Spółki to wrzód – rozmowa z posłem na Sejm RP, Andrzejem Gałażewskim

6 komentarzy

Zbigniew Lubowski: Czy zna pan Pawła Kukiza?

Andrzej Gałażewski: Wiem, kim jest – popularnym muzykiem (wokalistą) rockowym. Nie znam go jednak osobiście.

AG

Wespół z Piotrem Dudą, liderem „Solidarności”, propaguje on ostatnio ideę wprowadzenia zupełnie nowych zasad wyłaniania posłów na Sejm RP. Kukiz optuje za ustanowieniem w całym kraju jednomandatowych okręgów wyborczych.

Artyści, jak Paweł Kukiz, powinni sobie cenić osobistą wolność twórczą i zachowywać dystans wobec polityki. Pomysł lansowany obecnie przez Kukiza nie jest nowy. Przed laty z taką koncepcją wystąpiła – przypomnę – Platforma Obywatelska. Inicjatywa doczekała się częściowego urzeczywistnienia w 2011 roku. Wtedy właśnie przeprowadzono wybory do Senatu RP wg tych reguł. Jaki efekt to przyniosło? Chyba zupełnie odmienny od zamierzeń pomysłodawców. Senat jest niemal w stu procentach podzielony pomiędzy dwie partie polityczne – PO oraz PiS. Zasiada w nim tylko kilku senatorów niezależnych. Potwierdziło się, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych (stosowanych od wielu lat w niektórych krajach, w tym np. w Wielkiej Brytanii) utrwala tylko podział krajowej sceny politycznej na dwie lub co najwyżej trzy zasadnicze grupy.

Paweł Kukiz uważa jednak, że radykalna zmiana sejmowych zasad wyborczych jest nieodzownym warunkiem uzdrowienia polskiego życia politycznego. Nie może być tak, że liderzy partii politycznych mają decydujący wpływ na kształt list wyborczych do Sejmu RP – twierdzą Kukiz i Duda.

To jest niedobre zjawisko, że znany związkowiec, lider „Solidarności”, zajmuje się sprawami czysto politycznymi. Pozostaje to bowiem w jawnej sprzeczności z jego wcześniejszymi deklaracjami apolityczności. Taką postawę Dudy oceniam jako ewidentną hipokryzję. Propozycja wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja nie należałem nigdy do grona orędowników takiego rozwiązania. Trzeba pamiętać o tym, że zmiana sejmowych zasad wyborczych wymagałaby nowelizacji obecnej konstytucji. To nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Można natomiast rozważyć koncepcję wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach samorządowych. Wiem, że prezydent RP, Bronisław Komorowski, jest zwolennikiem takich zmian.

Gliwicki samorząd jest w ostatnich tygodniach miejscem intrygujących zdarzeń. Rondo u zbiegu Toszeckiej i Warszawskiej ochrzczono w ubiegłym miesiącu imieniem Lecha Kaczyńskiego. Taką decyzję podjęli wspólnie radni Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Od dawna prezentuję pogląd, że gliwiccy radni powinni zająć się kompleksowym uporządkowaniem nazewnictwa miejskich ulic, placów, skwerów i rond. Niektóre z istniejących nazw ulic są bowiem kompromitujące. Mamy m.in. w mieście ulice Karola Marksa, Władysława Gomułki, Róży Luksemburg czy Feliksa Niedbalskiego. Do takiego zestawu politycznego dołączono teraz rondo im. Lecha Kaczyńskiego. To zdumiewające rozstrzygnięcie. Dziwi mnie to tym bardziej, że wśród radnych, którzy poparli wniosek gliwickiego klubu sympatyków „Gazety Polskiej” w tej sprawie, znaleźli się też dwaj reprezentanci PO.

W Radzie Miejskiej szykuje się chyba zmiana lokalnych sojuszy politycznych. Zgłoszono oficjalny wniosek o odwołanie Kajetana Gorniga ze stanowiska wiceprzewodniczącego RM. Ma on być zastąpiony – najprawdopodobniej – Krystyną Sową z drużyny Frankiewicza.

Zawsze tak było, że wizja bezpośredniego sprawowania władzy podniecała wielu ludzi. Być może gliwiccy radni PiS postanowili więc znaleźć się w kręgu miejskiej władzy Frankiewicza i jego ekipy. Na początku obecnej kadencji samorządowej przypuszczałem, że przed kolejnymi wyborami w 2014 roku może nastąpić zaostrzenie relacji politycznych między PO a PiS w mieście. Nie sądziłem jednak, że przybierze to aż taką postać. Niewykluczone, że obie drużyny – KdG oraz PiS – zawarły cichy sojusz polityczny w myśl znanej zasady: „Mamy wspólnego wroga, a więc powinniśmy się trzymać razem”.

Jeden z gliwickich dziennikarzy napisał w swojej macierzystej gazecie: „prezydent miasta odzyskał większość w Radzie Miejskiej”.

Życie pokaże, czy tak będzie w rzeczywistości. Myślę, że dobrze by się stało, gdyby teraz – po spodziewanej zmianie lokalnych sojuszy politycznych – grupa radnych PiS zachęciła ekipę prezydencką do skutecznego załatwienia kilka ważnych spraw, które do tej pory nie zostały jeszcze sfinalizowane. Mam na myśli przede wszystkim problem szkolnictwa młodzieży niepełnosprawnej (skandaliczne wyrzucenie uczniów z budynku oświatowego przy ul. Ziemowita).

Był pan jednym z uczestników niedawnego spotkania Frankiewicza ze śląskimi samorządowcami i parlamentarzystami. Prezydent miasta poskarżył się na brak pieniędzy na realizację planowanych inwestycji w Gliwicach.

Spotkanie to odebrałem jako płomienny apel Frankiewicza do posłów: „wykorzystajcie swoje kontakty do zdobycia z różnych źródeł pieniędzy dla miasta”. Nie akceptuję takiej metody postępowania. Uważam, że podobne rozmowy z posłami nie powinny być prowadzone dopiero wtedy, gdy brakuje środków finansowych na zadekretowane przez prezydenta miasta zadania inwestycyjne. Taka debata powinna się toczyć wcześniej, na etapie planowania poszczególnych przedsięwzięć. Parlamentarzyści winni wręcz uczestniczyć w wypracowywaniu lokalnych decyzji inwestycyjnych.

Czy budowa potężnej i kosztownej hali widowiskowo-sportowej PODIUM jest już przesądzona?

Obawiam się, że jest to nieuchronne. Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że kosztowny obiekt stanie się skarbonką bez dna, do której trzeba będzie regularnie dokładać spore pieniądze. Wszyscy gliwiczanie będą musieli przez długie lata finansować tę prezydencką fanaberię inwestycyjną.

Czy przygląda się pan działalności gliwickich spółek komunalnych z większościowym udziałem miasta?

Funkcjonowanie tych spółek jest – mówiąc metaforycznie – wrzodem na miejskim organizmie. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku byłem prezydentem miasta, uporczywie głosiłem tezę, że nie wolno socjalizmu państwowego zastępować socjalizmem gminnym. A teraz tak się właśnie w mieście dzieje. Spółki, w których miasto ma większościowe udziały, są elementem patologii gospodarczej. Samorząd winien tworzyć warunki sprzyjające rozwijaniu efektywnej przedsiębiorczości, a nie prowadzić we własnym zakresie taką działalność. Eliminuje to bowiem konkurencję, która jest mechanizmem napędowym gospodarki.

O których spółkach pan mówi?

Posłużę się charakterystycznym przykładem. Miasto Gliwice ma m.in. większościowe udziały w spółce „Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji”. W praktyce oznacza to, że władze miejskie są zainteresowane dobrą kondycją ekonomiczną PWiK. W interesie miasta leży więc osiągnięcie jak największych zysków płynących z dostarczania ludziom wody i odprowadzania ścieków. W tym celu trzeba zatem ustanowić jak najwyższe opłaty wodno-kanalizacyjne. Prezydentowi miasta nie zależy więc – z definicji – na ochronie ekonomicznych interesów mieszkańców, lecz na maksymalnym windowaniu wysokości zysku spółki. W efekcie takie podmioty gospodarcze, jak PWiK czy PEC, cementują tylko istniejący układ monopolistyczny. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ekipa prezydencka, składająca się przecież z samych liberałów, stosuje takie praktyki, stanowiące w istocie oczywiste zaprzeczenie reguł liberalizmu.

Na koniec zostawiłem sobie pytanie dotyczące życia prywatnego. Andrzej Gałażewski i Zygmunt Frankiewicz mieszkają – jak wiadomo – w sąsiednich domkach jednorodzinnych, oddzielonych od siebie wysokim płotem granicznym. Czy utrzymujecie ze sobą jakiekolwiek więzi sąsiedzkie?

Żaden z nas nie jest osobą o szczególnej aktywności towarzyskiej. Nie utrzymujemy żadnych kontaktów sąsiedzkich. Jestem przekonany, że nie cierpimy z tego powodu.

rozmawiał: Zbigniew Lubowski

6 Comments on "Spółki to wrzód – rozmowa z posłem na Sejm RP, Andrzejem Gałażewskim"

  1. Od początku z szemraną koalicją Frankiewicza i z nim samym współpracują postesbecjobolszewicy i teraz już otwarcie dołączyli do tej antygliwickiej sitwy radni z PiS.
    Czym więc różni się PiS od bezpośrednich spadkobierców bierutogomułkogierkojaruzelskostalinowców?

  2. GOGOL PRZEJAZDEM | 23 marca 2013 at 12:57 pm | Odpowiedz

    „…Artyści, jak Paweł Kukiz, powinni sobie cenić osobistą wolność twórczą i zachowywać dystans wobec polityki…”
    Achtung, Achtung,Wnimanie ,Wnimanie, Attention:
    Treść sms’a:
    „Polacysąpolitykamiwpoezjiipoetamiwpolityce”jakpowedziałpewienBismarckiicybamiałrację.
    Trudno się czyta nie ?
    Ale za to ławo się zapomina…
    *****************************
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…

  3. Spółki miejskie tworzą Dwór Frankiewicza, dlatego ten „liberał” wciąż trwa na fotelu prezydenta, a z nim żyje z miasta plejada miernych, ale wiernych postaci, jak z „Rewizora”. Mówienie o nim i jego ekipie, że to liberałowie jest tak samo zasadne jak twierdzenie, że PiS jest prawicowa, a SLD lewicowa. Liberałami są tylko wtedy, gdy trzeba wyciągnąć dla siebie kasę.
    Właściwie dziwię się, że Frankiewicz nie pojawił się w hali Stoczni wśród oburzonych i zmielonych, przecież lubi przyklejać się do płynącego okrętu, zwłaszcza, jeśli ten okręt ma na celu staranowanie PO. Tam mógł wystąpić w charakterze oburzonego obywatela i polityka. Skoro okazał się utalentowany teatralnie, bowiem z powodzeniem odgrywa rolę niezależnego od partii politycznych, to być może udałoby mu się zabłysnąć jako ludowy trybun.
    Frankiewicz na pewno zechce zostać senatorem, o co zabiega prezydent Komorowski. Wtedy dożywocie na fotelu prezydenta Gliwic będzie mieć zagwarantowane. I może tylko dlatego nie przykleił się jeszcze do Dudy i Kukiza obawiając się, żeby nie umoczyli go, jak poprzednio jego kandydat na senatora prezes BCC Marek Goliszewski.
    A czy przyjaźń między Frankiewiczem i Goliszewskim nadal trwa, czy uwiędła? Niedługo jubileuszowe posiedzenie Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC z innym przyjacielem Frankiewicza, Januszem Steinhoffem, więc może i nasz prezydent tam się pokaże i udzieli zebranym choćby kilku bezcennych rad i wskazówek?

  4. marianandrzejczak | 23 marca 2013 at 2:23 pm | Odpowiedz

    Silne i stabilne Państwo ?
    Dziwne prawda?
    A co na to wolny rynek pod patronatem Rostowskiego i zarządem Pana Tuska?

    Państwo potrzebne od zaraz P.Ik.
    Tylko jedna trzecia Polaków (33,4 proc.) sądzi, że wolny rynek jest lepszy niż socjalistyczna, państwowa gospodarka planowa. Oczekiwania społeczeństwa wydają się żywcem wyjęte z czasów PRL. Z badań wynika np., że Polacy chcieliby, aby to rząd zapewniał obywatelom pracę (85 proc.) oraz żeby miejsca pracy tworzył (93 proc.). Zapewniać ma też darmową opiekę zdrowotną (85 proc.) oraz dostęp do przedszkola (aż 95 proc.). Z badań wynika również, że mając wybór: praca w państwowej firmie czy prywatnej, wybieramy państwową (ponad 61 proc.).
    Autor tego badania „Postawy ekonomiczne w czasach niepewności” przeprowadzonego na zlecenie Akademii Leona Koźmińskiego przez CBOS, prof. Krzysztof Zagórski, przestraszył się jego wyników i uparcie twierdzi, że nie są one przejawem tęsknoty za Polską Ludową. Rosjanie mawiają:” Kto sądzi, że Związek Radziecki może powrócić jest bez rozumny, kto za nim nie tęskni, jest bez serca.” Nie można odwrócić biegu historii i nie warto próbować. Przyszedł jednak czas ważnych przewartościowań dotyczących zmian ustrojowych jakie dokonały się po 1989 r.
    Dwie trzecie społeczeństwa, jak wynika z cytowanego badania negatywnie ocenia nowy ustrój. A zdecydowana większość tęskni za interwencjonizmem państwowym w gospodarce i państwem opiekuńczym. Tymczasem na scenie politycznej nie ma dziś ugrupowania, które konsekwentnie wychodziłoby tym oczekiwaniom naprzeciw. Janusz Palikot mówiąc 1 maja o tym, że państwo powinno budować fabryki kierował się jak najbardziej słuszną intuicją, tyle, że był to skrót myślowy, programowo niczym specjalnie nie obudowany, więc media głównego nurtu nie miały trudności z obśmianiem tego pomysłu. A przecież rola państwa w tworzeniu miejsc pracy nie jest żadnym dziwolągiem czy ekonomiczną herezją, lecz stałą praktyką wielu państw rozwiniętych. Określane jest to też często mianem patriotyzmu ekonomicznego.
    Zjawisko to znakomicie ilustruje repatriacja miejsc pracy z fabryki samochodów w Tychach z powrotem do Włoch. Zakład w Polsce był perłą w koronie turyńskiego koncernu, gdyż obok niskich kosztów produkcji, niskich płac dawał dużą wydajność i znakomitą jakość. Dlaczego więc złamano neoliberalną zasadę maksymalizacji zysku za wszelką cenę, by produkować te samochody drożej we Włoszech? Bo Fiat uległ naciskom politycznym rządu w Rzymie. Bo droższe miejsca pracy we Włoszech były dla politycznych decydentów ważniejsze niż zyski udziałowców koncernu.
    Inny przykład: Gdy w 2005 roku włoska firma ENEL próbowała dokonać wrogiego przejęcia energetycznego potentata francuskiego Suez, rząd francuski zainicjował fuzję między Suez’em a Gaz de France, udaremniając przejęcie. Patriotyzm ekonomiczny wiąże się z chęcią zachowania kontroli nad strategicznymi sektorami gospodarki.
    Polskie rządy od początku transformacji trzymały się neoliberalnej ortodoksji, a nawet często prowadziły politykę, która faworyzowała kapitał zagraniczny w stosunku do własnych firm i branż. Klasycznym tego przykładem było utrzymywanie ceł na import komponentów dla polskich zakładów farmaceutycznych, podczas gdy import gotowych leków od konkurencji był wolny od cła. Nic dziwnego, że w takich warunkach Polfy upadały, jedna po drugiej, a ceny leków rosły.
    Z innego badania (najnowsza edycja Indeksu Genworth) wynika, że w 2012 r. jedynie 1 proc. z 1000 zbadanych w Polsce gospodarstw domowych zakwalifikowano do grupy stabilnych finansowo, czyli bez kłopotów finansowych i z optymizmem patrzących w przyszłość. Najwięcej, bo aż 48 proc. polskich gospodarstw, znalazło się w grupie ostrożnych – oznacza to, że choć nie mają kłopotów finansowych, to jednak obawiają się przyszłości. Odsetek gospodarstw niestabilnych finansowo w porównaniu z 2008 r. wzrósł o dwie trzecie, a udział gospodarstw stabilnych finansowo spadł pięciokrotnie. Ta niestabilność bierze się stąd, że dwie trzecie społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności i nie osiąga płacy średniej, tonie w długach i nie jeździ na urlopy. Ludzie ci oczekują, że państwo w walce z kryzysem będzie po ich stronie i to na dwa sposoby. Po pierwsze, podejmie aktywne działania zmierzające do tworzenia miejsc pracy. Po drugie, będzie łagodzić skutki kryzysu prowadząc aktywną politykę socjalną.
    Mówienie w Polsce o kryzysie jest oczywiście pewnym nadużyciem. Mamy bowiem raczej kryzys społeczny wywołany wyjątkowo niesprawiedliwym podziałem dochodu narodowego niż kryzys ekonomiczny, gdyż Polska należy do nielicznych krajów wykazujących wzrost PKB. Można więc mówić raczej o pewnym spowolnieniu niż kryzysie.
    W naszym kraju żyje 650 tys. bogatych i zamożnych (dane firmy doradczej KPMG). Największą liczbę stanowią osoby zamożne, z dochodami powyżej 7,1 tys. zł brutto. Liczba bogatych, którzy mogą pochwalić się płynnymi dochodami powyżej 1 mln dol. i miesięcznym dochodem brutto powyżej 20 tys. zł sięga już 50 tys. Powyższa informacja jest tak naprawdę porażająca. Oznacza bowiem, że przy progu zamożności ustanowionym dość nisko – 7.100 zł brutto (5013 zł na rękę) osób zamożnych i bogatych jest w Polsce zaledwie 650 000. Wszyscy inni są poniżej tej kreski, czyli praktycznie nie mają prawie wcale możliwości oszczędzania na czarną godzinę w obliczu nadchodzącego kryzysu. Jeżeli do tego dodamy, że aż 53 proc. Polaków boi się stracić pracę oraz tego, że nie znajdzie nowej, to uzyskamy obraz społeczeństwa pogrążonego w głębokiej traumie, które tęskni za silnym państwem, które odbudowałoby jego poczucie bezpieczeństwa.

    Tekst ukazał się w najnowszym numerze „Faktów i Mitów”

  5. Radni PO i sama PO i posłowie tej partii są sami sobie winni nie musieli chronić oligarchy teraz ten im się odwdzięcza. Zapamiętajcie daty 2009 roku maj 2012 kwiecień-16 września listopad grudzień 2012 roku czas wypłacić tym panom ich judaszowe srebrniki podobnie jak Pazernym i Sprzedajnym z PIS. Ponadto trzeba będzie wprowadzić świeże powietrze w prezydium.

Odpowiedz na „marianandrzejczakAnuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.


*