PRZEDWYBORCZO: Zbigniew Wygoda, czyli ewolucyjne przejęcie władzy. (część 1 „teoretyczna”)

17 komentarzy

W niniejszym opracowaniu wskażę możliwą do przyjęcia i skutecznego zastosowania strategię kampanii wyborczej Zbigniewa Wygody w wyborach samorządowych w 2018 roku. Poprzedzę to analizą, z której wynika, że Zbigniew Wygoda jest jedynym możliwym kandydatem, będącym do przyjęcia dla środowisk o szerokim spektrum orientacji politycznych i światopoglądowych. Wskażę również na okoliczności, które każą całkowicie przeorientować strategie wyborcze z tych, które określiłbym rewolucyjnymi na jedną spójną i w perspektywie skuteczną strategię ewolucyjną, będącą odpowiedzią na doświadczenia kilkunastu ostatnich lat.

 

Dlaczego Wygoda?

W 2010 roku Zbigniew Wygoda bardzo poważnie zagroził Zygmuntowi Frankiewiczowi. W drugiej turze wyborów przegrał wprawdzie znacząco, ale ani wcześniej ani później propagandowe działania ekipy Frankiewicza nie były prowadzone w sposób tak bezwzględny i z zaprzeczeniem podstawowym zasadom etyki. Sięgano do argumentów nieprawdziwych a czasem wręcz sfabrykowanych.  Kampanię wyborczą Frankiewicza wspomagała otwarcie część mediów, olbrzymia większość lokalnego biznesu i cały „kombajn komunalny” miasta. Jego możliwości w zakresie kampanii wyborczej były wręcz nieograniczone.

Kandydatura Zbigniewa Wygody była efektem jego zaangażowania w organizację i przeprowadzenie pierwszego referendum w sprawie odwołania Zygmunta Frankiewicza (w związku z likwidacją komunikacji tramwajowej w Gliwicach). Początkowo nie traktowany poważnie jako lider „referendystów-tramwajarzy” urósł szybko do miana lidera opozycji. Stał się potem naturalnym kandydatem w wyborach samorządowych. Przy formowaniu jego kandydatury popełniono jednak istotne błędy, o których będę wspominał w dalszej części opracowania.

Ukształtował się stwarzający wiele możliwości układ polityczny, który sprawił, że Zbigniew Wygoda zmieniwszy uprzednio barwy partyjne (transfer z PiS do PO) stał się kandydatem Platformy Obywatelskiej. Jak wspomniałem Wygoda wybory przegrał, ale dzięki przewadze PO w Radzie Miasta nowej kadencji a potem współpracy między radnymi PO i PiS został w sposób naturalny przewodniczącym tego organu i jednocześnie główną twarzą opozycji w stosunku do urzędującego prezydenta.

Nastąpił okres ostrej walki politycznej, w której przeważyło doświadczenie samorządowe Zygmunta Frankiewicza, który nie tylko skutecznie przetrwał okres przewagi PO w RM, ale z upływem kolejnych miesięcy i lat zdemontował kruchą współpracę PO i PiS i zmarginalizował rolę radnych Platformy.

Należy podkreślić, że Zbigniew Wygoda wykazał się w tym wypadku niemałym instynktem politycznym i mimo wściekłych personalnych ataków w czasie kampanii wyborczej i po niej, zachował stosunkowo silną pozycję związaną nie tyle z jego rolą polityka Platformy Obywatelskiej co z cechami osobowościowymi, intelektem i umiejętnością gry politycznej. Te właśnie cechy sprawiły, że zdołał przetrwać okres klęsk jego formacji politycznej prowadzący w efekcie do niedawnej utraty władzy, jako jedyna naprawdę rozpoznawalna i posiadająca duży autorytet wśród gliwiczan osoba związana z gliwicką Platformą Obywatelską. Istotne jest przy tym, że autorytet ten zdaje się wykraczać daleko poza istniejące podziały po linii PO – PiS, czy te – w kontekście lokalnym – między zwolennikami Zygmunta Frankiewicza i jego przeciwnikami.

Jeśli tak rozpoznane fakty zestawić z brakiem w polityce lokalnej naprawdę silnych osobowości (o potencjalnych kandydatach partii politycznych w kolejnych wyborach samorządowych będziemy jeszcze wspominać), widać wyraźnie, że Zbigniew Wygoda jest jedną z nielicznych osób, mogących ubiegać się o prezydenturę miasta z dużymi szansami na sukces.

Szczególnie interesująca w tym kontekście jest umiarkowana sympatia polityczna pomiędzy dawnymi przeciwnikami, czyli obecnym prezydentem i Zbigniewem Wygodą. Wyewoluowała ona samoistnie z sytuacji politycznej ostatnich lat i stanowi obecnie raczej wartość dodaną dla oszacowania rzeczywistych szans Zbigniewa Wygody na wyborczy sukces.

Przypomnieć należy w tym momencie wyborczy wynik Zbigniewa Wygody w ostatnich wyborach parlamentarnych. Kandydując z ramienia PO, przegrywającej wszystko i prawie wszędzie, zebrał on w swoim okręgu wyborczym ponad 50 tysięcy głosów, z czego zdecydowaną większość w Gliwicach. Duża część tych wyborców głosowała nie tyle na słaniającą się PO, co na samego Zbigniewa Wygodę.

W obecnej sytuacji politycznej w Gliwicach Zbigniew Wygoda stanowi samodzielny brand wyborczy, który przy właściwym rozgrywaniu kampanii wyborczej i wcześniejszym zbudowaniu wyborczych sojuszy (a nawet koniunkturalnych aliansów) przy jednoczesnym przemyślanym, konsekwentnym i cierpliwym zwalczaniu potencjalnych konkurentów, może przynieść końcowy sukces. O warunkach jego osiągnięcia będę pisał w dalszej części opracowania.

 

Zygmunt Frankiewicz. Czy wystartuje?

Kluczowe pytanie dla wielu kręgów lokalnej polityki. Odpowiedź na nie determinuje kluczowe decyzje tychże w zakresie wystawienia kontrkandydatur. Próbę odpowiedzi na nie należy zatem rozpocząć od rozstrzygnięcia innej kwestii – czy ewentualny start Zygmunta Frankiewicza w kolejnych wyborach oznacza rzeczywistą bezcelowość starań innych potencjalnych kandydatów? Innymi słowy, czy Zygmunt Frankiewicz jest skazany na sukces? Zapewne jeszcze w tej chwili będę w wyraźnej mniejszości, ale zdecydowanie stwierdzę, że w żadnym razie sam start Zygmunta Frankiewicza nie rozstrzyga jeszcze o porażce wyborczej kontrkandydatów. Postaram się wskazać przyczyny:

  1. Do końca trwającej kadencji zmieni się diametralnie sytuacja finansowa miasta. Zauważalny jeszcze w tym roku rozmach, związany z kończeniem ogromnych inwestycji (DTŚ, Hala Gliwice) a co za tym idzie nadmuchanym budżetem, zaniknie. Gliwice wejdą płynnie w okres idącej w dziesięciolecia spłaty zadłużeń, a co za tym idzie rozciągniętego w czasie osłabienia zdolności inwestycyjnej. Wdrażane z dużym pośpiechem drobniejsze inwestycje (poldery, rozbudowa szpitala itp.) mają dla mnie znamiona chęci szybkiego rozdzielenia funduszy, które pozostały.
  2. Hala Gliwice nie spełni pokładanych w niej nadziei. Jest to ewidentne i nie zmieni tego pracująca na wzmożonych obrotach propaganda UM. Generować będzie rosnące z roku na rok koszty, dające się wyraźnie (i z roku na rok wyraźniej!) odczuć w perspektywie słabych budżetów przyszłych lat.
  3. Do granicznych możliwości zbliża się gliwicka podstrefa KSSE i jest to związane między innymi z wykorzystaniem dostępnej powierzchni pod nieruchomości). Od wielu lat nie pozyskała ona – i bardzo prawdopodobne, że już nie pozyska – inwestora o globalnym znaczeniu, mogącego wygenerować rzeczywisty wzrost wskaźników ekonomicznych, określających sytuację finansową miasta.
  4. Konsekwentna polityka nieliczenia się z opinią mieszkańców miasta zwiększyła znacząco i wciąż zwiększa liczbę osób niechętnych obecnej władzy. Ważna konstatacja – brak aktywności tych osób chociażby w ostatnich wyborach, bardzo często związany był  z brakiem poważnej, silnej kontrkandydatury dla obecnego prezydenta. Muszę to stwierdzić także z pozycji takiego kontrkandydata.
  5. Zygmunt Frankiewicz od dłuższego czasu sygnalizuje wyraźną rezerwę co do własnego kandydowania w wyborach. Będzie się to nasilało. Jako samorządowiec osiągnął absolutny kres możliwości. Został obwołany najlepszym samorządowcem i jest Przewodniczącym Związku Miast Polskich. W kontekście opisanych wyżej czynników pozycja ta może się od tej chwili tylko i wyłącznie pogarszać. (przykład Grobelnego)
  6. Zygmunt Frankiewicz od dawna sygnalizuje wyraźnie chęć włączenia się w wielką politykę (w wymiarze krajowym). To stąd bierze się asystowanie przy powstawaniu różnego rodzaju nowych tworów politycznych, a także próba politycznego flirtu nawet ze skrajnie różnymi siłami politycznymi, które pojawiły się w ostatnich latach. Prezydent Gliwic od dawna znajduje się w blokach do startu w politycznym wyścigu. Nie pojawia się jednak starter, który by go wypuścił. To też daje do myślenia.
  7. Oczywiste jest to, że u szczytu swoich możliwości jako samorządowca, Frankiewicz stanowi atrakcyjną propozycję dla sił politycznych, które chciałyby go wykorzystać. Jeszce oczywistsze jest jednak, że jeśli tej sytuacji nie wykorzysta teraz – po ewentualnej kolejnej kadencji, jego szansa może minąć bezpowrotnie. Czas najlepszego samorządowca Zygmunta Frankiewicza w sposób nieunikniony odchodzi w przeszłość. Słowa „teraz albo nigdy” muszą przechodzić mu przez myśl bardzo często.

Oczywiste jest, że ewentualna decyzja Zygmunta Frankiewicza o niekandydowaniu w kolejnych wyborach samorządowych nie będzie sprawą łatwą, a sygnalizowanie takiej chęci przez samego zainteresowanego może się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk satelickich. Wbrew odżegnywaniom się Frankiewicza, w Gliwicach ukształtował się bardzo silny, niemający podobnych w skali kraju, układ biznesowo-towarzyski, kontrolujący przepływy finansów i osiągający konkretne korzyści z utrzymywania się obecnego stanu posiadania. Jego wierzchołkiem jest system spółek z udziałem miasta, a bardzo trudne do oszacowania jest wszystko to, co odbywa się dużo głębiej, na styku biznesu komunalnego i prywatnego, lub wręcz w sferze prywatnej. Po blisko 25 latach przy władzy, Zygmunt Frankiewicz stanowi twarz całej formacji, która obudowała się i umocniła wokół jego prezydentury. To właśnie ona może być najbardziej znaczącą siłą przeciwstawiającą się rezygnacji Frankiewicza z prezydentury.

Może to przynieść trojaki efekt:

  • Frankiewicz będzie kandydował  (50% prawdopodobieństwa)
  • Frankiewicz znajdzie następcę wśród swoich w warunkach konfrontacji z opozycją (20%)
  • Frankiewicz poszuka następcy  w warunkach minimalizowania napięć z możliwą opcją znalezienia kandydata kompromisowego (30%)

10% różnicy na korzyść rozwiązania kompromisowego może wielu dziwić. Z całą pewnością jednak, z upływem dwóch lat pozostałych do kolejnych wyborów, pozycja Frankiewicza samorządowca będzie słabnąć przede wszystkich z powodów czysto ekonomicznych. Gliwice już zaczynają odczuwać brak „wolnego” pieniądza. W tym samym czasie, przy rozsądnym podejściu do formowania kontrkandydatury (z najlepszą możliwą opcją – Zbigniewa Wygody), będzie się wzmacniała pozycja jego ewentualnego kontrkandydata. Ryzyko związane z opcją konfrontacyjną (i to w obu wariantach: pozostawienie kandydatury Frankiewicza jak i znalezienia mu „swojego” następcy) będzie rosło z upływem czasu i bardzo trudno będzie to obecnemu układowi odwrócić krótko przed wyborami. Będzie zatem rosła presja na Frankiewicza – układ nie może sobie pozwolić na porażkę i utratę wpływów. Byłoby to bolesne w kontekście długich lat prosperity. A zatem szansa na to, że Frankiewicz wystartuje będzie rosła wraz z upływającym czasem.

 

Jeśli nie on, to kto?

Mimo posiadania dużej liczby zwolenników Zygmunt Frankiewicz nie posiada następców. Na pozór tylko jest to karkołomne stwierdzenie. Nie oznacza to oczywiście, że takich ewentualnych następców o znamionach swoich „politycznych dzieci” nie próbował wykreować, ale z całą pewnością nie udało się mu doprowadzić do wykreowania drugiej oprócz niego politycznej twarzy systemu. Są tego trzy przyczyny:

  • możliwości samych kandydatów, którzy są raczej mierni i nie są politycznie błyskotliwi i ludycznie atrakcyjni
  • rywalizacja między poszczególnymi frakcjami/potencjalnymi kandydatami
  • naturalna niechęć każdej skostniałej władzy do kreowania potencjalnej konkurencji.

Można wymienić potencjalnych kandydatów do wystartowania w charakterze reprezentanta systemu w kolejnych wyborach w miejsce Zygmunta Frankiewicza: Krystian Tomala, Piotr Wieczorek, Marek Pszonak.  To raczej słabe kandydatury, stosunkowo łatwe do utrącania przez właściwie prowadzone działania konkurencji wyborczej. Krystian Tomala z całą pewnością kreowany był na następcę Zygmunta Frankiewicza. Dosłownie wyrósł pod jego skrzydłami i to zarówno zawodowo jak i politycznie. Przez pewien czas był jego człowiekiem do specjalnych poruczeń (podejmował niepopularne społecznie decyzje w miękkich resortach, reprezentował Frankiewicza w dużych inicjatywach politycznych w rodzaju tej Gowina). Z całą pewnością zawiódł Frankiewicza. Okazał się człowiekiem mało błyskotliwym, chłodnym w stosunkach z mieszkańcami jeszcze bardziej niż jego szef. Niezdolnym do zjednania sobie wielu zwolenników. Kandydatura Piotra Wieczorka byłaby z punktu widzenia konkurentów bardzo pożądana. Trudno sobie wyobrazić, aby ten powszechnie nielubiany urzędnik był w stanie wygrać w Gliwicach wybory. Kandydatura ta zależy z całą pewnością od dwóch czynników – stopnia megalomanii samego Wieczorka i braku jego instynktu zachowawczego. W tej chwili bardzo trudno oszacować z zewnątrz jakość układu Frankiewicz-Wieczorek i reguły, które w nim rządzą. Istnieje realna możliwość, że lekka przewaga jest tu po stronie Wieczorka. Nie znając jego prawdziwych ambicji nie wiemy, czy nie pokusiłby się w sytuacji krytycznej o próbę przejęcia sterów miasta. Byłby to samobójczy akt politycznej lekkomyślności, ale – powtarzam – całkowicie wykluczyć go w tej chwili nie można.

Kandydaturę Marka Pszonaka uważam za możliwą. To człowiek, mający wielu zwolenników ze względu na swoje cechy osobowościowe. Od lat ściśle związany z systemem, nie będący w zasadzie jego znaczącym beneficjentem. Doświadczony radny, sympatyczny człowiek. Łatwiejszy do zaatakowania od strony fachowej niż ludzkiej. Można sobie wyobrazić próbę uzyskania szerokiego poparcia społecznego dla jego kandydatury. Problem systemu leży w całkowitym braku rozpoznania jego zdolności przywódczych a przede wszystkim przygotowania do skutecznego utrzymania status quo po kolejnych wyborach.

Innych liczących się kandydatów „własnych” system nie posiada. Można tu oczywiście wymienić raczej w charakterze ciekawostki kandydatury Andrzeja Karbownika (byłego rektora Politechniki Śląskiej, Janusza Steinhoffa, czy Marty Golbik, którą jako kandydatkę innej formacji politycznej omówię niżej. Mają one różną wartość i – być może z wyjątkiem Marty Golbik – mogą chyba na tym etapie zostać pominięte, choć oczywiście uważnie obserwowane.

Już tylko to krótkie wyliczenie pokazuje jak na dłoni największą bolączkę systemu firmowanego przez Frankiewicza. Zwolenników, beneficjentów i klakierów ma on sporo. Ławkę rezerwowych, wartościowych do tego stopnia, że mogą stać się zmiennikami dla tuzów systemu – praktycznie żadną.

 

A ewentualni sojusznicy?

Wydaje się, że istnieje tylko jedna rzeczywista możliwość oparcia kandydatury wystawionej w zastępstwie Frankiewicza o struktury partyjne. Możliwość taką daje .Nowoczesna i posłanka tej partii Marta Golbik. Politycznie zaistniała dosłownie pod skrzydłami systemu. Jej ojciec Jerzy Golbik od lat związany jest z kręgami popierającymi Zygmunta Frankiewicza. Jest członkiem rady nadzorczej PRUiM. Łączą go więzy przyjaźni z wieloma członkami ekipy sprawującej władzę. Sama Marta Golbik wielokrotnie czynnie wspierała akcje wyborcze Frankiewicza i występowała otwarcie przeciwko kolejnym referendom. Jej kandydatura do Sejmu spotkała się z wielką przychylnością Frankiewicza. Po jej wybraniu wielokrotnie pokazywał się z nią publicznie i oficjalnie w stopniu większym, niż jest to u niego w zwyczaju.

Szanse Marty Golbik wywodzę z następujących czynników:

  • posiada kompetencje intelektualne, językowe, wizerunkowe
  • nabiera doświadczenia parlamentarnego
  • bardzo dobrze radzi sobie we współpracy z mediami
  • niesie w wianie ewentualne poparcie liczącej się (przynajmniej jeszcze przez jakiś czas) partii
  • jest naturalną reprezentantką systemu, którego wszak miałaby bronić w razie wyborczego sukcesu
  • ma silne poparcie w gronie „młodych wilczków” systemu,
  • jest kobietą, a o potrzebie kobiecej kandydatury przebąkuje się od dawna.

Sądzę, że zainteresowanie Frankiewicza Martą Golbik będzie rosło wprost proporcjonalnie do ewentualnego wzrostu notowań jej partii. Ten oczywiście nie jest wcale pewny, zatem mogę sobie również wyobrazić sytuację, w której sama Golbik swoje polityczne zainteresowania lokować będzie raczej w samorządzie. Przyznam, że od początku uważam, że .Nowoczesna i Parlament są dla niej etapem, z którego w każdej chwili można zawrócić z bagażem doświadczeń. Marta Golbik jest zatem do wzięcia i z całą pewnością należy tę możliwość brać poważnie.

 

Co z obecną partią władzy?

System funkcjonowania PiS bardzo przypomina system, w którym od lat funkcjonuje ekipa Frankiewicza. Partia ta mam problemy z wykreowaniem „wiceliderów” na wszystkich szczeblach. Kiedy Jarosław Wieczorek z Gliwic katapultował się na fotel wojewody, nie pozostawił po sobie silnego następcy. Ale… pozostawił niechęć, pretensje do siebie, dojmującą świadomość tego, że jego ludzie zostali zwyczajnie wykorzystani. Fotel wojewody może być pocałunkiem politycznej śmierci, mission impossible Wieczorka, który na tym właśnie szczeblu skończy karierę. Sądzę zdecydowanie, że stamtąd dla Wieczorka nie ma powrotu. Wpadł w pułapkę, z której nie wyjdzie i dyskusyjne jest, czy jakieś zawirowania nie zmiotą go przed upływem kadencji.

Jego ewentualna kandydatura może być w zasadzie uznana za pożądaną. Wewnętrzna, choć cicha opozycja w łonie samego PiS załatwi tu wiele z punktu widzenia konkurentów wyborczych. Wyniesiony dość wysoko na fali dużego poparcia dla PiS w poprzednich wyborach zwyczajnie nie ma szansy nawet na powtórzenie tego wyborczego wyniku.

Co więcej, gdyby udało mu się przetrwać kolejne lata, z całą pewnością spróbuje zawalczyć o inne laury niż prezydentura miasta.

Poza nim PiS nie dysponuje żadnym liczącym się kandydatem na prezydenta miasta. Na marginesie, świadczy to w sposób jednoznaczny o zabójczym dla tej partii stylu działania Jarosława Wieczorka.

Wieczorka wymieniam w tym miejscu ze względu na funkcjonujące w ostatnich latach i zabójczo skuteczne w wymiarze lokalnym alianse Frankiewicza i gliwickiego PiS. Kandydatura Wieczorka cieszyła się wręcz sympatią jego kontrkandydata. Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której koniunkturalny i politycznie wyrachowany Frankiewicz wchodzi w układ wyborczy z Wieczorkiem. To mało prawdopodobne w tej chwili, ale jednak możliwe. Również w tym przypadku trzeba starannie obserwować notowania PiS i wyborcze perspektywy tej partii w wymiarze krajowym.

PO i Borys Budka

Platforma Obywatelska już się nie liczy. Wśród radnych tej partii obserwujemy raczej z zainteresowaniem różne strategie przetrwania w warunkach klęski. Zacznijmy od szefa gliwickiej PO. Borys Budka odleciał już dawno w rewiry całkowicie niedostępne jego gliwickim partyjnym kolegom. Na pewnym etapie zwiódł swoje środowisko markując – śmiem twierdzić, że w porozumieniu z Zygmuntem Frankiewiczem – swoją walkę o prezydenturę miasta. Sam podobnie jak wielu moich znajomych nie wybaczę mu nigdy, że swoją pseudo kandydaturą zablokował jakąkolwiek możliwość wzmocnienia chociażby kandydatury obywatelskiej. Nie można powiedzieć, że Budka rozegrał tę polityczną partię źle. Nie, jest wręcz przeciwnie – rozegrał ją perfekcyjnie, ale również w 100% samolubnie. I podobnie zachowuje się w sytuacji postępującego demontażu własnej partii. Gra na siebie. Jego liczne spotkania w bardzo różnych miejscach, zawsze z tłem obrony ładu konstytucyjnego, służą tylko i wyłącznie budowaniu prywatnego wizerunku. Jest mu to potrzebne do przyszłych celów. A jakie one są? Dla mnie oczywiste jest, że Budka prawdopodobnie zmierza do utworzenia własnej partii politycznej (lub partii powstałej z połączenia .Nowoczesnej i części PO)  i jest na etapie montowania poparcia dla tej wizji. Rzecz jasna gotów jest w każdej chwili do objęcia odpowiedniej w jego mniemaniu funkcji państwowej. W perspektywie nawet premiera. Pamiętajmy, że niedawno próbował forsować swoją kandydaturę na szefa PO, zatem fotel premiera byłby już za następnymi drzwiami.

Reasumując, Borys Budka nie wystartuje w wyborach prezydenckich w Gliwicach. Zbyt wiele zrobił już dla swojej kariery na zupełnie innych piętrach polityki.

Kto oprócz niego? Sam widzę dwie możliwe kandydatury:

  • pragmatyczną – Zbigniewa Wygody
  • perspektywiczną – Dominika Dragona

Długo można wymieniać inklinacje każdego wyboru. Podstawowe różnice z całą pewnością dotyczą stylu wyborczej walki, całościowej narracji, oraz perspektyw czasowych. Mam tu na myśli chociażby fakt, że Zbigniew Wygoda może być skutecznym kandydatem tu i teraz. Jego kampania musiałaby być perfekcyjna i diabelsko skuteczna. Kandydatura Dragona byłaby kandydaturą rozwojową, raczej w perspektywie wyborów za 6 lat. Byłaby na tym etapie kandydaturą rozprowadzającą, przygotowującą do długodystansowych działań politycznych. Inna sprawa, czy posiadający cechy politycznego fajtera Dominik Dragon jest zdolny do takiego podejścia do polityki.

Innych nazwisk na ławce rezerwowych gliwicka PO nie ma. Udowodniły to boleśnie poprzednie wybory samorządowe. W obliczu niechęci Zbigniewa Wygody do większego angażowania się w politykę lokalną w tamtym czasie, PO sięgnąć musiała po posiłki z zewnątrz w postaci Budki. Przyniosło jej to dalszy postępujący demontaż i połamanie resztek politycznych zębów. Indywidualności, poza dwoma wymienionymi, brak.

Partyjny plankton – oczywiście mam na myśli wymiar gliwicki – w postaci kandydatów Kukiza, czy innych formacji pozwolę sobie całkowicie pominąć. Kilka zdań poświęcę jednak lewicy. Dawne kręgi SLD zostały stłamszone oddolnie przez nieudolnego Marka Widucha. Partia Razem krzepnie politycznie i zaczyna się liczyć, ale to wciąż jeszcze polityczna entropia. Oznacza to, że lewica z całą pewnością będzie otwarta na polityczne alianse, co należy z całą pewnością wykorzystać.

 

Kandydat obywatelski – mit, czy niewykorzystana szansa Gliwic?

Obstawiam jednoznacznie to drugie. Takim kandydatem mógł być (bo nie był!) Zbigniew Wygoda. Nie tak wiele brakło mu do sukcesu. Małgorzata Tkacz-Janik i Dariusz Jezierski w ostatnich wyborach nie odegrali znaczącej roli a ta podwójna „obywatelska” kandydatura musi stanowić naukę przed kolejną kampanią. Poświęcę zatem tej sprawie sporo miejsca w drugiej, niejako praktycznej, części opracowania.

W tym momencie wystarczy że napiszę iż Zbigniew Wygoda właśnie w tych zbliżających się wyborach powinien zostać kandydatem obywatelskim. Dlaczego właśnie on? Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie sednem tych rozważań. Wymienię teraz w punktach cechy, które rozwinę w części praktycznej, uzasadniając swoją opinię i wskazując jak należy je zdyskontować

  1. Jest kandydatem mogącym zjednoczyć bardzo różne środowiska
  2. Jest kandydatem do przyjęcia dla obozu Frankiewicza
  3. Jest doświadczony politycznie i obdarzony cechami osobowościowymi ułatwiającymi funkcjonowanie w polityce
  4. Wykonuje zawód zaufania publicznego
  5. Jest postacią barwną politycznie, oryginalną w poglądach, których nie boi się wyrażać
  6. Jest rozpoznawany w kręgach biznesowych i środowiskach służb mundurowych, politycznych itp.
  7. Jest osobą społecznie wrażliwą
  8. Jest otwarty na dialog i współpracę, co wielokrotnie udowadniał.

Pora na dwu-zdaniowe podsumowanie całości wywodu.

Jeżeli Zygmunt Frankiewicz nie wystartuje w wyborach samorządowych, a system będzie szukał jego następcy, Zbigniew Wygoda jest idealną, godzącą najważniejsze w tej grze obozy, kandydaturą. Jeśli Zygmunt Frankiewicz wystartuje – Wygoda jest jedynym kandydatem, mogącym z nim wygrać.

Przekonaniu o tym i wskazaniu koniecznych strategii wyborczych będzie służyła druga część niniejszego opracowania.

            Oczywiście kończąc pierwszą część rozważań muszę koniecznie podkreślić, że mają one jedynie charakter political fiction, jeśli sam Wygoda nie zadeklaruje swojej chęci zaangażowania się w kampanię wyborczą. Póki co, zdaje się od tego wyraźnie odżegnywać.

Dariusz Jezierski

16 Comments on "PRZEDWYBORCZO: Zbigniew Wygoda, czyli ewolucyjne przejęcie władzy. (część 1 „teoretyczna”)"

  1. Dobrym kandydatem byłby Andrzej Karbownik, byly rektor Politechniki Śląskiej. Wystarczy spojrzeć jak teraz wygląda Uczelnia. Nie wiadomo tylko, czy zgodziłby się kandydować.

    • Abstrahując od tego co p. Karbownik zrobił na uczelni, bo nie mnie to oceniać, mogę tylko stwierdzić, że miałem okazję poznać go na tyle, by stwierdzić, że dla mnie jest to kandydatura nie do przyjęcia.Po pierwsze – jednego technokratę zastąpilibyśmy drugim. Po drugie i były rektor i jego małżonka są ściśle związani, także materialnie z istniejącym w Gliwicach układem. 

      Były rektor byłby po prostu „gliwickim Krupą”.

       

  2. Szanowny Panie Redaktorze,

    Przeczytałem Pański tekst wnikliwie i jednocześnie dziękując za miłe słowa nie mogę mu odmówić trafności analizy. Z olbrzymią większością Pańskich tez wypada mi się zgodzić – jestem przekonany, że w chwili obecnej brak jest mocnego kontrkandydata dla Zygmunta Frankiewicza. To nie wynika li-tylko z jego pozycji (niekwestionowanej), ale i z rozdrobnienia opozycji, z reguły nieskorej do współdziałania, w imię własnych, partyjnych czy osobistych interesów. W ciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie osobiście tego doświadczyłem (i doświadczam nieraz) i wiem, że po początkowym (o ile udanym wogóle) okresie zacieśniania współpracy dochodzą do głosu często niezrozumiałe nieporozumienia. Zresztą jest to przekleństwo nie tylko Gliwic, ale i całego kraju.

    Co do mojej osoby – jak Pan wspomniał, nie widzę takiej możliwości, bym kandydował w nadchodzących wyborach na prezydenta. Z dwóch względów. Po pierwsze – jeżeli nadal kandydatem będzie Zygmunt Frankiewicz, to uważam go za bezdyskusyjnego lidera w wyborach. Znane nazwisko, jakby nie patrzeć – wieloletnie doświadczenie i szeroka znajomość zagadnień samorządowych, duża grupa zwolenników i w dodatku zdyscyplinowanych daje mu pierwszeństwo w wyścigu do prezydenckiego fotela. Naprzeciw niego stanie rozdrobniona opozycja lub wyłonieni (nieraz w wyniku łapanki) kandydaci partyjni, nie mający w tym starciu żadnych szans. Jednocześnie przyznaję, że w przypadku rezygnacji Zygmunta Frankiewicza z kandydowania na kolejną kadencję (do czego nie jestem przekonany), wskazany i popierany przez niego kandydat będzie znacznie słabszy. Marką bowiem Zygmunta Frankiewicza jest on sam, osoby z jego otoczenia na taki impact liczyć nie mogą.

    Już to, co przedstawiłem powyżej każe mi podchodzić do możliwości mojego kandydowania zdecydowanie sceptycznie. Nie widzę możliwości zjednoczenia opozycji w celu wyłonienia wspólnego kandydata – i to nie z mojego powodu. Jak Pan wie, jestem skłonny do wielu kompromisów i rozmowy z każdym, ale to musi się odbywać bez podważania pozycji wyłoniongo lidera, zwłaszcza w sytuacjach krytycznych. Obawiam się, że partie polityczne do tego nie są i nie będą nastawione pozytywnie (interes polityczny zobowiązuje), natomiast często bardzo cenne środowiska zjednoczone wokół różnych problemów są za słabe i nieraz różnią się poglądami na gradację spraw istotnych do rozwiązania.

    Oczywiście są możliwe różne, może i nawet egzotyczne konstelacje, mogące mieć swój interesujący finał za 2 lata, ale myślę, że wiele z nich można traktować jako rzeczywiście political fiction, a o części w sposób otwarty mówić nie wypada czy wręcz się nie powinno.

    Tak więc ostatni akapit Pańskiego tekstu jak najbardzie słuszny.

    Łączę pozdrowienia.

    • Panie Doktorze, poruszył Pan w swoim komentarzu kilka istotnych wątków, do których odniósłbym się już teraz, gdyby nie to, że wielu z nich poświęcam sporo miejsca w drugiej przygotowywanej części moich dywagacji na temat Pana wyborczych szans.

      Pozwolę sobie teraz tylko podkreślić, że głęboko wierzę iż nie ma takich kwestii w lokalnej polityce, o których nie wypada mówić 🙂 Zaryzykuję – im bardziej „nie wypada”, tym bardziej trzeba.

      Pewnie, że jeśli Pan sam nie poczuje w sobie chęci do tego wyborczego biegu, to wszystko jest tylko umysłową zabawą. Ale jeśli nie, to po co trwać w lokalnej polityce, w grupie radnych, która już dawno straciłą polityczne zęby i sklinczowana, dożywa dni swojej kadencji? Polityka na wyższym szczeblu? To też zrozumialbym. Ale… Jarosław Wieczorek i Borys Budka pokazali jak można potraktować wybory samorządowe do autopromocji w zupełnie innym kierunku. Pana partyjny szef za głosy na niego w wyborach samorządowych, dziękował na bilbordach w Zabrzu, choć startował w Gliwicach. Ot, taka „pomyłka” 🙂

      Panie Doktorze, ruszyć się trzeba, albo odchodzić z polityki 🙂

      pozdrawiam również

  3. Panie Redaktorze,

    Może trzeba odejść rzeczywiście? Trochę szkoda włożonego zaangażowania i wysiłku ale czasem chyba warto. W takim jak obecnie stylu uprawiania polityki nie bardzo się widzę. Awantury nie dla mnie.

    Pozdrawiam serdecznie 

  4. Cenię i szanuję obu Panów, Zbyszka tym bardziej, że miałem przyjemność uczyć Go w I LO, choć tylko przez rok. Dlaczego przez rok?  Wyjaśniłem to w ostatnią sobotę uczniom klas tego Liceum, którzy zaprosili mnie na uroczystość 30-lecia swego egzaminu dojrzałości – ówczesny reżim nie pozwolił mi uczyć i wychowywać młodzieży w szkołach średnich.

    Dziś nie mam czasu, ale może już jutro, pojutrze skreślę parę słów na temat wyborów prezydenckich w naszym Mieście. W końcu, razem z Zygmuntem Frankiewiczem jesteśmy weteranami tych kampanii – Zygmunt startował cztery razy, ja trzy!  

    Panie Dariuszu, Pańskie diagnozy i analizy są w większości celne i słuszne, ale wymagają uściśleń, w pewnych fragmentach dopowiedzeń, a czasem uargumentowanej krytycznej opinii.

    Pozdrawiam serdecznie.

    • Panie Aleksandrze, ja właśnie dlatego publikowałem ten tekst. Dla rozpoczęcia takiej dyskusji. To właśnie przyczynek do niej. Rzecz jasna subiektywny i z zewnątrz trochę. Tym bardziej cieszy mnie Pana wysoka opinia na ten temat. A Pana uwagi w jakiejkolwiek formie wyrażone, z całą pewnością chętnie opublikuję.

      Pozdrawiam Pana

  5. Olku – rok z Tobą jako nauczycielem j. polskiego był dla nas wspaniały. I nie mówię tego kurtuazyjnie. Byłeś jednym z najlepszych nauczycieli w moim życiu. 

    Pozdrawiam!

    • Dziękuję, Zbyszku!

      Dla mnie każdy rok z moimi uczniami był wspaniały.

      A teraz badam, gromadzę materiały, dlaczego tak bardzo, już od drugiego roku mojej nauczycielskiej pracy, czyniono wszystko, bym nie mógł uczyć. Smutna i przygnębiająca jest zdobywana przeze mnie wiedza. Fragmentami ją publikuję na http://www.salon24.pl

      Serdecznie Cię pozdrawiam

       

  6. Interesująca analiza, z ciekawością poczekam na drugą część.

  7. Aleksander Chłopek, jak mało kto, jest dobrze zaprawiony w politycznych bojach z Zygmuntem Frankiewiczem. Faktycznie aż trzykrotnie rywalizował z nim (2002, 2006, 2010) w zaciętych starciach o prezydenturę Gliwic. W 2006 roku niewiele zabrakło mu do sukcesu. Uplasował się na drugim miejscu wśród pretententów do prezydentury, uzyskując 27-procentowe poparcie społeczne w naszym mieście. Gdyby jego trzygodzinna debata wyborcza z Frankiewiczem została nadana w radiu PLUS o rozsądnej porze, a nie w nocy (od godz. 23 do godz. 2), to wynik pojedynku mógł być inny. Druga tura wyborcza w lokalnych wyborach samorządowych w 2006 roku mogłaby przynieść sensacyjne rozstrzygnięcie!

  8. jakże miło, że radny Wygoda zgadza się z analizą. jeszcze milej, że się odżegnuje od ponownego kandydowania na prezydenta. bo jak miałyby wyglądać jego rządy i jego ekipa? jak kontynuacja dotychczasowego "zwijania miasta" poprzez zamienienie go w stodołową pijalnię piwa (Rynek) i wódki (Żabka na każdym skrzyżowaniu)? utrzymanie faktycznej, jak obecnie, władzy nad urbanistyką miejską sprawowanej przez ZDM? a moze TBS-y przestaną być budowane dla tych, którzy inwestują w mieszkania pod wynajem? czy prezydent Wygoda przestanie finansować zawodowy klub piłkarski Piast? przestanie dotować artystyczną karierę lokalnego pianisty, którego twarz zobaczyłem wczoraj w TVP Kultura w kuriozalnej reklamie z tekstem, cyt. z pamięci: "program zobaczą Państwo dzięki organizatorowi koncertów Krzysztofa Kobylińskiego w ramach Festiwalu Palm Jazz", czyli sam KK organizuje, występuje i reklamuje, a płaci budżet miasta. przy okazji, czy zubożały Teatr Miejski nadal sponsoruje katowicki Kwartet? a może koło gospodyń ziemi zbrosławickiej? a może tylko jako radny wygrałby coś z koalicją prezydenta i miasto kupiłoby dymomierz dla policji? w Rzeszowie kupili i na 144 skontrolowanych pojazdów, zatrzymano 95 dowodów rejestracyjnych. tam na 186 tys. mieszkańców zarejestrowanych jest aż 120 tys. samochodów, a drugie tyle wjeżdża każdego dnia. przypomina wam to coś? nie? to szkoda. to może radny z koleżankami i kolegami w RM zainteresują się wreszcie autami, które codziennie parkowane są obok SPP i od ponad roku NIKT tej anarchii nie tępi. bo ja, w przeciwieństwie do radnych, dziwię się po jaki człon wydajemy miliony PLN na SPP, niektórzy mają wierszówkę, żeby się podniecać, jak łatwo dziś się parkuje za pieniądze, a jednocześnie przybywa cwaniaków na chodnikach i niegrodzonych nieużytkach w centrum, które kierowcy natychmiast zamieniają w bezpłatne parkingi (teren b. Synagogi). ale może coś łatwiejszego: to co prawda nie centrum, bo to jest w "Wielkich Gliwicach" wyjątkowo ciasne pojęcie, ale jednak przy ul. Toszeckiej, którą przejeżdżają tysiące ludzi każdego dnia. tu od paru lat mieści się niezabezpieczone i ogólnodostępne wysypisko odpadów budowlanych z hałdami błota, prefabrykatów, itp. naprawdę piękna wizytówka "smart city with the future". i nie jedyna, która w świadomości radnych w ogóle nie ma bytu. o szyldozie, która robi z tego kiedyś pięknego miasta, a dziś grajdoła, kompletnie "ukraiński" syf nawet już nie chce mi się pisać, bo od lat widać, że ani byłej miejskiej konserwator na smyczy, ani was, radni, to nigdy nie kłuło w oczy. tak jak niewiadomo skąd ukradziona lub wynajęta zapora drogowa używana przez Rysia z Hemingwaya, żeby mógł parkować na płycie Rynku. albo jak wjeżdżanie przez Czarnego z Pewexu na Rynek beemką w celu wypakowania z bagażnika zgrzewki jednorazowych kubków do piwa. raz do siebie, innym razem do rzekomo nie jego knajpy pod Ratuszem, która dostała od miasta wyjątkowe rabaty za wyjątkowo długie opóźnienie w rozpoczęciu działalności.

    gdyby Miasto to próbowało jakoś tłumaczyć, to można by se posłuchać, se poczytać i coś tam se zdecydować. a tu u was !@#$%^&*()_ dzwoni. wszyscy zadowoleni. Zbig się cieszy, Olek z dumą wspomina… wzajemnie sobie liżą jakbym opis z pod celi czytał.

    strach się bać, jakimi ludźmi otoczyłby się prezydent Wygoda. przecież mentalność zastępów działaczy PO w Gliwicach gwarantuje… NIC. wystarczy bardzo szybki research radnych. na boga, przecież oni od lat blokowali wstęp w struktury ludziom, którzy byli "wyraziści", czyli tacy, którym zależało na czymś więcej niż kasie. dlatego nowy Zarząd Miasta prezydenta Wygody tworzyłyby taki osobistości, jak Gornig, Karweta, a jako listek figowy mentalnego grobu, jeszcze buńczuczny radny Dragon z Sikornika, który i tak zostanie zadziobany przez wrony. tak jak z radością i bez oporów dał się zadziobać Jaśniok, który dziś bryluje w roli doskonałego przykładu dla studentów Uniwersytetu Ekonomicznego, którzy być może, jak on, w realnym biznesie szans nie mają, ale jeśli się cwanie podepną pod jakiś urząd… a czytając z jaką wdzięcznością traktuje znajomych z PiS, na wylotówkach z miasta można spokojnie wywiesić większe niż te kuriozalne bombastyczne reklamy palmiarni przy wjeździe na kąpielsko w Czechowicach – UCIEKAJCIE! to dla tych jeszcze nie zdecydowanych.

    wzajemne spijanie z dziubków Olka i Zbysia jest ujmujące. chłopaki się nie spotykają, a to jest dziwne wziąwszy pod uwagę ich deklaratywną zażyłóść i coraz więcej akcji społecznych na ulicach. oszukują? nie uczestniczą? przypadek?

    Olek ma doświadczenie. niech znowu wystartuje, poudaje i przerżnie. tradycja ponad rozwój.

  9. p.s. wjazd na nowy dziki parking na terenie po synagodze jest oznaczony znakiem drogowym B-1. czyli teoretycznie policjant, albo inny dzielny strażnik miejski, mógłby tam stać całą dobę i wlepiać mandaty i punkty karne. ale po co komu taki kłopot? policjantom lepiej jest z ciepłej komendy przyglądać się parkującym wbrew prawu i zwożącym na kołach błoto na chodnik i jezdnię, a strażnikom miejskim z pełnym zaangażowaniem udawać, że tego wcale nie widzą. ah, jakie piękne są Gliwice!

  10. Jak widać, wymiana uprzejmości z byłym szanowanym i cenionym przez uczniów nauczycielem przekracza dla sss9 zdolność pojmowania kindersztuby, zatem jakakolwiek dalsza głębsza polemika z nim jest zwykłą stratą czasu.

    • pan radny się nie dąsa, cierpliwość jest cnotą, i jeśli taką pan radny może się pochwalić, to zostanie nagrodzony odpowiedzią na swój wcześniejszy post wyrażony w punktach. "siostra Irena", występująca tu jako Kubuś Puchatek, też się nie zawiedzie. nie każdy ma grafik zawodowy tak luźny, żeby mógł każdego dnia i o każdej porze pociskać pierdoły ubrane w nawet najbardziej wyrafinowaną formę. a odpowiedź państwu wymaga przecież należnego namysłu. dziwię się pana radnego atakowi na mnie. sam pan radny opisuje A.Ch. jako "byłego szanowanego i cenionego nauczyciela". przykro mi.

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. … wielki Szu …

Leave a comment

Your email address will not be published.


*