Spółki, rady, prezesury, to gliwickie synekury

 

Nie wszyscy muszą wiedzieć – synekura to dobrze płatne stanowisko nie wymagające żadnej pracy. No prawie żadnej W gliwickich realiach łączenie stanowisk w wielu spółkach z udziałem miasta zawsze było rodzajem wyróżnienia, nagrody. Oczywiście uzasadniano to wyjątkowymi przymiotami osób, które w tych radach zasiadały. Niezrozumiałe jest dla mnie zdziwienie czytelników, że Pan Tomala zarabia teraz ponad 30 000 zł miesięcznie. Przecież o to właśnie w tym chodzi – pełni rolę dozorcy i otrzymał inkubator, aby przetrwał, Ot, tak na dobry start w pofrankową rzeczywistość. A propos, myślicie, że w gliwickich warunkach to dużo? No, dajcie spokój! W 2012 roku prezesi i osoby związane z komunalnymi spółkami zarobili: Henryk Małysz (spółki grupy PRUiM), dla którego stałem się prawdziwym przekleństwem, ale który korzystając z osłony Zygmunta Frankiewicz dosłownie zgwałcił polskie prawo handlowe – ponad 455 tysięcy zł, nieżyjący już Henryk Błażusiak (PwiK) tylko w jednej spółce – 316 tysięcy złotych, Marek Sanecznik (PRUiM), zwykły radny, który kiedyś za moje publikacje groził mi sądem, dzięki działalności w gliwickim PRUiM zarobił prawie 257 tysięcy. O tym grzmiała cała Polska, tylko nie Gliwice. Wyobraźcie sobie, że trzech chłopaków Frankiewicza wysysało z komunalnej kasy ponad 1 000 000 (milion!) złotych rocznie. Naprawdę wierzycie, że obecna bezlitosna walka toczy się o waszą przyszłość? Wy najczęściej ciężko harujecie w podmiotach całkowicie niezależnych od gwiazdy samorządu, oni tracą fortuny.

Za swój największy sukces, pomijając teatr, nawet po latach uważam rozbicie pruimowskiego układu i sądowe przymuszenie do zwolnienia Małysza. Przy okazji kilka rad nadzorczych rozwiązano, otrzymaliście BIP w kilku spółkach, itd. To był pierwszy kamyczek, ale warto było. Sięgnięcie do faktów z niedalekiej historii z całą pewnością jednak musiałoby przynieść prawne konsekwencje. To już jednak nie moja sprawa.

Kiedy spojrzycie na skład rady nadzorczej PRUiM teraz zobaczycie inne nazwiska niż jeszcze niedawno. Zasiadali w niej chociażby Jerzy Golbik (skojarzenie nazwisk uzasadnione), czy rzecznik Frankiewicza Marek Jarzębowski (ot taka premia, cóż zatem dziwnego, że podszywał się pod fikcyjne osoby i obrażał gliwiczan). Takich osób było znacznie więcej – wynagradzanych za coś stanowiskami w prezydenckim folwarku komunalnym. Piszę o tym w tym kontekście, że to właśnie formacja reprezentowana przez Adama Neumanna firmowała to bagno, a on sam, jako jeden z zastępców był za to wszystko współodpowiedzialny. Sam zresztą zasiadał w RN Śląskiego Centrum Logistyki, a teraz zasiada w dwóch radach nadzorczych: Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i PWiK. Dla niego gwarancja ciągłości gliwickiej władzy samorządowej jest gwarancją własnego dobrobytu.

Gliwiczanie mieli okazję wielokrotnie być pouczani przez samego Frankiewicza i jego ekipę, żeby najpierw coś zrobili, czymś się wykazali. Niech wreszcie oni się wykażą – co zrobią sami bez gigantycznej miejskiej kasy, armii urzędników itp. Niech na wolnym rynku pokażą klasę. I tak mają fory w postaci tego, co „zarobili”. Nie chcę zanudzać Czytelników zawikłanymi kwestiami, dotyczącymi spółek miejskich. Chcę tylko zwrócić uwagę na fakty następujące, przy czym podam je „zajawkowo” w przypadkowej kolejności i bez rozwinięcia:

  1. Ilość majątku zgromadzonego w gliwickich spółkach jest porażająca

  2. Służą one nie tylko wykonywaniu zadań miasta, ale także premiowaniu swoich

  3. Przypadek spółek grupy PRUiM stanowi rażący przykład patologii, a wszystko co związane jest z oddaniem asfalciarni w ręce spółki, która potem wygrywa przetarg na DTŚ i w której zarządzie i radzie moszczą się za ciężkie pieniądze prezesi PRUiM, zasługuje na to, aby zajęła się tym prokuratura, ostatecznie rozwiewając wątpliwości

  4. Obecny „problem śmieciowy” to efekt dopuszczenia do dyktatury Remondisu, co jest pochodną polityki w PSiUO i struktury właścicielskiej w Śląskim Centrum Recyclingu. Na marginesie od niedawna prezeską PSiUO oraz członkiem rady nadzorczej Śląskiego Centrum Recyclingu jest Pani Magdalena Budny. Znacie? No właśnie…

  5. Podobną sytuację kroi nam się w spółce Piast. Tu nawet zachowana dominująca pozycja wynikająca z udziałów nie gwarantuje niczego – zmiany dokonane w statucie pod okiem Neumanna uzależniają wszelkie decyzje od zgody udziałowca mniejszościowego. Kuriozum

  6. Po wydaniu opinii krytycznej, Kamil Jany, szef Wydziału Nadzoru Właścicielskiego został przeniesiony na inne, podrzędne stanowisko

 

Wszelkie informacje na temat gliwickich spółek znajdziecie w info-poster.eu, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki. Dziś chciałem jedynie dać kontekst dla dyskusji o tym kto co zrobił a czego nie zrobił w Piaście. Oczywiste jest jedno – interes miasta okazał się mało ważny dla Adama Neumanna, skoro w imieniu samorządu zgodził się na zmiany w statucie. Powinien być z tego rozliczony, chyba że odpowiedzialność dotyczy tylko maluczkich.

 

Dariusz Jezierski

3 Comments on "Spółki, rady, prezesury, to gliwickie synekury"

  1. wścibski czytelnik | 29 grudnia 2019 at 1:12 pm | Odpowiedz

    cała prawda, ale czy na pewno ?

    Zachęcony sięgnąłem do wykazu członków rad nadzorczych gliwickich spółek. 

    Jakoś autorowi tekstu nie przeszkadza np. skład rady nadzorczej Śląskiej Sieci Metropolitalnej ? 

    Przeoczył, czy nie chciał psuć dobrego samopoczucia kandydatowi, którego popiera ?

    • Nie zajmowałem się przeglądem wszystkich spółek. Zrobiłem to kilka lat temu i dzięki temu w tej chwili mamy jako taki porządek 🙂 Dosłownie teraz udaję się na www aby sprawdzić o kogo chodzi…Chodzi o Aleksandrę Śnieżek? Cóą, zasiada tam chyba od dobrych kilku lat. Z całą pewnością jest spoza urzędowej kamaryli i nie pełniła funkcji w samorządzie. Nie wiem nawet jak się tam dostała. Wiem, że nie ma tu symptomów złamania prawa. Ale to wszystko co wiem. A propos, kandydatowi chyba bardziej niż podanie tej informacji zepsułaby humor wiadomość, że Pani Aleksandra straciła radę 😉 I jeszcze coś, najszczerzej: w nosie mam dobre samopoczucie wszystkich kandydatów. Mogli nie kandydować 😉

  2. Sądzę się z gminą o dowozy mojego niepełnosprawnego syna do Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego, który to dojazd syn ma zagwarantowany ustawowo. Wygrałam sprawę w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, a gmina złożyła skargę kasacyjną w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, co służy jedynie odwleczeniu sprawy, bo i tak ją wygram. Decyzję o złożeniu skargi zdążył pan Tomala podjąć na kilka dni przed odejściem ze stanowiska. Sprawę wygram, tyle że za jakiś rok do półtora. Ciekawe, kto opłaci koszty tych spraw oraz odszkodowania dla mnie, o które nie omieszkam się upomnieć…
    Liczę na to, że kolejny wybrany Prezydent nie będzie miał prawa w czterech literach. I że jak będę miała do niego sprawę, to będę mogła do niego przyjść i z nim porozmawiać na ten temat. Bo do p. Tomali próbowałam się umówić na rozmowę od października 2018 roku i nie udało mi się aż do czasu wyborów parlamentarnych. A jak próbowałam się go o sprawę dowozów zapytać publicznie, na jego FB, to kasował komentarze i w końcu mnie zablokował ‍??

Pozostaw odpowiedź Joanna K. Anuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.


*