PREMIERA!!! Trzy kobiety o macierzyństwie…

8 komentarzy

Po co przenosić na scenę zupełnie u nas niepopularny i mający ponad 45 lat poemat poetki, która choć uznana za wielką, dla wielu jest wciąż niezrównoważoną samobójczynią? Jak jest ze znajomością jej poezji, prozy, poematu „Trzy kobiety” właśnie? Na drugie pytanie odpowiem najkrócej – gorzej niż kiepsko. Nasza erudycja kończy się często na samym nazwisku, niestety.

No ale wciąż pozostaje to „po co?”. Wypada zatem odpowiedzieć szerzej.

Przede wszystkim, jako reżyser kontynuuję swoje sceniczne poszukiwania w trzech głównych kierunkach – znalezienie właściwej formy dla teatru opartego na słowie, zgłębianie fascynującego fenomenu kobiecości we wszystkich jego przejawach, zbieranie materiału do przybierającej powoli kształty pracy „Proksemika sceny”.

Jak we wszystkich moich ostatnich spektaklach, szykuje się kolejny eksperyment. Zostanie postawiony kolejny krok we wszystkich trzech kierunkach. Aby nie zakończyło się to niebezpiecznym szpagatem, aktorki będą trzy. Trzy urody, trzy wrażliwości, trzy nieprzeciętności, trzy techniki gry i trzy sceniczne zadania i to w podwójnym planie – sensu i filozofii przekazu i formy.

Bardzo aktualny stał się w Polsce temat tego niemłodego już poematu – macierzyństwo, a właściwie podejście do niego, pozbawione hipokryzji, momentami celowo zbrutalizowane, budzące zapewne wśród wielu sprzeciw. I to okazuje się największą zaletą tekstu, na który nie można zostać obojętny. Prowokacja do myślenia to z kolei wartość dodana spektaklu „Trzy kobiety”. Dla mnie jednak jeszcze cenniejsza jest inna – w naszym dążeniu do poetyzacji, uwznioślenia, uteatralnienia wreszcie, zapominamy nagminnie, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości, maszyneriami na wskroś biologicznymi, z biologicznym procesorem, sterującym całym ustrojstwem. A nasz intelekt, wrażliwość, kulturowe nawarstwienia – wszystko to stanowi zbyt często maskę, poza którą sami zdajemy się siebie nie dostrzegać. W dążeniu do wyobrażonych i definiowanych przez dziesiątki tysięcy lat wartości, takich jak piękno, wolność, miłość, negujemy swoją biologię, swoją fizyczność, instynkty i wreszcie biologiczne podstawy istnienia gatunku.

Sylwia Plath pozostawiła nam przejmujące świadectwo zderzenia się tych tendencji z wartością mocno zdewaluowaną w ostatnich latach – macierzyństwem. Przedstawiła rozdzierający nas dualizm in statu nascendi. Gloryfikowane przez wszystkie kultury macierzyństwo, jako źródło obsesji? To musi budzić kontrowersje.

Przejmujący tekst, niekonwencjonalny sposób pracy nad spektaklem, znakomite odtwórczynie ról, waga problemu… Na premierze w Teatrze ŚwiętochłOFFice 15 marca po prostu trzeba być!

3 interesujące, wrażliwe kobiety stanęły przed arcytrudnym zadaniem – poczuć i pokazać bezkompromisowy tekst Sylvii Plath… gallery

Marta Dobrowolska-Rezinkin

Marta Dobrowolska-Rezinkin

 

Agata Śliwa

Anna Maksym

7 Comments on "PREMIERA!!! Trzy kobiety o macierzyństwie…"

  1. Od pewnego czasu mam przyjemność obcowania z pańską wizją teatru. Nie jestem teatrologiem, nie są dla mnie istotne niuanse warsztatowe. Jako ten inżynier widzę czarno-biało – teatr dobry albo teatr zły. To co pan oferuje nam, widzom, to dla mnie creme de la creme teatru. Do dnia premiery "Trzech kobiet" nie wyobrażałem sobie, ze facet-reżyser będzie w stanie uruchomić w aktorkach takie pokłady emocji. Gratulacje dla pana – twórcy tego spektaklu ale i dla aktorek, które jak sądzę bezgranicznie panu zaufały. Efekt był znakomity.

    • Panie Januszu, dziękuję za ciepłe słowa. Jestem zaszczycony taką oceną mojej pracy. Tym bardziej, że widz w teatrze jest jedynym sędzią. Tak naprawdę jest i niech krytycy mi wybaczą 🙂

  2. no proszę: "Trzy kobiety" autorstwa czwartej, trzy aktorki o kobietach na scenie się produkują i kto, jeżeli nie "facet-reżyser, będzie w stanie uruchomić w tych kobietach takie pokłady emocji"? no kto? jakaś reżyserka? w życiu! one same? bez jaj! wszak mają jaj namiastki. a może nie? nie, bo widz-inżynier wie, co lubi w czarno-bieli jego wyimaginowanego świata. i chwali faceta, który "uruchamia lalki". aktorki, jak zwykle w świecie inżynierów, są trzeciorządne. ot, po prostu robią co im facet każe. jak w inżynierskim katolickim domu. i to jest clou. zero refleksji, podziękowania, odbiór tychże… i żenada.

    totalnie ujęła mnie fraza: "Jako ten inżynier widzę czarno-biało – teatr dobry albo teatr zły. To co pan oferuje nam, widzom, to dla mnie creme de la creme teatru." 

    mnie to wzrusza. i to silnie, bo kiedy to czytam, to jakbym się w czasie do teatru tv lat 70-80 przeniósł i korespondencje pozbawionych kultury widzów TVP z Interioru czytał. tam dopiero (w TVP, a nie w Interiorze, którym cała Polska po Warszawie była) po tonie listów decydowano o tym, czy jest sukces i trzeba odpowiedzieć. tu jest lepiej: jedna fejkowa recenzja i natychmiast dostaje wdzięczność twórcy, który, po staropolsku, pomija twórczynie. Europa… różnych mentalności, prędkości, cywilizacji. 

    • Uspokoję. Moi aktorzy, aktorki także, mają zawsze jedno zadanie – obronić swoją wizję. Udowodnić, że czują a nie małpują. I to wszystko. Nie zarabiają tak jak w gliwickim teatrze chociażby, więc coś innego ich do takiej pracy przekonuje. Możliwe, że potrzeba ofiarności 🙂 🙂
      PS. Kiedyś, to bardzo możliwe, być może faktycznie wyłączę komentarze. Dobrze lobbujesz 🙂

      • może gdybyś czytał bez negatywnej emocji to co napisałem, a nie to, co między wierszami wyśniłeś, to byś tak nie bredził. tu masz do mnie pretensje, które wybiłem "januszowi", z którym się o dziwo personalnie identyfikujesz. dziwne, ale niech będzie. tylko kiedy już wyłączysz komentarze i sam będziesz je pisać, bądź łaskaw powiadomić o tym dużą czerwoną czcionką. żebyśmy, frajerzy, wiedzieli przed klepaniem w klawiaturę, że nic z tego nie pokarze się na blogu i-p. albo zostanie wykastrowane przez reżysera tak, że straci rytm i sens orginalnego tekstu. uczciwa umowa? ….śmiech… wiem, czasem umowa, a już najszybciej uczciwość spada na koniec listy. 

        chujtam! spenetrujmy razem "nocne życie Gliwic"! niech naszymi przewodnikami po tych atrakcjach będą Zygmunt Frankiewicz i Borys Budka, którzy, każdy z osobna, zachwalali właśnie takie uroki naszego wyjątkowego miasta w województwie. chuj z kulturą, do której żaden z nich nie zachęca, pójdźmy za nimi ścieżką słynnej gliwickiej balangi. 

        może o tym sztuczkę zrobić? bo ja, inaczej niż inż. janusz widzę więcej niż biel i czerń… parę razy szukałem "gliwickiego nocnego życia". ale albo nie rozumiem fantastyczności byle chlewu na Rynku, albo burdele nie są dla mnie aż taką atrakcją, żebym miał je wychwalać w kampaniach wyborczych. mam dylemat: prosić Budkę i Frankiewicza, żeby byli wodzirejami po "nocnym życiu w Gliwicach", czy ciebie, żebyś z tego motta zrobił przedstawienie? 

        • A co Ty i emocje chciałbyś mi programować? Ale to nieważne… ja o czym innym. I nawet do kastrowania się nie odniosę. Ale do tej nieszczęsnych czerni i bieli, do ktorych się przyssałeś, a ktorych chyba nie pojmujesz. Janusz tu bogu ducha winien. To ja sobie po prostu tę głupotę wymyśliłem i mnie właśnie czerń i biel porwała. I widzę tam jeszcze całą gamę szarości i bielszą biel i czarniejszą czerń nawet. I tak sobie będę czernił i bielił z całą plejadą inżynierów, nieuków, kastratów i kastrujących, którzy nie potrzebują aż tęczy, aby dostrzec różnorodność, a ktorych Ty, z ogromnym spektrum postrzeganych przez Ciebie barw, w swej wielkości raczysz postponować. I naprawdę lekce sobie ważę to, czy w swej kolorowej łaskawości będziesz to akceptował, czy też kontestował. No i wrócę jeszcze do emocji na koniec. Z tymi negatywnymi nie przesadzaj 🙂 Naprawdę, Zakładasz zbyt pochopnie, że masz jakikolwiek wpływ na ich powstawanie akurat u mnie. No, nie masz, zapewniam. Czasem odczuwam coś na kształt niesmaku, kiedy walisz we wszystko na co akurat w trakcie Twoich poszukiwań czegoś tam, trafi Twój orli wzrok, ale za chwilę i tak sobie tłumaczę, że taki image 🙂  Mądry, niemądry – oryginalny 🙂

          • rozbawienie. karcisz mnie za dyskusję? już tak jesteś zmęczony, że tylko poklask cenisz? Episkopat też twierdzi, że więcej o kobietach wie, niż one.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*