Pismo do Wojewody Śląskiego w związku z odpowiedzią Wydziału Nadzoru Prawnego

W odpowiedzi na pismo z 20 lutego 2014 roku (http://info-poster.eu/wojewoda-sie-uchyla/), które w sposób oczywisty stanowi próbę uniknięcia konieczności zajęcia się sprawami przedstawionymi przeze mnie w pismie z 14 lutego (http://info-poster.eu/pismo-do-wydzialu-nadzoru-prawnego-naruszenia-prawa-w-spolkach-grupy-pruim/) i stanowi dowód kolejnego już "niedostrzeżenia" bodajże po raz czwarty wskazanego przeze mnie złamania przez Henryka Małysza ustawy antykorupcyjnej, skierowałem do wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka następujące pismo, przekzane również do wiadomości Wydziału Nadzoru Prawnego:

Szanowny Panie Wojewodo!

Zgodnie z zasadą domniemania dobrej woli, za przejaw tejże uznałem deklaracje Pana i podległych mu pracowników o chęci rozpatrzenia wszystkich zarzutów, formułowanych przeze mnie pod adresem prezydenta Gliwic, jego zastępców i częściowo innych osób, odpowiedzialnych za łamanie prawa w zakresie nadzoru właścicielskiego Gminy Gliwice nad spółkami prawa handlowego z jej udziałem. W myśl naszego porozumienia przekazywałem (i przekazuję, gdyż proces trwa nadal) wszelkie materiały zebrane przeze mnie w toku trwających prawie 1,5 roku ustaleń. Od czasu naszej rozmowy (15 stycznia) minął już jednak grubo ponad miesiąc i nie podjęto nawet tych najbardziej oczywistych działań, których niepodjęcie – podnoszę to z naciskiem – ma wręcz charakter zaniechania. Zamiast tego otrzymałem datowaną na 20 lutego 2014 roku, bardzo szybką jak na dotychczasowe doświadczenia, odpowiedź Wydziału Nadzoru Prawnego na moje pismo z 14 lutego 2014 roku. Pozwolę sobie ustosunkować się do niej i sformułować pod adresem Pana Wojewody kilka postulatów, będących efektem coraz poważniejszych wątpliwości co do rzeczywistych intencji Pana służb prawnych w związku ze sprawą.

Pozwoli Pan, że w związku z powołaniem się przez Wydział Nadzoru Prawnego na art. 7 Konstytucji RP, ja również powołam się na niego, cytując:

„Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.”

W kontekście tego, że od dłuższego czasu uparcie wskazuję organowi nadzoru przypadki, w których samorząd miasta (organ władzy publicznej) w sposób ewidentny łamie prawo poprzez łamanie ustaw, muszę zwrócić Pana uwagę na fakt, że sam organ nadzoru przestaje działać „na podstawie i w granicach prawa” i otrzymane przeze mnie pismo z 20 lutego jest tego oczywistym potwierdzeniem. Zwrócę tu Pana uwagę na jeden bardzo istotny zapis pochodzący wprawdzie z aktu prawnego niższego rzędu, ale korespondujący z art. 7 Konstytucji RP. Oto bowiem art. 304 §2 kodeksu postępowania karnego nakłada na instytucje państwowe i samorządowe bezpośredni obowiązek:

Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa.

Nie zmienia tego faktu uporczywa, ponowiona w ostatnim piśmie próba „niedostrzeżenia” oczywistych przypadków popełnienia czynów, o których mowa w powyższym zapisie. Do tego doprawdy zastanawiającego „niezrozumienia” przez organ nadzoru oczywistych zapisów ustaw odniosę się w dalszej części pisma.

 

Pozwolę sobie teraz omówić poszczególne opinie wyrażone w piśmie z 20 lutego 2014 roku, gdyż z żalem muszę stwierdzić, że większość z nich albo świadczy o błędnych przesłankach, na których się opierają, albo wręcz stwierdza stan niezgodny z prawdą. Nie sugeruję rzecz jasna, że ma to znamiona działania z premedytacją, choć jak wspomniałem wcześniej, dziwi konsekwentne i ponawiane w kolejnych pismach NIEUSTOSUNKOWANIE się przez Wydział Nadzoru Prawnego do jednego z podstawowych, od ponad roku stawianych przeze mnie zarzutów. Takie ustosunkowanie się rodziłoby oczywiste prawne implikacje.

1. W piśmie z 20 lutego organ nadzoru stwierdził:

Ponadto wojewoda, jako organ nadzoru, posiada ściśle określone uprawnienia wynikające ze sprawowanego nadzoru nad jednostkami samorządu terytorialnego, opisane w przepisach rozdziału 10 ustawy o samorządzie gminnym. Z art. 87 tej ustawy wynika, że organ nadzoru może wkraczać w działalność gminną tylko w przypadkach określonych ustawami, natomiast art. 2 ust. 1 wyżej wymienionej ustawy stanowi, że „gmina wykonuje zadania publiczne w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność”.

Zacząć należy od tego, że „uprawnienia” na które powołuje się organ nadzoru w powyższym stwierdzeniu, to inaczej kompetencje organu nadzorującego, chociażby w rozumieniu komentarza do ustawy o samorządzie gminnym P. Chmielnickiego, wyd. 4 Warszawa 2010. Cytując za autorem komentarza, który wypowiada się na temat zakresu przedmiotowego nadzoru:

Zakres nadzoru można określić jako szeroko wyznaczone spektrum pewnych zagadnień, pozostających stale i obligatoryjnie w obszarze zainteresowania organów nadzoru.

Komentujący w sposób jasny wyjaśnia problemy związane z zastosowaniem środków nadzorczych (tożsamych z „wkraczaniem w działalność gminną”, czyli terminem użytym w piśmie z 20 lutego). Bardzo ważna jest kończąca konstatacja P. Chmielnickiego, którą jako niezwykle istotną dla naszej sprawy przytoczę obszernie:

Dopuszczalny zakres ingerencji przeważnie rozciąga się tylko na wybrane aspekty działalności gminnej. Także możliwości zastosowania niektórych kompetencji o charakterze informacyjno-doradczym są ograniczone do wybranych spraw związanych z działalnością gminną. Dlatego, jeżeli mowa jest o zakresie nadzoru, nie można tego pojęcia utożsamiać z granicami zastosowania jakiegoś konkretnego środka nadzorczego.

W kontekście zacytowanego sformułowania użytego w piśmie Wydziału Nadzoru Prawnego przytoczone opinie komentującego mają szczególne znaczenie. Nie ograniczają bowiem literalnie zakresu nadzoru sprawowanego przez organ nadzoru do spraw, w których posiada możliwość ingerencji w rozumieniu sięgnięcia po środki, określone w ustawie o samorządzie gminnym. Za szerokim pojmowaniem zakresu nadzoru opisanego w rozdziale 10 ustawy o samorządzie gminnym przemawia również zawarte w dalszej części komentarza P. Chmielnickiego zdefiniowanie pojęcia „działalność gminna”:

Nadzór jest sprawowany nad działalnością gminną, co oznacza, że obejmuje wszystkie aspekty funkcjonowania gminnego samorządu terytorialnego, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej. Przepisy obowiązujące powszechnie w krajowym porządku prawnym nie dają podstaw do przyjęcia, iż nadzorem nie jest objęta cała działalność jednostek samorządu terytorialnego, w tym działalność gminna.

Nie ma tu potrzeby dalszego cytowania, ale kolejne fragmenty i powołanie się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, rozwiewają wszelkie wątpliwości w tym względzie, jakie formy działalności gminy są objęte nadzorem wojewody.

 

2. Całkowicie niezrozumiałe, także w kontekście rozważań ujętych w punkcie 1, jest kolejne wyrażenie zawarte w piśmie z 20 lutego 2014 roku:

Należy zauważyć, iż zgodnie z brzmieniem art. 7 Konstytucji RP organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Oznacza to, iż podczas gdy jednostka posiada swobodę działania zgodnie z zasadą, że co nie jest wyraźnie zabronione przez prawo, jest dozwolone, to organy władzy publicznej mogą działać tylko w tych przypadkach i w takim zakresie, w których upoważnia je do tego prawo.

Nie wdając się w dyskusję na temat zaproponowanej wykładni art. 7 Konstytucji RP (który zresztą wcześniej przytoczyłem), raz jeszcze z całą mocą podkreślę, iż:

  • moje zarzuty dotyczą sytuacji, w której organy władzy publicznej NIE DZIAŁAJĄ na podstawie i w granicach prawa,

  • wskazywane przeze mnie (także w piśmie z 14 lutego, na które pismo WNP z 20 lutego jest odpowiedzią) przypadki łamania prawa dotyczą w całej rozciągłości spraw związanych z nadzorem właścicielskim wykonywanym przez Gminę Gliwice nad spółkami prawa handlowego z jej udziałem, a zatem z całą pewnością mieszczą się w zakresie pojęcia „działalność gminna” zdefiniowanego w cytowanym już komentarzu,

  • jest rzeczą niedopuszczalną, aby w związku z powyższym organ nadzoru będąc przeze mnie skutecznie poinformowany o ewidentnym łamaniu prawa, pozostał bierny i nie przedsięwziął żadnych kroków, zasłaniając się rzekomym brakiem kompetencji.

 

3. W dalszej części pisma z 20 lutego 2014 roku organ nadzoru stwierdził:

(…) w kompetencjach organu nadzoru nie mieści się badanie treści statutów spółek prawa handlowego, jak również badanie sposobu powoływania zarządu spółki prawa handlowego oraz sprawdzanie uprawnień członków rady nadzorczej. Kwestie powyższe dotyczące gliwickich spółek komunalnych, w zakresie zadań przypisanych przez obowiązujące prawo, bada i ocenia Sąd Rejonowy w Gliwicach X Wydział Gospodarczy KRS.

W żadnym z moich kolejnych pism nie żądałem od organu nadzoru wykonywania jakiejkolwiek z czynności, które w powyższej wypowiedzi wskazał on jako znajdujące się poza zakresem jego kompetencji. W kolejnych wystąpieniach wskazałem mu jedynie KONKRETNE, RZECZYWISTE PRZYPADKI ZŁAMANIA PRAWA. Jednocześnie podkreślę, że przypadki te dotyczą złamania ustawy o gospodarce komunalnej i narzuconych nią ograniczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej przez gminy za pośrednictwem spółek prawa handlowego z ich udziałem. Zarówno błędne zapisu statutów spółek, jak i sposób powoływania zarządu w spółkach-córkach spółki ze 100% udziałem Gminy Gliwice i fakt powołania do rady nadzorczej spółki–córki osób bez wymaganego ustawowo egzaminu, stanowią rażący przykład złamania prawa w obszarze nadzoru właścicielskiego sprawowanego przez Gminę Gliwice nad spółkami z jej udziałem. W pełni zatem i z całą rozciągłością wchodzą w zakres pojęciowy „działalności gminnej”, która to stanowi przedmiot nadzoru wojewody.

Pisemne stwierdzenie przez organ nadzoru, że wskazane przez obywatela ewidentne przykłady złamania ustawy o gospodarce komunalnej w spółkach z udziałem gminy nie mieszczą się w jego kompetencjach jest na tyle szokujące, że stanie się przedmiotem mojej skargi na działalność Wydziału Nadzoru Prawnego do Premiera RP.

Sam organ nadzoru dał przykład właściwej reakcji na wskazane przeze mnie złamanie ustawy kominowej w jednej ze spółek-córek spółki ze 100% udziałem Gminy Gliwice, kierując do Sądu Rejonowego w Gliwicach zawiadomienie o „nieprawidłowościach” związanych z obsadą rad nadzorczych, a tym samym o możliwości złamania ustawy kominowej. Nie rozumiem zatem, dlaczego w obliczu wskazania przeze mnie dokładnie takiego samego złamania prawa w tej samej spółce (i w efekcie wpisania organu rozwiązanego z mocy prawa do rejestru) organ nadzoru nie dokonał analogicznej czynności i nie zawiadomił w identycznej sytuacji Sądu KRS? Jakimi kryteriami kieruje się zatem organ nadzoru – widzimisię?

Rozumiejąc, że organ nadzoru nie posiada w tych przypadkach możliwości ingerencji, w żaden sposób nie można przyjąć, że będąc poinformowany o złamaniu prawa, jest on zwolniony z przymusu podjęcia działań doprowadzających w efekcie do respektowania podstawowego dla naszych rozważań zapisu art. 7 Konstytucji RP:

„Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.”

W tym miejscu raz jeszcze przypomnę, że art. 85 ustawy o samorządzie gminnym mówi, iż:

Nadzór nad działalnością gminną sprawowany jest na podstawie kryterium zgodności z prawem.

Powtórzę również, że w sposób udokumentowany i niebudzący wątpliwości wskazałem sytuacje, w których organ władzy publicznej nie działa na podstawie i w granicach prawa i wskażę ponownie, że zarzut ten dotyczy zdecydowanie zakresu nadzoru sprawowanego przez wojewodę jako część działalności gminnej, dotycząca w dodatku kwestii regulacji prawnych i nadzoru właścicielskiego.

 

4. Doprawdy szokująco wybrzmiały kolejne słowa zawarte w piśmie organu nadzoru z 20 lutego 2014 roku:

Jednocześnie informuję, iż organ nadzoru wciąż bada istotne dla sprawy dokumenty dotyczące możliwości naruszenia przez Pana Henryka Małysza ustawy z dnia 3 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi.

Nie wiem co „bada organ nadzoru”, ale z całą pewnością udowodnił w tym miejscu całkowitą nieznajomość zagadnienia, którym rzekomo się zajmuje, co z kolei każe wątpić w jego rzetelność i w sposób jednoznaczny podważa jakiekolwiek zaufanie co do zapewnień o bezstronnym, kompetentnym i zgodnym z prawem załatwieniu sprawy. Informuję zatem niniejszym „badający sprawę organ nadzoru”, że może zakończyć „badania” i zająć się tym razem rzeczywistymi, rzetelnymi i niedyskredytującymi go czynnościami, których dostatecznie dużo ma do wykonania w kontekście moich kolejnych pism. Oto bowiem złamanie przez Henryka Małysza ustawy kominowej zostało jednoznacznie i bezdyskusyjnie potwierdzone kolejnymi Postanowieniami Sądu KRS, które to Postanowienia przekazałem w komplecie organowi nadzoru. Użycie w tym kontekście przez organ nadzoru sformułowania, iż bada „możliwość naruszenia przez Pana Henryka Małysza ustawy”, ma już posmak skandalu i całkowitego ignorowania rzeczywiście mającej znaczenie dla sprawy dokumentacji. Również ta sprawa będzie przedmiotem skargi do Premiera RP na czynności nadzoru prawnego wojewody śląskiego.

 

5. W kontekście sytuacji opisanej w punkcie 4 nie może niestety dziwić całkowicie błędne tym razem sformułowanie, kończące pismo organu nadzoru z 20 lutego 2014 roku:

Zauważyć również należy, iż spółka Eurovia Polska SA tak jak spółka Silesia Asfalty SA (błąd organu nadzoru – to spółka z o.o.) nie są spółkami wymienionymi w art. 1 ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi, większość kapitału zakładowego stanowi kapitał prywatny, stąd organ nadzoru nie ma żadnych możliwości prawnych reagowania na naruszenia zaistniałe w tych spółkach.

Organ nadzoru po raz kolejny stwarza wrażenie iż nie rozumie moich sformułowań zawartych w kolejnych pismach. Piszę „po raz kolejny”, bowiem sprawa ta była już nawet przedmiotem skargi do wojewody śląskiego na czynności organu nadzoru. Tym razem znajdzie się również w skardze do Premiera RP, ze względu na całkowitą nieskuteczność skargi do wojewody i utrzymujący się brak kompetencji, albo złą wolę organu nadzoru.

Zacznę jednak od zacytowania odpowiedniego fragmentu mojego pisma z 14 lutego z nadzieją, że w zestawieniu z całkowicie nieadekwatną przytoczoną reakcją organu nadzoru, okaże się łatwiejszy do zinterpretowania:

Prezes PRUiM Henryk Małysz zasiadając w radach nadzorczych PRUiM-MOSTY Sp. z o.o., PRUiM-BET Sp. z o.o. i Silesia Asfalty Sp. z o.o. złamał ustawę antykorupcyjną, co nie zostało dostrzeżone (mimo wielokrotnego podnoszenia sprawy w kolejnych pismach) przez Wydział Nadzoru Właścicielskiego ŚUW. Zgodnie z ustawą antykorupcyjną prezes Małysz powinien zostać natychmiast usunięty ze stanowiska. Tymczasem nadal je zajmuje, a w stosunku do niego nie wyciągnięto żadnych, nawet dyscyplinarnych sankcji. Samo to stanowi oczywiste złamanie ustawy antykorupcyjnej.

Nic tu nie wymaga już dodatkowego wyjaśniania i zastanawiające jest, dlaczego jednak muszę to robić w przypadku organu nadzoru, który w takich kwestiach powinien jednoznacznie rozstrzygać wszelkie wątpliwości. Zacytowany zarzut wymieniłem na pierwszym miejscu, gdyż ewidentnie – jeśli chodzi o spółki grupy PRUiM – jest zarzutem podstawowym. Lektura pisma z 20 lutego wskazuje zaś na to, że albo został całkowicie pominięty (!) albo też wyjaśnienia dotyczące statusu prawnego spółki Silesia Asfalty Sp. z o.o. miały być, zdaniem organu nadzoru, wystarczające dla wytłumaczenia, dlaczego ewidentnym złamaniem ustawy antykorupcyjnej, skutkującym równie ewidentnym złamaniem tejże przez Zygmunta Frankiewicza, organ nadzoru w ogóle się nie zajmuje.

Na wstępie należy podkreślić, że nie wymagałem od organu nadzoru zajęcia się jakimikolwiek „naruszeniami zaistniałymi w tych spółkach” (chodzi tu rzecz jasna o Silesia Asfalty Sp. z o.o.). Wszystkie związane z tą spółką przypadki złamania prawa dotyczą obszaru zagadnień znajdujących się poza przedmiotem jej działalności i dotyczą jej tylko pośrednio. Henryk Małysz podlega regulacjom ustawy antykorupcyjnej nie jako członek rady nadzorczej Silesia Asfalty Sp. z o.o. ale jako prezes PRUiM SA, a zatem spółki ze 100% udziałem Gminy Gliwice. Aby ułatwić organowi nadzoru orientację w problematyce, która od miesięcy pozostaje przezeń „niezrozumiana”, dodam tylko, że również „badanym” wciąż przez organ przypadkiem złamania ustawy kominowej organ nadzoru zajmuje się tylko dlatego, że Henryk Małysz podlega regulacjom ustawy kominowej jako prezes PRUiM SA. Dokładnie tak samo, jak regulacjom ustawy antykorupcyjnej. W tym kontekście spółka Silesia Asfalty Sp. z o.o. jest tą trzecią, a zatem o jedną za dużo, zgodnie z ustawą antykorupcyjną. Przypomnę, że już od grudnia 2012 roku próbuję Panu Wojewodzie i organowi nadzoru zwrócić uwagę na oczywisty, potwierdzony fakt, że zasiadając w radach nadzorczych 3 spółek Henryk Małysz złamał ustawę antykorupcyjną i w myśl tejże powinien zostać usunięty ze stanowiska. Pozostaje na nim nadal, a zatem ustawę antykorupcyjną łamie w tej chwili prezydent Zygmunt Frankiewicz. Dzieje się tak tylko dlatego, że od grudnia 2012 roku organ nadzoru udaje, że nie potrafi dostrzec (zrozumieć?) mojej argumentacji. Dla ścisłości dodam, że ustawa antykorupcyjna dając objętym nią osobom możliwość zasiadania co najwyżej w 2 radach nadzorczych spółek, nie czyni rozróżnienia na te, w których „większość kapitału zakładowego stanowi kapitał prywatny” i pozostałe. Niestety, to również będzie przedmiotem skargi do Premiera RP.

 

Szanowny Panie Wojewodo! Mam nadzieję, że uważne zapoznanie się z tym co napisałem wyżej, uczyni łatwiej zrozumiałą moją niewiarę w dobrą wolę Pana organu nadzoru. Rażące błędy w interpretacji oczywistych kwestii, przedłużające się „badanie” sprawy dawno rozstrzygniętej przez Sąd KRS, niereagowanie na ewidentne, niekwestionowane przez sam organ nadzoru (!) przypadki łamania prawa, a przede wszystkim uparte, trwające od grudnia 2012 roku „niedostrzeganie” ewidentnego złamania ustawy antykorupcyjnej przez Henryka Małysza nie mieszczą się już niestety w zakresie dopuszczalnych błędów, wynikających chociażby z pośpiechu, czy niedopatrzenia. Wszystko to prowadzi w efekcie do relatywizacji prawa i umożliwia osobom odpowiedzialnym za łamanie prawa uniknięcie odpowiedzialności oraz publiczne obrażanie osób, które otwarcie postawiły im słuszne zarzuty.

Do opisanych wcześniej kwestii należy dodać całkowicie niezrozumiały fakt niezaskarżania przed Sądem Administracyjnym uchwały Rady Miejskiej w Gliwicach Nr IV/91/2007, wskazującej Zygmunta Frankiewicza jako reprezentanta gminy do rady nadzorczej KSSE SA. Kwestia niemożności uczynienia tego przez organ stanowiący gminy jest już dawno rozstrzygnięta zarówno przez sądy jak i fakt, że w pod wieloma względami analogicznej sytuacji wojewoda dolnośląski wydał jedyne zgodne z prawem rozstrzygnięcie. Sprawa sprowadza się do tego, że rada miejska nie może zgodnie ze swoimi kompetencjami zastąpić w tej czynności prezydenta miasta, a zatem uznać należy, że Zygmunt Frankiewicz zasiadając w radzie nadzorczej spółki nie spełnił wymaganego zapisami ustawy antykorupcyjnej warunku bycia wyznaczonym w charakterze reprezentanta gminy.

W związku z faktami przedstawionymi w piśmie, rozumiejąc że mogą wciąż trwać prace nad wyjaśnieniem wszystkich problemów związanych z przedstawionymi przeze mnie okolicznościami i dowodami w sprawie, domagam się jednak załatwienia spraw, które albo są już dawno wyjaśnione, albo ich oczywistość nie wymaga żadnego długotrwałego „badania”. Mam tu na myśli przede wszystkim:

  1. Zaskarżenie Uchwały Rady Miejskiej w Gliwicach Nr IV/91/2007, jako aktu ewidentnie sprzecznego z prawem. Jej nieuchylenie w wymaganym ustawowo terminie stanowi ewidentny błąd organu nadzoru i czynność, której się domagam, ma przede wszystkim znamiona naprawienia tego błędu. Istnieją jednoznaczne regulacje prawne dotyczące wszelkich dokumentów sprzecznych z prawem. Tymczasem zaskakująca – zwłaszcza w kontekście chociażby rozstrzygnięcia wojewody dolnośląskiego – indolencja organu nadzoru w tym względzie trwa już od września 2013 roku.

  2. Skierowanie zawiadomień do Sądu KRS w sprawach wskazanych przeze mnie w piśmie z 14 lutego 2014 roku w przypadkach, w których usunięcie naruszeń prawa znajduje się w gestii tegoż Sądu

  3. Wyegzekwowanie stosowania ustawy antykorupcyjnej w zakresie konieczności zwolnienia Henryka Małysza z zajmowanego stanowiska w związku z bezsprzecznym złamaniem przez niego ustawy antykorupcyjnej. Utrzymywanie się tej sytuacji stanowi ewidentny przejaw przyzwalania przez wojewodę na łamanie prawa, mimo trwających od grudnia 2012 roku prób zwrócenia jego uwagi na ewidentne w tym przypadku nieprawidłowości

  4. Doprowadzenie do sytuacji, w której kolejne pisma wydziału Nadzoru Prawnego będą merytoryczne i wnikliwe a nie pozostawiające wrażenie bylejakości, braku orientacji w zagadnieniu, czy wręcz lekceważenia ich adresata.

Zwracam uwagę Pana Wojewody, że domagam się coraz bardziej zdecydowanie niczego innego, jak tylko usunięcia oczywistych naruszeń prawa i wyciągnięcia odpowiedzialności w stosunku do osób winnych. Wojewoda jest organem nadzoru nad działalnością gmin i gwarantem praworządności we wszystkich jej przejawach. Po trwającym od końca 2012 roku bezskutecznym domaganiu się wywiązania się z obowiązków nałożonych właściwymi przepisami, zmuszony jestem uznać, że z jakichś nieznanych mi powodów, organ nadzoru zwyczajnie nie chce uznać oczywistych, jasno przedstawionych i udokumentowanych zarzutów i przedsięwziąć bardziej zdecydowane próby dochodzenia prawa w kolejnej instancji, jaką jest w tym przypadku Premier RP. Zgodnie z tym co napisałem wcześniej, skarga na działania organu nadzoru ŚUW w związku z moimi ponawianymi informacjami, zostanie skierowana do Kancelarii Premiera jeszcze w tym tygodniu. Niniejsze pismo będzie jednym z załączników.

Na koniec zasygnalizuję jeszcze, że gdyby Wydział Nadzoru Prawnego poważnie potraktował wzajemne zobowiązania do współpracy, nie doszłoby zapewne do wystosowania takiego pisma jak to z 20 lutego 2014 roku, które nie stawia niestety organu nadzoru w pozytywnym świetle.

Ze względu na ewidentną przewlekłość postępowania proszę o natychmiastową reakcję, zwłaszcza w zakresie spraw wymienionych przeze mnie pod koniec niniejszego pisma, jako oczywistych i wymagających natychmiastowej reakcji.

 

Z wyrazami szacunku
Dariusz Jezierski

11 Comments on "Pismo do Wojewody Śląskiego w związku z odpowiedzią Wydziału Nadzoru Prawnego"

  1. Organa niestety (co bywa faktem) potrafią gnić. Pozostaje ich usunięcie. Na pańskim miejscu zainteresowalbym sprawą  Palikota i PiS. Nie za bardzo kochają się z Platformą Obywatelską. Chociaż doniesienie do NIK złozył Gałażewski a w powyższej kwestii zadziałał efekt domina. Uderza to w jego Partię. Dziwny świat polityki. Celem jest likwidacja klik i nieprawości a że przy okazji powymiata się trochę śmiecia publicznego jest bez znaczenia. Trupy i konflikty to norma.Dobra klika to martwa klika.  

    • Radni i posłowie PiS byli pierwszymi osobami poinformowanymi przeze mnie o gliwickich nieprawidłowościach. Nie zrobili nic, a szef gliwickiego PiS Jarosław Wieczorek skutecznie zablokował jakiekolwiek próby reakcji ze strony Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej. O politykach Ruchu Palikota nie ma co wspominać – także byli poinformowani o wszystkim. Albo mają to w głębokim poważaniu, albo… nie są w stanie pojąć istoty zagadnień. Taka jest prawda o stosunku partii do patologii w samorządach. Odnoszę czasem wrażenie, że każdej z nich imponuje system gliwicki i „reformy” widzą co najwyżej w podmienieniu obecnej ekipy.

    • Partie reagują wtedy, gdy mają w tym jakiś interes. Gdyby Frankiewicz nadal należał do PO, to podejrzewam, że PiS szybko zainteresowałby się sprawą i nagłośnił ją w całej Polsce. Taką sytuację mieliśmy w przypadku niedawnej prywatyzacji szpitala w Mysłowicach, w którą zaangażowany był radny Gornig z PO. Posłowie PIS-u szybko podjęli wtedy temat i zaczęli dopytywać o sprawę nawet w Sejmie. Walka z bezpartyjnym prezydentem Gliwic, który wciąż cieszy się stosunkowo wysokim poparciem (67% głosów w drugiej turze w 2010), nie byłaby już taka opłacalna, a nawet mogłaby zaszkodzić PiS-owi.

      Doniesienie do NIK posła Gałażewskiego nie dziwi, biorąc pod uwagę okoliczności. Gdyby NIK (z pomocą prokuratury) doprowadził do odwołania Frankiewicza, Premier musiałby na jego miejsce wskazać tymczasowego komisarza. Zostałby nim ktoś z PO, najprawdopodobniej poseł Budka. Po usunięciu Frankiewicza, miałby on największe szanse na wygraną w wyborach.

      W interesie PO nie jest natomiast skandal związany z biernością Wojewody i organów nadzoru. Wojewoda (a później Premier, po złożeniu skargi na Wojewodę) będą próbowali zbyć Pana Jezierskiego zapewnieniami, że sprawa jest w toku, trwają "badania" i "analizy" stanu prawnego itd. Wszystko z nadzieją, że upierdliwy Pan Jezierski w końcu odpuści i przestanie zawracać głowę.

  2. Panie redaktorze obawiam się, że prawdopodobnie doszło do porozumienia pomiędzy PO a Frankiewiczem albo zadziałała ochrona z strony Buzka i Kaźmierczaka ewentualnie jakieś inne kontakty. Jeżeli nic nie wyjdzie pozostają panu dwa wyjścia Haga lub strajk głodowy. Tyle, że obawiam się, że w tym drugim przypadku nie pozwolą panu nawet wejść do budynku.

  3. Mirella Czajkowska-Turek | 25 lutego 2014 at 10:00 am | Odpowiedz

    Trafiła kosa na kamień:) i chyba nikt nie ma wątpliwości jaki jest podział ról w tej sytuacji. Trzyosobowy zespół prawników UW pod dowództwem zastępcy Wydziału Nadzoru Prawnego TROI się wręcz, żeby odwrócić kota ogonem. Szacunek i podziw dla Pana Redaktora Jezierskiego! Oczywiście wnioski z poprzedniego komentarza nasuwają się takie same, ale to nie znaczy, że można poddać się. Być może należy przypomnieć o koneksjach żony Wojewody w Gliwicach?

    • Nie omieszkałam wspomnieć o tym w swich mailach do CBA, CBŚ, Kancelarii Premiera itp, ale jakoś nie poraziła ich ta informacja! Jedyną droga to wzbudzić zainteresowanie mediów. Głodówka,demonstracje itd….ale trzeba się skonsolidować!

  4. Sprawa przekroczenia uprawnień przez radę miejską jest oczywista i jednoznaczna – we wszystkich innych rozstrzygnięciach nadzorczych podnoszone są następujące merytoryczne argumenty:

    Zgodnie z art. 169 Konstytucji RP jednostki samorządu terytorialnego wykonują swoje zadania za pośrednictwem organów stanowiących i wykonawczych. Uszczegółowieniem zasady wyrażonej w Konstytucji RP jest przepis art. 15 ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym, z którego wynika, że rada gminy jest organem stanowiącym i kontrolnym oraz przepis art. 26 ust. 1 cyt. ustawy, który stanowi, że organem wykonawczym jest wójt.

    Rozdzielenie funkcji organu stanowiącego i wykonawczego oznacza brak upoważnienia do wkraczania w każdą z tych sfer bez wyraźnego upoważnienia ustawowego. Organ wykonawczy, niezależnie od uprawnień ustawowych rady, posiada sprecyzowany ustawowo i statutowo zakres kompetencji, w które organ stanowiący nie może wkraczać. Wynikające z art. 18 ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym domniemanie właściwości rady gminy we wszystkich sprawach pozostających w zakresie działania gminy, odnosi się do działań związanych ze stanowieniem prawa i kontrolą, natomiast nie obejmuje działań należących do sfery wykonawczej, gdyż byłoby to naruszenie konstytucyjnej zasady podziału organów gminy na stanowiące i wykonawcze. Uwzględniając poczynione uwagi w odniesieniu do art. 18 ust. 1 w/w ustawy, należy wskazać, iż wyrażona w tym przepisie zasada domniemania kompetencji rady gminy w sprawach pozostających w zakresie działania gminy, nie dotyczy sytuacji, w której przepis prawa przyznaje kompetencję w sprawie innemu organowi.

    Zgodnie bowiem z art. 30 ust. 2 pkt 3 ustawy o samorządzie gminnym organem właściwym do gospodarowania mieniem komunalnym jest wójt/burmistrz/prezydent i to on w myśl art. 46 cytowanej ustawy składa jednoosobowo oświadczenie woli w imieniu gminy w zakresie zarządu mieniem albo działający na podstawie jego upoważnienia zastępca wójta/burmistrza/prezydenta.

    Można się dziwić, DLACZEGO nikt wcześniej w Gliwicach nie zauważył, bądź nie chciał zauważyć tego problemu. Reasumując, sprawa przekroczenia uprawnień przez radę miejską jest oczywista i bezdyskusyjna. Dlaczego zatem tak się dzieje w gliwickim przypadku, a wojewoda powołujący się na zapisy ustaw wyznaczjących jego kompetencje oraz na Konstytucję RP (w tym zasadę legalizmu) nie odniósł się do powyższych stwierdzeń? To trzeba rzetelnie wyjaśnić.

    1. sprawa dotyczy uchwał rady miejskiej z 2007 roku, a więc dzisiejsze przyznanie się do błędu byłoby jednocześnie potwierdzeniem nie tylko wcześniejszej omyłki i ewidentnego niedopatrzenia, ale również prawie 7 letniego okresu niezauważania tego błędu, a to już może wydawać bardzo negatywne świadectwo o kompetencjach podległych urzędników służby cywilnej z WNP, którzy de facto wykonują za wojewodę pracę, pobierając przy tym wysokie wynagrodzenie. To mogłoby świadczyć o niebywałej kompromitacji na skalę całego kraju.

    2. uchwały rady miejskiej w 2007 roku były podjęte jednogłośnie, nikt z radnych nie zgłaszał zastrzeżeń, radca prawny UM je pozytywnie zaopiniował, tak więc przyznanie się dziś do błędu dodatkowo potwierdzałoby totalną kompromitację wszystkich radnych, a także władz Gliwic, które doprowadziły do takiej sytuacji i przez 7 lat udawały, że problem nie istnieje. Prawdopodobnie jest to jedyny przypadek w całym kraju, aby niezgodna z prawem uchwała rady miejskiej przez tak długi okres czasu funkcjonowała w obrocie. 

    3. uchwała rady miejskiej w sprawie zgłoszenia kandydata gminy do RN KSSE S.A. w charakterze reprezentanta, stała się podstawą do podjęcia stosownej uchwały o powołaniu do rady nadzorczej, a następnie na jej podstawie został dokonany wpis do KRS. Również w tym przypadku nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, a organy spółki (tj. KSSE S.A.) akceptowały ten fakt, podobnie uczynił Sąd rejestrowy. Ta uchwała w ich ocenie stanowi zatem dokument potwierdzający spełnianie warunku o zgłoszeniu, wynikającego z ustawy antykorupcyjnej i dopóki ma ona moc obowiązującą można powiedzieć, że skoro Sąd rejestrowy dokonał wpisu – to tym samym potwierdził, że wszystko jest zgodne z prawem.

    4. w ostatnim okresie prezydent miasta zmienił zdanie (również ten sam radca prawny, który legitymozował wcześniejsze uchwały rady miejskiej) i w wydanym 5 grudnia 2013r. roku zarządzeniu potwierdził, że to organ wykonawczy gminy jest upoważniony do zgłaszania reprezentantów gminy do organów spółek, powołując się przy tym na przepisy ustawy antykorupcyjnej. To będzie wykorzystywane w trakcie kontoroli NIK jako podjęcie stosownych działań naprawczych ze strony władz miasta. Brak stosownej reakacji ze strony organu nadzoru w sprawie niezgodnej z prawem uchwały rady miejskiej jest zatem bardzo pożądanym rozwiązaniem dla określonej grupy osób i trzeba wielkiego wysiłku intelektualnego, aby tego nie dostrzegać. Przyznanie się dziś do błędu pociągnęłoby za sobą konieczność podjęcia kolejnych działań i powiadomienia stosownych instytucji.

    W tym zakresie przedstawione w piśmie do wojewody zastrzeżenia mają swoje uzasadnienie, natomiast użyte sformułowania w kontekście oczekiwań, że wojewoda będzie występował z wnioskiem o wyciągnięcie konsekwencji wobec prezesa PRUiM nie są prawidłowe, gdyż organem upoważnionym do powoływania/odwoływania prezesa zarządu z pełnionej funkcji jest wyłącznie rada nadzorcza spółki, a wojewoda nie ma prawa podejmować w tym zakresie żadnych działań. Natomiast czynności, które ewidentnie organ nadzoru winien był podjąć jako wypełnianie ustawowych obowiązków tj. wyjaśnienie sprawy uchwały RM zostały całkowicie pominięte milczeniem w piśmie z 20.02. 2014r. a cała uwaga została skutecznie odwrócona od rzeczy istotnych i skierowana na zupełnie inną płaszczyznę. 

    Trudno jest doprawdy uwierzyć, że w Gliwicach nie ma więcej kompetentnych i myślących osób, które potrafią analizowany problem właściwie zrozumieć, prawidłowo zinterpretować i rzetelnie wyjaśnić Czytelnikom.

     

    • Cóż, ta analiza nie pozostawia wielu wątpliwości. Zadziwiające jest to, że „kompetentne i myslące osoby” całkowicie dystansują się od kwestii praworządności, którą gremialnie podniosą na swoje sztandary w kampanii wyborczej. A dlaczego? Bo „myślą”, że nie można realnie walczyć z obecnym układem i mają nadzieję, że ich „kompetencje” zostaną docenione przez tenże, w wypadku przejęcia władzy na kolejne lata. I to jest NAGA, NIEUCZESANA PRAWDA, którą w końcu trzeba zacząć powtarzać. No właśnie – komu?

      • Słowa Pana Darka są szczere do bólu, smutne, a zarazem porażające. Prawda, uczciwość, praworządność to nie są wartości cenione w dzisiejszym świecie, a w tzw. debacie publicznej nie mają znaczenia. Dominuje fałsz, cynizm, cwaniactwo, wyrachowanie, obłuda, buta i pogarda dla społeczeństwa, a osoby które postępują według tych zasad są następnie gloryfikowane i wynoszone do najwyższych zaszczytów – to jest "elita społeczeństwa", namaszczona mądrością i kompetencjami. Dopełnieniem tych stwierdzeń jest także reakcja niektórych czytelników, którym z taką łatwością przychodzi krytyka Pana Darka, że się daje rolować jak dziecko, ale Ci ludzie nie potrafią włączyć się do merytorycznej dyskusji na argumenty, nie wnoszą nic z siebie. Potrafią za to narzekać, upatrywać winę u innych i najlepiej czekać, jak ktoś inny za nich zrobi porządek. To jest symtomatyczne, że tak się niestety zachowuje społeczeństwo. Jedna polemiczna uwaga do treści komentarza I-P, otóż Ci ludzie aktywnie współtworzą i wspierają ten wykreowany układ, o czym najwyższa pora się przekonać i zrozumieć. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla ich postawy i zachowań.

  5. Piszący te słowa ma całkowitą rację, przestańcie robić durni ze społeczeństwa i zacznijcie wreszcie merytoryczną dyskusję z ludźmi

Leave a comment

Your email address will not be published.


*