Skandaliczny wybryk Katarzyny Łosickiej

Życie niby uczy, aby nie zabierać głosu w cudzych sprawach. Ale życie uczy jeszcze dobitniej, że wszystko co złe, rodzi się właśnie z niezabierania głosu. Zatem także w sprawie skrajnie nieobiektywnego i dyskryminującego jedno ze stowarzyszeń zachowania naczelniczki Wydziału Kultury i Promocji Miasta (oraz jej zastępczyni) nie będę milczał. Inni niech robią to, na co im lustro pozwala…

 

Skrajnie nieczytelny i pozwalający na wszelkie manipulacje i urzędnicze samosądy regulamin, zgodnie z którym tzw. komisja opiniuje wnioski o dotacje w dziedzinie kultury już wiele razy był przedmiotem mojej krytyki. Może i nie tylko mojej, ale zainteresowane podmioty, szczęśliwe, że w ogóle dostały jakiś ochłap z pańskiego stołu, przezornie milczą. Tym razem jednak Panie Katarzyna Łosicka i jej zastępczyni Stella ZaborowskaNawrath naprawdę przeszły same siebie.

Gliwicki Klub Filmowy „Wrota” od lat aktywny w mieście i prowadzący działania, które z całą pewnością można uznać za promocję Gliwic, złożył wniosek o dotację na „profesjonalne warsztaty filmowe dla młodzieży z Gliwic” na kwotę nieco ponad 32 000 złotych. W żadnym razie nie mam tu zamiaru oceniać, czy to dużo, czy mało – nie znam wniosku. Znam natomiast sposób, w jaki został on nie tyle rozpatrzony, co wręcz uwalony, tendencyjnie zniszczony już na starcie przez osoby, którym teoretycznie powinniśmy ufać, jako wyznaczonym do gospodarowania naszymi wspólnymi środkami.

Aby wyjaśnić osobom nieznającym tematu z czym mamy do czynienia przypomnę, że aby dany projekt mógł otrzymać dotację, musi uzyskać minimum 11 punktów, które oblicza się ze średniej z punktów przyznanych według 6 oddzielnie punktowanych kryteriów, przez 5 członków komisji. Nie będę w tym miejscu kwestionował składu komisji, bowiem sposób w jaki punktowała interesujący mnie projekt pozostała trójka jej członków świadczy najlepiej, że nawet w urzędniczym składzie można oceniać bezstronnie i kompetentnie.

Projekt o którym mowa uzyskał średnią 10,80 a zatem zabrakło mu dwadzieścia setnych do „załapania” się na NASZE pieniądze! No cóż, zdarza się, ktoś może powiedzieć. Dobrze, to proszę teraz uważnie spojrzeć na punktację. Dwie pierwsze osoby, które dały po 3 punkty (suma z pięciu kryteriów!) to właśnie pani naczelnik Łosicka i jej zastępczyni.

samo

Za wszystkie kryteria można uzyskać maksymalnie 20 punktów. Oto one:

kryteria

I teraz uwaga, podczas gdy panie Łosicka i Zaborowska-Nawrath przyznały po 3 punkty (ocena skrajnie niska!) pozostałe 3 osoby przyznały 18, 17 i 13 punktów! To znaczy, że w dwóch przypadkach projektowi do maksymalnej oceny zabrakło 2 i 3 punkty. To z kolei ocena wprost znakomita!

A teraz proszę zwrócić uwagę na niezwykłą wprost jednomyślność urzędniczek (bardzo rzadką – oglądałem bowiem inne punktacje obu pań). Skąd ona się bierze? Jakież to proste. Gdyby Pani Kasia dała 3 punkty, a pani Stella na ten przykład 4 (o jeden więcej niż dała!) projekt otrzymałby średnią 11 punktów i… kwalifikowałby się do dotacji!

Dodam jeszcze, że Katarzyna Łosicka tylko jeden projekt oceniła jeszcze tak nisko, ale dała mu 6 punktów. Najniższa ocena jej zastępczyni wynosi 7,5 punktu. Tym bardziej dziwi ich surowość w przypadku GKF Wrota, nieprawdaż?

Postawię teraz kilka pytań, które skieruję również do Komisji Kultury Rady Miasta Gliwice, samych zainteresowanych i resortowego zastępcy prezydenta miasta, Krystiana Tomali.

  • Jak to możliwe, żeby różnica między punktacjami obu pań i pozostałych członków komisji wynosiła 15, 14 i 10 punktów? Uwagę zwraca to, że w dwóch przypadkach sama różnica jest znacząco większa niż wymagane dla uzyskania dotacji 11 punktów!
  • Którzy członkowie komisji są skrajnie niekompetentni i nie potrafią ocenić prawidłowo wniosku? Dwie szefowe wydziału, czy pozostała trójka?
  • Na jakiej podstawie dwie członkinie komisji uznały na przykład, że projekt powinien stracić aż 2 punkty za kryterium merytoryczne? Są lepszymi filmowcami, reżyserami? Zdobyły więcej nagród niż członkowie GKF Wrota? A może brały udział w większej ilości konferencji i sympozjów z dziedziny arteterapii lub przeprowadziły więcej warsztatów dla osób z całej Polski?
  • Na jakiej podstawie obie panie uznały w dodatku, że projekt nie ma żadnej wartości społecznej? Bo to znaczy, że np. w ogóle nie kształtuje wrażliwości artystycznej.
  • Na jakiej podstawie obie panie uznały, że kryteria organizacyjne nie zasługują na żaden punkt? Stowarzyszenie działa kilkanaście lat, osiągnęło wiele sukcesów itd. Jakim prawem urzędniczki podważają ich zasoby kadrowe czy sprzętowe? Kadry GKF zweryfikowali już dawno adresaci projektów, a profesjonalny sprzęt, który wypracowali przez lata swoją ciężką pracą, od dawna budzi zazdrość wielu podobnych podmiotów.
  • Dlaczego naczelniczka wydziału promocji wraz ze swoją zastępczynią uważają, że tego typu działania nie promują miasta w ogóle? Czy słyszały o promocji „do wewnątrz”?
  • Dlaczego za analizę rozliczenia dotychczasowych zadań podmiot nie otrzymał punktów? Nie rozliczył się kiedyś? Ukradł miastu środki? Nie rozumiem takiej decyzji….
  • Co warte są kryteria, które w dowolny sposób mogą być przez członków komisji naginane i uzależnione od osobistych sympatii, poglądów estetycznych, czy tak zwanego gustu?
  • Czyżby istniały jakieś niepisane kryteria, które kazały urzędniczkom ocenić projekt skrajnie nierzetelnie i niesprawiedliwie?

Oczywiście nie pytam tu o kryteria finansowe – nie widziałem kosztorysów. Jasne, że może być tak, że punkty zostały nieco inaczej przydzielone, niż sugeruję. To nie ma znaczenia. Rzecz w tym, że GDYBY JEDNA Z URZĘDNICZEK PRZYZNAŁA CHOCIAŻ PO JEDNYM PUNKCIE ZA KRYTERIA:

MERYTORYCZNE, SPOŁECZNE, ORGANIZACYJNE, PROMOCYJNE I OCENĘ DOTYCHCZASOWEGO WYKONYWANIA I ROZLICZANIA ZADAŃ, MUSIAŁABY PRZYZNAĆ MINIMUM 5 PUNKTÓW. TO WYSTARCZYŁOBY DO OTRZYMANIA DOTACJI.

To wszystko piszę tylko dlatego, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości. Mamy do czynienia ze skrajnie tendencyjnym, krzywdzącym działaniem obu urzędniczek, wypaczającym ideę i sens mecenatu samorządu nad działalnością kulturalną. Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości „jak to się robi w Gliwicach”, proszę bardzo…. Chciałem napisać „król jest nagi”. Byłoby to dla obu pań całkowicie niezasłużone pochlebstwo.

Dla władz miasta opisana sytuacja powinna wręcz stanowić powód do zmian na stanowiskach kierowniczych w Wydziale Kultury i Promocji Miasta. Powinna jednak być na nie wywarta społeczna presja. A już na pewno stanowi to etyczny nakaz dla środowisk twórczych. W Gliwicach jednak wszyscy znowu ustawią się grzecznie w kolejce „na drugie półrocze”, a swoje artystyczne i wolnościowe potrzeby ulokują w dyskusjach o kolejnej rozbierance w kolejnym polskim teatrze, połączonej z kolejną niefortunną decyzją ministra. Ci śmielsi pójdą poskakać na jakiś plac, przy pierwszej okazji. Bo przecież, kto nie skacze…. No to pozdrawiam:

Skacz, jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz! Encore, encore, jeszcze raz!

Dariusz Jezierski

17 Comments on "Skandaliczny wybryk Katarzyny Łosickiej"

  1. Wnikliwy obserwator | 17 lutego 2016 at 11:24 am | Odpowiedz

    Katarzyna Łosicka kompletnie nie nadaje się do roli, którą pełni. Jaki jest jej życiowy dorobek? Co takiego zrobiła, by to predystynowało ją do kierowania kulturą w niemałym mieście? Z różnych doniesień medialnych wynika niezbicie, że była w swoim życiu stewardessą w tanich liniach lotniczych. Czy w dzisiejszych czasach to już wystarczy? Kto i dlaczego uznał, że była stewardessa jest najwłaściwszą kandydatką do zarządzania życiem kulturalnym Gliwic? Rozmaite decyzje Łosickiej, podjęte w minionych latach, wystawiają jej paskudne świadectwo niekompetencji i rażącej ignorancji w sprawach kultury. A może to względy pozamerytoryczne przesądziły o powierzeniu jej funkcji naczelniczki Wydziału Kultury UM?

  2. Złote myśli:
    * Dawniej eksperymentowano w sztuce. Dziś eksper
    ymenty maja być sztuką.  Evelyn Waugh.
    *Demokracja gliwicka: mówisz (i to nie wszędzie) co chcesz, a robisz co ci każą. Moje.
    Na razie tyle i aż tyle:)

  3. Oj Panie Dariuszu, za każdym razem kiedy pisze Pan o dotacjach zapomina Pan o najważniejszej rzeczy: komisja konkursowa jest jedynie organem doradczym prezydenta i to nie ona jest odpowiedzialna za przyznanie dotacji. Prezydent może całkowicie nie zgodzić się ze zdaniem komisji i podjąć decyzję sprzeczną z jej zaleceniami – ma do tego pelne prawo! Jeśli jednak przyjrzy się Pan uważnie rozstryzgnięciom konkursów, okaże się że w Gliwicach prezydent nie ma własnego zdania i zawsze lub niemal zawsze zgadza się z komisją. Nie jest to podejrzane?

    Wnikliwy Obserwatorze, Tobie również chciałabym zwrócić uwagę na pewną kwestię, abstrahując od spraw personalnych. Naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta jest urzędnikiem i powinien posiadać typowo urzędnicze kompetencje i doświadczenie. Zapweniam, że osoba znająca się na kulturze (reżyser, aktor, pisarz, poeta, krytyk itp.) nie sprawdziłby się na tym stanowisku. W dużej mierze to przeżycanie papierów i grzebanie się w zawiłych, polskich przepisach.

    • Oj, Pani Joanno…. odniosę się tylko do tego, co mnie dotyczy. Naprawdę sugeruje Pani, że po ocenieniu wniosków (czyli tak naprawdę zarekomendowaniu lub odrzuceniu) prezydent raz jeszcze je wszystkie studiuje?

      Ocena poniże 11 punktów AUTOMATYCZNIE POZBAWIA PROJEKT SZANSY NA DOTACJĘ. Dzięki zabiegom obu pań, projekt otrzymał ocenę 10,80. Ten projekt nie trafiłby do prezydenta, nawet gdyby nie było tak, jak Pani napisała, że oczywiście zgadza się on z komisją.

      A propos, prezydent powinien rzeczywiście naprawić ewidentną krzywdę wyrządzoną temu stowarzyszeniu. To byłoby jak najbardziej na miejscu. O spowodowanie takiego rozwiązania będę prosił radnych RM.

      • Tylko których Panie Darku, jak wszyscy są solidarnie spolegliwi wobec swojego racjonalnego inaczej;)

        • Pani Joanno, o jakiej lojalności Pani pisze? To raczej z wdzięczności. Stewardes-ki "lubią bujać w obłokach i nieraz są na odlotach" tak, że gliwicka "racjonalność" obsadzając tak ważne stanowisko z góry wie, co podpisać, a co nie?
          Pan Darek usiłuje sprowadzić "naczelną "na ziemię za pomocą bezradnych i to może się nie udać, więc przestańmy się wszyscy bujać;)

      • Radni nie mają tu nic do rzeczy, prezydent jest ostanią instancją, a od jego decyzji nie przysługuje odwołanie.

        I nie, sugerowałam coś innego… Jednego nie można pani Kasi zarzucić – braku lojalności.

    • No i właśnie tu dotykamy sedna sprawy. Przykro o tym mówić, ale żyjemy w państwie, którego prawo sankcjonuje takie patologie. Tzn. że jedna osoba (burmistrz, prezydent) może wyłącznie decydować o podziale naszych wspólnych pieniędzy. Tym samym z kwestii wspierania (lub finansowania, co w Gliwicach praktycznie nie ma miejsca) realizacji publicznych zadań wykonywanych przez organizacje pozarządowe uczyniono narzędzie do nagradzania przez władzę spolegliwych stowarzyszeń a karania mniej niepokornych. A dla niepoznaki stosuje się tę całą fikcję z konkursem i jakimiś kryteriami, które w rzeczywistości nie mają żadnego znaczenia przy ocenie wniosków, o czym wie każdy kto w takich konkursach kiedykolwiek uczestniczył. Dziwi tylko fakt że organizacje pozarządowe poza narzekaniem nic nie robią aby to chore i głęboko patologiczne prawo zmienić.

      A co do kwalifikacji to naczelnik wcale nie musi być tzw. twórcą. Wystarczy tylko elementarna wiedza o regułach funkcjonowania kultury oraz jej społecznej roli i pewna wrażliwość na nią. I to tyle. Niestety ta pani nie posiada ani jednego ani drugiego. Nie brakuje jej natomiast tupetu i mściwości, które są głownym motorem jej działań.

       

    • czy wiesz co piszesz!!?? bo mam wrażenie że nie!!! i że czytaliśmy dwa różne wpisy!!! akurat stewardesa ma te "kompetencje" urzędnicze o których piszesz!!! albo piszesz pod dyktando pani naczelnik jako całkowicie "bezstronna" osoba!!!

  4. LOGISTYK KULTURY | 17 lutego 2016 at 5:49 pm | Odpowiedz

    Bo Promocję Kultury i Imprez powinno się dołożyć  byłej Vice Prezydent Gliwic zatrudnionej  w MZUK na stanowisku godnym  wykształcenia  i ogromnej wiedzy

     Z-CA DYREKTORA ds. SPORTOWYCH

    mgr inż. Renata Caban

    tel. (32) 335 04 38

    Wystarczy podziękować Pani Kasi i dołożyć  obowiązki Pani Reni co do której mam 100% pewność że im podoła . choć  choć     
    Szybciej ,taniej i prościej

  5. … pisałem kiedyś (zresztą nie tylko ja), że "Gliwice to nie miasto, lecz stan umysłu". Dla mnie to , "specyficzny stan umysłu" – coś pomiędzy schizofrenią paranoidalną a kretynizmem – jak zwał, tak zwał, jedno jest pewne, stan to raczej nieuleczalny. W cywilizowanym państwie lub mieście, o rozdziale środków decydują (lub proponują rozdział) przedstawiciele środowiska dla którego określona ich pula jest przeznaczona. I tak, dla kultury przykładowo, decyduje o tym komisja, powiedzmy 5 osobowa, z ludzi kultury się składająca, a stosowny naczelnik (czy jak mu tam) tylko notuje, podlicza i sporządza stosowny protokół,  głosu nie zabierając, a nawet nie mając do niego prawa. No tak, ale tak jest w cywilizowanym państwie. My nie jesteśmy cywilizowanym państwem ani miastem i pewnie długo jeszcze nim nie będziemy, jeśli kiedykolwiek. Zatem u nas podrzędny urzędniczyna o nędznych kwalifikacjach i ptasim móżdżku jest decydentem a jednocześnie "alfą i omegą" w dziedzinie, o której nie ma zielonego pojęcia. Dlatego tylko u nas stewardesa (znam brzydki śląski dowcip o stewardesie – nie przytoczę go jednak ze zrozumiałych względów), która opanowała "technikę szybowania" polegającą na ślizganiu sie w powietrzu z "szeroko rozstawionymi … skrzydłami", znajduje "korzystne lądowiska" a nawet "urzędowe kopy do dalszych lotów" – tylko u nas… Można by te nasze narodowe i miejskie zarazem idiotyzmy mnożyc tak bez końca – tylko po co … Pani Katarzyna Łosicka, czy jak jej tam, nie jest tutaj jakims szczególnym przypadkiem lecz powszechnością. Jest typowym ignorantem, który dostał "kopa w górę" przez przypadek, lub dlatego że jest ignorantem albo też … może zresztą lepiej nie wiedzieć … Jakie miasto, taki Prezydent. Jaki Prezydent, taki i Jego Urząd … Wart Pac pałaca, a pałac Paca – chcialoby sie powiedzieć … Tylko dzięki takim Pacom i pałacom, Gliwice są od dawna śląskim zadupiem lub zadupiem przesiadkowym – jak kto woli …

  6. Widzę to trochę inaczej. Skoro w skład komisji oceniającej wnioski zostały powołane dwie urzedniczki, to miały pełne prawo opiniować złożone wnioski według swojego uznania, podobnie jaki każdy inny członek komisji. Ocenianie ich sposobu oceniania i wyciąganie wniosków, że skoro oceniły projekt negatywnie to powinny stracić pracę, to już gruba przesada. Rzecz w czymś zupełnie innym – otóż jednym z ustawowych wymogów określonych w przepisach regulujących status urzędników samorządowych jest BEZSTRONNOŚĆ. Ocenianie tego rodzaju wniosków przez urzędników jest więc zaprzeczeniem bezstronności, a tym samym – obie Panie w składzie komisji nigdy nie powinny w ogóle się znaleźć, nawet gdyby były osobami wysoce kompetentnymi. Nie na tym bowiem ma polegać ich rola, żeby oceniać wnioski, ale żeby od strony formalnej przeprowadzić bezstronnie całą procedurę aplikacyjną. Ot i tyle na ten temat. Warto natomiast wspomnieć, że mniej więcej w połowie lat 90. środowiska artystyczne złożyły propozyję utworzenia przy prezydencie miasta Rady Kultury, w której skład mieli wejść twórcy, artyści i ogranizatorzy kultury. Rada ta miała inicjować różne projekty związane z kulturą w mieście, ale także – w sposób bez wątpienia – kompetentny, oceniać kierowane do władz miasta wnioski o dofinansowanie przedsięwzięć klulturalnych. Propozycja ta pozostała bez echa, bo podobno – tak przynajmniej argumentowano – nie było podstawy prawnej to utworzenia i umocowania takiej Rady. Czytaj: brak było chęci jej powołania, skoro mniej więcej w tym samym czasie mogła powstać Rada Sportu i bez przeszkód wypowiadać się w różnych sprawach, w tym także opiniować wydatki z budżetu na cele związane z kulturą fizyczną i sportem, choć też żadnego prawnego umocowania nie miała. Tak więc jedyne co w tym wszystkim zdumiewa, od lat, że miasto odpycha, jak tylko może, wszystkich ludzi związanych z kulturą od jakiegokolwiek wpływu na model organizowania i finansowania działalności kulturalnej w mieście, pomimo, że przecież chodziło jedynie o opiniowanie, a nie decydowanie, a cała ta praca wykonywana by była społecznie. I na koniec jeszcze jeden przykład odmiennego sposobu myślenia o kulturze – w Gliwicach i innych miastach. Otóż miasto Rybnik ustanowiło w tym roku ogólnopolską nagrodę literacką "Juliusz" za najlpszą książkę wydaną w Polsce i po polsku w ciągu roku i nagroda ta wynosi … 40.000 zł !!!  Bardzo podobną nagrodę od kliku lat ma miasto Gdynia, które znakomicie buduje przez to swoją promocję i prestiż. Nie jest tajemnicą, że latem ubiegłego roku Zarząd katowickiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w osobach Jana Strządały – prezesa oraz niżej / wyżej podpisanego – Wiceprezesa Lesława Nowary, złożył na ręce Wiceprezydenta Gliwic Pana Krystiana Tomali, podczas oficjalnego spotkania, do którego doszło na naszą prośbę i z naszej inicjatywy w siedzibie UM, propozycję ustanowienia przez Miasto Gliwice podobnej nagrody literackiej. Nie doczekaliśmy się do dziś żadnej odpowiedzi w tej sprawie,  co jest po prostu … smutne,  a jak widać – sąsiednie, mniejsze miasto, jakim jest Rybnik, nawet w takich sprawach potrafi przebić zadufałe i megalomańskie, a przez to rozpaczliwie prowincjonalne – miasto Gliwice …

    • Nadal obstaję przy tym, iż urzędnik tak niskiego szczebla, jak "naczelnik", nie podejmuje żadnej decyzji, a i "opiniowanie" nie powinno wchodzić w zakres jego działań. Winien sporządzić protokół, podać stosowną punktację wynikająca z regulaminu i … i zanieść to wszystko do Prezydenta (który i tak o wszystkim decyduje lub powinien). Oczywiście tak powinno być w cywilizowanym państwie czy mieście – o czym mówiłem. Urzędnik nie powinien uczestniczyć czynnie (jako pełnoprawny członek) w żadnej komisji, bo nie do tego jest powoływany. Co do Rad różnych i "ciał doradczych" przy Prezydencie, to w Gliwicach jest to niemożliwe, poniewaz Pan Prezydent "wie lepiej" niż wszystkie rady do kupy wzięte. W Gliwicach Pan Prezydent Frankiewicz jest nieomylny jak Papież, choć Papieżem nie jest (przynajmniej na razie). Nie da się jednakowoż ukryć, że "gliwicki lud boży" sam, z własnej i nieprzymuszonej woli stosownym olejem, już po raz czwarty Pana Prezydenta namaścił. Jeśli tak, a tak rzeczywiście jest, to Panu Prezydentowi miało prawo "odbić na całej linii" i "odbiło". W tym kontekście nic Panu Prezydentowi do szczęścia nie jest potrzebne, a pomoc doradcza najmniej. Po 20 latach urzędowania Pan Prezydent doskonale wie, ze jedyną "formacją" której należy unikac jak ognia jest inteligencja, w tym ludzie sztuki szczególnie (pożytku z nich niewiele a "głodni" zawsze, jak to bodaj Kisiel powiedział). W niewielkim zakresie dopuszcza On kontakty z "inteligencją techniczną", bo to "inteligencja" praktyczna, spolegliwa i niewymagająca wysiłku umysłowego, a ponadto "ciągnie swój do swego", poniekąd. Wszelkie próby zatem, burzące owe "Prezydenckie zasady" są przez Niego natychmiast "upupiane", też co do tej zasady. Przykro mi, że owego "experimentum crusis" sam Pan, Panie Lesławie doświadczył, choć było to do przewidzenia. Do przewidzenia był efekt propozycji współpracy doradczej jak również efekt spotkania z wiceprezydentem Tomalą, "vickiem" raczej, niż wiceprezydentem miasta. W tym drugim przypadku, nietrudno dopisac "druga odsłonę" tegoż. Po zakończeniu spotkania Panów z Panem wiceprezydentem Tomalą, ten drugi, jak przypuszczam, złapał Wasze pismo i pobiegł do Pryncypała, bo przecież sam nie podejmuje zadnej decyzji. Pan Prezydent Frankiewicz rzucił okiem na pismo a potem na przerażonego Tomalę i pewnie skwitował rzecz całą dosadnie: "Te, Krystek, spierdalaj mi z tym, ale już". Na takie dictum Pan wicerezydent Krystian Tomala zesrał się w gacie i wpadł letarg, w którym tkwi do dzisiaj …

      Zjem własne papucie jeśli tak nie było …

  7. Przeciez to nie jaka Kaia Baia decyduje,tylko Frankiewicz. Nawet sprzataczka w UM jest przez niego kontrolowana. Nie dajmy sie zwariowac.On czyta ten artykul i smieje sie w kulak. Zawsze kryl sieza plecami innych.

  8. LOGISTYK KULTURY | 18 lutego 2016 at 5:03 pm | Odpowiedz

    Układ liczb prostych nadal wiedzie PRYM ale być inaczej nie może gdyż PERSONA MJ czyli prawa ręka Wodza stwierdziła niegdyś.

    Możecie nam napukać oraz inni z liczeniem mają problem. Widać że problem tkwi teraz w Urządzie ludzi Prezydenta.

    Może nie na temat ale PODIUM jest i za ten błąd ktoś odpowiedzieć będzie musiał

     

    https://www.facebook.com/466158626900756/videos/466519323531353/?fref=nf

    Układy są w Samorządach. Ludzie przejrzyjcie na oczy. Tam dopiero robi się lody których praktycznie NIKT i NIC NIE KONTROLUJE. Gliwicki Prezydent i podległe mu ciałko Rada Miasta kończy budowę PODIUM czyli Halę Gliwice za ok 400mln złotych. Nikomu to dziadostwo niepotrzebne lecz przetłumaczenie nieomylnemu tego prostego faktu nic nie dało. Wyzywał opozycję poniżał i dalej robi swoje. Ustawa o Samorządach nie przewiduje cwaniactwa. Oni otaczają się klanami i tworzą SITWY. To jest zagrożeniem Polskiej Racji Stanu. Z tym powinien Rząd PiS zawalczyć. Samorządy to OŚMIORNICA to UKŁAD do rozbicia ale już….teraz

    Wymienione z nazwiska w artykule  z Nowin Gliwickich Hala Gliwice …ściśle tajne  osoby tworzą scenariusze sobie wygodne. Gdy rozpoczynano budowę Mauzoleum KACYKÓW nie było mowy o tym że nie będzie chętnych na tę KULTURALNO bisnesową WYMIANĘ. Patrzcie a tu ani bisnes ani kultura.. Pan MJ piał jako niedorobiony KOGUT że wszystko jest pod kontrolą. Innym zarzucał  że z liczeniem mają problem. Teraz nagle prowadzą rozmowy z jakąś Herrą i Boguckim ? A co mnie pracodawcę KACYKÓW to obchodzi? Niech sobie wręczą to co Szef Kacyków uwielbia. Wzajemne forowanie i podniecanie się tytułami. Są już u nas Lwy binesu ,Pantery ekscesu tylko nie ma tytułu Niemylnego DEKAD. Czekam na rozliczenie tych  którzy słuszne a nie wrogie opinie odbierali jako zamach na swoje ….

     

    Wszystko ma swój początek koniec i nic nie trwa wiecznie. Nawet jednoosobowe OBALENIE KOMUNY przez nijakiego "BOLKA"

    Na komunę SSaczy i Strategów w mieście Gliwice  nadchodz czas rozliczeń. A bodowa Hali Podium to  Mauzoleum i to nie w przenośni

     

  9. Od dawna, nie tylko w Gliwicach, ale i w całej Polsce mamy dyktat urzędników i polityków. Nie liczą się mieszkańcy, obywatele, nie liczy się opinia niezależnych ekspertów, analityków. Najważniejsze jest urzędnicze czy polityczne "widzimisię". Efektem tego jest m.in. odrzucanie obywatelskich petycji (nawet jeżeli podpisało ją milion osób z całego kraju) czy odrzucanie jakiejkolwiek opinii mieszkańców (jeżeli kilkadzisiąt czy kilkaset osób zgłasza jakiś problem, to logika nakazywałaby tym problem się jednak zająć, a nie ignorować go). Pod względem standardów demokracyjnych daleko nam np. do krajów zachodnich czy (zwłaszcza) do krajów skandynawskich.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*