Sprawa Marka Sanecznika wypłynęła z Gliwic…

Do Pyskowic… W zasadzie powinienem się tylko usmiechnąć i przejść nad wszystkim do porządku dziennego… Nie zrobiłem tego, ze względu na aspekt sprawy, który dotyczy naszego prawa do bycia świadomym uczestnikem rzeczywistości.

Zostałem wezwany na świadka. Nic nadzwyczajnego, ze względu na moją działalność. Choć przyznam się, że zdziwiło mnie iż miejscem świadkowania ma być Komisariat Policji w Pyskowicach, a stawić mam się na godzinę 8. A może nie powinienem się dziwić? Przeczież skoro:

  • sprawa dotyczy mieszkańca Knurowa, który jest radnym gminy Knurów i prezesem spółki PRUiM-MOSTY w Gliwicach
  • sprawa dotyczy spółki zarejestrowanej w Gliwicach
  • prowadzi ją gliwicka Prokuratura po zawiadomieniu Przewodniczącego Rady Miejskiej w Knurowie
  • wzywany świadek mieszka w Gliwicach

to naturalne jest, że sprawę musi prowadzić Policja nie z Gliwic, czy z Knurowa ale z Pyskowic…

Ciekawe, że postępowanie dotyczące zatajenia prawdy w oświadczeniu majątkowym przez radnego Rady Miejskiej w Gliwicach Tadeusza Olejnika toczy się jednak w Gliwicach…

http://info-poster.eu/tadeusz-olejnik-zatail-posiadanie-udzialow-w-spolce/

Do sprawy Olejnika nawiązałem w swoich zeznaniach – z przyczyn oczywistego, ścisłego związku między Panami. Co ciekawe, przesłuchująca mnie Pani sierżant nic na temat tych powiązań nie wiedziała.

Przyznam, że zaskoczyło mnie, być może zwyczajowe pytanie o to, skąd powziąłem informacje. Zdziwiłem się wskazując, że nie ja jestem zawiadamiającym, ale przew. Rady Miejskiej Knurowa, a informacje powziąłem tam, gdzie one się znajdują, tzn. w KRS. Zdziwiłem się, że w postępowaniu iprzedmiotem zainteresowania jest sposób zdobycia informacji a nie czyn, o którym informowałem.

Samo zeznanie objęte jest rzecz jasna tajemnicą do czasu zakończenia postępowania. Mogę jednak podzielić się z Czytelnikmi dwiema refleksjami, które po części zawarłem w zeznaniu.

Po pierwsze poprosiłem o zaprotokołowanie, że mamy do czyniena z absurdalną sytuacją prawną, w której możliwe jest, że osoba objęta koniecznością składania oświadczeń majątkowych może nabyć dowolną ilość udziałów w dowolnej spółce za dowolną kwotę np. 2 stycznia danego roku i jeśli zbędzie je nieodpłatnie przed 31 grudnia na rzecz chociażby członka najbliższej rodziny, przy zastosowaniu wykładni jezykowej odpowiednich przepisów nie musi ona w żaden sposób wykazać tego w oświadczeniu majątkowym. Zatem osoba je składająca może w taki sposób przez wiele lat faktycznie ukrywać zarówno charakter, rozmiary, jak również podmiotowość takiej działalności. Jest to sytuacja w sposób oczywisty sprzeczna z intencją przyświecającej wprowadzeniu oświadczeń.

Po drugie wskazałem na fakt, że sytuacja, w której radny jednej gminy jest udziałowcem spółki, w której udziałowcem drugim jest prezes spółki powiązanej ze spółką komunalną i ukrywa się to przez 10 lat, by potem sprzedać udziały radnemu innej gminy, który jest prezesem innej spółki powiązanej ze spółką gminną w gminie, w której radnym jest osoba zbywająca mu akcje, jest w sposób oczywisty tym rodzajem powiązań, które społeczeństwo powinny interesować najbardziej i w interesie publicznym leży ich wyświetlanie.

Reasumując, wczoraj wstałem wcześniej, wsiadłem w autobus i pojechałem do Pyskowic, zadając sobie pytanie, jaka intencja przyświecała tym, którzy o tym zadecydowali. Czy był to psikus pod moim adresem? Czy jednak dążenie do tego, aby policjanci prowadzący obie sprawy nie dostrzegali ich ewidentnej części wspólnej?

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "Sprawa Marka Sanecznika wypłynęła z Gliwic…"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*