Rajbowanie – Kto i jak odpowiada za reformy? (część trzecia)

4 komentarze

Polska to duży kraj, bardzo duży… Na Polskę składa się wiele barwnych, zróżnicowanych regionów. Trzeba sporo czasu, żeby li tylko powierzchownie poznać te regiony – ich współczesność, ich przeszłość, ich cywilizację i ich kulturę. Ich perspektywy. Są bardzo, bardzo różne. Jako emeryt mam czas i środki, żeby podziwiać to bogactwo. A w życiu sporo widziałem – tam i siam.

Pięćdziesiąt sześć lat temu zauważyłem podczas katechezy, że nie wszyscy pięciolatkowie rozumieją, co mówi do nich siostra Benigna. No cóż, nie z każdym mama rozmawiała tyle, co ze mną, nie z każdym rozmawiała babcia i prababcia. Dwa lata później, w pierwszej klasie, zauważyłem, że nie wszyscy siedmiolatkowie rozumieją, co mówi do nich pani Mrozowska. Pani Mrozowska mówiła lanie po polsku, a kilka kolegów  i kilka koleżanek nie rozumiało. Może zresztą było ich więcej. No cóż, nie z każdym mama rozmawiała tyle, co ze mną po polsku, nie z każdym rozmawiała babcia i prababcia po niemiecku, a ojciec po śląsku. Byłem wygrany – miałem chrzestną mówiącą tymi językami, która nauczyła mnie czytać. Po polsku.

Kiedy po 25 latach wylądowałem w małej wiejskiej szkółce jako nauczyciel nauczania początkowego (zintegrowanego), stosunkowo szybko się zorientowałem, że dla większości moich wychowanków język polski nie jest językiem pierwszym. Wielu z nich znało tez inna historie już oficjalna historia ich wsi. Jeden z dziadków na przykład poczuł się urażony prezentem z okazji Dnia Dziadka, bo on nie jest dziadkiem, dziady są pod kościołem, a on jest starzykiem. Uczyłem więc polskiego jako drugiego po śląskim – przydała się glottodydaktyka…

Do dziś nie ma badań nad wpływem rodzinnego środowiska gwarowego/etnolektu/obcojęzycznego na kariery edukacyjne dajmy na to Górnoślązaków.

Do dziś nie ma badań nad wpływem braku 600 lat historii, kultury, sztuki Śląska/Śląska Górnego w podręcznikach.

A Górnoślązacy swymi podatkami finansują kolejne reformy i kolejne przemilczenia oraz kłamstwa.

Tylko proszę nie myśleć, że przemilczeniami i kłamstwami reforma zapobiegnie Exitowi, bo na Śląsku nikt nie zamierza opuszczać Rzeczpospolitej. Ci, którzy nas o to oskarżają, to często wyłącznie politykierzy, którzy nie znają innego sposobu podlizywania się centrali.. nie masz wroga, to go wykreuj i stwórz alians. Nie masz się przed czym bronić, to wymyśl zagrożenie.

Bo Śląsk to duża kraina, bardzo duża… Na Śląsk składa się wiele barwnych, zróżnicowanych regionów. Trzeba sporo czasu, żeby li tylko powierzchownie poznać te regiony – ich współczesność, ich przeszłość, ich cywilizację i ich kulturę. Ich perspektywy.

Czy to jest możliwe przy scentralizowanej reformie? Obawiam się, że nie. A zasada mówi: od ogółu do szczegółu, a problem tkwi w szczegółach.

Kto opowiada za szczegóły, ten odpowiada za całość. Kto odpowiada za wszystko, nie ponosi odpowiedzialności za nic. Porządzi, skasuje i odchodzi na z góry przygotowane stanowisko.

Aleksander Lubina

4 Comments on "Rajbowanie – Kto i jak odpowiada za reformy? (część trzecia)"

  1. Okazałam cierpliwość, straciłem czas. Może czas na korektę, bilans jest maiżdżący – trzecia odsłona i 0 komentarzy…Bez obrazy dla stojącej wysokim amatorskim poziomie twórczości lansowanego Autora.

    • Cóż, dziękujemy za opinię. Pewne rzeczy wystarczy przyjąć. Nie zawsze trzeba komentować. Tak się skłąda, że wiele najpoczytniejszych tekstów prawie w ogóle nie ma komentarzy. Cóż dodać na temat wirtualnej wycieczki po Barcelonie? Mogę jedynie zasugerować, aby następnym razem staranniej dysponować czasem 😉 

      PS. Dlaczego Panie Kowalski uważasz publikowanie tekstów konkretnego autora za lansowanie, wiesz tylko Ty. Dodam tylko, że nawet gdyby, w swoim prywatnym serwisie mogę „lansować” kogo tylko zapragnę. I tu się chyba zgodzimy 😉 Pozdrawiam

  2. … i czytam sobie Tego Lubinę, już bodaj trzeci raz – z niejaką sympatią, dodam. Tak z sympatią, bo jakąś więź z Nim czuję i z tymi Jego refleksjami, a może obawami i jakimiś lękami. Też jestem emerytem od dość dawna, też dzieci mam już dorosłe ze szkołami i studiami pokończonymi, a i wnuków już kilkoro się pęta. Też czuję się spełniony  i bez kompleksów, i nic poważniejszego nie mam sobie do zarzucenia, i uważam, że życie było dla mnie raczej łagodne i szczęśliwe per saldo, choć przecie nie bez kłopotów dnia codziennego, bez tych drobnych wzlotów i upadków. Po latach pracy i pogoni za tym „wiązaniem końca z końcem” mam czas na refleksję, na postrzeganie tego czego inni postrzegać nie chcą, nie mogą lub po prostu brak im na to, tego właśnie czasu. I podobnie jak ten Lubina też mam te same bodaj wątpliwości a może nawet obawy, i też te same, dodam. Może to wiek nasz zbliżony, może status już osiągnięty, ostateczny przecież i na zawsze, a może to, że przez całe życie belframi byliśmy, może. I może powinniśmy to wszystko mieć gdzieś, bo szkoły pokończyliśmy i to nie najgorsze, i dzieci też pokończyły, a wnuki (przynajmniej u mnie) też pokończą, choć pewnie nie w tym języku już. Więc moglibyśmy mieć to wszystko gdzieś, mieć gdzieś i tę Panią Minister od szkół wszelakich i zwyczajowo tępą jak na jej urząd przystało, a i innych ministrów też moglibyśmy mieć gdzieś, a nawet Pana Prezydenta. Moglibyśmy mieć gdzieś wszystkie te partie do kupy wzięte, a i każdą z osobna też. Moglibyśmy zanurzyć się w te nasze „intymne małe światy”, w te nasze upodobania czy maleńkie pasje i siedzieć w nich szczęśliwie jak ten ślimak w skorupce. Moglibyśmy … a jednak, coś się tam nam jeszcze chce, z czymś się tam nie za bardzo zgadzamy, czemuś tam, w ten czy w inny sposób, chcemy dać wyraz … a czy czyta nas kto, czy nie czyta, nie jest doprawdy najważniejsze, a może nawet nic nie znaczy … kto chce, niech czyta, kto nie chce, niech nie czyta …

    … ja czytam …

    … zdrowie Panie Aleksandrze …

  3. cóż, problem wielu Ślązaków z Polską wydaje mi się wtórny (chociaż rozumiem jak może być bolesny) w porównaniu z problemem, jaki z Polską ma znaczna część Polaków. pierwsi sobię ją, tę Polskę, wybrali, podobnie jak Kaszubi, którym brak postawy roszczeniowej w kwestii godnościm, nauczania, itp. dziś mogą sobie pluć w brody, ale raczej nikt uczciwy nie wie na pewno, czy wybierając Niemcy, dziś nie pisaliby tych samych pretensji, tyle że po niemiecku. ale w 1945 r. ich wcześniejsza decyzja właściwie straciła moc. o tym, z kim Ślązacy będą dzielić biedę zdecydował kto inny. drudzy nie mają tego "komfortu cierpiętnictwa", bo o niczym nie mieli szansy zdecydować. urodzili się w tym chorym państwie "teoretycznym" i wybór mają taki sam, jak ci pierwsi. dziś po raz kolejny usłyszałem, że ja i ten kraj odzyskaliśmy godność, bo hurrapatrioci z pompą pochowali prochy nowych legend martyrologii polskiej. ciekawe czy Ślązacy też to czują… osobiście dotąd nie czułem, żeby mi godności brakowało. jakoś inaczej rozumiem, co sprawia, że czuję się godnie. nie podnoszą mojej godności kolejne groby i pomniki, apele smoleńskie i finansowanie przez Państwo Polskie Światowych Dni Młodzieży. dziwi mnie, że Ślązacy po tylu latach bycia przedmiotem, ciągle wyznają "filozofię wsobności", ciągle i beznadziejnie wyznają pogląd, że mogą cokolwiek osiągnąć bez zaangażowania się w polskie struktury demokratycznego sprzeciwu wobec nacjonalizmu antyeuropejskich wartości, jak choćby KOD. nie, zorganizowani w śląskich organizacjach "poniżeni" myślą, że są Indianami w USA, którym za dwieście lat, jakiś polski sąd przywróci godność i nada prawa, których się domagają. naturalni Amerykanie okazali się bardziej pragmatyczni i osiągnęli sukces, który został zwięczony publicznym pokajaniem przez głowę państwa. nie organizowali corocznych marszów o autonomię i infantylnych happeningów, tylko wydrążyli godność dla siebie wchodząc w struktury istniejącego systemu demokratycznego. jedyna cokolwiek znacząca organizacja polityczna, RAŚ, uparła się, żeby w Europie XXI w. na wydzielonym obszarze kopalnianym, przywrócić polityczno-gospodarczy model z początku XX w. 

    z całym szacunkiem, ale na miejscu znienawidzonej przez śląskich cierpiętników, Warszawy, dałbym im w autonomiczny zarząd Górny Śląsk i czekał na rozruchy na ulicach. szybko będą, kiedy okaże się, że za zbędny węgiel będą płacić tylko górnoślązacy. ale… grunt, że w szkołach na GŚ będą uczyć godności z bycia Ślązakiem. i dumy. bo duma, jak i dupa, jest najważniejsza. i nie bez powodu tak łatwo je pomylić.

    niedawno od kolegi usłyszałem taką oto deklarację: syf i kiła, ale mnie nie tyka, bo jestem Ślązakiem. niech martwią się Polacy. 

    nie rozumiem. jest małym przedsiębiorcą tu i teraz, i wszystkie tego konsekwencje łączą go z Polską. nie jest kretynem, a jednak…

    także tego…. hough!

Leave a comment

Your email address will not be published.


*