Promocja araba nie kupi, czyli dlaczego ścięto Uliczników

W 2010 roku w Janowie Podlaskim, klacz Pilar, czystej krwi ?arabka?, osiągnęła najwyższą cenę aukcji ? 240 tys. euro (przy ówczesnym kursie wymiany ok. 960 tys. zł). Dla wielu może być szokujące, że ktoś ją za taką kasę kupił. W tym samym czasie koń pociągowy kosztował przecież od 3 do 6 tys zł.

Bardzo ciężko byłoby przekonać nabywcę Pilar, że mądrzejszy i ekonomiczniejszy byłby zakup 16 najdroższych koni pociągowych, a jeszcze lepszy 32 tańszych. Zupełnie inaczej ma się sprawa z kulturą w Gliwicach. Tu ?więcej i taniej? zdaje się określać politykę kulturalną miasta, o czym ostatnio starała się nas przekonać sama kierowniczka Referatu Promocji UM, Nina Drzewiecka. Sterniczka gliwickiej promocji z niezachwianą pewnością siebie oświadczyła Redakcji portalu Dzisiaj w Gliwicach, że obcięto fundusze Festiwalu Artystów Ulicy ?Ulicznicy? (czytaj skrócono go z dwóch do jednego miesiąca), gdyż ?ze względu na dużą ilość imprez kulturalnych wspieranych przez samorząd, konieczne było takie rozdysponowanie środków finansowych, które umożliwiałoby realizację wielu ciekawych przedsięwzięć?. W pierwszym momencie zareagowałem na te słowa bardzo impulsywnie, ale zmilczę ten etap, gdyż po wielu godzinach rozmyślań zdałem sobie sprawę jak znakomitym promocyjnym pociągnięciem naszej mistrzyni marketingu była ta wypowiedź i zaczęła do mnie docierać jej makiaweliczna marketingowa strategia. Przejrzałem Ninę D. i  w celach popularyzatorskich spróbuję jej techniki promocji miasta zaprezentować. Koń (jaki jest, każdy widzi) okaże się tu wspaniałym instrumentem.Miasto podług Niny Drzewieckiej, to nic innego jak gospodarstwo, które ciągle jest sprzedawane (jego mieszkańcom, turystom, inwestorom) i które musi przynajmniej na pierwszy rzut oka wyglądać tak, aby kupujących skłonić, może jeszcze nie do zakupu (czytaj zamieszkania, odwiedzenia, zainwestowania), ale przynajmniej do rozpoczęcia rozmów o takiej transakcji. Teraz wyobraźmy sobie takiego nabywcę… Staje na najwyższym wzgórzu, niczym Jagiełło pod Grunwaldem (bo bitwą jest przecież każda transakcja) i się patrzy. Wnikliwym spojrzeniem omiata horyzont, patrzy na zabudowania gospodarcze, na wystawność obejścia, spogląda wreszcie na łąki wypaśne i… przydałoby się na owych jakieś bydlęcie wdzięcznie skubiące zieleninę, którą dobry gospodarz wziął był dla niego posiał. I tu dopiero widać głęboki pragmatyzm pani kierownik referatu. Przy takim pobieżnym, a przecież decydującym oglądzie ilość musi miażdżąco wygrywać z jakością! 32 zabiedzone chabety zawsze będą w swojej masie efektowniejsze niż jeden arab pełnej krwi, którego ni arabskości, ni pełnokrwistości obserwator nie postrzeże. Zdaje się zatem sankcjonować Nina Drzewiecka do dziś dla mnie dość ryzykowny pogląd, że tych ?wiele ciekawych przedsięwzięć? da w efekcie większą jakość niż kilka ? dofinansowanych, z wypasem i medialną oprawą. Lekki niepokój wprawdzie wywołało we mnie teraz, po rozbiorze wypowiedzi pani kierownik, sformułowanie ?ciekawych?, bo nie wiem doprawdy, kto stopień tejże ?ciekawości? ma określić ? sama Nina Drzewiecka, czy też kompletnie niefunkcjonalny i kaleczny system punktowania wniosków o dotację? Ale nic to!
I w tym momencie koniec żartów, basta! Powyższa bzdurna argumentacja odpowiada mniej więcej poziomem wypowiedzi pani kierownik. Bo jak zajmując tak odpowiedzialne (!) stanowisko, można prawić takie duby smalone, uzasadniając błędną (!) decyzję osób za dystrybucję środków odpowiedzialnych? Ja sam w Referacie Promocji widziałbym raczej strefę buforową, w której trwałaby ciągła batalia między administracją miasta, która co naturalne, zawsze będzie próbowała gdzieś coś uszczknąć i ?oszczędzić? a środowiskami twórczymi w tym przypadku, które ze wszystkich sił będą chciały udowodnić (często słusznie!), że od dawna wprzęgły się w zaprzęg gliwickiej promocji. W dodatku jestem głęboko przekonany, że dopóki nie podważymy znaczenia kultury w marketingu miejsca, dopóty szef (owa) tej komórki, we własnym (promocji), dobrze pojętym interesie powinna raczej pełnić rolę żarliwego obrońcy twórców i ich inicjatyw, a nie usprawiedliwiać błędne, powtarzam to raz jeszcze, decyzje w tak bzdurny sposób.
Nie da się tego uniknąć ? promocja miasta jest i będzie ściśle związana z kondycją jego życia  kulturalnego. A doskonała kondycja kultury to nie tylko (!) wielość małych inicjatyw, bogactwo kultury dziejącej się na poziomie międzyludzkich kontaktów, ale również, i nie da się tego uniknąć, istnienie takich inicjatyw jak ?Ulicznicy? właśnie, jak znakomicie rozwijający się i doskonale rokujący Festiwal Palm Jazz, jak ?All Improviso? i kilka innych.Tych transparentnych, obsypanych jak ?Ulicznicy? nagrodami. One nie będą i nie muszą podobać się wszystkim. Dzięki temu wszak kultura nie staje się sztampą. Decyduje jednak ich powszechny odbiór i to ważne kryterium przy podejmowaniu decyzji finansowych. Decyzją osób odpowiedzialnych ?Ulicznicy? zajmą nam tylko miesiąc wakacji. Szkoda wręcz dotykalna, bo przestają mieć właśnie formę ?kulturalnych wakacji? (nie wakacji od kultury), spójną i efektowną i staną się tylko jedną z imprez ?w czasie wakacji?, a to duża różnica, którą właśnie kierowniczka Referatu Promocji z przyczyn oczywistych powinna wychwycić. Jak wiele innych rzeczy, zresztą. Aby jednak rzeczy te wychwycić a przede wszystkim, aby zrozumieć znaczenie kultury w promocji miasta, trzeba się na tej kulturze cokolwiek znać. Nie, nie w sensie eksperckim. Trzeba jednak wiedzieć kto w tym mieście robi co, w jaki sposób, dlaczego i dla kogo. Nie przypominam sobie mojej, było nie było, koleżanki po fachu na zbyt wielu imprezach i wydarzeniach. Samo to zresztą nie przekreślało Jej w moich oczach  – nabrałem wody w usta, mimo że od początku desygnowanie Jej na to stanowisko budziło we mnie pewne wątpliwości. ?Po czynach ich poznacie ich?! Czynów wielu niestety się już nie spodziewam, ale takie jak ta, nieco przypadkowe wypowiedzi, mówią wiele. Mówią na pewno tyle, że gliwicka kultura raczej nie znajdzie promotora w osobie pani kierowniczki. Każą zatem również podejrzewać, że jej obsadzenie na tym stanowisku ani gliwickiej promocji nie zaszkodzi, ani nie pomoże.
Warto o tym pisać i pisał będę. Przy następnej okazji np. o tym, o co kierowniczka Referatu Promocji zapytać powinna, mimo że się boi.
Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "Promocja araba nie kupi, czyli dlaczego ścięto Uliczników"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*