Piramidalna głupota inwestycyjna

Podróże kształcą. Możliwość poznawania i odkrywania świata była od niepamiętnych czasów najlepszym sposobem zdobywania wiedzy o życiu innych ludzi. Dzięki niedawnej wyprawie do Chorwacji uświadomiłem sobie po raz kolejny, że budowa lokalnej piramidy Cheopsa, zwanej też często – dla niepoznaki – halą widowiskowo-sportową GLIWICE, jest zgoła absurdalna.

We wrześniu znalazłem się w Puli, najstarszym i zarazem największym mieście na półwyspie Istria. Ma ono długą i powikłaną historię. Powstało ponad 2 tysiące lat temu. Na przestrzeni dziejów należało do Cesarstwa Rzymskiego, Bizancjum, Republiki Weneckiej, monarchii austro-węgierskiej, Włoch, a od 1947 roku – do Jugosławii. Przed 25 laty stało się zaś miastem niepodległej Chorwacji. Boleśnie doświadczona przez los Pula miała dotąd różnych władców i zarządców, którzy ustanawiali w niej swoje porządki.

beznazwy3

Żaden z nich nie zdecydował się jednak na trwałe zburzenie najcenniejszego zabytku Puli, stanowiącego równocześnie największą atrakcję turystyczną miasta. Wzniesiony z inicjatywy rzymskiego cesarza Oktawiana Augusta, żyjącego w latach 63 p.n.e. – 14 n.e., potężny amfiteatr o lekko eliptycznym kształcie i rozmiarach 132 x 105 x 32 m zachował się w niezłym stanie technicznym do dnia dzisiejszego.

pula-antyczny-amfiteatr-2

Antyczna budowla nasuwająca skojarzenia ze słynnym Colosseum rzymskim była w starożytności areną walk gladiatorów, a w późniejszym okresie – miejscem widowiskowych turniejów rycerskich. Historycy ustalili, że obiekt mógł w odległej przeszłości pomieścić maksymalnie 23 tysiące widzów.

Atrakcje w nadmorskim kurorcie

Prawie 60-tysięczna Pula usytuowana nad brzegiem Adriatyku cieszy się sporą popularnością wśród turystów z całego świata. Pojawiają się oni na półwyspie Istria nie tylko z przemożnej chęci obejrzenia starożytnego amfiteatru, ale również z powodu obecności w mieście innych unikalnych zabytków światowych, w tym zwłaszcza sławnego Łuku Sergiusza, wieńczącego Złotą Bramę (łuk triumfalny z czasów Cesarstwa Rzymskiego).

luk-sergiusza-zlota-brama-w-puli

ŁUK SERGIUSZA – Złota Brama w Puli

Liczni przybysze z Europy i Azji chcą też usiąść na krześle obok wyrzeźbionej postaci Jamesa Joyce’a (1882-1941), znanego pisarza irlandzkiego, autora „Ulissesa”, który przebywał w Puli w latach 1904-1905. Oryginalna rzeźba Joyce’a w charakterystycznym kapeluszu z szerokim rondem znajduje się tuż przed wejściem do popularnej kawiarni „Uliks” (Ulisses po chorwacku), co jeszcze bardziej uatrakcyjnia całą sprawę.

beznazwy2

Położona w śródziemnomorskiej strefie ciepłego klimatu Pula tętni życiem nie tylko w okresie wakacyjnym. Profesjonalni przewodnicy z biur podróży szacują, że przez miasto przewija się rocznie ok. milion obcokrajowców, nie mając bynajmniej na myśli nielegalnych imigrantów z północnej Afryki. Chorwackie władze lokalne Puli znają dobrze atuty swojego miasta – nadmorskiego kurortu z licznymi plażami.

Jeszcze pod koniec XX wieku podjęto decyzję o przystosowaniu antycznego amfiteatru do współczesnych potrzeb. Uznano, że eliptyczna bryła po przeprowadzeniu w niej niewielkiej w sumie modernizacji może z powodzeniem służyć do celów muzycznych. Gospodarze miasta postanowili organizować w starożytnej budowli koncerty sławnych na świecie artystów prezentujących różne gatunki twórczości muzycznej. Wszyscy zainteresowani wiedzieli doskonale, że takie imprezy zwiększą dodatkowo turystyczną popularność Puli.

Narodziło się jednak pytanie: czy obiekt ma znów pomieścić 23 tysiące widzów, jak w czasach antycznych? Miejscowe władze lokalne po zasięgnięciu opinii fachowców i przeprowadzeniu rozmów z przedstawicielami chorwackich sfer rządowych doszły do przekonania, że starożytna gigantomania nie powinna być już wzorcem do naśladownictwa w obecnych realiach.

Eksperci zaproponowali utworzenie miejsc dla widzów tylko po jednej stronie eliptycznej areny, a budowę wewnętrznej estrady – po drugiej. Zalecenie to zostało w pełni zrealizowane, co w efekcie doprowadziło do powstania ok. 5 tysięcy współczesnych miejsc siedzących w całym obiekcie. Tylu właśnie słuchaczy zgromadziły tam w ostatnich latach – w przypadkach stuprocentowej frekwencji – koncerty popularnych wykonawców, z których warto choćby wymienić Pavarottiego, Carrerasa, Erosa Ramazottiego, Eltona Johna czy Stinga.

Czy Krystian Tomala może zastąpić Jamesa Joyce’a?

Rozwiązanie przyjęte w Puli daje sporo do myślenia, a wnioski z porównania chorwackiego miasta z Gliwicami nasuwają się same. Nadkłodnicka piramida Cheopsa to nic innego, jak przejaw inwestycyjnej gigantomanii, od której odwracają się już decydenci w cywilizowanych zakątkach świata.

W gliwickiej hali ma się znaleźć 15 tysięcy miejsc siedzących dla widzów, co jest oczywistym nonsensem biznesowym. Dlaczego? To proste. W naszym mieście nie będzie przecież równocześnie nigdy tylu mieszkańców i przyjezdnych turystów razem wziętych, co w atrakcyjnym kurorcie adriatyckim na półwyspie Istria. Tam uznano, iż 5 tysięcy miejsc w amfiteatrze wystarczy w zupełności do zaspokojenia estradowych wymagań, a tu lokalny prezydent uparł się, jak szczerbaty na sucharek, że Gliwicom potrzeba do szczęścia trzy razy więcej.

Efekt można łatwo przewidzieć – monstrualna hala widowiskowo-sportowa w rejonie ulic Akademickiej i Kujawskiej będzie świeciła pustkami przez większą część roku. Szykują się piramidalne porażki frekwencyjne w trakcie imprez w gliwickiej piramidzie Cheopsa. Niezwykle kosztowny obiekt będzie przynosił poważne straty finansowe dla budżetu miasta.

A może zdarzy się cud nad Kłodnicą i nagle do Gliwic zaczną przyjeżdżać liczni turyści  z Europy, Azji i Ameryki, zwabieni nową i niezwykła atrakcją miasta, porównywalną jedynie z chorwackim krzesłem Jamesa Joyce’a z Puli? Może ci turyści będą przy okazji wpadać do nowej hali na organizowane w niej imprezy? Kto wie? Nie można przecież wykluczyć takiej ewentualności.

Wydaje mi się, że jest pewna szansa utworzenia w mieście unikalnego przybytku, który zachęci ludzi z różnych stron świata do masowego odwiedzania Gliwic. Miałem proroczy sen w tej sprawie. Przyśniła mi się efektowna ławeczka w bezpośrednim sąsiedztwie fontanny przy ul. Akademickiej. Na tej ławeczce w studenckiej dzielnicy miasta siedział – jak żywy – wyrzeźbiony w granicie Krystian Tomala, wiceprezydent odpowiedzialny za sferę kultury.

Mój sen był bardzo realistyczny. Każdy z zainteresowanych turystów mógł usiąść obok rzeźby i przytulić się do lokalnego dygnitarza polewanego wodą z fontanny. Czy mara senna może się ziścić?  Myślę, że tak. Do Jamesa Joyce’a brakuje, co prawda, jeszcze dużo Krystianowi T., ale zadatki na charyzmatycznego twórcę literackiego już ma. By się o tym przekonać, trzeba tylko przeczytać jakiekolwiek pismo z UM, opatrzone jego osobistym podpisem. To niepowtarzalny styl kancelaryjno-urzędowy…

Tekst i zdjęcia – Zbigniew Lubowski

1 Comment on "Piramidalna głupota inwestycyjna"

  1. Gdyby Frankiewicz rzadzil Rzymem, zburzylby Colosseum, tak jak zlikwidowal gliwickie tramwaje i wiele zabytkow tego miasta. I to wcale nie jest zart. Zburzyl by na pewno Coloseum, zeby wybodowac tam droge.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*