Smutna degradacja

4 komentarze

Jakie skojarzenia przynosi słowo „Gliwice”? Dla niektórych – to prężny w kraju ośrodek nauki i techniki. Takie odczucia wzmacnia internetowa Wikipedia, która informuje, że Gliwice są siedzibą wyższej uczelni technicznej, 3 placówek Polskiej Akademii Nauk oraz 5 samodzielnych instytutów naukowo-badawczych. Do tej grupy zaliczono w Wikipedii m.in. Instytut Materiałów Ogniotrwałych (IMO) przy Toszeckiej 99.

A tymczasem IMO nie istnieje już od 9 lat. Wielu gliwiczan przechodzących ulicą Toszecką w rejonie popularnej gazowni nie wie o tym, że usytuowany obok niej charakterystyczny czterokondygnacyjny budynek zmienił swoje przeznaczenie jeszcze w 2007 roku. Obecnie jest to – jak głosi napis przy drzwiach wejściowych – Oddział Materiałów Ogniotrwałych (OMO) Instytutu Ceramiki i Materiałów Budowlanych w Warszawie. 

OMO - widok obecny

Ma więc bardzo podobny status, jak Centrum Onkologii nad Kłodnicą, które również jest terenowym oddziałem Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Niedawna batalia społeczna o usamodzielnienie gliwickiej placówki medycznej przyniosła – przypomnijmy – kompletne fiasko.

Dyrektor stołecznego IO nie chciał pod żadnym pozorem wypuścić z rąk gliwickiego oddziału. Bronił się rękami i nogami przed takim rozstrzygnięciem, bo wiedział, że wyodrębnienie – świetnie prosperującej – gliwickiej jednostki ze struktury organizacyjnej instytutu może narazić warszawską centralę na poważne kłopoty finansowe.

Od IMO do OMO

Podobne względy sprawiły w swoim czasie, że po 54 latach samodzielnego funkcjonowania przestał istnieć w naszym mieście Instytut Materiałów Ogniotrwałych. We wrześniu 2007 r. stał się terenowym oddziałem Instytutu Szkła i Ceramiki w Warszawie. Taki sam los spotkał wtedy opolską placówkę naukową – Instytut Mineralnych Materiałów Budowlanych, który również został zdegradowany do roli oddziału ISiC. Ówcześni szefowie IMO z Gliwic i IMMB z Opola nie mieli nic do gadania – musieli potulnie zgodzić się na wchłonięcie obu placówek przez stołecznego olbrzyma.

Tytan po zagarnięciu jednostek z południowej części kraju poszerzył swoją nazwę o dodatkowe trzy słowa. Z Instytutu Szkła i Ceramiki przeobraził się w Instytut Szkła, Ceramiki, Materiałów Ogniotrwałych i Budowlanych. Ciągle jednak było mu mało. Tytan zapragnął być prawdziwym gigantem na wzór King-Konga (goryla o monstrualnych rozmiarach, uwiecznionego m.in. w pamiętnym filmie Petera Jacksona z 2005 roku).

Z początkiem 2010 roku zaanektował więc jeszcze jedną – samodzielną dotąd – placówkę naukowo-badawczą: Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Betonów CEBET z Białołęki. Stał się on także częścią stołecznego kolosa. Wówczas wielkolud znów zmienił nazwę. Od tamtej chwili zwie się Instytutem Ceramiki i Materiałów Budowlanych (ICiMB).

Rozbudowana do gigantycznych rozmiarów instytucja ma swoją główną siedzibę przy ul. Postępu 9 w warszawskiej dzielnicy Mokotów (trzeba przyznać, że to specyficzny postęp). ICiMB dysponuje trzema terenowymi oddziałami na południu Polski – w Gliwicach (OMO), Krakowie (SiMB) i Opolu (IPMB). Pod względem językowym najbardziej znamienna wydaje się nazwa jednostki gliwickiej.

Jak przekształcić OMO w ZOMO?

Gdyby tylko dodać do niej jedno słowo (Zamiejscowy Oddział Materiałów Ogniotrwałych), to skrót literowy takiej nazwy przyjąłby postać: ZOMO. Skojarzenia ze Zmotoryzowanymi Odwodami Milicji Obywatelskiej (ponurą formacją paramilitarną, istniejącą w latach 1956-1989) byłyby całkowicie uprawnione. Arbitralna decyzja sprzed 9 lat o przymusowej degradacji IMO do roli jednego z oddziałów warszawskiego molocha potwierdza tylko zasadność takich myślowych asocjacji.

Dlaczego w 2007 roku zlikwidowano samodzielną placówkę gliwicką z cennym dorobkiem naukowo-badawczym? Gdy nie wiadomo, o co chodzi,  to w grę wchodzą z pewnością pieniądze. Takie były zapewne przyczyny likwidacji instytutu, który przez ponad pół wieku był jedyną w kraju jednostką naukowo-rozwojową, wyspecjalizowaną w badaniach surowców i wyrobów ceramiki ogniotrwałej.

Kto się chełpi dorobkiem IMO?

Powstało w niej ok. 4,7 tys. wartościowych opracowań badawczych i fachowych ekspertyz. Naukowcy z IMO zgłosili ponad 630 projektów wynalazczych, uzyskując blisko 230 patentów. Efektem ich działalności były też liczne wzory użytkowe w dziedzinie ceramiki ogniotrwałej. W tym celu korzystano z nowoczesnej aparatury badawczej, która została zakupiona dla potrzeb IMO dzięki wydatnej pomocy finansowej Komitetu Badań Naukowych. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w IMO rozpoczynało swoje kariery wielu późniejszych pracowników naukowych wyższych uczelni technicznych i renomowanych ośrodków badawczych w całym kraju.

IMO na początku lat sześćdziesiątych XX wieku

IMO na początku lat sześćdziesiątych XX wieku

Czy wszystko to poszło na marne? Nasuwa się tu popularny wierszyk ludowy, który świetnie odpowiada na postawione pytanie:

Płynie rzeczka, a w niej

cztery jabłka płyną równo.

Między nimi płynie gówno.

Co to płynie? – pyta babka.

Na to gówno: to my, jabłka!

ICiMB na swojej stronie internetowej chełpi się imponującymi dokonaniami twórczymi, które w rzeczywistości są – tak naprawdę – rezultatami pracy innych instytucji, przejętych bądź  zaanektowanych w przeszłości przez stołecznego giganta. Oto wierny cytat fragmentu buńczucznej autoreklamy:  „Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych jest jedyną w Polsce jednostką naukowo-badawczą i wdrożeniową pokrywającą swoim obszarem działania wszystkie dziedziny nauki i przemysłu, związane z przetwórstwem surowców niemetalicznych, technologią produkcji materiałów ceramicznych i szkła, materiałów ogniotrwałych, mineralnych materiałów budowlanych, spoiw mineralnych oraz wyrobów betonowych”.

Zlikwidowana branża

Z przykrością trzeba odnotować, że nie tylko Instytut Materiałów Ogniotrwałych uległ likwidacji w naszym mieście. Unicestwiono także kilka innych instytucji i firm związanych z branżą ceramiki ogniotrwałej w Gliwicach. W miejscu dzisiejszego hipermarketu FORUM znajdowały się – przypomnijmy – Gliwickie Zakłady Materiałów Ogniotrwałych.

W biurowcu obok siedziby IMO przy ul. Toszeckiej funkcjonowało przez wiele lat Biuro Projektów Przemysłu Materiałów Ogniotrwałych. W obiekcie przy ul. Jana Śliwki (obecnie – budynek mieszkalny) mieściło się zaś samodzielne Technikum Ceramiczne, które potem przeniesiono na ul. Bojkowską, przydzielając mu rolę peryferyjnej placówki edukacyjnej, wchodzącej w skład Zespołu Szkół Budowlano-Ceramicznych.

W dawnej (zabytkowej) kamienicy przy ul. Zygmunta Starego była natomiast ulokowana w przeszłości administracyjna siedziba Zjednoczenia Przemysłu Materiałów Ogniotrwałych – organu zarządzającego branżą ceramiki ogniotrwałej w czasach gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Gliwice były bowiem w okresie PRL ważnym ośrodkiem tej gałęzi krajowego przemysłu. Miasto nad Kłodnicą stanowiło ponadto siedzibę kilku innych – prestiżowych w tamtej epoce gospodarczej – zjednoczeń przemysłowych: Budowy Aparatury Chemicznej METALCHEM, Budowy Pieców Przemysłowych, Farb i Lakierów POLIFARB oraz Syntezy Chemicznej.

Obecnie nie istnieje już żadne z dawnych zjednoczeń. Trafiły one na śmietnik historii wraz z upadkiem PRL. Uznano, że w gospodarce wolnorynkowej nie ma po prostu miejsca dla zjednoczeń przemysłowych. Nadal działają natomiast firmy, które z powodów marketingowych zachowały logo lub nazwę PRL-owskiego zjednoczenia. Jedynym wyjątkiem jest zjednoczenie fabryk zbrojeniowych BUMAR, które nie zostało unicestwione, lecz przekształcone w grupę kapitałową.

Zmieniły się zapachy

Czy faktyczna likwidacja całej branży ceramiki ogniotrwałej w Gliwicach była racjonalnym zabiegiem gospodarczym? Eksperci są do dziś podzieleni w opiniach na ten temat. Tylko w jednej sprawie są zgodni – stan techniczny Gliwickich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych  (u zbiegu ulic Piwnej, Traugutta i Lipowej) był katastrofalny. Anachroniczne przedsiębiorstwo produkcyjne nie spełniało wymogów nowoczesnej gospodarki i musiało zostać uśmiercone.

Stojące dziś na jego miejscu FORUM jest swoistym znakiem czasu. Spacerując po tym hipermarkecie i odwiedzając sklepy o efektownych nazwach BIG STAR, HOME & YOU, NEW YORKER, ORSAY czy też UNITED COLORS OF BENETTON warto sobie uzmysłowić, że niegdyś wytwarzano tam cegły szamotowe, a zapachy były nie do wytrzymania…

Tekst, zdjęcia oraz reprodukcje –

Zbigniew Lubowski

4 Comments on "Smutna degradacja"

  1. Ale przepraszam, o co chodzi? Przecież tak bardzo nam się podobają osiągnięcia 25 lat wolności i demokracji w Polsce… że jesteśmy ich w stanie bronić nawet za cenę otarć naskórka i pobić…

    • a biją odzyskujący gdzieś zagubioną godność prawdziwi patrioci, którym nie podoba się wolność i demokracja. bo bicie to taki nowy patriotyczny model debaty publicznej?

  2. Frankiewicz cale swoje rzady opiera na klamstwie. Tak faktycznie wygladaja Gliwice. Obiektywne nagranie:

    https://www.youtube.com/watch?v=mNQvi1MremQ

    • miasto wymarłe, a były radny B. wbrew przepisom podrużuje rowerem po chodnikach. to jak doniesienie na siebie, żeby policja odebrała mu prawo jazdy.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*