Prasówka – koniec pewnej epoki

DJ ZIBI z nieodłączną asystentką (prywatnie żoną).
Brak komentarzy, bądź pierwszy

Bal Dinozaurów - Gliwice 2017. Jeśli szukacie takiej frazy, to trzeba od razu zaznaczyć: impreza przeszła do historiinapisano w piątkowym (3 lutego 2017 roku) wydaniu portalu internetowego „Gliwice – nasze miasto”. Redakcja portalu związanego od lat z „DZIENNIKIEM ZACHODNIM” przeprowadziła rozmowę z pomysłodawcą imprezy, pasjonatem muzyki i gliwickim dziennikarzem, Zbigniewem Lubowskim, znanym także jako DJ ZIBI.

 

Podobno w tym roku nie będzie znanej od lat karnawałowej imprezy pn. Bal Dinozaurów. Czy to prawda? – zapytaliśmy Zbyszka LUBOWSKIEGO, twórcę i organizatora dorocznych zabaw karnawałowych przy przebojach ze złotej ery rock’n’rolla.
– Rzeczywiście, w 2017 roku nie będzie kolejnego wydania tej cyklicznej imprezy tanecznej, adresowanej do miłośników starego, dobrego rock’n’rolla. Wiele wskazuje na to, że ubiegłoroczna XXX edycja Balu Dinozaurów była po prostu ostatnim wydaniem tej imprezy w naszym mieście.

Skąd taka decyzja? Impreza cieszyła się przecież popularnością od 30 lat i była nieodłącznym elementem karnawału w Gliwicach.

– Od 1987 roku dużo się zmieniło zarówno w całym kraju, jak i w naszym mieście. Pierwsze edycje Balu Dinozaurów w klubie „Sedno”, a potem w Klubie Hutnika przy ul. Jagiellońskiej gromadziły faktycznie tłumy wielbicieli popularnych szlagierów tanecznych sprzed lat. Zdarzały się nawet lata, w których trzeba było organizować kilka imprez w zimowym karnawale, bo zainteresowanie rock’n’rollowymi zabawami w stylu „retro” przekraczało moje najśmielsze przewidywania. Do Gliwic specjalnie przyjeżdżali niejednokrotnie roztańczeni fani muzycznych „dinozaurów” (Presleya, Haleya, Orbisona, Beatles’ów, Niemena, Szczepanika, „Czerwonych Gitar” itp.) z odległych miejscowości, np. z Tarnowa. Duże znaczenie miała też chyba świetna atmosfera, panująca w trakcie imprez organizowanych cyklicznie przez 11 lat w Klubie Hutnika. To fantastyczne zjawisko umarło śmiercią naturalną. Pewnego dnia nadjechał ogromny buldożer i zburzył Klub Hutnika. Do dziś jest tam puste miejsce po budynku.

Ale wówczas Bal Dinozaurów przetrwał. Coroczne imprezy zostały później przeniesione do innych obiektów.

Tak, ale w innych miejscach nie dało się już odtworzyć niepowtarzalnego klimatu imprez z lat dziewięćdziesiątych. Z upływem czasu zaczęła spadać frekwencja, choć nadal nie brakowało miłośników tanecznych harców na parkiecie przy słynnych przebojach z dawnych lat. Ponowny wzrost zainteresowania rock’n’rollowymi zabawami w stylu„retro” nastąpił wówczas, gdy nieodłącznym elementem imprez stał się olbrzymi ekran, na którym można było obejrzeć żywiołowe występy gwiazd – solistów i zespołów – których koncerty zarejestrowano na płytach DVD. Możliwość przyjrzenia się z bliska legendarnym gwiazdom rock’n’rolla (Joe Cocker, Paul Mc Cartney, Tina Turner, Elton John, Rod Stewart itd.) stała się – jak sądzę – cenną atrakcją Balów Dinozaurów. Niektórzy z uczestników tańczyli, a inni patrzyli zafascynowani na wielki ekran, traktując to jak seans w muzycznym kinie „retro”. Muszę jeszcze dodać, że nazwa imprezy (Bal Dinozaurów) została zastrzeżona w Urzędzie Patentowym jako tzw. znak użytkowy.

Skąd pochodziły te wszystkie płyty CD i DVD, które służyły do oprawy imprezy?
Wszystkie płyty, z których korzystałem w trakcie prowadzonych imprez, pochodziły z moich prywatnych zbiorów. Rock’n’roll zawsze był moją życiową pasją. Zgromadziłem dziesiątki tysięcy utworów zarejestrowanych na różnych nośnikach dźwięku, w tym m.in. na płytach winylowych. Nigdy nie ukrywałem, że kocham rock’n’rolla.
Ale trudno mi uwierzyć w związku z tym, że DJ ZIBI zamknął muzyczny rozdział w swoim życiu.

Czasy się zmieniły, nastała inna epoka. Sylwestrowy triumf telewizyjny Zenka Martyniuka, niekwestionowanego króla disco polo, jest najbardziej charakterystycznym objawem tendencji występujących dziś w naszym kraju. Nie ma miejsca na stary dobry rock’n’roll. Ludzie entuzjazmują się dziś utworami, które w warstwie melodycznej nie wychodzą poza schemat trójdźwięku. Nie potrafię zrozumieć, jak można podziwiać piosenki z tekstem w rodzaju: „Mamusiu, mamusiu, chłopcy mnie tu gonią, uciekaj, córeczko, zasłaniaj se dłonią”. Koniec świata – jak powiedziałby niezapomniany dozorca Popiołek z telewizyjnego serialu „Dom”.

Rozmawiała:

Marlena Polok-Kin

(DZIENNIK ZACHODNI)

Podobny tekst został również opublikowany w papierowym wydaniu „DZIENNIKA ZACHODNIEGO” z 3 lutego 2017 roku.

Cóż, przeczytałem ten wywiad i zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście znika coś, co było "od zawsze", a już na pewno od początku mojej dziennikarskiej pracy. Gorzka refleksja – "potęsknimy" sobie wirtualnie i zapomnimy… A Zenek M. wraz z będącą już pastiszem samej siebie Marylą M. zadbają o to, żebyśmy długo nie rozpaczali. I żeby było jasne, nie mam pretensji o gusty słuchaczy. Mają, co lubią. Rynek rządzi sztuką. Można się z tym nie zgadzać, i schodzić w nisze. Sam to robię. Kultura ma to do siebie, że przetrwa wszystko. Nawet największą smutę. A na razie? Takie czasy, panie, tacy ludzie…

Dzięki Zbyszku za te lata!

dj

Be the first to comment on "Prasówka – koniec pewnej epoki"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*