Piotruś Pan na gościnnych występach, czyli katastrofa w Teatrze Rozrywki

 

W „sprawie Teatru Rozrywki” żal mi prawie wszystkich. Zaraz wyjaśnię to niepokojące „prawie”. Ta sprawa nie powinna się zdarzyć. Ta sprawa jest groteskowa. Nie farsowa, broń Boże, jak to piszą liczni komentatorzy, nawiązując do spektaklu, który właśnie reżyserował Jerzy Bończak. Bo po tej sprawie nie zostanie śmiech, momentami wręcz idiotyczny. Śmiech, jeśli się rozlega jest raczej histeryczny, a w tle u niektórych zostanie gorycz w gardle i łzy żalu.

 

Żal mi Aleksandry Gajewskiej. Bardzo. Wiem, że TR nie mógł trafić lepiej na ten okres wyjścia z ery jej Wielkiego Poprzednika. Sytuacja w jakiej się znalazł już w samym tle tej afery jest niesprawiedliwa. To, że ktoś mógł pomyśleć, że można w jakikolwiek sposób łączyć rolę w spektaklu z tym, że jest ona dyrektorką jest dość cyniczne. Ola jest aktorką. I to jest dokładnie tak, jakby zabronić ordynatorowi chirurgii operować. Sztuki medycznej i aktorstwa nie da się odwiesić na kilka lat i ubrać się w nie po długim czasie, nie tracąc kunsztu. Całe postępowanie wokół tej sprawy było dla niej krzywdzące. Ale w kontekście tego, co stało się na nieszczęsnej konferencji, Aleksandra jest dla mnie postacią wręcz tragiczną i nawet gdy o tym piszę, ściska mnie w gardle, co zdarza mi się nieczęsto. Post factum wymaga się od niej reakcji na zdarzenie nieprzewidywalne, nieoczekiwane, rozgrywające się w sekundach. Powinna sprzeciwić się stanowczo. Nie da się… zawsze będzie za późno. Aleksandra Gajewska robiła co mogła, znalazłszy się w sytuacji podwójnie trudnej – z jednej strony świadomość że reprezentuje się instytucję kultury podległą Marszałkowi, a z drugiej, że siedzi również jako aktorka, ze „swoim” reżyserem, którego zapewne bardzo ceni. A może przecenia?

Żal mi Marszałka Jakuba Chełstowskiego. Również bardzo. Bo dla wielu z czytających jest on po prostu dyżurnym diabłem, reprezentantem nie tej siły politycznej, z którą się utożsamiają i z wielu bardzo różnych powodów odrzucanym. A ja inaczej myślę. Znam Pana Chełstowskiego, kontaktowałem się z nim, wymienialiśmy się informacjami w czasach, kiedy był on radnym w Tychach i walcząc ze „swoim” prezydentem (zawsze czysto!) wyrażał się w superlatywach o mojej walce (zawsze czystej!) z moim prezydentem. Był bardzo skuteczny i to w czasach kiedy „nasi” prezydenci byli pod parasolem. Chcę wierzyć, że Jego sympatia była tak szczera jak moja. Teraz jednak, zapewne korzystając z sugestii czy porad, usunął nie „swoją” dyrektorkę, która w dodatku miała swój polityczny epizod. Tu podkreślmy, że nawet na politycznym podium zajmowała się kulturą i grała. Z bardzo dobrym skutkiem. Źle zrobił Marszałek, bo będzie już z tym faktem kojarzony. „Wina” Aleksandry Gajewskiej była żadna, bo najlepszy dyplomata nie wiedziałby jak sobie poradzić w tej sytuacji. A kara dla niej, i niestety dla Teatru, jest niewspółmierna i niepotrzebna. Przez czas, w którym pełniła tę funkcję, Gajewska udowodniła, że potrafi to robić w sposób całkowicie apolityczny, a repertuar TR bardzo jej to ułatwia. Nie pomylmy tu pojęć – teatr może angażować się politycznie i walczyć, bo to jedna z jego ról i po prostu ustrój polskich teatrów bardzo to komplikuje. Ale nie może już tego robić dyrektor teatru publicznego i jeśli nie potrafi się od tego powstrzymać, nie powinien być dyrektorem. Kwestia priorytetów. Aleksandra Gajewska nie miała z tym problemów. Ale teraz jej przypadek ugruntowuje wrażenie, że w tym wypadku władza tnie przy ziemi – winnych i niewinnych. Po co? Korzyści wizerunkowe żadne – straty ogromne. Potrzebny jest gest dobrej woli w stosunku do osoby, która ewidentnie jest w tym wszystkim ofiarą. Niepewny w kontekście ewentualnej decyzji sądu wynik tej konfrontacji w żadnym razie nie służy wizerunkowi władzy, a tej reprezentantem jest z kolei Marszałek Chełstowski. Bardzo chciałbym widzieć w tej sprawie rozsądną decyzję, kiedy już opadły emocje. Potwierdzenie, że można wszystko władzy nie wzmacnia. Umiejętność refleksji i autopoprawki bardzo tę władzę uczłowiecza. Panie Marszałku, sypną się listy i petycje, to oczywiste. To co się stało, zostanie wykorzystane w narracjach, które tyle będą miały wspólnego ze sprawą Bończak-Gajewska, co bitwa pod Stalingradem z prowokacją gliwicką. Wciąż możliwego wycofania się z tej nieudanej decyzji nikt nie poczyta za słabość. Wręcz przeciwnie, a ci którzy Pana znają doskonale wiedzą, że niestraszna Panu presja. Gajewska powinna spokojnie, nieszykanowana, skończyć kadencję i wtedy autorytet tak mi bliskiego Województwa Śląskiego po prostu wzrośnie. Właśnie dlatego, że winny jest jeden. A ten właśnie fakt wielu pomija milczeniem…

Oj, lubię sobie „pojechać”! Po ułańsku, z tymi i owymi! Posłać wszystkich, gdzie ich miejsce, obsobaczyć! Lubię, ale… wiem, że to tylko taka konwencja, maska, gra… Wiem to i nigdy nie rzucę bluzgami w żadnym momencie, w którym byłoby to niestosowne Nigdy – to kwestia kultury osobistej, dobrego smaku, umowy społecznej. A gdyby w tle była jeszcze możliwość zaszkodzenia czemuś ważnemu i drugiej osobie – niech mnie ręka boska broni! Ale kto kozakowi zabroni! To takie modne, dokopać władzy, strzelić sobie internetowego newsa, popatrzeć w kamerę, rzucić w mikrofon. I jest się bohaterem opozycji, jest się na ustach wszystkich. Co więcej, z gażą w kieszeni, nie ryzykując niczego. Tak zachował się Jerzy Bończak i nie pomogą tu „zmiękczające” ostrość całego zdarzenia opisy prasowe. W razie czego służę nagraniem. Bończak z całą świadomością mówi do kamery, wie, że jest nagrywany (Aleksandra mu to pokazuje, wcześniej potwierdzając, że to idzie na żywo), wyraźnie go to bawi, bo przecież jest ponad tym. Pierdolony Piotruś Pan, który właśnie zrujnował komuś co najmniej kilka najbliższych lat. Że pierdolony? No właśnie, kochani koledzy medialni, te Wasze pipnięcia w relacjach, kropki między „k” i „a” są mniej więcej tak samo żenujące jak cała „kurwa”, która padała nie tam, gdzie jej miejsce. Dołożyliście się wszyscy do modelu nowoczesnego artysty, który może wszystko i wszędzie i będzie to tylko mołojecką fantazją, wybrykiem niesfornego ducha. Że idący w to Jerzy Bończak wygląda żałośnie, to inna sprawa. Puszczacie im te wybryki, podajecie w świat, a potem zacierają się granice. I taki na przykład Jerzy Bończak zapomina gdzie jest, po co jest i kim jest. Nie usprawiedliwiajmy go zatem i nie stawiajmy w jednym szeregu z Aleksandrą Gajewską, która w tym wszystkim jednak zachowała twarz. A do Pana Bończaka mam jeszcze parę słów…

Jak rozumiem ten żart miał Pana pozycjonować po stronie niepokornych. Pan ich pierdoli, Pan doskonale wie, co oni kurwa robią. Dlaczego nie walnął Pan „im” tego w twarz kiedy zaczynał Pan tu pracę i takie expose odbiłoby się bardziej na Pana kieszeni, niż na karierze Aleksandry Gajewskiej i interesie Teatru? Dlaczego jest Pan kolejnym bohaterem na cudzy rachunek? Kiedy w słusznie minionych czasach odbierał Pan od władzy jakiś tam „Krzyż Kawalerski” nie widział Pan, co „oni” robią? W stanie wojennym też nie zawiesił Pan swojej aktywności scenicznej i filmowej, choć wielu to zrobiło. Był Pan za młody na zrujnowanie sobie kariery? A Aleksandra Gajewska jest już w wieku odpowiednim? Piszę ostro, to co myślę, bo pokazu odpowiedzialności oczekuje się od takich osób jak Pan właśnie. Nie ma tu usprawiedliwienia. To nie był nieszkodliwy żarcik, ale zachowanie z premedytacją człowieka chyba świadomego tego co robi. 

Raz jeszcze podkreślę, że Marszałek może z tego wszystkiego wyjść z tarczą. Nie wolno obrażać się na nieudolną bufonadę. Trzeba postąpić adekwatnie do sytuacji. Może się to uda…

No i przepraszam wszystkich niezadowolonych z tego tekstu. Tak, Marszałek nie mógł, bo wykładnia prawna jest naciągnięta. Tak, nie gromię władzy, choć zdaniem wielu powinienem, Ale również tak, Bończak nie miał prawa się tak zachować. Tak, skoro reprezentuje się instytucję liczy się dobro tej ostatniej. Ten tekst nie walczy z niczym, poza głupim zachowaniem celebrytów. Bo to jest tekst z nurtu „musimy przecież razem żyć”. Zawsze wierzę, że wszystko można odkręcić. Marszałek Jakub Chełstowski może to zrobić prawie natychmiast.

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "Piotruś Pan na gościnnych występach, czyli katastrofa w Teatrze Rozrywki"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*