… pyskowickie kacząt stadko …

6 komentarzy

… bardzo mi się to podoba – jak Boga kocham bardzo. Lubię – nie ukrywam – okładanie po pyskach. W prasowej szarości jest to, bez wątpienia tym, co jeszcze skłania do czytania. Spośród okładań po pyskach najbardziej lubię te, w których ktoś sprawia zacny i bezpardonowy łomot szmaciarzom. Tak się bowiem składa, że prasowa pyskówka, to nie jest zabawa dla osobników o móżdżkach gimnazjalnych panienek w okresie pokwitania, ani też przeróżnych „polonistek” specjalizujących się na co dzień w poprawianiu błędów w wypracowaniach czwartoklasistów SP… no nie jest i już … nie jest też dla przeróżnych ciotuń i specjalistek od kruchych ciasteczek z powidłami i herbatki kwiatowej. Pyskówka nie jest również dla wszelkiej maści rzeczników, czyli organów jakichś tam organów. Rzecznik bowiem, to raczej odbyt czyli organ, przez który większy organ pozbywa się lub wydala coś tam, czego opisywać nie warto … Warto jednak zauważyć, że odbyt nie ponosi odpowiedzialności za to, co wydala, ani w jakiej formie, bo przecie tylko odbytem jest czyli organem niższego rzędu i treści wydalanej nie produkuje, że tak powiem … Oczywiście rzecznik jako odbyt, potrzebny jest jak najbardziej, bo ktoś lub coś to wydalanie wykonać musi, bo ono przecie potrzebne jest, to wydalanie …

Felieton, recenzja lub inne tam takie i w tym rodzaju, na ogół krótkotrwałym pierdnięciem są, bo takie ich przyrodzenie i uroda poniekąd, uroda podkreślam. Bo są one tym kamieniem rzuconym do ustałej już wody lub bajora, co go zmętnić ma lub trochę i na trochę zaburzyć, i na coś tam zwrócić uwagę, albo nie.

Owo perełką może być samo w sobie i filipkiem jakim, a może i nie być. Od talentu to i od pióra zależy. Nie każdy pierdnąć jednak potrafi choć wydawałoby się, że to proste – nie każdy. Nie wystarczy bowiem huk tylko, trzeba jeszcze powietrze zepsuć, bo to w komplecie dopiero właściwy pierd tworzy i uroczy do tego.

Ze Zbigniewem Lubowskim przeważnie się nie zgadzam, ściślej mówiąc prawie zawsze. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, ani nikogo nie interesuje, czy się zgadzam czy nie i mam tego świadomość. Nie sądzę również, aby w/w Lubowskiemu na tym zależało, na tym moim zgadzaniu się, czy nie – nie sądzę. Pisze On bowiem to co chce i jak chce, bo będąc niezależnym, lub uważając się za takiego, ma do tego prawo i chwała Mu za to. Ma do tego jeszcze pióro zacne, złośliwość i dosadność, którą cenię i lubię. Treść, sama w sobie na ogół mi zwisa, bo zwisa mi czy zmasakruje jakichś pętaków w Pyskowicach, Knurowie czy innych zadupiach, czy też bierze na warsztat lub buta, vipa jakiego z powiatu, a nawet województwa. To mi zwisa, podobnie jak i to, czy racje ma czy nie, a już zupełnie, czy prawdę mówi czy też buja jak z nut. Śmieszy mnie wprawdzie, gdy po mieście gania i komunę ściga, wyszukuje i dzielnie piętnuje, ale widać takie ma hobby, a że jakieś hobby warto mieć to niech ma, bo na przykład inni i takiego nie mają, choć chcieli by mieć jakie.

W tych Jego felietonach literaturkę zupełnie zgrabną widzę i to mnie bawi i budzi sympatię.

Tak czy owak, facet mi się podoba i lubię jak z lekkiego półobrotu, i niejako elegancko, od czasu do czasu, wali z lakierka w czyjeś jądra. Skowyt się wtedy rozlega bolesny, lecz tylko skowyt, bo o rzeczywistej obronie nie ma mowy, bo klient trafiony jest już skutecznie i ładnie …

I nie jest to szlag furmański z gumofilca, lecz na ogół dość wyrafinowany myk …

Teraz też w tych Pyskowicach zgrabnie i z bucika parę istot załatwił, w tym i jakieś kobitki podobno, co to takie niezależne są, jak spodnie od piżamy, jakąś dyrektorkę, jakiejś tam szkoły w tychże Pyskowicach, co hołdy swojemu burmistrzowi składała czołobitnie, choć nie musiała, bo przecie pomoc dla szkół to jego psi obowiązek w zakresie na jaki go stać i łachy nie robi i lizanie jego dupy nie jest potrzebne, no chyba, że ktoś to lubi. O reszcie skopanej czelodki pisać szkoda, bo i po co.

Więc skowyt był i ból się też wyczuwało, ból skopanych i trafionych zacnie …

Po skowycie, czelodka jęknęła protestacją jakowąś, ale cieniutko, falsecikiem jeno, jak na dobrze trafioną przystało …

Więc się „w sercu mojem” litość jakaś pojawiła, litość nad tymi bitymi, może i słusznie bitymi, ale jednak bitymi … więc …

Nie idźcie tą drogą drogie paniusie, nie idźcie, bo was na podłodze rozsmarują jak gówno jakie albo nutellę. To już lepiej w kątku jakim, łomot przeczekać, popłakać sobie cichutko nad losem swoim szmacianym, bo to w tym kątku szybciej przyschnie i śmiechu będzie mniej i boruty.

 

Tedy nie idźcie tą drogą paniusie, nie idźcie …

Nie idźcie, żeby nie było jak w tym wierszyku:

 

Leśną dróżką, bardzo gładko

szło na rżnięcie kacząt stadko

a przed stadkiem kaczor stary

co to w rżnięciu nie znał miary…

 

                                                                                                                             Gleiwitzer49

6 Comments on "… pyskowickie kacząt stadko …"

  1. Koniec roku się zbliża, z NFZ-u brakuje środków na lekarza, to się stadko "kuracjuszy z Toszka" dorwało do internetu…

    frustraci 🙂 ot cały komentarz, pokażcie się z pyska – imienia i  nazwiska cfaniaczki, skoro tak kozaczycie schowani za monitorem … 

    ale bez stresu, nic tak nie leczy z kozactwa jak pusto w portfelu 🙂 

  2. jezierski – komentarze publikuj 🙂 REDAKTURZE TY od siedmiu boleści wszelkiej 🙂

  3. Mam pytanie do Lubomskiego vel gliwitzera49 – czy w gliwickim msi pracowałeś mentalnie jako Jekyll’e czy Hyde? Co mówił lekarz? Mam, jeżeli pozwolisz alfo i omego, także radę dla wyżej wspomnianego imion i tożsamości wielu, nie idź tą drogą, paszkowski nigdy nie będzie burmistrzem, co najwyżej Napoleonem w Toszku, więc nie będzie pracy w pyskowickim magistracie dla cie!! paszkowskiemu, dr inż.(sic!) Politechniki Śląskiej(sic!) głównemu inspiratorowi tego, przypominam, że być może, ludzie na chwilę mogą zapomnieć takie chamstwo, na  jakie sobie tu pozwalacie względem Pyskowiczanek ale INTERNETY nie zapomną!! Za dwa lata, jak lekarz ze wspomnianego toszeckiego przybytku na przepustkę wypuści i pozwoli wziąć udział w wyborach, pośmiejemy się z twojego wyniku – wszyscy gremialnie!!

  4. Uderz w stół a nożyce się odezwą,powyższe komentarze są dowodem braku merytorycznej oceny znakomitego felietonu,i doskonale ilustrują poziom agresji osoby bądź osób związanych z otoczeniem burmistrza.

  5. Wypowiedź jaka objawił się przedstawionym tutaj – pyskowitzer zalatuje dość śmierdząco skompromitowanym publicznie odejściem zastepcy Wacława Kęski. Widać, jak bardzo on tęskni za ciepła posadką u boku swego pana, jednak pan go nie przyjmie, bo sam jest w opałach. Panie Wieslawie L. – czas twój już minął, ale smród pozostał i opanował całą okolicę. Na nic twoje utyskiwania, pociągnąłeś na dno swego pana…ale najgorsze, że też całe miasto.

  6. i pomyśleć, że chwalony tu publicysta też ma w CV kleksa współpracy z samorządową propagandówką. teraz odkupuje grzechy, dziobiąc paluchem w smarkaczy z Pyskowic… może to i efektowne, ale tylko dlatego, że pyskowiccy propagandziści jeszcze nie posiedli wiedzy gliwickich kolegów po fachu i się odszczekują, co zresztą uważam za godną szacunku postawę. kłopot w tym, że wszyscy aktorzy dramatu idą od razu na noże, zamiast zacząć od gry w kapsle. trzeciego aktu nie będzie, widownia będzie okupować kasę. w Gliwicach, dawni koledzy Lubowskiego i aktualni pyskowiczan, od dawna wiedzą, że najlepiej jest ignorować krytykę. to się sprawdza na każdym szczeblu władzy, a jeśli już naprawdę nie da się uniknąć konfrontacji z krytykami, to się ich wypowiedzi i sens krytyki tak przekręca i zniekształca – jak to ma w zwyczaju np. min. Macierewicz – że niezbyt bystry albo przelotnie zainteresowany obserwator, kupuje wyjaśnienia urzędu. bo Urząd w plebejskim narodzie ciągle ma jeden od dekad komentarz: z nim i tak nie wygrasz. pogląd ten nadal pokutuje dwadzieścia siedem lat po komunie i chociaż wygrać można, tylko trzeba chcieć, to "ludowa prawda" i społeczna apatia od lat tylko ośmiela w arogancji nowych, rzekomo innych niż w czasach komuny urzędników. nadzwyczajnie szybko dopada to nawet byłych bojowników społecznych, którzy już będąc radnymi, z wojowników zamieniają się w wasali władzy, którą mieli zmieniać. w służbie porozumienia i współpracy – tak mówią – a naprawdę w imię własnego świętego spokoju. można się zastanawiać nad kondycją wyborców, którzy rozczarowani, a nawet zdradzeni, ponownie głosują na takie nazwiska, ale tym powinni się zająć socjolodzy, np. zamiast bronienia złomu czołgu.

    przy okazji, bo takie lubię – a gdyby zamiast czołgu (militaryzm), MZUiK, mający niedoprzecenienia doświadczenie i zasługi, wybudował TĘCZĘ z drutu, mchu i kwiatów, w okresie jesienno-zimowym podświetlaną wielobarwnymi ledami, to byłoby źle? a jeśli źle, to dla ilu gliwiczan, i czy z tego powodu, że bardziej lubią narzędzia przemocy i mordu, a tęcza w ich katolickich sercach i umysłach została bez racjonalnego powodu zatruta kontekstem homoseksualizmu, który jeśli nawet, nie ma nic do rzeczy? jeśli tak, a mam nadzieję, że OSOM zrobi badania na ten temat (to w końcu Studia w nazwie), to wyniki udostępnią na każdym lokalnym portalu.

    wracając do clou, jeśli ktoś pojedzie do Pyskowic – chłopskiego miasteczka bez instytucji kultury, z rozrywką na poziomie Pubu Piast pod ruiną Teatru Victoria, a jeszcze pogada z lokalsami w różnym wieku, to po kilku godzinach przestanie mieć złudzenia. ja je dawno temu straciłem wobec "bogatych" Gliwic, do których pyskowiczanki i pyskowiczanie ciągnęli tabunami w celu posmakowania "legendarnego sobotniego nocnego życia", bo to już minęło w chwili, w której kazano im płacić 2 PLN za szatnię. to chyba dobrze ilustruje stan świadowmości. ale jeszcze ciągną do banalnego CH Forum, bo na trasie nie ma kanarów, a z holu nikt nie goni… więc dla pyskowiczan Gliwice są atrakcją.

     ale ja się nie ślinię ze szczęścia na akademiach robionych przez dzieci dla dzieci, jak red. Lubowski, o których z taką czułością tu opowiada. jakoś mnie do orgazmu nie doprowadzają pop-jazzowe szansonistki, męczące w czterech oktawach zryte do dna żenady populane standardy. no jakoś tak po prostu nie jest dla mnie wydarzeniem jarmark w foyer kina w Gliwicach – chyba, że autor myśli kategoriami propagandy miasta, które opowiada Światu o sobie, jak baron Munchausen o swoich wyczynach. w Pyskowicach, czy Knurowie takie banały mają prawo być szumnie nazywane "eventami". impreza, spotkanie, czy popołudnie, brzmią tak nieeuropejsko, tak banalnie, żenująco…

    ci z pyskowickiej tuby w końcu też dorosną i okrzepną i najostrzejsze pióro zignorują. będzie szybciej, jeśli wykupią szkolenia w gliwickim magistracie. w końcu Pyskowice z Gliwicami wiele łączy, że wymienię pierwszą z brzegu wielu szumnie ogłaszanych obietnic: fantastyczną ideę szybkiej kolejki szynowej wg pomysłu Zygmunta Frankiewicza.

    co prawda, zamiast niej jest wielogodzinny zator na ul. Toszeckiej, ale to szczegół, nie warty drążenia. 

    a propos drążenia… starzeję się, więc być może to jest powodem, że coraz trudniej mi zrozumieć, dlaczego mam się ekscytować pyskowickimi patologiami, podczas gdy inwazja pojebania umysłowego atakuje Gliwice, a tu, nie ma o tym właściwie nic?

    nie wiem już, co bardziej mnie wypełnia – smutek, złość, apatia, czy absurdalna chęć do tępego i zmasowanego poparcia dla wszystkich nowych decyzji RM w Gliwicach. żeby wreszcie poczuć się w tym absurdzie cząstką tej "lepszej", ignorującej racjonalność i mądrość, kasty wyrachowanych skurwysynów, których to miasto i mieszkańcy zupełnie nie interesują w innym kontekście, niż krowi cyc, z którym są od pokoleń zżyci mentalnie i to ich chłopstwo okraszone tytułami inż, itd, jest tylko przykrywką. przecież legendarny "wojskowy" Szpital Miejski nr 4 wali się na naszych oczach, "jedynka" ma od 30 lat taką renomę, że pracujący tam lekarze odradzają leczenie. Miasto tnie etaty, ale jeden (?) koleś dostaje dwie wypłaty bo jest dyrektorem dwóch instytucji miejskich. Muzeum ulubieńca władzy dostaje klimatyzację, której nie mają bloki operacyjne w miejskich szpitalach… syf hula po mieście, nowych linii autobusowych nie ma, chociaż budują specjalne ronda dla zwiększonego ruchu samochodów…. a radni deklarują współpracę z prezydentem, który na zbiorkom wydaje coraz mniej… a na drogi coraz więcej…  a jego dupa pierdzi, że piesi są jak wrzód na jego, kierowcy, dupie… a jeszcze niedawno ta sama prezydencka dupa pierdziała, że rowery miejskie, to tylko chwilowa moda, której antynowoczesna a jednocześnie rzekomo smart władza się nie podda. dziś tworzy jakąś protezę systemu rowerów miejskich, chyba tylko po to, żeby po roku skasować usługę pod pretekstem nieatrakcyjności dla mieszkańców. to właśnie dlatego piesi i rowerzyści nie mają praw w "smart city" Gliwice. prawa i przywileje, oraz przymykanie oczu na ich wykroczenia mają kierowcy samochodów.

    hej! tak szczerze… zarząd Gliwic, to muzeum. figury tego zarządu od dawna powinny stać w jakimś magazynie rzeczy nieudanych i zbędnych. może w hangarze przykryte brezentem. a za x-lat wystawione w galerii osobliwości. ale niestety, spodziewam się, że kiedy już jeden po drugim zaczną sie kryć pod ziemią przy wtórze państwowych fanfard, ich ciągle żyjący koledzy okraszą ich nazwiskami ulice, ronda i wysypiska tłucznia, na których posiano trawę i nazwano je jeszcze nowszymi miejscami spotkań gliwiczan.  

    co mnie obchodzą Pyskowice? prócz samych Gliwic, bardziej powinien interesować kierunek, z którego przyjeżdżają do miejskich urzędów i spółek miejskich "Obcy", co to są "daleko od miasta", a je kreują pod własne widzimisię. o, i tu na pewno pomoże doświadczenie niektórych członków i członkiń OSOM. oni się znają na Mieście.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*