Sprawa Jazovii – post scriptum

5 komentarzy

Gwoli rzetelności, po zapoznaniu się z dokumentami, wypada mi opublikować pełne informacje, dotyczące wynajmu sali CK Jazovia dla obchodów 25-lecia samorządności (1 czerwca 2015 roku).

Umowa opisana lakonicznie w rejestrze umów jako umowa dotycząca tylko wynajmu sali (dlaczego?) zawiera klauzule, z których wynika iż 49 200 zł brutto to kwota za którą zleceniobiorca zobowiązał się do udostępnienia dwóch sal, szatni, zaplecza kuchennego, zorganizowania występu KK Pearls oraz Orkiestry Aukso, zapewnienia nagłośnienia i oświetlenia, zapewnienia obsługi technicznej, obsługi szatni, dokonania wszelkich rozliczeń i formalności, dotyczących organizacji koncertu. To oczywiście dużo więcej niż sam "wynajem pomieszczeń", który jakaś urzędniczka ujęła w rejestrze.

Miałem okazję widzieć również rozliczenia z wykonawcami i ZAiKS, opiewające na kwotę około 34 000 zł. Po zapoznaniu się z materiałami uznałem, że informacja na ten temat powinna być bezwzględnie opublikowana jako post scriptum do poprzedniego tekstu.

Poprosiłem przy okazji Krzysztofa Kobylińskiego o możliwość obejrzenia CK Jazovia, w celu wyrobienia sobie własnej opinii na temat tego miejsca, którego dotąd nie miałem okazji odwiedzić. Oczywiście z chęcią podzielę się wrażeniami z Czytelnikami.

Dariusz Jezierski

5 Comments on "Sprawa Jazovii – post scriptum"

  1. Recenzje z koncertów pisał, a matecznika festiwalu nie widział. Warto pokonać wszystkie schody, żeby umościć się na krześle między dwoma słupami i kontemplować urok "najlepszej miejscówki w Polsce". Jak gospodarz będzie w dobrym humorze, to może sprezentuje płytę na pamiątkę, a może nawet da zajęcie w wolontariacie.

    • Jeśliby szanowny komentator uwzględnił, że owe recenzje dotyczyły pierwszej edycji, przypomniałby sobie, że odbyła się ona w „Bajce’. Zatem „matecznik” miał się do niej nijak. Reszty wypowiedzi pozwolę sobie nie komentować. Tak wiele wszelakich dóbr dają mi w Gliwicach, że aż się sam gubię i nie chcę się pomylić.

      • Wymówka słaba jak, w mojej opinii, festiwal. Jeśli jednak tak się podobał, to co sprawiło, że w kolejnych edycjach kolega nie uczestniczył? Czyżby wejściówki do miejscówki "wyszły"?

        • Gdyby Szanowny Komentator wnikliwiej spojrzał na daty sam odpowiedziałby sobie. Na pierwszy festiwal chodziłem „oficjalnie”, jako dziennikarz nieistniejącej już Gazety Gliwickiej, odpowiedzialny za jej dział kulturalny. Decyzją redaktorki naczelnej GG promowała festiwal. W kolejnych latach zajmowałem się już zupełnie innymi sprawami, o czym być może także Szanowny Komentator kiedyś słyszał i najzwyczajniej w świecie nie mogłem sobie pozwolić nawet na zakup nowych porcięt gdzieś indziej niż w „sekendhendach” 🙂 Wszelkie wejściówki stały się dla mnie niedostępnym towarem luksusowym 🙂 A kiedy już wchodziłem, czyniłem to już tylko w zgodzie z własnymi preferencjami.

           

  2. "Jakaś urzędniczka" a może od razu "urzędnicza biurwa", co? A może to był urzędnik? To mężczyźni bywają bardziej niechlujni… 😉

Leave a comment

Your email address will not be published.


*