Prasówka – Paszkwil na TVN

5 komentarzy

Znany i popularny krytyk filmowy TOMASZ RACZEK opublikował na swoim profilu FB recenzję filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego.  Tekst został już bardzo nagannie oceniony przez TV Republika. Recenzja Raczka została tam opatrzona dwoma wymownymi przymiotnikami: „propagandowa” oraz „KOD-owska”. Autora tekstu nazwano zaś „propagandzistą upadających autorytetów III RP”, który „na siłę chce zohydzić film SMOLEŃSK”. Warto jednak zapoznać się z opinią cenionego w wielu kręgach publicysty i krytyka filmowego, byłego redaktora naczelnego miesięcznika „Film”.

―――――――――――――――――――――――

Rodziny tych, którzy zginęli w katastrofie samolotowej w Smoleńsku (niezależnie od tego, w którą przyczynę tej katastrofy wierzą – wypadek, czy zamach), od Barbary Nowackiej po Jarosława Kaczyńskiego, powinny czuć się głęboko zranione stopniem artystycznej nieudolności, jaką prezentuje film pt. „Smoleńsk”. Równie boleśnie powinniśmy odczuwać to my wszyscy, zainteresowani losem Polski i tym, jakie ów los znajduje odbicie w kinie.

Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego dopuszczono do premiery dzieło tak chrome, nieudane i nieprofesjonalnie wykonane. Z bólem stwierdzam, że nic tu nie wyszło: ani scenariusz Marcina Wolskiego, Macieja Pawlickiego, Tomasza Łysiaka i Antoniego Krauzego, tonący w chaosie splątanych i nienazwanych z imienia wątków; ani przestraszona nadmiarem niejasności reżyseria Antoniego Krauzego, pozostająca w stanie permanentnego zachłyśnięcia i braku tlenu; ani pośpieszne, niedopracowane aktorstwo, chwilami przypominające scenki znane z telewizyjnego Magazynu Kryminalnego 997, w którym amatorzy odtwarzali przebieg krwawych zbrodni; ani praca kamery; ani niechlujna dokumentacja przebiegu całej historii.

„Smoleńsk” nie jest filmem o tragicznym locie prezydenckiego samolotu na uroczystości w Katyniu. Nie jest też hołdem dla ofiar. Nie jest opowieścią o tych, którzy zmagają się z gwałtownym odejściem najbliższych, ani docu-dramą, opowiadającą nam minuta po minucie, co się wtedy wydarzyło. Czym więc jest?

Przede wszystkim paszkwilem na TVN, który pod zmienioną nazwą TVM odgrywa w filmie tę samą rolę, którą w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy spełniała propagandowa TVP czasów komunizmu. Mamy nawet dość wyraźne nawiązanie fabularne do „Człowieka z marmuru”, bo główną postacią „Smoleńska” okazuje się telewizyjna dziennikarka Nina (wzorowana na postaci Katarzyny Kolendy-Zaleskiej) próbująca zrealizować reportaż na temat prawdziwych okoliczności katastrofy, podobnie jak u Wajdy dziennikarka Agnieszka usiłowała powiedzieć prawdę o losie Mateusza Birkuta.

Nina, tak jak wcześniej Agnieszka, ma jednak oportunistycznego szefa (obsadzony w tej roli Redbad Klynstra okazał się całkowitym nieporozumieniem), który na różne sposoby próbuje sparaliżować jej dążenie do prawdy. Tyle że porównanie grającej Ninę Beaty Fido do młodej Krystyny Jandy jest druzgocące dla tej pierwszej. Fido nie ma niestety ani talentu, ani warsztatu, które by ją uprawniały do zagrania pierwszoplanowej roli w jakimkolwiek filmie. 

Dwie miny, którymi dysponuje (zacięta i głupkowata), nie pozwalają na stworzenie nawet drugoplanowej postaci. Niestety przez większość filmu to ona właśnie bryluje na ekranie. Są sekundy, gdy czyjeś aktorstwo miga w mroku tej artystycznej katastrofy jak promyk nadziei (Ewa Dałkowska jako prezydentowa Maria Kaczyńska, Halina Łabonarska jako matka Niny), ale promyki te gasną natychmiast bo trwają na ekranie zaledwie chwilę. 

Nie należę do tych, którzy sądzą, że wiedzą, co się stało w Smoleńsku i za wszelką cenę upierają się przy swojej wersji wydarzeń. Jestem widzem wręcz idealnym, bo moja niepewność powoduje, że czekam na opowiedzenie tej historii – pokazanie argumentów lub choćby tylko poruszenie wyobraźni. Niestety – „Smoleńsk” nie dostarczył mi ani informacji, ani emocji, bo tandetność narracji sparaliżowała wszelkie odczucia.

Oglądałem film w piątek, pierwszego dnia, gdy pojawił się w kinach. Kupowałem bilet przez internet i nie dowierzałem, gdy na widowni widziałem same niezajęte miejsca. Ostatecznie w sali warszawskiego kina byłem wraz z pięcioma innymi widzami. Nikt z nas głośno nie reagował. Nikt się wzruszył, ani nikt się nie śmiał. W smutnym poczuciu porażki, milcząc opuszczaliśmy kino. Jeśli to prawda, że Jarosław Kaczyński próbował nie dopuścić do premiery „Smoleńska”, to go rozumiem. Na jego miejscu postąpiłbym tak samo.

Tomasz Raczek

5 Comments on "Prasówka – Paszkwil na TVN"

  1. Jak mozna wysmiewac ludzka tragedie, zwlaszcza taka jak smierc. Trzeba byc PO-wko KODS-owym bydlakiem.

  2. Pan Jezierski jakos przestal nagle podawac do sadu Frankiewicza i jego klike. Pewnie dlatego, ze teraz Frankiewicz moglby przegrac.

  3. Dziwna sprawa, bo nawet prawicowi recenzencji nie kryją zażenowania tym "dziełem", a kolejni aktorzy czerwienią ze wstydu. No, ale nie każdy dzięki lizaniu kaczej pipki dostał fuchę przy europarlamentarzyście PiS, czy posadę eksperta w zarządzie TVP.

    Mam nadzieję, że białostocki były imam, Selim Chazbijewicz, też dostanie coś fajnego za to, co poniżej:

    "Oda dla Jarosława Kaczyńskiego – przywódcy narodu, zwycięzcy w wyborach"

     

    Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,

    Ty, który od nowa polską godność wskrzeszasz,

    Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,

    To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

    Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,
     

    Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,
     

    Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,

    Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale

    W kierunku mocarstwa od morza do morza,

    By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk

    A nawet ptaki co krążą w przestworzach,

    Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

    O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,

    Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,

    Który zdobędziesz imperium Lechitów,

    I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

    Niech będzie pamięć Twego brata Lecha

    Na zawsze w kraju świętego Wojciecha

    Łączyć a nie dzielić naród nasz wybrany

Leave a comment

Your email address will not be published.


*