Referendum. Dlaczego w Gliwicach się nie udało?

3 komentarze

Akurat ten komentarz pod wczorajszym materiałem (http://info-poster.eu/czy-referendum-to-dobra-forma-demokratyzacji-rzadzenia/) pozwoliłem sobie z racji precyzji wywodu wykorzystać w całości, jako odrębny artykuł:

Dobrze jest krytykując kogoś przypomnieć sobie jak się zachowywał Pan Jarosław będąc Premierem RP, gdy namaszczony przez niego „zaufany chrześcijański prawicowiec z czasów ZCHN” był zagrożony referendum, otóż zareagował dokładnie tak samo, nawołując do bojkotu udziału w tym przedsięwzięciu.
Reakcja społeczności lokalnej była zupełnie odwrotna, bo ludzie mają taką naturę, że nie znoszą gdy im ktoś wskazuje, jak się mają zachowywać i co mają robić. Referendum okazało się przegraną dla prezydenta miasta, ale to wcale nie była tylko zasługa mieszkańców, lecz przede wszystkim sprytnych działaczy partyjnych, którzy doskonale znają wszystkie tricki i zagrywki. Mając do dyspozycji rozbudowane struktury i środki finansowe, potrafili skutecznie zachęcić ludzi do udziału w tym „absolutorium”.
W Elblągu było podobnie i wiele wskazuje na to, że w Warszawie HGW poniesie totalną klęskę i wróci na ciepłą posadkę akademicką na UW, gdzie spokojnie zarobi sobie o wiele więcej niż dzisiaj.

refer
Rodzi się pytanie: dlaczego zatem w Gliwicach apel prezydenta okazał się jednak skuteczny? Po pierwsze, została zaangażowana cała armia „znanych autorytetów”, którzy swoim głosem udzielali mu wsparcia i przekonywali, że nie warto się w tą hucpę włączać. Ich personalny dobór oraz tonacja wypowiedzi każdorazowo miały za zadanie trafiać do odpowiednio wyprofilowanej grupy potencjalnych wyborców, co oznacza, że była to właściwie i adekwatnie dobrana strategia, a także świadczy o poszanowaniu dla wiedzy o mechanizmach ludzkich zachowań. To jest naprawdę cenna wiedza, ale nie wszyscy chcą i potrafią z niej umiejętnie korzystać.
Po drugie, w Gliwicach porażka referendystów oznaczała przegraną z systemem aktywnie wspieranym przez wszystkie ugrupowania polityczne, dla których Pan Prezydent jest gwarantem stabilności oraz umacniania wykreowanych sieci powiązań i zależności. Naprawdę trudno jest udawać, że się tego nie zauważa.
Po trzecie, brak było spójności przekazu, nakreślenia wyraźnej alternatywy oraz wizji zmian. Popełniano błędy w przekazie komunikacyjnym, a z drugiej strony miała miejsce blokada mediów, przemyślane i wyrachowane kontrataki – oczernianie „grupy oszołomów i upiornych szkodników”, którzy zapragnęli dokonać „skoku na miejską kasę”, a przecież dostępu do kasy trzeba bronić z całą mocą!
Problem tkwi jednak w tym, że wypowiadając się na temat istoty referendum trzeba dostrzec, że jest ono jedynym realnym instrumentem rozliczania władzy przez zwykłych obywateli, a nie przez partyjnych kolesi. Truizmem jest bowiem myślenie, że wybrany prezydent jakiegokolwiek miasta będzie liczyć się z głosem lokalnej społeczności, bo to nie obywatele go umieszczają na liście wyborczej, dają mu pieniądze i organizują kampanię wyborczą, lecz czynią to partyjni oligarchowie (wspierani przez określone wpływowe grupy interesów), którzy te projekty mają przećwiczone przez ponad 20 lat. Te niektóre przedstawione w artykule powierzchowne i czysto akademickie rozważania pozostają w sferze iluzorycznych wyobrażeń rzeczywistości, a także mają na celu przesunięcie środka ciężkości w inną stronę, aby odwrócić uwagę od tego, co jest naprawdę ważne.

Referendum jako prawo głosu obywatela i podejmowania decyzji jest niezwykle potrzebne dla „rzeczywistej a nie fasadowej demokracji”, stanowiąc jej kluczowy filar, gdyż uczy polityków pokory, szacunku dla ludzi, przypomina im, że władza nie dana jest raz na zawsze, dlatego też wypada żałować, że są dziś w Polsce osoby, które planują dokonywać zmian w ustawie…
Praktyka dowodzi, że wówczas gdy zostają zebrane podpisy, nagle urzędujący prezydenci stają się mniej butni, wykazują mniejszą arogancję wobec ludzi a jednocześnie większą skłonność do dyskusji, wrażliwości, empatii, zrozumienia, poszerzają im się horyzonty myślowe (potrafią też udzielać odpowiedzi na zadawane pytania), a przede wszystkim już nie czują się tak bezkarni i zaczynają sobie uświadamiać, że nie stoją ponad prawem oraz mogą zostać rozliczeni za swoje działania i pociągnięci do odpowiedzialności. Taka sytuacja niestety nie grozi posłom, senatorom, którzy są praktycznie całkowicie bezkarni przez 4 lata, a jedyne o co muszą się martwić, to przychylność ze strony swoich partyjnych bossów i protektorów. Tylko osoba, która postępuje w sposób uczciwy, odpowiedzialny i jest wiarygodna, nie będzie się bała takiego sprawdzianu i kontroli ze strony lokalnej społeczności, jak również będzie potrafiła odejść z klasą, bo to nie jest tak, że jedynie nieomylni wybrańcy mają prawo sobie uzurpować, że tylko oni się nadają do sprawowania funkcji publicznych.
Przeciwnicy takiej argumentacji będą uważać, że władza musi mieć swoje przywileje, zapewnioną stabilizację i zagwarantowaną ochronę przez cały okres kadencji, aby skutecznie realizować swoje wyborcze obietnice. Podejmując próbę odrzucenia tej niedorzecznej krytyki należy zadać pytanie: a kto ma w Polsce zagwarantowaną ochronę zatrudnienia i stabilności miejsca pracy: posłowie, senatorowie, radni i działacze związkowi oraz osoby z tzw. korporacji zawodowych!!!

 Wyborca

3 Comments on "Referendum. Dlaczego w Gliwicach się nie udało?"

  1. marianandrzejczak | 8 sierpnia 2013 at 8:59 am | Odpowiedz

    Kto nawołuje do bojkotu referendum ma przeważnie coś do ugrania lub jest tchórzem.
    Nieważne czy będę to ja czy kto inny.
    Referendum jest częścią demokracji …niestety.
    Demokracja PRYWATY ,TCHÓRZY , SSaczy i cwaniaków jest postrzegana w prostacki sposób przez …..
    Demokracja tak ,demokracja jak najbardziej jednak gdy sprzeciw dotyczy odwoływanego VIP to demokracja be..
    Oszołomy i szkodniki i frustraci to milutkie określenia.
    Członkowie „antydemokratycznej hołoty” w RP wówczas dopiero potrafią dać pracę Sądom ,osądom ,prokuratorom i niedoinwestowanej Policji Państwowej . Ta musi przesłuchiwać,odsłuchiwać ,wzywać jakby nie miała nic innego do roboty.
    Prymitywne niedogolone Niedorzeczniki zakładają strony www chwaląc różowego Pana. Tworzy się prasa i wszelkiej maści nagrody Lwa ,tygrysa i MAŁOrysa (narazie)

    hmmmmmm

  2. Referenda w Gliwicach, bo nie tylko to ostatnie, nie udawały się, bo Frankiewicz i jego aparat skutecznie podważali uczciwość, bezinteresowność i wiarygodność ludzi, którzy te referenda organizowali.
    Na podstawie frekwencji w tych referendach można oszacować poziom zaufania społecznego dla ich organizatorów i pod tym względem to z 2009 roku okazuje się najlepiej przyjęte przez mieszkańców. Jednak próg ważności, tj. minimalna frekwencja 33000, okazał się niestety zbyt wysoki.

  3. Pójdźmy dalej. Dlaczego w Gliwicach nie udają się wszystkie konsultacje społeczne organizowane przez władze miasta?
    Przed paroma dniami okazało się, że znowu nie dopisała frekwencja. Pomijam termin konsultacji dobrany chyba specjalnie, żeby katastrofa była dotkliwsza, ale czyż termin „społeczeństwo obywatelskie” w Gliwicach nie jest pustym pojęciem? Czy to nie konsekwencja zniechęcania obywateli do korzystania z narzędzi demokratycznych przez duże i małe figury lokalnej i krajowej polityki?
    Za chwilę odbędą się wybory municypalne, krajowe, a także referendum ws przyjęcia przez Polskę waluty Euro. Już widzę frekwencję, będzie płacz i narzekania. Tusk wprost zniechęca do referendum, Komorowski mówi, że nie weźmie udziału czym wpływa na wyborców. Prezydent Komorowski wygrał z Kaczyńskim o włos. Dzisiaj pilnuje Warszawy HG-W jak Wielki Łowczy terenu łowieckiego. Czy dziś miałby szansę wygrać z Kaczyńskim? Czy koniunkturalizm polityków nie powoduje, że mamy dość demokracji, zanim naprawdę zaistniała?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*