Raz jeszcze o podtopieniach: … podtopienia, czyli co się we łbach lęgnie …

Jeden komentarz

Tydzień minął od owej feralnej niedzieli z 31 lipca, kiedy to po raz kolejny doszło do podtopień. Sprawa poniekąd już trochę przyschła, bo ludzie garaże już pewnie wysuszyli, choć mimo upałów aut jeszcze nie i wielu zniszczonych rzeczy również. Krew ich teraz zalewa w miejsce wody, tego „niewinnego strumyczka” zwanego Ostropką. Krew ich zalewa nie tylko dlatego, że ponieśli straty ale również, a może przede wszystkim dlatego, że władze tego miasta tutaj reprezentowane wyłącznie przez Panią Mariolę Pendziałek naczelniczkę tutejszego Urzędu w przysłowiowe „kulki” z nimi grają i jako durniów traktują. Żaden „vicek stosowny” nie raczył się odezwać bo widocznie na grillu wtedy był, a ponadto z natury „ma mieszkańców tam, gdzie wstydzę się powiedzieć sam”.

Pan Prezydent Główny mimo apelu Jabłońskiego siedzącego w wodzie, by w/w wreszcie „dobrał się do d.. znaczy się do skóry” (Jabłoński delikatny jest, więc wyrazu na „d” nie dokończył a nawet czapkę z tej okazji zdjął, by dać wyraz szacunku dla Pana Prezydenta) tym którzy za to odpowiadają, nie odezwał się ani jednym słowem, dupy winnych pozostawiając oczywiście w należytym spokoju. Było to do przewidzenia, więc niepotrzebnie, choć to ładnie z Jego strony, Pan Marian Jabłoński tę czapkę zdejmował – absolutnie niepotrzebnie. Wystawiła zatem „góra” ową Pendziołek „na odstrzał”, a ta bredziła jak postrzelona w stosownym oświadczeniu, które 4 dni smażyła. I po co to, „droga” Pani Naczelnik i po co – nie lepiej to było, „łeb popiołem posypać”, przyznać się do „niedopatrzenia”, które przecież każdemu może się przytrafić, przeprosić grzecznie i … i pewnie byłoby po sprawie, a może i po smrodzie. Pani Naczelnik jednakowoż wybrała „pójście w zaparte” robiąc z siebie idiotkę zupełną, a i kłamcę wierutnego – a tego urzędnikowi nie wolno i nie wypada.

W wydanym przez UM oświadczeniu na temat podtopień prawdziwą jest tylko data (ja to słusznie pan Ryszard Batko zauważył), a reszta to bzdury wierutne i albo są one świadomym kłamstwem, albo ignorancją zupełną (prawdopodobnie i jedno i drugie). Nieprawdą jest, że miały miejsce wielogodzinne burze, bo silna ulewa trwała tak ze dwie godziny może trochę dłużej. Nieprawdą jest, ze kraty były czyste, a zatkane zostały śmieciem przywleczonym z pól, bo była to trawa (i nie tylko trawa) której nie usunięto po obkoszeniach brzegów rzeczki. Nieprawdą jest, że podniesienie lustra wody w Kłodnicy miało jakikolwiek wpływ na spływ wody z Ostropki i Doa również, a  twierdzenie, że „Kłodnica nie była już w stanie przejmować wody z Ostropki i wody potoku zalały położone niżej ulice centrum miasta” – jest zupełnym idiotyzmem i brakiem elementarnej wiedzy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że poziom Ostropki u wejścia do kanału przy Nowym Świecie to tak ok. 221,0 – 221,3 mnpm a poziom lustra Kłodnicy (stan niepowodziowy) pod mostem na Dworcowej to ok. 211,0 – 211,30 mnpm. Zatem różnica jest ok. 10 m w pionie (tzn. że Kłodnica jest ok. 10 m niżej od ujścia Ostropki do kanału zbiorczego). Gdyby nawet poziom Kłodnicy podniósł się o 3 metry (czyli w niektórych miejscach woda przelałaby się przez wały) a nawet 4 m, to i tak różnica poziomów byłaby co najmniej 5 metrów i nic nie stałoby na przeszkodzie spływania Ostropki do Kłodnicy, choć pewnie część kanału (w pobliżu Kłodnicy) byłaby wypełniona wodą. Tak się bowiem składa (a inaczej nie chce być), że dopóki istnieje różnica poziomów to woda płynie w kierunku niższego z nich, niezależnie gdzie jest kanał i czy wypełniony czy nie. Spływ wody z Ostropki byłby niemożliwy (też niezupełnie) gdyby poziom lustra Kłodnicy osiągnął właśnie poziom owych 221 mnpm, czyli podniósł się o prawie 10 m. Nie muszę chyba dodawać, że jest to niemożliwe (z wielu powodów). Pomijam tutaj fakt, że Pani Naczelnik musiałaby do pracy płynąć motorówką, a jej biureczko wypłynęłoby pewnie przez okno.

Nie wiem jakim wykształceniem legitymuje się Pani Naczelnik – tak, czy owak, spała jednak na fizyce, bo braki ma ewidentne. Zatem twierdzenie, że „Wylew wody z Ostropki nie jest zatem spowodowany niedrożnością krat.” jest oszustwem, podobnie jak oszustwem jest kolejne, tym razem straszenie poniekąd : „Dopóki nie wybudujemy systemu retencyjnego (czytaj polderów przy Słowackiego), podczas kolejnych tak intensywnych opadów sytuacja może się powtarzać”. Pani Naczelnik kontynuuje swoje odkrywcze stwierdzenia, wbrew oczywistym faktom:  „W poprzednich latach podtopienia zdarzały się również w innych częściach Gliwic. Pomogły odpowiednie działania Miasta: budowa otwartego rowu w parku Chrobrego…(inne tam takie, równie nieskuteczne)”. Jeśli rów w parku Chrobrego spełnił swoje zadanie to znaczy, że to nie park a teren zalewowy, a PODIUM to element kąpieliska. Warto uświadomić sobie, że ten „rów” to katastrofa dla parku i nie tylko dla niego i jest skrajnym inżynierskim bublem, który nie może poprawnie działać.

Pani Naczelnik chwali się różnymi innymi „urzędniczymi pomysłami” w postaci różnych polderków, stawików pod i naziemnych, rozrzuconych po całych Gliwicach i okolicy, które mają czemuś służyć, tylko nie wiadomo czemu, bo na pewno nie ochronie przeciwpowodziowej miasta. Pomyśleć, że bez mała 100 lat temu Niemcy rozwiązali problem ochrony przeciwpowodziowej tego miasta i że to do 1945 r działało bez zarzutu, a nawet trochę dłużej, zanim go zniszczono. Więc może zamiast kombinować, jak „koń pod górę”, należałoby niemiecki system odbudować, zanim to wspaniałe „miasto sukcesu” spłynie do Bałtyku przy poważniejszych opadach … i … i może nie warto poprawiać niemieckich inżynierów, bo marne szanse na to, że się to uda …

Przede wszystkim jednakże, należy „paru naczelników”, a pewnie i „paru Vicków” też, po prostu wysłać do szkoły … lepiej późno niż wcale …

                                                                                                                             Gleiwitzer49

1 Comment on "Raz jeszcze o podtopieniach: … podtopienia, czyli co się we łbach lęgnie …"

  1. Usunac Frankiewicza z UM.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*