Przyszłość teatru w Gliwicach – możliwe warianty

Narastają emocje. Powstaje petycja do ministra kultury Glińskiego, który tak naprawdę nie jest właściwym adresatem. Zawarte są w niej słowa wyrażające żal, rozterki i zawód artystów, którzy stracili pracę.

Autorzy piszą: „Dla takich działań nie znajdujemy merytorycznego uzasadnienia”. Są konkretni w swoich postulatach twierdząc, że „Głęboko wierzymy w to, że warto utrzymać dotychczasowy profil teatru, który zapewnia mieszkańcom Gliwic dostęp do różnorodnego repertuaru: operetkowego, musicalowego, operowego i baletowego.” A jednak nie mogę podpisać się pod petycją domagającą się zachowania status quo. Niezmiennie uważam, że w obecnej sytuacji finansowej restrukturyzacja teatru jest zwyczajnie konieczna. Przede wszystkim wbrew temu co piszą autorzy, jest dla niej merytoryczne uzasadnienie. GTM produkował za mało premier, były one zbyt kosztowne, nie posiadał wystarczającej liczby aktorów-śpiewaków (pisząc, że „Teatr to artyści a nie ściany!”, autorzy jakby zapominają, że teatr to przede wszystkim aktorzy. Mieliśmy balet, chór, orkiestrę, ale w ostatnich latach prawie nie mieliśmy aktorów!). Rozumiejąc, że kultura, a zatem teatr również, nie może być rozliczana tylko według wskaźników finansowych, nie można założyć, że funkcjonuje ona poza prawidłami ekonomii i rynku. Niestety, tak nigdy nie będzie. Są zatem poważne merytoryczne powody dla restrukturyzacji teatru. Pomijam już fakt, że wskazując na repertuar „operetkowy, musicalowy, operowy i baletowy” zapomina się o teatrze dramatycznym, a zatem tradycjach sięgających znanego i cenionego przed wojną Teatru Victoria.

Realia, na które musiał zareagować kierujący GTM Grzegorz Krawczyk, to dotacja sprowadzona do poziomu niespełna 7 000 000 zł. Niezrozumienie faktu, że jako dyrektor instytucji kultury ma obowiązek zmieścić się w założonym na ten rok budżecie i co ważniejsze zapewnić funkcjonowanie teatru w latach kolejnych i musi w związku z tym podjąć kroki adekwatne do ZUBOŻENIA Teatru, byłoby zakłamaniem rzeczywistości. Stały się rzeczy, na które Krawczyk wpływu nie miał. Prezydent zaplanował w budżecie takie właśnie środki dla GTM, a Rada Miasta bez żadnej refleksji to zaakceptowała. W tej decyzji należy szukać przyczyn tego, co się stało dalej.

Wymuszone zmiany są już w toku i są faktem prawdopodobnie nieodwracalnym. Piszę prawdopodobnie, bowiem przynajmniej w teorii istnieją możliwości wyboru. Postaram się bardzo krótko je opisać.

  1. Nic się nie zmienia

    GTM pozostaje w dawnej formule, a właściwie do niej wraca, „odbudowuje się”, jak zakłada to petycja, wszystkie zespoły artystyczne. Być może nawet dotacja wraca do poziomu powyżej 8 milionów. I…? I nie załatwia się niczego. Produkujemy mało, drogo, brakuje funduszy na niezbędne remonty (zapóźnienia są ogromne!). Zespół mimo postulowanej „odbudowy” nadal pracuje w składzie niepozwalającym na zrobienie czegokolwiek poważnego bez dużych zaciągów aktorskich spoza GTM, bez castingów itp. – czytaj bez pompowania kosztów. Aby formuła teatru muzycznego mogła się sprawdzić i przynieść wymierne artystyczne efekty, niezbędna byłaby dotacja w kwocie minimum 10 a najlepiej 12 milionów rocznie. Oczywiście ze stałą indeksacją w latach przyszłych. Wykonalne? Być może w mieście przed Halą G. tak, obecnie z całą pewnością nie. To właśnie te przesłanki powodują, że nie mogę poprzeć napisanej petycji. Zwłaszcza, że z całą pewnością nie mamy do czynienia z LIKWIDACJĄ TEATRU. Przynajmniej na razie.

    Zapewne mało kto wie, że zgodnie z ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, organizator musi minimum 6 miesięcy przed wydaniem aktu likwidacji instytucji kultury podać ten zamiar do wiadomości publicznej. Na pewno zatem nie mówimy o likwidacji GTM jako instytucji.

  2. Teatr impresaryjny

    Formuła stosowana na przykład w Rybniku czy w Tychach. Z różnym powodzeniem. Prosta w obsłudze przy sprawnym zarządzie i dobrych decyzjach. Ale mało ambitna. Nie do przyjęcia w mieście o bogatych tradycjach teatralnych. A takim miastem z całą pewnością są Gliwice. Stać nas na to, aby czegoś więcej oczekiwać od „teatru”. Gliwice powinny pokusić się o tworzenie własnego wkładu w kulturę kraju a nie sprowadzić się do rangi odbiorcy tego, co stworzą inni.

  3. Teatr repertuarowy o szerokiej ofercie gatunkowej

    Taka „gatunkowa dywersyfikacja” uczyniłaby teatr gliwicki innym od pobliskiej konkurencji, a zatem Teatru Nowego w Zabrzu, czy Teatru Rozrywki w Chorzowie, nie mówiąc już o Katowicach. Pozwalałaby jednocześnie na połączenie dwóch tradycji teatralnych miasta i wykorzystanie ogromnych doświadczeń w zakresie muzycznych gatunków scenicznych. W dalszym ciągu byłaby to oczywiście formuła dość kosztowna przy założeniu, że w mieście poniżej 200 000 mieszkańców należy wyprodukować co najmniej 5 spektakli w roku.

  4. Teatr o formule mieszanej repertuarowo-impresaryjny

Moim zdaniem rozwiązanie idealne dla Gliwic. Każdego roku produkujemy 5-6 premier (oczywiście na pewno nie w pierwszym, czy w drugim sezonie, ale docelowo w perspektywie 5 sezonów), urozmaicając ofertę bardzo starannie przemyślaną, stałą prezentacją spektakli gościnnych, wchodząc w kooperacje, wspólne projekty itp. Oczywiście, jeśli chodzi o repertuar własny, mam na myśli szeroką ofertę gatunkową, o której wspomniałem wyżej. Twierdzę, że całkowite odejście od gatunków muzycznych byłoby błędem. To szansa na zachowanie inności Gliwickiego Teatru…. no właśnie, jakiego? Nazwa na pewno powinna się zmienić.

W kolejnym tekście postaram się napisać, jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby zmiana Teatru w placówkę repertuarowo – impresaryjną mogła się powieść. Bo sądzę, że tu nie wystarczą tylko zmiany w samym teatrze. Niezbędne jest właściwe podejście władz miasta. Wiele zależeć będzie od Rady Miasta, która wbrew temu co się sądzi ma ustawową legitymację, aby okazać się w tym względzie siłą sprawczą.

Dariusz Jezierski

6 Comments on "Przyszłość teatru w Gliwicach – możliwe warianty"

  1. Ciężki ,,orzech do zgryzienia,, Zgadzam się z tym, że potrzebny jest w Gliwicach teatr dramatyczny i juz wiem dlaczego Teatr Victoria był traktowany po macoszemu jak cała dotacja szła na Teatr Muzyczny a zarzadzający był jeden, to niesprawiedliwe. Tym bardziej, że zlikwidowano Kinoteatr-X gdzie można było wystawiać sztuki dramatyczne. Ale trzeba też uszanować zwolenników Teatru Muzycznego powinno funkcjonować w naszym mieście jedno i i drugie oczywiście można dokonać zmian, ale tak żeby wszyscy mieli ,,swoje zabawki,, w tym mieście, nawet jeżeli są w mniejszości, a wtedy wszyscy będą zadowoleni. 

    • Dlatego właśnie opowiadam się za modelem repertuarowo-impresaryjnycm, przy czym własny repertuar powinien być możliwie różnorodny gatunkowo.

  2. Przeszlosc teatru w Gliwicach, jak i calych Gliwic, jest odwrotnie proporcjanalna do przyszlosci Frankiewicza. Bedzie rzadzil Frankiewicz,nie bedzie teatru, nie bedzie rzadzil Frankiewicz, bedzie teatr. To jest jasne dla kazdego.

  3. Może moja ocena będzie bardzo radykalna ale osobiście sprawę rozwiązałbym tak

    – Przystąpiłbym do rozmów z marszałkiem województwa tak by operetka stała się 4 teatrem organizowanym przez województwo – skoro mamy – teatr śląski, teatr rozrywki, operę śląską to i operetka się by w tej koncepcji zmieściła – no ale GTM musiałby powrócić do operetki i przy niej pozostać tak by nie wchodzić w kompetencje pozostałych jednostek województwa

    – Zanim by jednak to się stało oddzieliłbym od GTM kino Amok i pozwolił je poprowadzić fundacji bądź stowarzyszeniu – myślę, że taka formuła by znacznie bardziej się sprawdziła – aktualnie amok jest dla GTM tylko obciążeniem (a kto wie, może ludziom, którzy kiedyś tworzyli STG chciałoby się jeszcze coś stworzyc :))

    – Kiedy GTM byłby w dobrych rękach (i Amok także) utworzyłby Miejski Teatr Dramatyczny Victoria w wyremontowanych ruinach – przy poziomie dotacji obecnego GTMu można by sobie pozwolić na miejski teatr dramatyczny, który służyłby nie tylko w ramach impresariatu ale umożliwiłby wystawienie powiedzmy 3 premier rocznie – oczywiście teatr mógłby służyć jako arena przedstawień dla szkół, studentów i niezależnych zespołów teatralnych.

    To tyle z moich marzeń – oczywiście wątpie żeby cokolwiek w tej sprawie ruszyło – w Gliwicach doprowadzono do sytuacji trochę kuriozalnej – zebrano 3 zgniłe jaja wrzucono do jednego koszyka i wystrzelono w kosmos myśląc że sobie poradzą. Nie poradziły, a właściwie wszystkie razem doprowadziły do zgniłej ruiny.

    • Generalnie się z Panem zgadzam. Zaznaczę przy okazji że za czasów dyrekcji Pana Gabary co najmniej dwa razy probowano przekazać teatr marszalkowi. Bezskutecznie

      Budynek przy Nowym Świecie dawno powinien zostać opuszczony a Ruiny dawno odnowione powinny być siedzibą gliwickiego teatru a aleja przekształcona w pasaż kultury. Zamiast Hali G. mielibyśmy miejsce – wizytówkę miasta. Nieomylni wolą jednak magię. ..

  4. … dyskusję można prowadzić na wiele różnych sposobów. Można używać różnych a nawet przemyślnych argumentów. Tym nie mniej, od kiedy lekceważony obecnie u nas Marks dostrzegł , że "byt kształtuje świadomość", warto z tego spostrzeżenia korzystać. W spostrzeżeniu tym tkwi jednak pewna pułapka, a może poczucie swoistego humoru, którego filozofowi podobno nie brakowało. Popatrzmy zatem na owo "byt kształtuje świadomość". Odczytać to można (i tak jest najczęściej), że oto świadomość kształtowana jest przez byt czyli byt wpływa decydująco na świadomość, słowem dzięki poziomowi i jakości bytu i świadomość stosowny poziom osiąga. Dostrzec jednakże można również, i to bez szczególnego wysiłku, że to właśnie byt kształtowany jest przez świadomość i że jego jakość od poziomu tejże zależy. Cóż kij jak wiadomo ma dwa końce albo też, jak w tym dowcipie o szczurołapie,  "można tak, a można tak". Dotyczy to poniekąd i GTM-u, a nawet całej "gliwickiej kultury". Póki był „byt” stosowny (czytaj kasa), to „świadomość” zwyżkowała, a nawet miała sie dobrze. Byt się pogorszył (czytaj kasa się skończyła) to i świadomość szlag trafił. Nie ulega zatem wątpliwości, że odpowiednie kształtowanie bytu poprzez "wysoką świadomość” jest o wiele bezpieczniejsze niż na odwrót. To jednakowoż jest domeną narodów mądrych, rozsądnych i przewidujących. Czy Polacy do takich należą – no cóż – to winno być przedmiotem innych dywagacji i raczej nie filozoficznych. Gdyby odpowiednio wcześniej to miasto (mieszkańcy, władze i ludzie kultury, do kupy wzięci) wykazało się odpowiednim poziomem świadomości (a może rozumem) to dziś byt „gliwickiej kultury” nie byłby zagrożony. Ale ponieważ …

    No cóż – „budzenie się z ręką w nocniku” naprawdę nie należy do przyjemności …

    Takie oto mysli przychodzą mi dogłowy spacerując brzegiem wiosennej i dostojnej w Dreźnie Elby. Nieco wcześniej obejrzałem bieżący program drezdenskiej Semperoper oraz Staatsschauspil …

    Wiem … Drezno to nie Gliwice a Elbe to nie Kłodnica … tym nie mniej i tu i tam "byt kształtuje świadomość" – niestety różnie …

Leave a comment

Your email address will not be published.


*