Piast Gliwice – Górnik Zabrze: Z PIŁKARSKIEGO NIEBA DO PIEKŁA… – relacja Tomka Hikmana

FALSTART…

Za nami inauguracja Ekstraklasy na stadionie przy ul. Okrzei w Gliwicach. Piłkarskie derby Górnego Śląska od zawsze elektryzowały nie tylko fanów futbolu mieszkających w naszym regionie, ale także cały ligowy światek. Po raz trzeci w ekstraklasowych zmaganiach stanęły naprzeciw siebie drużyny miejscowego Piasta i geograficznego sąsiada – Górnika Zabrze. W najwyższej klasie rozgrywkowej jak dotąd było remisowo: w sezonie 2008/2009 w Zabrzu w obecności kilkunastu tysięcy widzów miejscowi wygrali 1-0 po golu Piotra Madejskiego (niestety nie obeszło się bez rozrób pseudokibiców); „Piastunki” zrewanżowały się 1-0 (piękny gol Mariusza Muszalika). Dla Gliwiczan był to historyczny mecz, bowiem po raz pierwszy zagrali w Ekstraklasie na własnym stadionie (dotychczas grali swoje mecze w…Wodzisławiu Śląskim, bo stadion przy ul. Okrzei nie spełniał wymogów PZPN-u). Z rozrzewnieniem wspominam tamten mecz: kibiców głodnych piłki (sprzedano wtedy więcej biletów niż było miejsc na – wtedy – czterotysięcznym stadionie) , ale także grillowanych kiełbasek, których opary przysłaniały znaczną część sektora w którym siedziałem .

W sezonie 2011/2012 Piast został mistrzem 1 ligi. Dominacja niebiesko-czerwonych nie podlegała dyskusji. Z tej okazji przed piątkowym meczem z Górnikiem w ręce kapitana naszych orłów-Tomasza Podgórskiego – powędrowała pamiątkowa patera. Waleczny i widowiskowo grający zespół posiadał wyrównany skład i niemal w każdej formacji prezentował wysoki, stabilny poziom. I co najważniejsze: grał już na własnym, całkowicie zmodernizowanym stadionie, uchodzącym za najlepszy na Śląsku.

Niestety rzeczywistość ekstraklasowa różni się od rzeczywistości 1-ligowej, i to znacznie. W piątkowy wieczór nasze miejsce w szeregu pokazał nam 14-krotny mistrz Polski, który raczej nie bez przyczyny zajął w poprzednim sezonie wysokie 8. miejsce. Przegraliśmy 1-2. A był znakomity, nieustający doping kibiców; nowy image „wojowników” z Gliwic; nowe wlepki rozprowadzane przez klub kibica; profesjonalna transmisja w „Canal + Sport”; interesujący dodatek „Skarb Kibica Piasta” (wraz z plakatem drużyny) dołączony do ostatnich „Nowin Gliwickich”, czy wreszcie nowatorska grafika, która pokryła wewnętrzne ściany klubowego budynku… Skład osobowy identyczny jak w wygranym przed tygodniem pucharowym meczu z Widzewem Łódź…

OBLĘŻENIE GLIWICKIEJ BASZTY

Zaczęło się ostro. Górnik przez pierwsze 20 minut pojedynku prezentował większą zespołową dojrzałość, rozgrywając atak pozycyjny na naszej połowie. Zabrzanie byli szybsi, bardziej dynamiczni, bardziej pomysłowi (co zresztą przejawiało się właściwie przez cały mecz). Nasi piłkarze pierwsze minuty zagrali bardzo ostrożnie, skupiając się właściwie na destrukcji już w środkowej strefie boiska (co ani Mariuszowi Zganiaczowi, a tym bardziej Alvaro Jurado – niekoniecznie się udawało). Pierwsze groźne rzuty rożne gości, pierwszy błąd Dariusza Treli (i chyba ostatni w tym meczu, bo bramkarz będący odkryciem sezonu w 1 lidze zagrał fenomenalne zawody i bez wątpienia zostałby bohaterem meczu, gdybyśmy tylko dowieźli do końca meczu chociaż punkt…) i już w 9. minucie na listę strzelców mógł wpisać się kapitan przyjezdnych – Adam Danch (jedyny piłkarz, który uczestniczył w poprzednich potyczkach obu klubów), gdyby nie rozpaczliwa interwencja Pawła Oleksego, który z pustej bramki wybił piłkę głową.

Potem było już niestety coraz gorzej. Piast nie potrafił narzucić własnego stylu gry, polegającego na długim posiadaniu piłki, ofensywnej grze kombinacyjnej, odbiorze w środku pola, prostopadłych podaniach na skrzydła i wrzutkach w okolice „16-ki” rywali. Nasz magiczny ofensywny kwartet, który w 1 lidze był nocną zmorą obrońców drużyny przeciwnej (Podgórski, Pavol Cicman, Ruben Jurado, Wojciech Kędziora) praktycznie nie istniał, znakomicie wyłączony przez defensywę Górnika. A goście grali swoje. W 11 min. bliski zdobycia gola był młody napastnik Arkadiusz Milik, a w 14 min. groźny strzał głową byłego „piastowca” – Bartosza Iwana wypiąstkował nad poprzeczkę Trela. Po raz pierwszy genialnym dośrodkowaniem popisał się bohater meczu – Michał Bemben, który później zanotował 2 asysty, precyzyjnie dogrywając na głowy kolegów. W 20 min. ponownie Milik znalazł się w sytuacji sam na sam Trelą, ale na szczęście górą w tej potyczce był ten drugi.

CUD NAD KŁODNICĄ

W 21 min. meczu zdarzyła się sytuacja z kategorii cudu. Nasz obiecujący prawy obrońca Mateusz Matras niczym Brazylijczyk Cafu pognał prawym skrzydłem, oszukał sekwencją zwodów Seweryna Gancarczyka (tzw. „piłkarza z nazwiskiem”, debiutującego w drużynie Górnika) i dośrodkował przed pole karne bramki gości… a tam znalazł się Mariusz Zganiacz (który, umówmy się, do olbrzymów nie należy) i strzałem głową pokonał rozpaczliwie interweniującego golkipera gości – Łukasza Skorupskiego. Piłka odbiła się najpierw od słupka, potem od pleców bramkarza i wpadła do siatki. Radość kibiców była olbrzymia! Była to pierwsza z nielicznych składnych akcji gospodarzy i od razu zakończona powodzeniem. Zganiacz, który przez część poprzedniego sezonu był sadzany przez trenera Marcina Brosza na ławce rezerwowych, udowodnił że ekstraklasowe powietrze mu służy (dobry poziom prezentował przecież parę lat temu w kieleckiej Koronie). „Zgani” tak bardzo uwierzył we własne możliwości, że jeszcze później próbował „wziąć sprawy w swoje własne spracowane ręce” (czy też bardziej nogi) – dwukrotnie w trakcie meczu groźnie strzelając na bramkę rywali.

POCZĄTEK KOSZMARU…

Ale w samym przebiegu meczu niewiele się zmieniło. Dla gości szybkie kontry czy atak pozycyjny nie stanowiły różnicy: Iwan wraz Prejuce’m Nakoulmą, Pawłem Olkowskim,Milikiem i kolegami urządzali sobie slalomy wśród naszej obrony, mijając kolejnych piłkarzy Piasta niczym Alberto Tomba tyczki. Po przerwie obraz gry nadal nie uległ zmianie, a gliwiczanie (a szczególnie Trela, który jako jeden z nielicznych nie odstawał piłkarsko od zawodników gości) wprost dwoili i troili się w defensywie, żeby nie stracić bramki, przejąć piłkę i wyjść z groźną kontrą. Koszmar zaczął się w 64 minucie… Odważny kilkumetrowy wślizg Matrasa trafił niestety nie w piłkę, a w Gancarczyka, który w stylu Fillippo Inzagiego oscarowo odegrał „scenę umierania”… Sędzia nie wahał się i – raczej trochę na wyrost – pokazał czerwoną kartkę. Od tego momentu gliwicka Linia Maginota posypała się jak domek z kart…

BENDZIEMY ICH ZJEDLI

To co się stało później zapewne pojawiało się jedynie w najczarniejszych snach kibiców „Piastunek”… Już 3 minuty po zejściu Matrasa, zabrzanie wyprowadzili pierwszy skuteczny cios. Bemben dośrodkował na głowę Mariusza Przybylskiego, a ten skierował piłkę do pustej bramki, mając na plecach wyraźnie spóźnionego z kryciem Cicmana. Mimo późniejszych zmian personalnych „wojownicy” całkowicie się zagubili. Sytuacja nasuwała skojarzenia z popularnym na YT filmikiem, w którym sympatyczny „prezes” Nakoulma wypowiada się nt. koguta, którego dostał od kibiców po jednym z meczów, iż „bendzie go zjad”. On i jego koledzy w piątek zjedli naszego orzełka, a basztę rozbili w proch… A sam czarnoskóry piłkarz, dla którego być może był to ostatni mecz w barwach biało-niebiesko-czerwonych (ma odejść do lepszego klubu), „kręcił” naszymi piłkarzami jak na karuzeli. „Zjedzenia” Piasta dopełnili w 81 min. Bemben z Milikiem. Ten pierwszy idealnie dośrodkował w pole karne, drugi wyprzedził w powietrznej walce Adriana Klepczyńskiego i było 1-2. Smutek na twarzach miejscowych kibiców oglądałem z depresyjną bezradnością…

POWSTAŃCIE WOJOWNICY”

Ale przecież ligowe zmagania dopiero się zaczynają. Przed nami wiele interesujących meczów w wykonaniu naszego kochanego klubu, wiele punktów do zdobycia i ciekawych widowisk przy ul. Okrzei. Kultowy polski zespół reggae Izrael śpiewał niegdyś utwór pt. „Powstańcie wojownicy”, którego tytuł i parę linijek tekstu idealnie pasuje do naszych „wojowników, którzy wrócili do gry”. W inauguracyjnym meczu piłkarze Piasta zaprezentowali się godnie. Przegrali zasłużenie, bo na dzień dzisiejszy są drużyną gorszą niż sąsiedzi z Zabrza.

Tomasz Hikman,

współpracownik serwisu eSWuPe http://www.facebook.com/eswupe

http://eswupe.pl/

Piast Gliwice – Górnik Zabrze 1:2 (1:0)
Bramki: Mariusz Zganiacz (21) – Mariusz Przybylski (68), Arkadiusz Milik (81)
Żółte kartki: Alvaro Jurado – Mariusz Przybylski
Czerwona kartka: Mateusz Matras (66-faul).
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów 6132

Piast Gliwice: Dariusz Trela – Mateusz Matras, Adrian Klepczyński, Damian Zbozień, Paweł Oleksy – Pavol Cicman, Alvaro Jurado, Mariusz Zganiacz, Ruben Jurado (71. Jan Buryan), Tomasz Podgórski – Wojciech Kędziora (72. Adrian Sikora).

Górnik Zabrze: Łukasz Skorupski – Michał Bemben, Adam Danch, Ołeksandr Szeweluchin, Seweryn Gancarczyk (73. Przemysław Oziębała) – Paweł Olkowski, Mariusz Przybylski, Bartosz Iwan (73. Wojciech Łuczak), Krzysztof Mączyński, Prejuce Nakoulma – Arkadiusz Milik (90+1. Antoni Łukasiewicz).

Piast:
Strzały celne – 2
Strzały niecelne – 7
Rzuty wolne – 7
Rzuty rożne -2
Spalone – 8
Poprzeczki/ słupki – 0

Górnik:
Strzały celne – 8
Strzały niecelne – 10
Rzuty wolne – 12
Rzuty rożne – 5
Spalone – 3
Poprzeczki/ słupki – 2

Be the first to comment on "Piast Gliwice – Górnik Zabrze: Z PIŁKARSKIEGO NIEBA DO PIEKŁA… – relacja Tomka Hikmana"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*