Pyskowiccy dworzanie wielbią Wacława Kęskę

Jeden komentarz

„Trybuna Ludu”. Jestem prawie pewien, że te dwa charakterystyczne słowa nie nasuwają dziś żadnych skojarzeń większości z młodych mieszkańców Pyskowic. Trudno się im dziwić – żyją przecież w kraju, w którym od 26 lat nie ma już „Trybuny Ludu”, skompromitowanej gazety propagandowej, wydawanej w PRL, o niebotycznym nakładzie dochodzącym momentami do 1,5 mln egzemplarzy. Młodzi i starsi pyskowiczanie mają natomiast do czynienia ze współczesnym odpowiednikiem dawnej „TL” – agitacyjnym periodykiem prasowym pt. „Przegląd Pyskowicki”.

Nie od rzeczy będzie jednak najpierw przypomnieć, czym była w minionej epoce „Trybuna Ludu”. Przez ponad 40 lat stanowiła główne narzędzie komunistycznej indoktrynacji politycznej w naszym kraju. Był to tzw. organ prasowy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Pismo traktowało kolejnych przywódców partyjnych (Bolesława Bieruta, Władysława Gomułkę, Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego) w sposób całkowicie bezkrytyczny, zamieszczając na swoich łamach nieustające hymny pochwalne pod ich adresem.

„Trybuna Ludu” nie istnieje od 1990 roku, ale doczekała się  – o dziwo! – licznych naśladowców. Tym osobliwym zjawiskiem społecznym zajął się przed dwoma laty ogólnopolski „Tygodnik Powszechny”. W numerze z 25 maja 2014 r. opublikował obszerny tekst Przemysława Wilczyńskiego pt. „TYSIĄC TRYBUN LUDU”. Autor napisał m.in.: „Udają gazety, niszcząc te prawdziwe. Mają być dla mieszkańców, a są dla władzy. Jak ograniczyć wpływy samorządowej Polski swojsko-dworskiej?”.

Co miał na myśli krakowski publicysta? Tzw. gazetki samorządowe, wydawane w całym kraju z inicjatywy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. „Częścią pejzażu lokalnego Polski po reformie samorządowej stały się twory prasopodobne: ni to gazety, ni to biuletyny. Zwykle darmowe, leżące na stołach urzędów i rozdawane w sklepach” – wyjaśniał obrazowo dziennikarz „Tygodnika Powszechnego”.

Medialna gangrena

Przytoczył on też opinie o tych „produktach prasopodobnych”. Warto zacytować wymowny fragment jego wywodów: „GANGRENA – tak mówią o wpływie samorządowych mediów na lokalną demokrację dziennikarze lokalnych gazet, które nie są związane z władzą. Gazeta samorządowa to odpowiednik dawnej TRYBUNY LUDU – stwierdzono podczas konferencji na temat lokalnych mediów, zorganizowanej przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Zadaniem samorządu w ogóle nie powinna być działalność medialna” – stwierdził dobitnie Przemysław Wilczyński.

Publicysta posłużył się znamiennymi przykładami opisywanego przez siebie zjawiska. Oto przykład najbardziej charakterystyczny: „Rekordzistą Polski może się okazać burmistrz Trzebnicy – Marek Długozima. W prowadzonej przez samorząd „Panoramie Trzebnickiej” naliczono kiedyś jego „28 główek” – napisał autor analitycznego tekstu.

Liczne gazetki samorządowe zamieszczają nie tylko setki lizusowskich fotografii lokalnych włodarzy gminnych, ale przede wszystkim uprawiają nachalną propagandę sukcesu, wynosząc pod niebiosa swoich pryncypałów. Ich decyzje są „znakomite, mądre, przenikliwe i wizjonerskie”, a gminy, którymi zarządzają, stanowią oazy „dobrobytu, szczęścia i wiecznej miłości”.

Strumienie pochwał i dworskie wyliczanki zalet ducha i intelektu lokalnych decydentów zajmują całe strony owych tworów prasopodobnych, wydawanych, niestety, za pieniądze podatników.

Szacuje się, że w Polsce jest około tysiąc takich osobliwych gazetek, kontynuujących z powodzeniem tradycje komunistycznej „Trybuny Ludu”. Do tej grupy należy bez wątpienia „Przegląd Pyskowicki”. W mieście nad Dramą ukazał się właśnie kolejny numer tego bezpłatnego periodyku, drukowanego co miesiąc w nakładzie 3,2 tys. egzemplarzy i pochłaniającego rocznie ok. 30 tys. zł pochodzących z pieniędzy pyskowickich podatników. 

Pyskowickie bałwochwalstwo

W grudniowym wydaniu „PP” (nr 12/242) zamieszczono aż 5 zdjęć przedstawiających burmistrza Wacława Kęskę (jedno – na okładce, trzy następne – na stronie drugiej i jeszcze jedno – na stronie piątej). W taki sposób zaprezentowano pyskowicką odmianę bizantyjskiego bałwochwalstwa. Na łamach 10-stronicowej gazetki pojawiło się 5 fotografii lokalnego Władcy.

Nie był to wszakże jedyny przejaw niesłabnącego od 14 lat ubóstwiania pyskowickiego Wodza przez redakcję zdominowaną przez lokalnych polityków – radnych z drużyny aktualnego burmistrza miasta. Na wszelki wypadek oddano mu jeszcze do dyspozycji całą stronę czwartą pisemka, by mógł się pochwalić swoimi epokowymi osiągnięciami w mieście („Trudny, ale owocny półmetek”).

Przemysław Wilczyński z „Tygodnika Powszechnego” ma w stu procentach rację, pisząc, że tzw. gazetki samorządowe są gangreną lokalnej demokracji w Polsce. Czy w Pyskowicach znajdzie się wreszcie odważny przeciwnik Wacława Kęski, który położy kres skandalicznemu marnowaniu pieniędzy publicznych na dalsze wydawanie tamtejszej kroniki dworskiej, służącej wyłącznie adoracji lokalnego kacyka?

Zbigniew Lubowski

1 Comment on "Pyskowiccy dworzanie wielbią Wacława Kęskę"

  1. Wszystko na temat,kolejny świetny artykuł identyfikujący w sposób jaskrawy postawę ścisłego elektoratu p.Kęski,ku refleksji,wierzę że przyszli wyborcy zwłaszcza z  tzw. "straconego pokolenia" również dzięki IP w końcu wyciągną wnioski i zatrudnią uczciwego człowieka.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*