Śmierdząca sprawa

9 komentarzy

Materiał ukazał się w "Życiu Gliwic" nr 4/2015 z 23 czerwca 2015 roku

Jaka jest przyczyna nieobecności Henryka Błażusiaka na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej? Dlaczego prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji z Gliwic nie skorzystał z wystosowanego do niego zaproszenia i nie przyjechał do Pyskowic w tak ważnej przecież ze społecznego punktu widzenia sprawie? – zapytał publicznie radny Arkadiusz Kotasiński, zabierając głos podczas posiedzenia RM w Pyskowicach w dniu 28 maja. Głównym tematem tamtejszych obrad był problem poważnego zagrożenia ekologicznego stwarzanego przez pyskowickie składowisko odpadów komunalnych. Jego istnienie może – jak się przypuszcza – wpływać bardzo negatywnie na jakość wody pitnej, dostarczanej nie tylko pyskowiczanom, ale również i gliwiczanom. 

Prezes Błażusiak został wezwany do prezydenta Gliwic, Zygmunta Frankiewicza i nie mógł dziś przyjechać do Pyskowic. Oddelegował natomiast mnie i moją koleżankę z firmy, byśmy wzięli udział w sesji – odpowiedział Tomasz Brągiel, który chwilę wcześniej przedstawił się pyskowickim radnym jako „dyrektor operacyjny PWiK”.

Próbował ich uspokoić i stanowczo zapewniał, że jakość wody pitnej w mieście odpowiada wymaganym normom. Jest ona cały czas badana przez specjalistyczne służby, „sanepid” i akredytowane laboratoria – oświadczył wysłannik nieobecnego prezesa. – Ewentualne odcieki z wysypiska nie mają negatywnego wpływu  na jakość wody w Pyskowicach. Gwarantuję, że jest ona zdatna do picia. Podziemne ujęcia wody pitnej znajdują się w tzw. warstwie trudnoprzepuszczalnej, a czas przesiąkania wód powierzchniowych do tej warstwy wynosi ok. 100 lat – oznajmił dyr. Brągiel.

Niektórzy radni odnieśli się jednak dość sceptycznie do jego zapewnień.

Czy dawne zakłady chemiczne w Tarnowskich Górach i zalegające tam odpady przemysłowe stanowią zagrożenie dla Zbiornika Wód Podziemnych Nr 330, z którego czerpana jest m.in. woda dla mieszkańców Pyskowic? – usiłował się dowiedzieć Bogusław Domagała.

Nie jestem chemikiem ani geologiem, mogę się tylko wypowiadać ma podstawie wiarygodnych dokumentów, które znajdą się w moich rękach. Sytuacja zależy od zbyt wielu zmiennych. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – wyznał z rozbrajającą szczerością Tomasz Brągiel.

Czy były przeprowadzane ekspertyzy w sprawie jakości wody pitnej w konkretnych mieszkaniach pyskowiczan? – interesował się Joachim Morys.

Nie wiem, kiedy przeprowadzano takie badania, bo nie mam tych dat w pamięci, ale jestem w stanie dostarczyć państwu wyniki analizy fizyko-chemicznej oraz podać adresy miejsc, w których pobierano próbki wody – stwierdził dyrektor OPERACYJNY spółki, w której gmina Pyskowice ma 5% udziałów.

Czy faktycznie nie ma żadnego ryzyka skażenia wód podziemnych z powodu istnienia niebezpiecznego składowiska odpadów komunalnych w Pyskowicach? W jednym z fachowych opracowań napotkałem informację, że czas przesiąkiwania wód powierzchniowych do geologicznej warstwy wodonośnej może wynosić od roku do 300 lat – nie dawał za wygraną Joachim Morys.

Według stanu mojej wiedzy – najkrótszy okres przesiąkiwania wód powierzchniowych do warstwy wodonośnej wynosi od 5 do 25 lat – obwieścił zestresowany Tomasz Brągiel, który zapewne nie spodziewał się, że będzie tak intensywnie maglowany przez pyskowickich radnych.

W ławach dla publiczności zawrzało. Wypowiedzi OPERACYJNEGO dostojnika wodno-kanalizacyjnego, przysłanego w zastępstwie bossa, który z powodów znanych tylko sobie, nie chciał stanąć twarzą w twarz z radnymi, wzbudziły spore poruszenie.

Po co przyjechał do Pyskowic rażąco niekompetentny facet, który sam o sobie mówi, że nie jest ani chemikiem, ani geologiem i nie potrafi odpowiedzieć na kłopotliwe (dla niego!) pytania, a dodatku plącze się w swoich zeznaniach, udzielając sprzecznych wyjaśnień? – zastanawiali się obserwatorzy osobliwych obrad. To jak właściwie jest z tą przesiąkliwością? Potrzeba w tym celu całego stulecia czy tylko 5 lat? Czy niebezpieczne odcieki z obecnego wysypiska mogą przeniknąć do warstwy wodonośnej już w 2020 roku? – mnożyły się wątpliwości. 

Zorganizowana pod koniec maja pyskowicka sesja RM nie rozproszyła więc bynajmniej obaw związanych z istnieniem groźnego dla biosfery składowiska odpadów komunalnych w Pyskowicach-Zaolszanach. Sprawa ta ma nie tylko lokalny charakter pyskowicki, bo z podziemnych ujęć głębinowych na terenie Pyskowic jest m.in. czerpana woda pitna dla gliwiczan.

Opozycja ma głos

W tej sytuacji postanowiliśmy porozmawiać z dwoma pyskowickimi społecznikami, którzy w niemałym stopniu przyczynili się do publicznego ujawnienia ekologicznej afery pod nazwą: „eksploatacja niebezpiecznego składowiska w Pyskowicach”. Są oni przedstawicielami lokalnej opozycji, która uporczywie kwestionuje sposób rządzenia miastem przez Wacława Kęskę, sprawującego urząd burmistrza od 13 lat. To właśnie pyskowickim opozycjonistom można zawdzięczać nagłośnienie sprawy, którą miejscowe władze chciały po prostu „zamieść pod dywan”.

Nasze spotkanie z Arkadiuszem Kotasińskim i Waldemarem Paszkowskim doszło do skutku w pierwszych dniach czerwca. Pierwszy z nich jest aktywnym radnym w mieście nad Dramą, a drugi ubiegał się w zeszłorocznych wyborach samorządowych o stanowisko burmistrza Pyskowic, przegrywając dosłownie  „o włos” z Wacławem Kęską, stosunkiem głosów 2464:2606. Jest więc naturalnym liderem lokalnej opozycji.

Czy to prawda, że w zimie pod osłoną nocy potężne ciężarówki z Tczewa i Pruszcza Gdańskiego przywoziły na pyskowickie składowisko groźne dla środowiska chemikalia? – zapytaliśmy naszych rozmówców.

Arkadiusz Kotasiński:. W zimie nie prowadziliśmy jeszcze szczegółowych obserwacji terenu wysypiska zlokalizowanego przy ul. Wrzosowej 20a. Nasze patrole obywatelskie w tym rejonie miasta ruszyły przed ponad dwoma miesiącami, bo wcześniej nie było żadnej reakcji ze strony burmistrza i służb mu podległych. 9 i 14 kwietnia zauważyliśmy, że TIR-y z odległych regionów kraju przywoziły do Pyskowic dziwne odpady niewiadomego pochodzenia, które w całości trafiały na wysypisko. Notowaliśmy numery rejestracyjne tych pojazdów.  Były to TIR-y typu „wanna” z okolic Gdańska, Sieradza, Łodzi, Sandomierza i Olkusza. Działo się to wszystko w ciągu dnia. Nie było z naszej strony nocnych patroli obywatelskich. Nie wykluczamy jednak, że podobne akcje transportowania odpadów mogły być prowadzone nocami. Cały proceder trwał od stycznia do końca kwietnia. Potem tymczasowy administrator wysypiska – firma S.G. Synergia – wstrzymał proces przyjmowanie dalszych odpadów

Waldemar Paszkowski: O efektach naszych działań patrolowych od razu poinformowaliśmy Policję. Sprawa jest bardzo poważna, o czym świadczy fakt, że Prokuratura Rejonowa w Gliwicach przedłużyła czas śledztwa, które jest wielowątkowe. Problem zagrożenia skażeniem zbiornika wody pitnej nie występuje – być może – obecnie, ale kto podpisze się pod dokumentem zaświadczającym, że za kilka lat nie będziemy mieć do czynienia z poważnym skażeniem wody pitnej również w Gliwicach z powodu istnienia pyskowickiego wysypiska odpadów!?

Arkadiusz Kotasiński: Tajemnicze przywożenie odpadów niewiadomego pochodzenia mogło stanowić czyn określony w art. 183 Kodeksu Karnego („Kto wbrew przepisom składuje, usuwa, przetwarza, dokonuje odzysku, unieszkodliwia albo transportuje odpady lub substancje w takich warunkach lub w taki sposób, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”).

Czy panowie jesteście może policjantami z zawodu?

Waldemar Paszkowski: Kolega Arkadiusz jest policjantem w stanie spoczynku, a ja pracuję zawodowo na Politechnice Śląskiej. Jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym na Wydziale Organizacji i Zarządzania uczelni, w stopniu adiunkta.

Podczas majowych obrad RM stwierdzono, że przed wieloma laty zaplanowano ponoć w Pyskowicach definitywne zamknięcie  wysypiska w 2015 roku.

– Arkadusz Kotasiński: To prawda. Eksploatacja wysypiska miała się ostatecznie zakończyć w sierpniu 2015 roku. Decyzję tę zmienił obecny burmistrz miasta. Postawa Wacława Kęski w tej sprawie była właśnie główną przyczyną rozejścia się naszych dróg w działalności samorządowej.

Waldemar Paszkowski: Dla mnie w polityce liczą się przede wszystkim lojalność i dotrzymywanie słowa. Kęska w 2013 roku złamał obie reguły. W opracowanym pod jego polityczną batutą studium kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta znalazła się nieoczekiwana koncepcja przedłużenia działalności feralnego składowiska. Wraz z innymi nie mogłem tego zaakceptować. Dopiero teraz do Kęski zaczyna docierać nadchodzący problem katastrofy ekologicznej i obawa przed kilkumilionowym obciążeniem budżetu gminy z powodu konieczności usunięcia zaniedbań i bałaganu na wysypisku. Prawdopodobnie dla Wacława Kęski to ostatnia kadencja na stanowisku burmistrza. Niestety, to co pozostawi po sobie, będzie bardzo trudne do naprawienia przez długie lata.

Arkadiusz Kotasiński: W całej tej sprawie jest jeszcze wiele innych nieprawidłowości. Tymczasowy administrator wysypiska zwrócił się do Rady Miejskiej z postulatem jego poszerzenia o tzw. piątą kwaterę. Uznał widocznie, że będzie można na tym zarobić. Teren owej piątej kwatery obejmuje – co ciekawe – działkę, która jeszcze do niedawna należała do zastępcy burmistrza  miasta. Działka ta została w porę sprzedana stosownej firmie.

Waldemar Paszkowski: Sprawa śmierdzi na kilometr. Dosłownie i w przenośni. Myślę, że ten fetor nie rozejdzie się po kościach. Wierzę w wymiar sprawiedliwości. Uważam, że winni muszą zostać surowo ukarani.

rozmawiał: Zbigniew Lubowski

9 Comments on "Śmierdząca sprawa"

  1. marianandrzejczak | 27 czerwca 2015 at 4:16 pm | Odpowiedz

    Chcielibyście dostąpić wizyty namaszczonego przez Paszę Lwa bisnesu? A czym to Panowie i Panie sobie zaslużyliście by oczekiwać wizyty jego" Wodnej Kanałości"? No czym? Taką wizytę należy przez lata przygotowywać. Prosić. Lew to nie jaki byle kociak. To Pan i pod nim teraz ważniejsze sprawy niż jakieś tam gospodarki pitne.

    Podium 6,92% się kłania i to Potęga to przyszłość dla budowy nowej Ery nowej spółki a może i córki i kuzynów braminów.

    Woda pitna…? Chcecie Lwa wpuścić w kanał wodny ? Niedoczekanie.

    Nie oddamy   LWA BISNESU Namaszczonego przez Lokalnego Paszę SUKCESU.

     

    Nigdy!
     

  2. Panie Kotasiński, wie pan czy burmistrz (Wacław K.) odpowiedział już – wiadomo pisemnie – na pytanie radnego Drobnickiego odnośnie działalności pt. linia segregacyjna na działce na której taka działalność nie jest przeznaczona? – taki wniosek można było wyciągnąć z nadzwyczajnej sesji nt. dalszej działalności śmietniska z 10.06.2015…

  3. Z tego co ustaliłem od osoby obecnej na ostatniej sesji, ten temat był mocno poruszany i krytykowany przez opozycję,wywiązała sią polemika w zakresie przestrzegania terminów udzielania odpowiedzi na składane wnioski,chodzi o termin 14 dniowy,wynika z tego że jeszcze brak było informacji w zakresie przeznaczenia działki na której zainstalowany jest zakład zajmujący się selekcją odpadów. Jak będę coś wiedział w tej kwesti to dam znać.  

  4. Witam ponownie w sprawie działki 252, ostatni plan zagospodarowania przestrzennego z 2003 roku w rejonie Zalszan określa wymieniony teren jako pola,pastwiska.W związku z powyższym linia segregacyjna położona na tej działce w mojej ocenie funkcjonuje nielegalnie,dlatego konieczna jest interwencja powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w celu zajęcia stanowiska. Wychodzi na to że mamy kolejną aferę w śmierdzącej sprawie,ciekawe jak będzie tym razem tłumaczył się burmistrz Pyskowic.  

    • Taka sugestia padła na tym nadzwyczajnym zebraniu, tylko czy burmistrz odpowiedział już pisemnie na to pytanie, i co napisał?

  5. Jak zdołałem ustalić,z treści pisma podpisanego przez zastępcę burmistrza wynika,że od dnia 26.03.2014 roku do nadal na podstawie uchwalonego studium działka 252/140 znajduje się na obszarze oznaczonym symbolem: O-tereny obsługi technicznej,natomiast na podstawie uchwalonego obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego z dnia 26.11.2003 roku wymieniony obszar t.j. 252/140 oznaczony jest symbolem: NU-tereny składowiska odpadów komunalnych,RP-tereny rolne bez prawa zabudowy.Ponadto z treści pisma wynika,że decydenci naszego miasta wystapili z początkiem lipca bieżącego roku do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Gliwicach o przeprowadzenie kontroli związanej z montażem i funkcjonowaniem linii segregacji odpadów na przedmiotowej działce,stanowiącą  własność osoby prywatnej.Zarządzający działką EKOFOL II S.A. w dniu 08.07.2010 roku przedlożył w Wydziale Architektury i Budownictwa Starostwa Powiatowego w Gliwicach zgłoszenie montażu linii jak i zwrócił się z wnioskiem do Urzędu Miejskiego w Pyskowicach o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na montaż mobilnych linii segregacji odpadów,gdzie urząd po zaciągnięciu opinii Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach,stwierdził brak konieczności oddziaływania na środowisko dla tej inwestycji.Z pozyskanych informacji dodam,że symbol NU zajmuje około 10% obszaru dzialki 252,natomiast reszta to tereny rolne,dlatego opozycja wystąpila ze stosowną interpelacją na temat zlożenia szczegółowych wyjaśnień na temat zagospodarowania całej w/wym.działki.

  6. Linia segregacyjna do rozbiórki,dec. Powiatowego Insp.Nadzoru Budowlanego w Gliwicach,wł. Synergia złożył odwołanie do wyższej instancji,sprawa w toku,dam znać jak coś się dowiem.

  7. Z tego co się dowiedziałem Synergia odwołała sie do Wojewódzkiego Nadzoru Budowlanego w Katowicach,czekamy na roztrzygnięcie,widać że grają na czas bo wanny nadal jeżdżą na wysypisko.

  8. Nie ma śladu po mobilnej linii,co oznacza że na chwilę obecną żadne wanny z syfem mają zakaz wjazdu na teren składowiska,które ma być sukcesywnie rekultywowane.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*