://forum.gazeta.pl/forum/w,94,79899617,79899617,Zygmunt_to_jest_gosc_z_forum_U_M_.html

    • GOGOL PRZEJAZDEM | 12 stycznia 2013 at 5:54 pm | Odpowiedz

      „…- Zygmunt to jest gość. …”
      Historycznie rzecz ujmując masz alternatywy cztery :
      -uciekasz z kraju,
      -zostajesz w kraju i walczysz,
      -uciekasz z miasta,
      -zostajesz w mieście i walczysz,
      A na prezydenta złego słowa nie powiem
      TO PRAWDZIWY ANIOŁ !

  2. Przecież ten nieuk myśli, że tramwaj jest nieekologiczny. Tego nieuka politechnika pozbawila stanowiska. Przez pomylke dostal etat „profesora”, ale juz w drugiej kadencji senat politechniki odebral mu ten etat. To zwyczajny tuman, tyle, ze cwany i skorumpowany.

  3. To jedna klika. Jego kumpel Kazmierczak wypisywal na swoich plakatach wyborczych „profesor jest jeden” (czyli on). To skonczone prymitywy.
    Przypomina sie cytat z „Ziemi obiecanej”: „gdyby swinia rozumowala o orle, rozumowala by podobnie.”

  4. Te zeznania Frankiewicza wiele mówią o nim samym i rzeczywiście jest w tym widoczny freudowski dualizm persona-cień i projektowanie własnych nieuświadomionych skłonności na innych ludzi, którzy w rzeczywistości takich cech najczęściej nie posiadają.
    Ale też wymowny jest tytuł pozycji „Nie boję się problemów, boję się głupoty”.
    Frankiewicz wie, acz nieświadomie, czego się boi, bo to jest jego własny strach.
    Jak słusznie powiedział Zhuangzi – „Kto zna swoją głupotę, nie jest wielkim głupcem”.
    No cóż, z jego licznych wypowiedzi, nie tylko zamieszczonych w tej książeczce, wynika jasny wniosek – Zygmunt Frankiewicz jej nie zna.

  5. GOGOL PRZEJAZDEM | 12 stycznia 2013 at 1:51 pm | Odpowiedz

    „…Obiecałem oddać mu łamy Info-Postera w ten weekend. Złote myśli i krągłe słowa z jego strony internetowej…”
    *************************************************

    Złote myśli (zalecane):

    http://fotozrzut.pl/zdjecia/508927daca.png
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/638afe8a22.png
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/5143141d9f.png
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    „Może idę powoli jak żółw , ale nigdy się nie cofam…” A.L.
    *************************************************
    NIC JUŻ NI BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…CIERPLIWOŚĆ TO ZŁOTO !
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/45302b1a3d.png

  6. Pana tego porównałbym do wybranych „demokratyczną” większością prezydentów jak
    Bokassa z Rep.Środ.Afryki , Idi amina z Ugandy czy Charlesa Duvaliera z Haiti oraz do panów których zmiotła arabska wiosna raz na zawsze.
    U nas jeszcze zima w pełni lecz wiosna nadejdzie i kto wie.
    „Tajna Policja” na czele której stoi osławiony watażka o pseudonimie Wojtek jeszcze nie zabija .
    Tak na poważnie to pewnikiem że ktoś tu wpada w urojenia o własnej nieomylności.
    Dogmat czy ktoś jest w stanie i godzien go zastąpić należy między bajki włożyć.
    Facet ma poważne schorzenia a monologi są tego dowodem

  7. Mam tę książkę, przeczytałem i b. długi czas było mnie niedobrze (łagodnie) określając.
    Nawet zły byłem na siebie, że ją przeczytałem.

    Na miejscu Z. Frankiewicza nie tylko bym tej książki nie wydał, ale aktualnie głęboko bym ukrył,
    bo za tą treść wstydzić się należy.

    Jad , jadem pogania.

  8. Ta książka była elementem kampanii wyborczej. Ktoś ja napisał, ktoś wydał. Można tam było m.innymi przeczytać, że to właściwie Frankiewicz był założycielem
    PO w Polsce 🙂

  9. Punkt5.Naczelnik Wydziału Edukacji dbała o pieniadze publiczne i zanim je wydała musiała mieć podstawy żeby je wydac, co wyraznie nie podobało sie Pani Caban, a nasz obecny prezydent nie lubi ludzi, którzy maja szacunek do publicznych pieniedzy!

  10. Bardzo mały człowiek, lecz przez swe kompleksy i małość duchową i jakby nie patrzeć i intelektualną (tytuły naukowe nie są tu wyznacznikiem rozwoju osobowości i intelektu…) może on uczynić jeszcze dużo złego. Szkoda, że gliwiczanie tak mało myślą samodzielnie i wszystko łykają, co im „władza” przekaże…. Niestety jako społeczność jesteśmy bardzo rozbici i poróżnieni, czego raczej nie można zaliczyć do listy licznych „zasług” pana prezydenta, a raczej jako jego wielką porażkę!!!

  11. Wywiad z ZF nie jest tak negatywnie jednostronny, jak można by sądzić po przytoczonych przez Pana Jezierskiego fragmentach. Jest tam wiele pozytywnych myśli, większość dotyczy głównego bohatera wywiadu. Pan Frankiewicz nie pozostawia czytelnikom najmniejszej wątpliwości, kto jest rzeczywistym pozytywnym bohaterem w Gliwicach. Oczywiście, on sam. Żeby nie być gołosłownym i posądzonym o samouwielbienie przytacza wiele przykładów swojej bezkompromisowej postawy z czasów komuny i czasów najnowszych. W detalach poszedł tak głęboko, że nikt ze współczesnych nie może przypomnieć sobie ani Frankiewicza ani jego czynów opisanych w książeczce. Biografie wszak piszą kronikarze. Trzeba jedynie zadbać o ich dobór.

  12. Mirella Czajkowska-Turek | 15 stycznia 2013 at 7:34 am | Odpowiedz

    Ten artykuł wywołał mnie-jako prezesa Stowarzyszenia Gliwiczanie dla Gliwic- do tablicy. Po pierwsze, nie miałam okazji widzieć tej książki, a informacje o opiniach prezydenta w niej zawartych docierały w strzępkach. Mimo obraźliwych epitetów użytych przez ZF -zresztą pojawiających się często w innych publikacjach- nie myślę o sądzie; ba- odczuwam satysfakcję, że włodarz miasta wspomina nas w wywiadzie-rzece 🙂 Na pewno byliśmy pierwszym zgromadzeniem gliwiczan, którzy ośmielili się wystąpić przeciw pomysłom prezydenta.Powtarzam raz jeszcze: personalnie nie miałam nigdy pretensji do Frankiewicza (choć pogląd na jego osobę rozwija się z każdym tekstem przeczytanym w I-P). Natomiast zawdzięczam mu osobiście wybudzenie z letargu, kiedy boleśnie przekonałam się, że „miasto” działa na korzyść inwestora, a mieszkańców ma gdzieś. Dzięki zetknięciu się z machiną urzędniczą poznałam wielu wspaniałych ludzi, którym zależy na losie Gliwic. I choć plakietka oszołomstwa przylgnęła do Stowarzyszenia to wiem, że nigdy nie pogodzę się z procesem niszczenia miasta, wycinania drzew, kradzieży zabytkowej historii Gliwic….Z okien domu widzę jak znika kolejny kawał historii miasta. Jeśli troska o miasto w którym mieszka się jest szkodnictwem, to jestem najwięszym szkodnikiem 🙂 Mogę tylko podziąkować red.Jezierskiemu za tytaniczną pracę włożoną w ujawnienie prawdziwego oblicza rządzenia gliwickiego oligarchy. Kamyk ruszył lawinę i tego żywiołu nie da się zatrzymać.
    Pozdrawiam wszystkich gliwickich Oszołomów

  13. Dziękuję Pani Mirello. Panią również serdecznie pozdrawiam. Co do książki, to nie zachęcam do czytania bo pozostanie niesmak na długi czas.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*